28Lip

A wszystko sprowada się do historii udomowienia…

Dziś zapraszam Was na recenzję książki Człowiek i pies – o głaskaniu, stresie i oksytocynie wydawnictwa PWN, którą juz dośc dawno dostałam do recenzji, ale z wielu rożnych powodów dopiero niedawno wzięłam się za jej napisanie. Gdybym miała podsumować ją w jednym zdaniu to brzmiało by ono prawdopodobnie: A wszystko sprowada się do historii udomowienia…

Co jest tak niezwykłego w przyjaźni między psem a człowiekiem?

Jaki sens kryją te wszystkie historie o psach, które ponoć czytają w myślach, podsłuchują nasze rozmowy przy kawie i znikają błyskawicznie, gdy wspomni się o czymś nieprzyjemnym, jak na przykład wizyta u weterynarza? Czy relacja człowieka i psa jest naprawdę czymś wyjątkowym, czy jedynie – patrząc z zimnym dystansem – wyolbrzymioną przez ludzi, w gruncie rzeczy całkiem „błahą” sprawą? Mniej więcej tak samo „błahą”, jak relacja z wieloma innymi zwierzętami, które czują się pod naszą opieką lepiej lub gorzej. Czy pies jest „szczęśliwy” ze swojego życia w rodzinie składającej się jedynie tylko z ludzi i czego potrzebuje, żeby być „szczęśliwym”? A czego potrzebują jego pan i pani, żeby być równie „szczęśliwymi”?

Christoph Jung i Daniela Pörtl poszukują odpowiedzi na te pytania i opowiadają o kulisach szczególnego partnerstwa między człowiekiem i psem. Objaśniają, dlaczego kochamy psy i w jaki sposób nasza wspólna historia sprawia, że nie da się mówić o psach, nie mówiąc o ludziach. A także odwrotnie: nie możemy mówić o ludziach, nie wspominając o psach.

Na rynku jest bardzo dużo dobry i wartościowych książek o psach. Wiele z nich mówi o wychowaniu i szkoleniu, spora część o szeroko pojętej psiej psychologii – po to by móc lepiej zrozumieć naszego puila. Dość dawno do recenzji dostałam jedną z tych książek, które mogą spokojnie zagościć w biblioteczce psiarza. Człowiek i pies – o głaskaniu, stresie i oksytocynie to pozycja o charakterze popularnonaukowym. Mimo, że jest napisana całkiem przystępnie nie zaklasyfikowałabym jej jako lekkiej lektury do poduszki. Jeżeli chcemy ją dobrze przeanalizować i zrozumieć co autorzy chcą przekazać czytelnikowi, pochłaniając ją w jeden wieczór nie wiele z niej wyniesiemy. Ale kiedy zastanowimy się nad poszczególnymi podrozdziałami, gwarantuję że  każdy z was znajdzie w niej coś dla siebie.

Sama książka bardzo szeroko porusza proces udomowienia psa odwołując się do wielu teorii. Jak to się stało, że to właśnie wilk, a nie koń czy kot jako pierwszy został „zwierzęciem domowym”. I właściwie jakby się dobrze zastanowić cała książka kręci się właśnie wokół tego. Że psy, a właściwie wilki jako jedyne były w stanie tak zżyć się z człowiekiem by doszło niejako do samoistnego ich udomowienia. Bardzo ciekawym fragmentem był rozdział o współodczuwaniu i neuronach lustrzanych tłumaczący, dlaczego to właśnie psy towarzyszą nam od zarania dziejów. Niestety j książka jest bardzo krótka i choć porusza wiele kluczowych zagadnień w nauce o psach, wielu z nich nie rozwija,  jedynie o nich wspominając lub nawiązując. Więc osoby, które biorą ją jako swoją pierwszą psią lekturę, chcą zrozumieć ją w 100% będą musiały czasem sięgnąć do Internetu lub innych pozycji, by rozwinąć poruszone w niej zagadnienia lub wspominane nazwiska czy przypadki. Ale nawet bez tego, książkę da się w 100% zrozumieć nie będąc maniakalnym czytelnikiem psich pozycji.

Książka porusza też bardzo ważny problem jakim są rasy. Jak wiecie udomowienie wilka nie było pstryknięciem palcami „pstryk” i jakiś wilk o długich łapach uznał, ze zostanie psem, żyjącym przy człowieku i chce być chartem, a inny który lubił bardziej zaganiać uznał że zostanie borderem. Udomowienie był to długi proces w którym, selekcjonowano jeszcze wtedy wilki, a może już pierwsze psy pod kontem, cech, predyspozycji i użyteczności krzyżując między sobą te osobniki, które spełniały oczekiwania dawnych ludzi. I o tym wielokrotnie wspomina książka. Że psy, ich rasy, czy grupy użytkowe zostały wyselekcjonowane pod kątem konkretnych zadań. A wygląd fizyczny w postaci, łatek, czy klapniętych uszu otoczonych spiralą loków był niejako efektem ubocznym. A to co dziś dzieje się z psami, to że nie patrzy się na cechy kluczowe dla rasy, tylko na wygląd, stopień nakropienia nosa, czy odpowiednią krzywiznę łap jest tylko głupim „widzimisię” i modą. Modą która okaleczyła psy stworzone do konkretnych zadań. Modą, która trwa nadal, w której ludzie kupują psy użytkowe chcąc zamienić je na kanapowce. Ale tak naprawdę jest to tylko jeden z podrozdziałów książki.

Inny bardzo szczegółowo opowiada o eksperymencie Bielajewa i jego lisach, swoją drogą jeden z moich ulubionych działów podczas kursów w Canidzie. O tym jak selekcja pod względem zachowań wpłynęła na wygląd zewnętrzny.

Jak widzicie na tych krótkich przykładach wszystko sprowadza się do udomowienia. To że pies lepiej potrafi wczuć się w nasz stan emocjonalny niż inne zwierzę, to że potrafi obserwować i kierować się naszymi wskazówkami, w jak sposób od zarania dziejów nam pomaga w życiu i dlaczego pies tak dobrze czuje się w naszym domu i towarzystwie, a my z uwielbieniem drapiemy go za uchem.

Jeśli chcesz dowiedzieć się dlaczego to pies jest towarzyszem człowieka, dlaczego tak świetnie się rozumiemy i dogadujemy, a przy tym poznać wiele ciekawostek o psach i eksperymentach (które warto poszerzyć w innych pozycjach) to ta książka jest jak najbardziej dla Ciebie.

yAutor: Jung Christoph, Portl Daniela
yWydawca: Wydawnictwo Naukowe PWN
yTyp oprawy: miękka
yData premiery: 05.06.2017

Ogółem: 144, dzisiaj: 1
  • czy znacie jakieś hodowle gdzie naprawdę na poważnie selekcjonuje się psy pod kątem charakterów a nie tylko pod kątem wyglądu(wzorzec rasy)?

    • Nie 🙁 Niestety. Bardzo bym chciała taką hodowlę poznać, która by zamiast psy w IPO na siłę pod uprawnienie hodowlane puściła np. w pasterstwo. Albo już jak robią uprawnienia z IPO to żeby to nie wyglądało jak paniczny atak owczarkowego kluska… no niestety. Patrząc na to co prezentują hodowle i czym chwalą się i szczycą w Internecie – dla mnie nie jest to nic czym warto się chwalić. Jeszcze u użytków jest to fajnie robione i tam znalazłabym fajną hodowlę z „charakterem”, ale na użytka trzeba mieć też czas i inną świadomość posiadania psa, ale to też nie zawsze, dlatego osoby pracujące z psami biorą częściej malinę lub holendra, bo są stabilniejsze psychicznie. Natomiast u długowłosych eksterierów… cóż. Na pewno są takie hodowle, ja nie znam niestety. 🙁