29Cze

Agility – odrabiamy pracę domową

                Jak wiecie w zeszłym tygodniu rozpoczęliśmy szkolenie z zakresu agility w Psiotelik. Bynajmniej nie po to by zdobywać puchary, bo bądźmy szczerzy: Donner-Owczarek nigdy nie dorówna sprawnością Borderom, czy Shetlie. Ale ostatnio brakuje nam w życiu nowych wyzwań, wiec dlaczego nie spróbować agility, by wyeliminować błędy które popełniamy jako samoucy? Więc podjęłam dorosłą decyzję, wysupłałam ostatnie Donnerowe zafutrzaki i zapisaliśmy się.

SONY DSC

                Już na pierwszych zajęciach Donner pokazał swoją klasę… a raczej zupełny brak zdyscyplinowania. Wszystkie szkolenia do tej pory robiliśmy na kolczatce, zazwyczaj nawet jej nie używając, ale zawsze była założona, co było dla Donnera sygnałem: skupiamy się! Ale na agility postanowiłam, szkolić go bez kolii posłuszeństwa, bo nawet jeśli kiedyś wzięlibyśmy udział w jakichś zawodach agility, ot tak, żeby tylko się sprawdzić, nikt nie wpuści nas w kolczatce na tor, więc musimy nauczyć się hopsać bez niej. W efekcie czego, Donner ma problem ze skupieniem się na mnie tak jak powinien, bo nie ma bodźca: kolczatka – uwaga jesteśmy na szkoleniu. Zresztą był w nowym miejscu, pełnym nowych zapachów i porozrzucanych zabawek! (Tak sobie tłumaczę dla pocieszenia…) Ostatecznie jednak udało nam się trochę pohopsać. Co najważniejsze Donner bez problemu wchodził do długich zakręconych tuneli – a takich nigdy nie ćwiczył. Także on większych problemów nie miał, bo co miałoby być dla niego problemem, skoro większość przeszkód zna, a ja nie zna to chętnie pozna, w końcu jest dużym i odważnym Owczarkiem i byle tunel go nie pokona.

                Szkolnie tak naprawdę okazało się problemem dla mnie, a dokładniej to, jak dobrze poprowadzić psa by szedł po torze. W którym momencie skręcić, jak wskazać mu przeszkodę, gdzie być kiedy pies biegnie, żeby sie z nim się zderzyć i żeby sie nie wyłamał. Szczególnie, że przeszkody już nie były ustawione w linii prostej z małym zakrętem, tak jak mieliśmy w domu, a były poustawiane pod różnymi kątami, gdzie trzeba było robić naprawdę ciasne zwroty, by się zmieścić, co u przegubowego owczarka jest sporym problemem. Przypuszczam, że jakby go prowadziła osoba mająca doświadczenie w agility, pies nie miałby większego problemu, bo on chce, jest chętny do takiej zabawy i co najważniejsze, wie czego się od niego oczekuje, tylko pańcia nie umie dobrze poprowadzić. Ale z czasem i ja się nauczę.

SONY DSC

Donner z węzełkiem

                Na pierwszych zajęciach od razu dostaliśmy pracę domową. A właściwie aż trzy.

1.: Pogoń za właścicielem i na komendę łapanie węzełka – to problemem nie było, bo Donner ucieczki ma opanowane do perfekcji po obronie, tylko boję się, że kiedyś zamiast w węzełek trafi w moją nieuzbrojoną rękę, co skończy się wizyta na ostrym dyżurze. No, ale to zadanie problemem nie było.

2.: Wymienianie się za zabawki – Wierzcie lub nie, ale ja sama nie wierzyłam, że uda mi się to wypracować. Ci którzy czytali blog od początku, wiedzą, że Donner miał olbrzymi problem z przychodzeniem ‚do mnie’ i oddawaniem zabawki (w sumie do tej pory ma). Od małego miał obsesję na punkcie zabawek i nie sposób było mu je odebrać, nawet w celu dalszej zabawy. Po obronie, która nauczyła go trzymania i niepuszczania łupu za wszelką cenę, obsesja tylko się pogłębiła, niestety zajęcia przestały się odbywać, więc nie było jak wypracować z psem oddawania ‚zdobyczy’. Trzy stopnie posłuszeństwa nie wiele dały, także ani prośba, ani groźba, krzyki, niańczenie się z psem, próby zainteresowania inną zabawką, lub smakołykiem, wyszarpywanie, ignorowanie, praca na kolczatce, ‚przeczekanie psa’ aż zwolni uścisk, by mu wytrącić przedmiot, dmuchanie w ucho, wkładanie ręki do pyska – nic… NIC nie pomagało. Jak już Donner zakleszczył się na czymś, nie było szans by oddał przedmiot, a jak zaczynało mu się drugim przed nosem machać, to potrafił złapać obydwa i na tym był koniec. A na agility okazało się, że mamy pracować na szarpaki… Tylko jak pracować z psem po przerwanej w połowie obronie, na szarpak, gdzie pies wychodzi z założenia, że albo puścisz ten szarpak, albo wyrwę Ci go z barkiem. A jednak! W końcu ktoś nam pokazał jak prawidłowo przeprowadzić wymianę zabawek i pies juz po 4 dniach ćwiczeń zaczął puszczać jeden szarpak, by złapać drugi. CUD! Przestał szarpać nim jak głupi, przestał uciekać z zabawką, a zaczął sam ją przynosić, by się z nim bawić. I pomyśleć, że przez tyle czasu nikt nam nie pokazał jak, prawidłowo nauczyć psa wymiany! Tylko mówiono nam, nauczyć psa oddawania na wymianę. Ale jak nauczyć psa wymiany, skoro on ma w ogonie druga zabawkę, skoro wie, że zależy mi, żeby wziąć tą którą on trzyma… A wystarczyło kilka minut, szczegółowy instruktaż i problem niemal zniknął. Do tego stopnia, że nie dość, że można podejść do psa mającego zabawkę w pysku, a ten z nią nie ucieka, to jeszcze na komendę ‚do mnie’ ją przynosi. Bo w końcu zabawa z właścicielem jest fajna, lepsza niż zabawa w „łap mnie właścicielu jak chcesz tą zabawkę”. Wprawdzie dłuższą chwilą zastanowienia się i przychodzi ze sporym ociąganiem, ale ostatecznie przynosi. Pokazano nam też jak pracować z komendą daj, przy delikatnym zablokowaniu psa druga ręką, by pies oddawał zabawkę! Bez szarpania się, mojej frustracji i dziwnych sposobów, typu podduszania na obroży, które nie dawały efektów. Kilkanaście minut i stały się cuda!

HPIM0059

A to Budzik z węzełkiem

                Może dla Was to nic takiego. Może to coś, tak oczywistego, że dziwicie się po co w ogóle o tym piszę, ale dla mnie jest to olbrzymi sukces. Niemal jak zdanie z najlepszą lokatą, najbardziej skomplikowanego i trudnego egzaminu. Jest to dopiero mały kroczek, w nauce oddawania, ale zarówno jest to olbrzymi krok do przodu, kiedy przez trzy lata krótkiego życia Donnera, problem tylko się pogłębiał, a ja zaczynałam wątpić w jakiekolwiek możliwości zmian…

3.: Ciasne obieganie wskazanych rzeczy na komendę – ostatni zadanie. Tak więc biegamy wokół drzew i krzaków z nową komendą ‚zwrot!’. Ciasno nam jeszcze nie wychodzi, ale powoli do przodu, najpierw komenda i załapanie o co chodzi, a potem dopracowywanie szczegółów.

                I  właśnie za to kocham Owczarki, za to jak szybko się uczą i podświadomie rozumieją co właściciel ma na myśli, a przede wszystkim za to, że są chętne do nauki – nieważne czego. Nie minął tydzień, mniej lub bardziej intensywnej nauki, a bądźmy szczerzy, odliczając czas na pracę, spanie, chwilę dla siebie, spacer z psem; na naukę zostaje nam dziennie około 30minut, więc nie jest to dużo. A przynajmniej nie tak dużo, jak poświęcałam psu, kiedy mieliśmy szklenia posłuszeństwa gdzie dziennie nasze treningi trwały około 1,5-2h rozbite na trzy razy. Mimo to, Donner pięknie zmienia zabawki na komendę, z obieganiem ma trochę problem, bo obiega od strony od której mu wypadnie, ale komendę ‚zwrot‚ załapał. Czy czegoś chcieć więcej od psa? Dla amatora, który trenuje dla zabawy i własnej satysfakcji – nic więcej nie potrzeba!

  • Małgorzata Giller Gieroba

    Super 🙂 to je czekam na dalsze sukcesy Donnera 🙂

    • Teraz pracujemy dalej nad ignorowaniem psów. Donner ciągle ma obsesje, że kazdy chce go zagryźć, więc na wszelki wypadek pierwszy atakuje… ale dobrze, że suczki w miarę lubi 🙂

      • Małgorzata Giller Gieroba

        To moja jest grzeczna puki delikwent pierwszy nie zacznie lub nie okaże strachu, bo jak omija ja na kilometr to też źle.. najlepiej jak podejdzie i da się obwąchać 🙂

  • Marcin

    Ja poproszę o więcej informacji a propo zamiany i oddawania zabawek. Jeśli to nie problem oczywiście 🙂

  • Michał Doberman

    jak nie chcesz zostać ugryziona gdy biegnie po sznur który trzymasz w ręku – to trzymaj rękę nieruchomo – nie chowaj jej w ostatnim momencie, nawet jak idziesz czy biegniesz to machaj zabawką tylko gdy pies jest w drodze, ale jak podbiega już blisko to ręka w jednym miejscu i zabawka wisi – albo zabawkę w dwie ręce tak że trzymamy końcówki sznura a pies ma ugryźć zabawkę pomiędzy naszymi rękoma. najczęściej to wina człowieka a nie psa gdy w takiej zabawie zostaniemy ugryzieni.

    Pozdrawiam
    Michał
    http://www.szkola-doberman.pl/szkolenie-psow-wroclaw

    • Dziękuję za cenne uwagi. Na pewno ja sama prowokuję psa do tego, bo boję się, że niechcący złapie mnie za rękę, więc odruchowo ją zabieram w momencie gdy ma złapać, w efekcie czego pies łapie ruchomą rzecz i może nie trafić, lub celowo łapie rękę, bym nie zabierała zabawki… Muszę spróbować, z Twoimi wskazówkami, choć boję się, że dostane po palcach, bo on nie uważa i nie patrzy.