28Sty

Fit Paws, czyli wesołe łapki powracają

Od kilku miesięcy coraz popularniejszą formą treningów z psami jest psi fitness nazywany również FitPaws, czyli ćwiczenia z psem na piłce. Powoli powstają kluby i szkolenia w których można poćwiczyć z psem na piłkach do fitnessu. W związku z rosnącą popularnością tych ćwiczeń, psiarze jak na hurra rzucają się do marketów i wykupują wszelkiego rodzaju piłki, poduszki sensoryczne i jeżyki by móc samodzielnie ćwiczyć z psem. Kiedy więc jeden z dyskontów rzucił takie piłki ja również pognałam po nowe „zabawki”.

984206_466263633448038_219147192_n

Zaletą ćwiczeń na piłce niewątpliwie jest to, że może robić to każdy, z każdym psem o ile ma trochę oleju w głowie i potrafi przewidzieć, co może się stać jak każemy balansować psu na przednich lub tylnych łapach bez unieruchomienia piłki i asekuracji. Oczywiście jest bo bardzo abstrakcyjny przypadek, chcę tylko zauważyć by nie wymagać od każdego psa i od razu od samego początku, że będzie potrafił chociażby ustać na piłce. A nieasekurowany pies, rzucony na głęboką wodę bez naszej pomocy czy przewidzenia skutków bardzo szybko zrazi się do zabawy o ile nie wybije sobie zębów o podłogę. Jednak zdrowy rozsądek i myślenie w pakiecie z piłkami daje nam możliwość super zabawy pod warunkiem, że mamy wyobrażenie co chcemy zrobić i potrafimy pracować z własnym psem, by zachęcić go i przekonać do tego, co pozornie wyda mu się kolejną ludzką głupotą.

984206_466263633448038_219147192_n

Po zakupie piłek od razu rzuciłam się w wir zdobywania wiedzy co z nimi robić. Książek nie znalazłam, a te co znalazłam nie dały się ukraść, kilka wpisów na blogach poruszało ten wątek jakie te ćwiczenia są fajne i wartościowe, ale nic konkretnego nie znalazłam, chyba najwięcej powiedział mi wpis Niuchacza, ale znowu był bardzo ogólny, a ja szukałam informacji dla laika. Jak zacząć, jak zachęcić psa, jak utrzymać piłkę ect. Pozostały filmy na YT. Część to reklamy sprzętu, szczęść samodzielna praca z psem osób podobnych do mnie, część wartościowych filmików, ale już u psów zaawansowanych, czyli coś co fajnie się ogląda (i chce się robić to samo), ale w rzeczywistości nie wiele pokazuje jak to zrobić z psem, który nie waży kilkunastu kilo i nie trenuje od lat równowagi i świadomości. Bo co to za problem ćwiczyć z psem który sam wskakuje już na piłkę i łapy mu się nie rozjeżdżają, mnie interesowały początki, a nie super tricki… Jednak najgorszy były filmy z rehabilitacji trójłapego owczarka który niemal były wciągany na piłki i przytrzymywany najprawdopodobniej na kolczatce. Dopiero po kilku minutach filmu pojawiły się szelki, ale cały czas ktoś trzymał smycz podpiętą do kolczatki psa. Zrezygnowałam więc z dalszych poszukiwań na YT, żeby nie gwałcić sobie psychiki ludzkimi pomysłami i sama postanowiłam pracować z psem na zasadzie – co nam wpadnie do głowy.

984206_466263633448038_219147192_n

I tak zaczęliśmy od oswajania się z piłką. Najpierw próbowałam na zasadzie kształtowania i klikera. Jednak tuż po pokazaniu piłki Donner zaczął sam na nią włazić, tłuc łapami i podgryzać. Odstawiłam więc kliker i pomysł z kształtowaniem, bo Donner jest zbyt napalony na piłkę, zbyt szybki i chętny do pracy i wymyśliłby milion rzeczy które sam może zrobić z piłką, zamiast pomyśleć co ja od niego oczekuję. A ostatecznie musiałam mieć wolne ręce by asekurować psa i przytrzymywać piłkę. Więc kliker odszedł na bok, a ja ustabilizowawszy piłkę, lekko naprowadzając psa pozwoliłam mu się wykazać, a Donner bardzo chciał się wykazać, bo wszystko co nowe jest super!

984206_466263633448038_219147192_n

Zaczęliśmy od piłki orzeszka z racji tego, że był trochę większy i niższy, choć stosunkowo wąski. I tak po podpatrzeniu u Soni i Kermita psich pompek zaczęliśmy je robić. Zadek psa znajdował się na łóżku, przednie łapy na piłce i schylamy się po jedzenie. Szybko dołożyłam drugie ćwiczenie gdzie pies się nie schyla tylko podnosi łeb do góry. Za to Donner postanowił od siebie dołożyć już na pierwszym treningu równowagę, bo zaczął włazić na piłkę wszystkimi łapami, kiedy moje ćwiczenia już go znudziły. Więc doszło do tego stanie na niej i balansowanie, próby siadania i wstawania, kładzenia się. Jednym słowem praca nad równowagą psa.

984206_466263633448038_219147192_n

Następnie przenieśliśmy się na ziemię. Piłka powędrowała pod psi brzuch i w pozycji „ukłoń się” robiliśmy przeciągniętego psa. Kolejnym ćwiczeniem było wejście tylnymi łapkami na piłkę i próba wyprostowania ich (przeciągnięcia się) oraz siadanie i wstawanie na piłce. Już pierwszego dnia Donner wykonał niemal wszystkie ćwiczenia w trakcie 20-minutowego treningu – bo tyle zazwyczaj one u nas trwają, a że pies szybko się nudzi tymi samymi ćwiczeniami i zaczyna je udziwniać po dosłownie kilku powtórzeniach musimy zmieniać ćwiczenie, zanim Donner sam je zmodyfikuje.

984206_466263633448038_219147192_n

Efektem końcowym treningu było to, że Donnera wycięło. Dosłownie padł. Po treningu, pomęczył mnie jeszcze chwilę zabawkami, po czym zabrał je i wyniósł się do innego pokoju spać. Byłam w wielkim szoku, bo Donnera nie da się zmęczyć. Ale widać ten trening go wykończył. Nic dziwnego. Ja sama trzymając piłkę i asekurując ją i psa na drugi dzień miałam takie zakwasy w udach, brzuchu i plecach – jakbym sama była dzień wcześniej na porządnym treningu.

984206_466263633448038_219147192_n

Kilka dni później do treningów wprowadziliśmy okrągłą piłkę. I ponownie zaczęliśmy od oswajania psa z nową piłką. Chwilę zabawy w zakładanie na nią łap, leżenie – by zobaczył co to jest i do dzieła! Donner można by rzec już zaprawiany na orzeszku od razu postanowił przejść na level hard i włazić na nią czterema łapami robiąc przezabawne „shake your dog” czyli przez pierwsze próby balansując na piłce trząsł się tak, że wszelkie „szejk jor pupą; szejk jor piersi” w tańcach latynoskich przy nim wymiękały. Kiedy jednak się uspokoił zaczął ładnie balansować łapkami. Dodaliśmy podawanie łapek, sprawdzając czy na trzech też się utrzyma. I nieśmiertelne siadanie i wstawanie.

984206_466263633448038_219147192_n

Po wrzuceniu filmików na fanpage bardzo wiele osób było zdziwionych co to jest i po co. Wydawało mi się, że jest to coś bardzo modnego i coraz popularniejszego, wiec jak można było o tym nie słyszeć. I po raz kolejny zapomniałam jak bardzo jestem nienormalna na punkcie psów, śledząc najnowsze zagraniczne trendy i pomysły, obserwując ciekawostki i wdrażając je w życie u siebie. Ale tak samo było z canicrossem kiedy zaczynaliśmy, w okolicy byliśmy zjawiskiem, bo trenowali to tylko zawodnicy i normalni ludzie nigdy o czymś takim nie słyszeli i na oczy nie widzieli pasa maszera czy sledów, a jak ktoś biegał z psem to pies biegał na smyczy lub luzem, teraz robi to każdy na profesjonalnym sprzęcie i powstaje mnóstwo imprez z tym związanych – psi rynek rozwija się niesamowicie szybko, przez co zagraniczne trendy i mody stają się czymś normalnym nie wymysłem jednej osoby. I bardzo dobrze, bo proporcjonalnie do zainteresowania dostępność psich produktów rośnie, a ceny sprzętu stają się bardziej przyzwoite. Mimo tego, całkiem spora grupa normalnych opiekunów psów o wielu tych ‚modach’ nie słyszała. Odpowiadając zatem na pytanie po co te ćwiczenia:

984206_466263633448038_219147192_n

Rozwijają świadomość łap psa – pies uczy się, że zad to nie tylko coś co się za nim ciągnie, ale że też ma tam nogi, które mogą spaść, rozjechać się lub po prostu nie trafić w piłkę, więc warto myśleć gdzie, jak i na co się staje.

Rozwijają koordynację ruchową i równowagę – pies uczy się równowagi, uczy się balansować ciałem na niestabilnej powierzchni w związku z tym w przyszłości nie będzie reagował strachem na ruchome powierzchnie których nie zna. (Kto zna przypadki psa, który bał się przejść mostkiem, bo się lekko trząsł, a blacha z której był zrobiony była nieznana psu?) Taki trening bardzo się też przyda przed wypadem z psem na łódkę, kajak czy rower wodny.

Rozciągają i budują mięśnie psa – w naturalny sposób pozwala rozciągać psa ćwicząc dla niego naturalne ruchy jakimi jest np.: przeciąganie się. Ćwiczenie równowagi i balansowanie dodatkowo wymusza napinanie i utrzymywanie w skurczu różnych partii mięśni całego ciała. Bardzo dobrze też wpływa na mięśnie grzbietowe, poprawia chód i pozwala rozruszać kręgosłup, a w szczególności jego zadnią część, która nie tylko u Onków ma przeze mnie znienawidzone kątowanie, które powoduje sporo problemów.

Budują nasze mięśnie – a jak! Ja po dwudziestu minutach treningu z psem czuję wszystkie mięśnie nóg, brzucha i dolnego odcinak pleców. I pomimo, że na co dzień jestem „konikiem garbuskiem” eh… nie ma jak 8h w pracy przy biurku… ćwicząc z psem na zdjęciach zauważyłam, że jestem nad wyraz prosta – jak na siebie.

Ale chyba najważniejsze – pogłębiają zaufanie naszego psa do nas. Gdyby Donner mi nie ufał nie odważyłby się wejść pewnie na piłkę z takim entuzjazmem już od pierwszych chwil. Gdyby mi nie ufał, a ja wciągałabym go na siłę, nie cieszyłby się tak z tej zabawy i szukał sposobu by uniknąć dalszych ćwiczeń lub ostatecznie odmówił współpracy, a jak widać na filmie Donner nie potrzebuje większego zachęcenia do nich. Co więcej Donner wie, że jak czuje się niepewnie może po prostu wejść na mnie, oprzeć się o mnie i że ja zrobię wszystko by odzyskał równowagę lub pomogę mu bezpiecznie zejść. W innym wypadku po pierwszym upadku lub „poplątaniu” łap, które oczywiście zaliczyliśmy, więcej nie dałby się wciągnąć na piłkę, bo by się zwyczajnie bał. I to jest kwestia zaufania psa, który w panice nie zeskakuje z piłki (co grozi wypadkiem i wyrąbaniem pyskiem o ziemię) tylko szuka oparcia we mnie lub na mnie.

Na blogu Psa w Warszawie dowiedziałam się również, że te treningi pozwalają zapanować psu nad emocjami. Jeszcze za krótko na nich ćwiczymy by móc to realnie zaobserwować (3 tygodnie), ale na pewno coś w tym jest, bo pobudzony, rozentuzjazmowany i nakręcony pies bardzo szybko spadnie z piłki, za to spokój i samokontrola są nagradzane. U nas ciągle to kuleje, ale powoli, powoli Donner nie wpada na piłkę jak furiat na zasadzie: „Wskoczę, ja pierwszy, ja pierwszy, wskoczę! Czemu nie złapałaś tej piłki jak skakałem? To nic, że nie zdążyłaś, ale ja byłem pierwszy! Jeszcze raz!” Tylko z dnia na dzień mam wrażenie, że zaczyna trochę bardziej myśleć i wykonywać ćwiczenia świadomie: „Trzymasz piłkę? Ok to ja wskoczę! Wskoczylam! Stoje! Stoję! Stoję! okej lecę… łap mnie!”

Jednak sam trening na piłce nie zastąpi dobrego wybiegania, czy wyskakania psa. Sama piłka nie zbuduje tak mięśni jak porządny trening biegowy, nie wpłynie też na kondycję wy wytrzymałość psa. A już na pewno nie zastąpi zwykłego treningu posłuszeństwa i kontrolowania się w sytuacjach stresowych. Jest fajnym urozmaiceniem, ale nie jest lekiem na wszystko i nie zastąpi codziennej różnorodnej pracy z psem.

984206_466263633448038_219147192_n

Podsumowując są to bardzo dobre i proste ćwiczenia, które można wykonywać samemu w domu, ba! nawet w niewielkim mieszkaniu za niewielkie pieniądze. Piłki można kupić w Internecie już od 2ozł wzwyż. Idealnie nadają się na długie zimowe wieczory kiedy pogoda i szybko zapadający zmrok nie pozwalają nam należycie zmęczyć, wyspacerować i wybawić psa po naszej ośmiogodzinnej pracy. A więc czy warto? Oczywiście, że warto! Warto próbować nowych rzeczy, warto rozwijać siebie i psa i nie ograniczać się tylko do spaceru i aportu. A do piłki nie potrzeba nam już nic. Ja trenuję z „gołym psem” można sobie pomóc szelkami by go podnieść i przytrzymać, ale poza piłką ćwiczenia nie wymagają od nas nic dodatkowego. No… poza smaczkami.

984206_466263633448038_219147192_n

Nie obawiajcie się też samej jakości piłek i nie zrażajcie tym, że te dedykowane dla psów są niesamowicie drogie. Ja mam zwykłe marketowe piłki, przymierzam się dokupić ludzkie do fitnessu, czy tak zwane „rehabilitacyjne”, bo sprawdzają się nadzwyczaj dobrze, a w cenie jednej psiej kupie 2-3 ludzkie. Pomimo siły i zawziętości mojego psa, pomimo nieproporcjonalnie długich pazurów oraz pomimo jego wymiarów i ciężaru – piłki przez już prawie trzy tygodnie codziennego użytkowania nie zostały uszkodzone (przebite, podrapane czy nadgryzione). A nie ukrywam, że sama również ćwiczę na tych piłkach kiedy pies nie widzi, że bawię się jego zabawkami bez niego. (Ale by była afera jakby zobaczył… i na pewno albo by mnie zrzucił, albo by wlazł na mnie, bo to nie godne bawić się samemu bez psa…)

984206_466263633448038_219147192_n

A czy sprawia to radość psu? Niech filmy z naszych pierwszych dni ćwiczeń będą dla Was odpowiedzią. Niestety zdjęcia są niedopuszczalnie słabej jakości, ale niestety tylko takie mam – robione po zmierzchu, przy słabym oświetleniu żarówek, z samowyzwalacza „na automacie” i z bardzo ekspresyjnym psim modelem.

984206_466263633448038_219147192_n

Na zakończenie: nie wciągajcie psa na siłę na piłki. Jeśli pies czuje się niekomfortowo, nie macie pomysłu jak go zachęcić i przekonać do ćwiczeń, jak przytrzymać i ustabilizować piłkę, a próby kończą się upadkami psa, lub nerwowym zeskakiwaniem, nie warto ryzykować by pies zrobił sobie krzywdę, a o kontuzje i stłuczenia nie trudno. Wówczas, zamiast samemu za to się zabierać, może warto wybrać się na kilka zajęć do ośrodków, które oferują takie ćwiczenia w celu opanowania podstaw, które dadzą nam bazę wyjściową do dalszej samodzielniej pracy z psem. Bo trzeba pamiętać, że jak zniechęcimy, zrazimy lub przestraszymy psa, o wiele trudniej będzie nam namówić go do pracy na piłkach nawet pod okiem specjalistów, niż psa który nie ma złych skojarzeń i doświadczeń z takimi zabawami nawet jeśli nie jest otwarty na nowe wyzwania.

984206_466263633448038_219147192_n


  • Moje psy uwielbiają orzeszka, szczególnie moja starsza suką- musi to naprawdę dobrze działać na łapki. Sama często nas zaczepia i szturcha piłkę albo próbuje na nią wleźć byle tylko dostać smaczki. Naprawdę fajna forma spędzania czasu z psem, też dopiero zaczynamy i pomału szykujemy post. Byłam ogromnie zdziwiona jak bolały mnie mięśnie ud po pierwszych kilku treningach 🙂

    • Super! To tylko pokzuje, że to nic trudnego i każdy może to robić 🙂 Trening rewelacyjny zarówno da psa jak i dla nas! 🙂

  • kalyna

    Pewnie już natknęłaś się na ten artykuł, ale polecam mimo wszystko przeczytać, a nuż cóż na coś nowego wpadniesz: http://www.psy.pl/archiwum-miesiecznika/art6579.html 😉
    I powróciłaś mi wiarę, że Owczar z swoją doopką zmieści się na piłce i da radę coś zrobić. Także nie mam wyjścia i czas poszukać jakiś fajnych piłek czy orzeszków 😉
    Pozdrawiamy

    • Donner to akurat kaleka życiowa jeśli chodzi o takie zabawy, mój poprzedni ONek był dużo sprawniejszy i miał dużo lepsze poczucie równowagi mimo, że nie ćwiczył takich rzeczy. Ale pewnie dlatego, że był bardziej „zwarty”, bo ten to przegubowiec 😛 Ale daje radę.

      • kalyna

        Noo to Doner może przybić sobie piątkę z Gandzią. Sonia ma o wiele lepszą koordynację ruchową 🙂

  • Bokser Tayra

    Jaka ta piłka malutka w porównaniu do niego :D.

    Piłki okropnie uzależniają :). My zaczynaliśmy od orzeszka, a teraz ledwo mam miejsce, by cały ten sprzęt upchnąć. Dołączyła do niego okrągła piłka, donut, dwa dyski sensoryczne, cztery jeżyki, deska do balansowania… :D.
    A aktualnie staram się szukać ćwiczeń wzmacniających głównie mięśnie przednich łap i okolic. I bawimy się na przykład tak: https://www.youtube.com/watch?v=rqLUMTF3BK8

  • ruda25

    My ze względu na ceny podejście do nowych dużych przedmiotów robimy wesołe łapki na drzewach murkach i ogólnie w plenerze

    • My też wykorzystywaliśmy naturalną infrastrukturę, ale po pracy kiedy wracałam a było już ciemno, na spacery pozostawało mi miasto, które niestety nie bardzo się do tego nadaje, więc zainwestowałam w domową psią siłownię 😛

      • ruda25

        Miasto ma ławki, płotki i wszystko schody różnistne superaśnie rzeczy tylko trzeba namierzyć je w dzień i potem na pewniaka

        • Miasto tak – Grójec jest specyficzny. Niby są ale w rzeczywistości ciężko z tego korzystać.

  • Mnie również jakiś czas temu zainteresowały piłki, chciałam spróbować z Boną, ale że zajęcia pod okiem trenera były daleko, porzuciłam pomysł. Po przeczytaniu Twojego postu temat znowu powrócił. Chyba spróbuję ćwiczeń na własną rękę. Nam przyda się ćwiczenie świadomości własnego ciała i większa pewność w nietypowych sytuacjach 🙂

    • Myślę, że do samodzielnej zabawy, bez wyczynów trener nie jest potrzebny i dacie sobie świetnie radę same. Oczywiście gdyby chcieć mieć program treningowy czy rehabilitacyjny to wtedy jak najbardziej, ale do podstawowych ćwiczeń chyba jest to zbędne. 😉 Klika filmów na YT i nie każdy może.

  • Natalia Cioban

    Dokładnie! Piłka taka malutka, a Donner taki duży 😉 Uśmiałam się troszke 🙂 Dzeus też na początku był NADekscytowany 😀 Może i my coś nagramy i ktoś się pośmieje z Naszego duetu. Tak po za tym to faktycznie, dla laika (rónież dla nas) początki były ciężkie, bo znaleźć jakieś dobre źródło – to niestety bardzo ciężko 🙁 Więc większość rzeczy robimy na „czuja”. Pozdrawiamy

    • Niestety w Internecie nie ma dobrych przewodników / poradników. Za to każdy chętnie pisze jak dobrze to robić i jak tego nie robić, przy czym mało w tym szczegółów. Pozostaje samodzielne testowanie, ale w sumie daje to dużo radości, kiedy można odkrywać nowe… „pozycje” samemu 😛