25Mar

Pies w Bieszczadach

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły 
Dużo w was radości i dobrej pogody 
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie 
Gdy skrzydłem cię dotkną już jesteś ich bratem 

Anioły są wiecznie ulotne 
Zwłaszcza te w Bieszczadach 
Nas też czasami nosi 
Po ich anielskich śladach 

One nam przyzwalają 
I skrzydłem wskazują drogę 
I wtedy w nas się zapala 
Wieczny bieszczadzki ogień 

~SDM

DSC03723Drugą górską wyprawą był wyjazd w Bieszczady również w 2014 roku na weekend 11 listopada. Tym razem udało nam się zmęczyć psa, do tego stopnia, że na widok parkingu, biegł pełnym galopem w stronę samochodu piszcząc z radości by mu go otworzyć, a po powrocie do agroturystyki, zwijał się w kłębek i przesypiał do rana. Na pewno było to po części spowodowane niedawno przebytą babeszjozą (w październiku). Mimo to kiedy wątroba się zregenerowała weterynarz nie widział przeciwwskazań by Donner pojechał. Sceptycznie podchodziliśmy do wyjazdu w Bieszczady ze względu na kategoryczny zakaz wprowadzania psów do Parku Narodowego, a większość najfajniejszych tras jest właśnie w Parku Narodowym. Ale, że na wyjazd zdecydowaliśmy się dosłownie na 3 dni przed i tak nie zdążylibyśmy zorganizować psu opieki więc musiał jechać z nami, a my musieliśmy zaryzykować. Z tego też powodu po dwóch dniach zmieniliśmy góry i wróciliśmy w Beskidy na 11 listopada, na firmową imprezę pod pretekstem tego by Donner mógł spróbować mięsa z dzika. Jednak prawda jest taka, że czuliśmy się niekomfortowo z psem w Bieszczadach.

ghlI mimo, że nie natknęliśmy się na strażników, wykluczając jednego w samochodzie, który na nasz widok tylko się życzliwie uśmiechnął, nie mieliśmy problemów z wejściem z psem. Jednak nie podobają nam się opłaty za wstęp, tłumy jak na Krupówkach i … budowane na Tarnicę schody. Bieszczady straciły swoją dzikość i prawdziwość. Pamiętam jako kilkunastoletnie dziecko wyprawy z rodzicami (i psem znajomych), kiedy to niemal codziennie spotykało się w górach sarny, a nawet jelenia, którego widok poroża mam do tej pory w pamięci. Teraz z krzaków mógł wyjść tylko co najwyżej inny turysta… Tym bardziej nie rozumiem zakazu wprowadzania psów, bo tłumy ludzi i zmiany jakie poczynił w środowisku człowiek, moim zdaniem wnoszą więcej złego, niż pies, ale nie mnie o tym decydować. Jako ciekawostkę dodam, że pierwszego dnia na szlaku mijaliśmy 3 psy, drugiego natomiast, 4 plus 3 siedzące w schronisku, czekające na wyruszenie w dalszą trasę (nie wspomnę, że może połowa z nich była na smyczy), a należy wspomnieć o owczarku podhalańskim z jednego ze schronisk (pies schroniskowy), który bez obroży i samopas, chodził sobie z turystami w góry i wracał kiedy mu się podobało.

DSC03799Oczywiście idąc z psem w Bieszczady, należy być świadomym tego, że jest to zakazane. Same trasy dla psa też nie są najlepsze. Wybudowane schody są dla psa zabójstwem (z resztą dla moich kolan również), liczne szlaki po kamieniach -€“ niebezpieczne dla łap. Powiem szczerze:€“ nic nadzwyczajnego. I mimo, że przez całe swoje życie byłam zakochana w Bieszczadach i jak pisałam, jako dziecko jeździłam tam niemal co roku… kiedy po 14 latach wróciłam pełna nadziei, że moje Bieszczady dalej są tak czarującym miejscem; po powrocie przysięgłam sobie, że więcej tu nie przyjadę… no chyba, że z dziećmi, tylko po to by ‚zaliczyły’ te góry. Myślę, że wielu psiarzy, oburza się o zakaz wprowadzania psów, z tego samego powodu co ja,€“ bo pamięta Bieszczady jako miejsce magiczne. Dziś z czystym sumieniem mogę Wam napisać – odpuśćcie, w mojej opinii nie są to już tamte Bieszczady i szkoda dla nich narażać się na mandat. Obecnie moją nową miłością są Sudety (Góry Sowie, Stołowe i tamte okolice) i tam planuję zabrać psa na urlop. A Bieszczady… chciałabym żeby zostały górami z dziecięcych wspomnień, bez konfrontacji z obecnymi czasami, takie o których śpiewa SDM i KSU.

Mimo to trzeba pamiętać o tym, że Park Narodowy ma granice. To nie jest tak, że jak w Bieszczadzkim Parku Narodowym jest zakaz wprowadzania psów, nie pojedziemy z nim w Bieszczady. Jest sporo szlaków poza PN, jak również fajne miejscowości w PN w których normalnie żyją psy, a zakaz ich wprowadzania dotyczy tylko szlaków.

W Bieszczadach spędziliśmy w sumie tylko 3 dni, więc niewiele psiolubnych miejsc odwiedziliśmy, a te które pamiętam z dzieciństwa nie wiem czy jeszcze istnieją i jak mają się w stosunku do psów.

ghhlPolecane trasy:

Ze względu na zakaz wprowadzania psów do PN nie polecę żadnej z tras. Te co my przeszliśmy, nie były dla psów najlepsze i dozwolone,€“ jak pisałam powyżej: na jednej trasie schody na prawie 0,30-40cm wysokości, na innej ostre, drobne kamienie na pionowym podejściu.

Warte zobaczenia miejsca:

Wprawdzie jest to rezerwat przyrody, więc wiadome psiak nie wejdzie, ale każdemu kto będzie w okolicy polecam Sine Wiry i Szmaragdowe Jeziorko -€“ w szczególności w upalne letnie dni.

Psiolubne knajpki, hotele:

My nocowaliśmy w jednej z agroturystyk w Chmielu „Pod Otrytem”, Psiolubna rewelacyjna knajpa (w której były kręcone ujęcia z serialu Wataha): Wilcza Jama.

Ciężko pisać o górach będąc zaledwie 3 dni z psem w danym regionie. Nasze subiektywne i zarazem negatywne odczucia wiążą się z tym że byliśmy w „centrum” Bieszczadów, chcąc odwiedzić miejsca z dziecięcych lat. Jak pisałam wyżej – Bieszczady mimo wszystko to nie tylko Park Narodowy – informacje o tym gdzie warto i gdzie można pojechać ze zwierzakiem w tamte okolice znajdziecie na Bieszczady z Psem-Kotem-Małpą-ect.

POZNAJ NASZE POZOSTAŁE WYPRAWY W GÓRY:

Ogółem: 5 572, dzisiaj: 7
  • Polecam lekturę mojej FB -stronki. Szczególnie wcześniejszych postów. W Bieszczadach naprawdę jest gdzie pojechać i połazić. Oczywiście poza Parkiem. Jesteśmy co najmniej raz do roku od kilkunastu lat i za każdym razem odkrywamy coś nowego. Psiolubnych miejsc poz BPN jest też zdecydowanie więcej niż na złażonych i zatłoczonych przez turystów szlakach parku. Bywało tak, że w czasie całodziennej wędrówki nie zobaczyliśmy żywej duszy. Tylko pies warczał groźnie tak jakby gdzieś obok czaił się niedźwiedź. Ale bez obawy. Nasz pies warczy nawet na reklamówkę którą przywieje wiatr :). Polecamy się co do wymiany doświadczeń, tym bardziej że jesteśmy chyba bliższymi lub dalszymi sąsiadami :).

    • Chętnie poczytam, aczkolwiek bardzo zraziły mnie Bieszczady ostatnim wyjazdem, ale jak pisałam było to ‚centrum’ Bieszczadów, czyli nie ma co się dziwić. Szybko nie zamierzam wybierać się w te rejony ;( Teraz poza górami Stołowymi mamy zamiar podbijać zagranicę 🙂 Pozwolę sobie wrzucić odnośnik do Twojego FB, bo masz aktualniejsze i pełniejsze inforamcje o Bieszczadach z psem niż ja po 3dniowym wyjeździe i jak ktoś będzie poszukiwał informacji, niech wie do kogo się zwrócić 😉

      Zapraszam do grupy Owczarków Niemieckich w Lublinie 😉

      Pozdrawiam serdecznie!

      • Andrzej

        Najgorszy z możliwych scenariusz poznawania Bieszczad to pojechać w „sezonie” na najpopularniejsze szlaki. Też tego nienawidzę.
        Lecz patrząc na mapę – od Wetliny w lewo mamy koniec parku! Niższe górki, trawiaste szlaki po prostu same superlatywy. I przede wszystkim piesisko spokojnie, bez smyczy może biegać bo ludzi na szlakach także mniej a czasem wcale.
        Ja pierwszy pobyt z psem wspominam wręcz z rozrzewnieniem . Gospodarz u którego się zatrzymaliśmy przyniósł komplet pościeli dla psa bo nie wyobrażał sobie jak taki piękny owczarek może spać na dechach :).
        Zaatakuj więc może Bieszczady jeszcze raz :D.
        Pozdrawiam i Do Zobaczenia na szlaku ( a może na spacerze? 😉 )

        • Właśnie liczyłam na to, że połowa listopada to już poza sezonem… myślę, że się chyba jednak skuszę poszukać tych dzikich Bieszczadów, skoro jeszcze są tam takie nieuczęszczane miejsca o których piszesz. 🙂 Będę na pewno odzywała się po namiary na nie. 😀

          A co do spacerów myślę, że też będę się odzywać – lubelskie ONki łączmy się! 😀

        • Edyta Beszczyńska

          Witam. My się zastanawiamy nad wypadem w Bieszczady z psem. I już sama nie wiem, czy to dobry pomysł, skoro na najpiękniejsze szlaki i tak nie wejdziemy. A może nie jest tak źle? Chcieliśmy połazić po górach zimą, napawać się pięknymi widokami. Czy poza Parkiem to jest też możliwe? Gdzie najlepiej się zatrzymać, żeby mieć łatwy dostęp do szlaków dostępnych dla psów? dziękuję i pozdrawiam.

          • W Bieszczady jak najbardziej tak – ale poza PN, czyli tam trzeba szukać szlaków, może na pograniczu Beskidów i Bieszczadów? Może być tak, że tak jak My pojedziecie na najbardziej znane szlaki i wszystko będzie ok, ale możecie natknąć się na strażników i wyjazd Wam bardzo mocno podrożeje. Zresztą dla mnie obecnie Bieszczady już nie maja tego uroku co kilkanaście lat temu, ale to tylko moje odczucie. Po za PN wszyskie szlaki są dostępne dla psów. My nocowaliśmy w Chmielu.

          • Edyta Beszczyńska

            Dziękuję 🙂 Ok, nie będę się upierać przy Bieszczadach 🙂 Może wybierzemy się w inne rejony. Czytam, że Sudety zdobyły Twoje uznanie. My po prostu chcemy pojechać w góry zimą, móc po nich połazić z psem. Chcemy wejść na szlaki. Przepraszam, ze Cię tak męczę, ale jakie miejsca w Sudetach są, wg Ciebie, godne polecenia? Pozdrawiam

          • W Sudetach byłam bez psa, ale na pewno kiedyś się tam z nim wybiorę, bo tam nie ma (przynajmniej nie było) żadnych zakazów. Góry Sowie i Stołowe są pieknę, który szlak nie wybierzesz, sztolnie i cały ten szlak poszukiwania złotego pociągu i pozostałości hitlerowskich – jak ktoś lubi historię. Najbardziej urzekły mnie: Skalne Labirynty „Błędne Skały” oraz w Czechach, bo to już rzut beretem: Adrspach skalne miasto – bardzo psiolubne – ale nie wiem czy te dwie atrakcje są dobre na zimę i warto zaopatrzeć się tam w dobre szelki, żeby móc podnieść / podsadzić psa. Szczeliniec także warty zobaczenia (uwaga miliony schodów nie dla każdego psiaka).

  • H&L

    Super wpis. Ja raczej też pamiętam Bieszczady zupełnie inaczej… w góry, na łono natury zakaz wstępu psom?! A co jak bezpański się pojawi i biletu nie kupi, strzelają do niego? Absurd, więcej szkód człowiek tam zrobi niż pies z właścicielem.

    • Zasady to zasady, mimo że też sie z nimi niezgadzam, to rozumiem czemu zostały wprowadzone, ale tak jak piszesz – wiecej szkód wprowadza człowiek, śmiecąc, wrzeszcząc, schodząc ze szlaków i budując ‚udogodnienia’ dla turystów, niż pies na smyczy. Szczególnie, że psy z okolicznych podgórskich wiosek, psy mieszkające na stałe w schronisku (jak to my mieliśmy nieprzyjemność się przekonać) nie wspominając o bezpańskich – chodzą sobie jak się im podoba i gdzie się im podoba, a często to właśnie za turystami na szlaki, bo dają jedzenie lub zostawiają jedzenie. Ale Polska ogólnie jest bardzo specyficznym krajem tu dadzą mandat bo jest komu, w innym wypadku nie odłowią psa, bo po co zawracać sobie nim głowę. Smutne realia.