25Sie

Lokalizator dla psa – Calmean Pet Tracker

Zauważyliście pewnie, że od jakiegoś czasu, poje psy noszą przy obrożach dizajnerskie zawieszki w kształcie łapek. Te urocze przypinki to lokalizatory Calmean Pet Tracker od firmy Calmean specjalizującej się w GPSach m.in. zegarkach dla dzieci i kilku innych tego typu urządzeniach.

Od ponad roku rozglądałam się za fajnym GPSem dla psa, z racji tego, że Donner coraz więcej biega luzem, a Elcia jak to terier czasem daje ponieść się nosowi i napotkanym zapachom. Wprawdzie nie zdarza mi się, żeby moje psy uciekły lub w szaleńczej pogoni straciły kontakt z rzeczywistością, ale nie można zapominać, że to tylko zwierzęta i nawet najlepiej wyszkolone mogą się czegoś przestraszyć lub poddać instynktowi w najmniej przewidywanym momencie. Dlatego też weszliśmy na nowy, trzeci etap zabezpieczenia psa, poza obowiązkowym zarejestrowanym chipie i adresatkami postawiliśmy dodatkowo na lokalizator GPS.

Nie będę ukrywała, że nie jest to pierwszy lokalizator dla psa, który testuję, ale pierwszy, którego recenzję zdecydowałam się opublikować, ponieważ spełnił moje oczekiwania.

Tę recenzję postanowiłam napisać w formie zestawienie plusów i minusów w moim odczuciu, ale zanim do nich przejdziemy, muszę przypomnieć Wam o jednej podstawowej zasadzie korzystania z GPS dla psa. To jest tylko urządzenie elektroniczne, które tak jak telefon ma raz lepszy, raz gorszy zasięg. Trudno oczekiwać od niego funkcjonowania w miejscu, gdzie nie ma sieci i niewyczerpalnych pokładów energii. Wiele też zależy od telefonu, z którego korzystamy, bo jak się okazało na różnych telefonach, o różnej konfiguracji będziemy mieli różny odbiór aplikacji. Przykład – na moim czteroletnim HTC mam super zasięg nawet w lesie, przez co aplikacja ładnie podaje mi pozycję psa, o ile same nadajniki nie zgubią zasięgu. Aplikacja też podaję moją pozycję względem psa. Na telefonie M. który jest dość nowy, bo to Huawai z zeszłego roku – telefon traci zasięg już po pierwszych krokach w lesie, wyłączoną ma też chyba swoją lokalizację (nie umiałam włączyć) w efekcie czego aplikacja nie pokazywała mojego położenia względem psa i cały czas się przywieszała. Może być to też efekt ilości pamięci podręcznej, wydajności procesora i innych cech telefonu, ale decydując się na ten czy inny lokalizator musimy liczyć się z tym, że samo urządzenie to jedno, drugie – bardzo ważne, to nasz telefon. Bo na co nam świetny lokalizator na psiej szyi, skoro nasz telefon po opuszczeniu miasta straci zasięg?

W zestawie wraz z lokalizatorem znajdziemy:

  • Lokalizator dla zwierząt CALMEAN Pet Tracker
  • Dedykowana karta SIM
  • Indywidualny numer telefonu
  • Oprogramowanie w języku polskim – Panel Kontrolny na stronie CALMEAN i aplikację na telefon z systemem Android
  • Wsparcie techniczne
  • Zawieszka na urządzenie
  • Instrukcja szybkiego startu
  • Kabel USB do ładowania
  • Bezpłatne aktualizacje
  • Gwarancja na 12 miesięcy

To skoro już omówiliśmy aspekty poza testem skupmy się na danych technicznych urządzenia i aplikacji.

  • Świetny wygląd (+)

Nie można było zrobić lepszego nadajnika niż psia łapka, okej mogłaby być jeszcze kość, ale już sam wygląd nadajnika zwraca uwagę. Jest to całkiem elegancki gadżet w trzech kolorach: niebieskim, złotym i czarnym. Sam nadajnik jest dość spory, ma wymiary: 5 x 4,7 x 1,5 cm, 34g; zresztą widać to na moich psach, które są dość duże, mają obroże 2,5cm, a nadajnik i tak całkiem dobrze widać. (-) W efekcie czego nie nada się dla mikro psów czy kotów.

  • Mocowanie (+)

Maksymalna szerokość obroży, do której go przypniecie to 2,5cm. Samo mocowanie jest bardzo trwałe – na śrubki – trzeba skręcić dwa elementy. Zapinka też jest, ale powiem szczerze, że szybciej ogarnęłam jak rozkręcić mocowanie i przykręcić na obroży niż je rozpiąć  zapiąć – w sumie to plus, skoro ja nie ogarnęłam się jak się rozpina – pies tym bardziej.

  • Diody (+)

Kolejna wartość dodana, bo nadajnik mruga, dzięki czemu samoczynnie może robić za światełko przy obroży psa, co jest fajnym dodatkiem, bo na jesieni i po zmroku dodatkowo zabezpiecza nam psa. Łapka mruga na biało, niebiesko, zielono, i czerwono – rotacyjne. (-) Nie da się ustawić koloru mrugania, same kolory też o niczym nie świadczą, a szkoda, bo biorąc pod uwagę brak wskaźnika stopnia naładowania urządzenia (o czym później) fajnie by było jakby np. czerwony kolor oznaczał niski poziom baterii.

  • Urządzenie trudno wyłączyć, w sposób przypadkowy (+)

Aby je włączyć i wyłączyć przycisk należy przytrzymać minimum 10s (wyłączyć można też przez aplikację) – jest to o tyle fajne, że praktycznie jest niemożliwa samoczynne, niekontrolowane wyłączenie urządzenia przez psa.

  • Bateria jest bardzo wydajna (+)

Zanim nauczyłam się wyłączać urządzenie lokalizator chodził non stop ponad 16h, zanim przyszedł alert o niskim poziomie baterii. Także jest to super wynik, bo obawiałam się, że będę musiała je doładowywać po dłuższym spacerze. Włączany i wyłączany tylko na spacery wystarczył mi na prawie 5 dni z dwoma/trzema ponad godzinnymi spacerami dziennie, także jest to bardzo dobra wiadomość na weekendowe wypady z psem np. pod namiot lub gdy jakimś cudem zapomnimy ładowarki. Pomimo niskigo poziomu naładowania urządzenia, pozycja jest dalej dobrze podawana.

  • Ładowanie jest przez wejście uniwersalne USB (+), które posiada większość telefonów i urządzeń, więc nawet jak zapomnimy ładowarki jest szansa, że poradzimy sobie z naładowaniem lokalizatora.
  • Wodoodporność (+)

Tak! Nie wierzyłam w nią, Wy pytaliście mnie na FB o tę opcję. Trochę bałam się testować w wodzie tak fajny lokalizator i zniszczyć go w połowie testów. Nie do końca też wierzyłam w jego wodoodporność, bo wejście na kartę SIM i ładowarkę zabezpieczone jest gumowym korkiem. Do tego przycisk, światełka… ciężko uwierzyć, że urządzenie jest wodoodporne. Łaskawie pozwoliłam wytaplać się psom w kałużach mając na szyi lokalizatory, ale moje psy bardzo wzięły sobie do serca testowanie i nie omieszkały zanurzyć się w mijanym stawie… Po kilkunastu minutach kąpieli, z nurkowaniem, bo uszy i oczy też lubią się kąpać, lokalizatory nie przestały działać i działają do tej pory. Także potwierdzam – są jak najbardziej wodoodporne, tylko dobrze zamykajcie gumowy koreczek!

  • Dokładność i zasięg (+)

Sama pozycja psa wysyłana do urządzenia jest bardzo dokładna. Myślę, że ma czasem rozrzutu 5-10m, przy słabszym sygnale GPS, ale naprawdę, porównując ją z Google Maps jest niemal idealna, a wierzcie mi, miałam w ręku lokalizatory podające pozycję psa gdzieś w promieniu 3km… Dobry zasięg urządzenia, to kolejny plus. Moim zdaniem lokalizatory mają lepszy niż telefon M. bo świetnie szczytują pozycję z lasu, a jeden z naszych telefonów się gubił.

  • Tani abonament (+)

O ile sama aplikacja jest darmowa i bardzo prosta w obsłudze i konfiguracji, o tyle urządzenie może wydawać się niektórym drogie, ale jakość idzie w parze z ceną. Z resztą dobrej jakości szelki sportowe kosztują podobnie, więc kwestia ceny urządzenia jest indywidualna. Ważne że aplikacja jest darmowa. Niestety jej komputerowa wersja jest dużo bardziej dopracowana niż telefoniczna.  Ponadto roczny abonament na urządzenie to koszt mniej niż 60zł, co też w przeliczeniu na miesiące jest niewiele, bo raptem 5zł miesięcznie. A poprzedni lokalizator, który miałam poza tym, że był nie dokładny kosztował mnie 20zł miesięcznie od psa…

  • Aplikacja korzysta z map Google (+)

Super sprawa, bo każdy dobrze je zna i rozumie wszystkie oznaczenia. Niestety w wersji na telefon nie da się włączyć warstwy satelity. Byłoby to o tyle fajne, że osoby, które mają problem z czytaniem map łatwiej odnalazłyby się w przestrzeni, która ich otacza. Oczywiście, satelitarne Mapy Google nie są na bieżąco aktualizowane i czasem może się okazać, że nowo powstały budynek nie istnieje na mapie lub mijane pole kukurydzy według Google jest ścierniskiem, ale myślę, że możliwość włączenia tej warstwy byłaby pomocna dla wielu osób. Na końcu tekstu film pokazujący jak działa aplikacja w praktyce.

  • Twoja lokalizacja względem psa i trasa (+)

Dzięki temu wiemy gdzie jesteśmy my i w którą stronę zmierzamy, oraz gdzie był ostatni pomiar pozycji psa. Niestety znowu wersja komputerowa ma lepszą opcję, bo na drodze poruszania się psa są rysowane strzałki, w którą stronę zmierza pies. O ile pies idzie w jednym kierunku, nie jest to problemem, o tyle, kiedy krąży lub biega w tą i z powrotem może być już problematyczne, zorientowanie się, w którym kierunku zmierza nasz pies, zanim nie pojawi się nowy odczyt.

  • Nakładanie się tras (–)

Moim zdaniem to największa wada aplikacji, a takich znaczących (dla mnie) znalazłam tylko trzy. Chodząc dwa razy dziennie tą samą trasą ścieżki psów z rana i wieczora nakładały się na siebie, przez co nie wiedziałam w gąszczu sczytanej pozycji, która jest aktualna (musiałam wchodzić w dany punkt i odczytywać godzinę). O wiele fajniej byłoby, gdyby z każdym kolejnym włączeniem urządzenia / appki danego dnia, trasa, albo pinezki pozycji były zaznaczane innym kolorem lub gdyby były rysowane na nowych warstwach, które można by wyłaczyć na czas nowego spaceru.

  • Brak współrzędnych (-)

Druga wada, którą znalazłam i która zdecydowanie jest dla mnie istotna to brak współrzędnych GPS na pinezce lokalizacji. Podaje mi godzinę, przybliżony adres i kod pocztowy – okej, ale będąc w środku lasu może być problem z odnalezieniem psa po samej aplikacji (i odnalezieniem się w terenie), szczególnie kiedy nie ma opcji: „wyznacz trasę”. Mając współrzędne można by próbować przenieść je do Google Maps i po tych mapach trafić do danego miejsca. Ma to znaczenie szczególnie, wtedy kiedy pies pojawia się w jakiejś sąsiedniej wsi – nowym dla nas miejscu, gdzie musimy dotrzeć samochodem, a podane miejsce w pinezce jest zbyt ogólne, by sprecyzować położenie psa. Ale kiedy mamy odpaloną aplikację i mniej więcej śledzimy mapę na telefonie względem tego, co dzieje się wokół nas, trafienie do psa nie będzie problemem, mówię tutaj o sytuacji, kiedy ktoś ukradnie nam psa i nagle okazuje się, że jego pozycja jest sczytana 100km dalej, wówczas współrzędne są niezastąpione. Ale to tyle istotnych dla mnie wad, z którymi i tak jestem całkiem zadowolona z urządzenia.

  • Archiwalny podgląd tras (+)

Można zobaczyć wczorajszy spacer, jak i spacer sprzed kilku miesięcy. Będąc u rodziców M. wyłączyłam urządzenie przed drogą powrotną i ponownie włączyłam je u nas w domu i mapa od razu pokazała mi, jak znacząco przemieścił się nadajnik względem ostatniej sczytanej pozycji. Jest fajne, bo nawet jak nadajnik padnie, a ktoś znajdzie psa i z ciekawości go naładuje (a nie potrzeba specjalnej ładowarki) i włączy, od razu będę wiedziała, gdzie jest mój nadajnik, a wraz z nim może i mój pies.

  • Aktualizacja pozycji co 2 minuty (+/-)

Sama pozycja psa zapisywana jest na urządzeniu co 2 minuty. Jest to dobrze dobrany czas do użytku codziennego i przeciętnego psa – jak Donner, który prędzej się zmęczy niż oddali gdzieś dalej. Dzięki czemu mamy czytelnie rozmieszczone przemieszczanie się psa, ale fajnie by był, gdyby można było zwiększyć częstotliwość na kilka minut. (-) Brak możliwości częstszego sczytywania pozycji – trzecia wada, o ile dla Donnera i na taki codzienny spacer 2min podawania lokalizacji są w zupełności wystarczające, o tyle dla Eli tfu, tfu, tfu – mogłyby się kiedyś okazać za rzadkie. Przykład – Ela biega ponad 43km/h, dla łatwego rachunku zróbmy 40km/h. Po 2 minutach przebiegnie 1,33km – sporo prawda? A 2 minuty biegu dla teriera i psa, który trenuje canicross, a który jeszcze dodatkowo się zafiksuje, to nie jest dużo. Jeśli nawet po niecałym kilometrze pies postanowi wrócić, już powiedzmy truchtem o ile będzie szedł dobrze na węch w linii prostej skąd przybiegł to nie będzie problemu, o tyle, kiedy spanikowany zacznie kluczyć, jego nowa pozycja po 2min może nas mocno zaskoczyć i, mimo że wydawało nam się, że idziemy w jego stronę (względem starej pozycji), to w rzeczywistości pies może zmierzać już w zupełnie innym kierunku, także fajnie by było móc zwiększyć częstotliwość pomiaru na nawet 5min, żeby lokalizacja sczytywała się co 20s-30s, a wtedy już będziemy mieć dokładny kierunek przemieszczania się psa, przez co szybciej zareagujemy i będziemy wiedzieli gdzie się udać.

  • Kilka lokalizatorów na jednej appce (+)

Na jednej aplikacji bez problemu działają równolegle dwa urządzenia – dlatego też zależało mi na testach dwóch lokalizatorów, żeby zobaczyć czy się wzajemnie nie zakłócają i czy aplikacja jest w stanie ogarniać naraz dwa lokalizatory – tak daje radę. Samą aplikację i jedno konto możecie używać równocześnie z dwóch telefonów, co też jest świetną sprawą, bo dwie osoby mogą szukać zagubionego psa niezależnie od siebie, mając pogląd jego pozycji.

  • Strefy (+)

Kiedy mówimy o samej aplikacji – bardzo fajną opcją są Strefy – wyznaczone obszary, których opuszczenie psa w wybranych godzinach będzie zaraportowane. Super sprawą dla psów, które mają tendencje do ucieczek z posesji lub kiedy boimi się, że ktoś nam ukradnie psa. Ale o wiele fajniejszą opcją jest raportowanie o wejściu do strefy. Dlaczego fajniejszą? Jeśli zgubimy psa, a mamy podejrzenie, że wraca na miejsce zgubienia, choć nie możemy tego potwierdzić, a nie mamy już siły kluczyć kolejną godzinę po lesie, wystarczy w tym miejscu ustawić Strefę. Jeśli pies ją przekroczy, będziemy mieli potwierdzenie, że nie uciekł gdzieś daleko, tylko kręci się w jej pobliżu, a my będziemy mieli info, kiedy do niej wszedł i kiedy ją opuścił. Powiadomienia możemy dostawać przez aplikację, mailowo lub SMS.

  • Podsłuch / możliwość dzwonienia (+)

Możemy dodać kilka numerów telefonów, które mogą zadzwonić na nasze urządzenie, przez aplikację można nastawić podsłuch, dzięki temu usłyszymy co dzieje się wkoło psa. (-) Tutaj też jest według mnie mała wada urządzenia (może dla jednych zaleta) urządzenie nie ma wibracji ani głośnika. Fajnie jakby była możliwość włączenia jednego lub drugiego – wibracja jak w telefonie, wiadomo, kiedy pies nam pójdzie w długą mogłaby go wybić z trybu pogoni. Tak samo dzwonek, jak byśmy wcześniej uwarunkowali psa na niego – byłaby to dodatkowa szansa przemówienia do psiego rozumu, kiedy się wyłączy na rzecz nosa.

  • Niedziałające funkcje (-)

W aplikacji mamy jeszcze kilka opcji dedykowanych na smart watch-e dla dzieci np.: opcję wysłania wiadomości SMS, co w przypadku Pet Trackera się nie sprawdza. Przyznania wirtualnej nagrody (j.w.), choć jak Donner ładnie się odwoła lub bardzo szybko wróci na wołanie, to przyznaje mu serduszko, a Eli zazwyczaj odbieram, za taplanie się w kałuży. Mamy też pomiar aktywności – ilość spalonych kalorii i zrobionych kroków… fajne, ale to w przeliczeniu na dziecko… w psiej wersji mogłoby być, chociaż ilość zrobionych dzisiaj kilometrów, czy np. odcinek pokonany z największą prędkością. Fajne urozmaicenie i dużo przydatniejsze. Aha, mamy jeszcze możliwość ustawienia alarmu (w aplikacji), ale ponownie na urządzeniu dla psów one nie działają.

To są wszystkie moje obserwacje z użytkowania tego urządzenia. Pomimo kilku drobnych niedociągnięć w aplikacji, które w sumie nie mają aż takiego znaczenia na użytkowanie lokalizatora, urządzenie uważam za naprawdę udane i warte polecenia.

Na pewno zastanawia Was czemu nie zrobiliśmy popularnego testu dla lokalizatora, czyli „udawanego zagubienia”, kiedy jedna osoba idzie z psem, a druga próbuje ich znaleźć. Raz dlatego, że mnie wystarczą 2-3 pozycje i ogarnę się w terenie nawet na leśnych mapach, więc jest to nie miarodajne, bo o wiele lepiej się nimi posługuję niż przeciętny Kowalski, nawet jak będę musiała ogarnąć się w środku lasu, bez znanych punktów odniesienia. Dodatkowo znając nasze tereny spacerowe, nie musiałabym iść po trasie psa, by bez problemu trafić do punktu, w którym M. by się schował. Nie wiem jak w mieście, ale w mieście psów nie puszczamy, więc jest to mało praktyczny test w naszym przypadku, jednak wówczas możliwość podania dokładnej lokalizacji, czy współrzędnych i przeniesienie ich do Google Maps przy opcji „wyznacz trasę” na pewno byłoby super opcją. Dlaczego jeszcze nie zdecydowaliśmy się na ten test? Bo żaden z naszych psów w przypadku zagubienia nie będzie stał w miejscu (czy też spacerował ludzkim tempem, czekając aż ktoś ich znajdzie), więc próba odnalezienia stojącej, czy spacerującej osoby, mija się z celem, a kiedy weźmiemy pod uwagę tempo marszu człowieka i choćby trucht psa, szybko zdamy sobie sprawę, że spotkanie wcale nie będzie takie proste. Dlatego, kiedy już zgubimy psa podążanie za nim, bo zawsze będziemy za nim, chyba że zawróci w naszą stronę – wiele nam nie pomoże. O wiele praktyczniejsze niż próba dogonienia, jest ustawienie strefy, w miejscu w którym od nas odbiegł na wypadek, jakby wrócił, a o wiele ważniejsze jest wysłanie drugiej osoby samochodem lub rowerem by okrążyła psa i wyszła mu na spotkanie, bo dzięki nadajnikowi wiemy mniej więcej, w którą stronę się kieruje i w jakim obszarze przebywa. Dlatego poszukiwanie zaginionego zwierzęcia nawet z lokalizatorem nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać, bo zwierzak będzie zmieniał pozycję i nie będzie czekał aż dotrzemy do niego. Oczywiście GPS zawęzi nam obszar poszukiwań i wskaże kierunek przemieszczania się. Da też realne info o tym, czy zwierzę się porusza, czy nie (odpoczywa, lub coś je potrąciło), ale musimy pamiętać o tym, że jest to tylko wskazanie pozycji – nie, cudowne urządzenie znajdujące nasze zwierzę, bo jednak sukces poszukiwań w dużej mierze zależy od różnych czynników, w tym często też szczęścia, ale na pewno zawężając obszar poszukiwań zwiększamy szanse na odnalezienie psa.

Nasze psy podczas testów biegały po bezkresnych łąkach, buszowały po polach kukurydzy, Elka oddawała się tropieniu tylko sobie znanych śladów, często znikając nam za pagórkiem z oczu, odbiegały też dość daleko, wiedząc, że zmierzamy w kierunku stawu na jednej z łąk i nie mogły doczekać się kąpieli. Mimo to dokładnie wiedzieliśmy, gdzie są i w którym kierunku się kierują, co dla nas jest bardzo przydatne, szczególnie kiedy Ela kilka razy straciła w kukurydzy orientację i wybiegła po jej drugiej stronie, a my wiedzieliśmy, że musimy obejść pole by Sukinia nas znalazła, choć ona i tak już kierowała się w stronę ukochanego stawiku. Mieliśmy możliwość dania psom swobody, bo nasze tereny spacerowe od niezbyt uczęszczanych dróg dzieli dobre kilka kilometrów, z wielu stron są otoczone ścianą lasu, a pola i łąki ciągną się aż po horyzont, więc celowo pozwalaliśmy psom odbiec dalej niż zwykle, by móc przetestować urządzenie w zakresie, w jakim jest nam potrzebne.

Z lokalizatora jestem zadowolona i to bardzo. Szczególnie jako nadajnik dla Eli, która obawiam się, że mogłaby się spłoszyć jakby coś ją bardzo przestraszyło, jak i dlatego, że jest terierem i czasem nos bierze górę nad rozumem i biegnie przed siebie z nosem przy ziemi na oślep, zapominając o całym Bożym świecie. Ten lokalizator naprawdę może przydać się na co dzień każdemu opiekunowi psa i od dziś będzie stale towarzyszył nam na spacerach, bo przezorny zawsze ubezpieczony, a nie znamy dnia ani godziny, kiedy puści karabinek w smyczy, pies wyplącze się z szelek lub na drodze pojawi się kot ze złośliwym wyrazem pyska „goń mnie”. Może nigdy lokalizator nie będzie mi potrzebny, oby – ale nie chciałabym żałować, że ten jeden raz go nie wzięłam, a jak to bywa z pechem –akurat wtedy coś się wydarzy.

Jak działa sama aplikacja w praktyce zobaczycie na filmie.

A jakie jest Wasze podejście do lokalizatorów? Warto je kupić? A może sami z nich korzystacie?

Ogółem: 367, dzisiaj: 1

8
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
PaulinaMiśka z Na kanapie siedzi piesAnna WieczorekAmelia Bartoń - zamerdani.plOla Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ola
Gość

Wow, świetna sprawa chociaż brak współrzędnych faktycznie jest minusem. Ja aktualnie boję się puszczać Emeta luzem, mamy totalny regres i znów mam typowego myśliwca w domu :(.

Anna Wieczorek
Gość

Jeszcze nigdy nie miałam okazji testować takiego lokalizatora, ale najwidoczniej więcej dobrego, niż złego wnosi do ludzko-psiego życia 🙂 Myślę, że na coś takiego mogłabym się skusić 🙂

Miśka z Na kanapie siedzi pies
Gość

Kurczę, fajna sprawa, ale ja też mam huaweia, więc obawiam się, że u mnie ta aplikacja działałaby jak u M. 😉 Ale zawsze warto spróbować. Fajnie by było, gdyby można gdzieś sprawdzić jak aplikacja sprawowałaby się na telefonie przed zakupem. Bo gdyby gdzieś się zasięg gubił pomimo niewielkiej odległości nadajnika od telefonu, to przynajmniej już wcześniej o tym wiadomo i zawsze można zawczasu zgłosić błąd do producenta. Albo producent mógłby sprzedać jakieś pomysły, jak ustawić telefon aby było ok.

Paulina
Gość
Paulina

Robię rozeznanie wśród lokalizatorów, jest to chyba najbardziej dokładna i przydatna recenzja, jaką do tej pory przeczytałam!