11Sty

Motywacja Spacerowa

Gorący wpis, który urodził się w mojej głowie po pytaniu jednego z czytelników: „Jak zmotywować się by wyjść z psem na spacer”. W pierwszej chwili uznałam, że ktoś mnie wkręca lub robi sobie żarty, potocznie mówiąc trolluje. Później zaczęłam się zastanawiać, że może problem jest głębszy? Może pies ciągnie na spacerze, jest agresywny albo ma inny problem dlatego brakuje motywacji? Ostatecznie okazało się, że brakiem motywacji był ogród do którego psiak był wypuszczany. W pierwszej chwili dosłownie zbaraniałam, no bo o co chodzi? Co to za problem? Po prostu wstaję i idę, o jakiej motywacji my mówimy i co ja mam pomóc? Szczególnie, że tego dnia wybierałam się na siódmy spacer z powodu zapalenia pęcherza u Donna, a ktoś nie mógł wyjść na jeden. I nagle doznałam olśnienia. To co dla mnie – psiarza, zafiksowańca na punkcie psów jest czymś oczywistym dla ludzi normalnych jest skrajną głupotą. Psi mugole mimo, że kochają swoje psy nie są aż tak wkręceni w całą otoczkę jaką są psie potrzeby, behawioryzm, zoopsychologia, szkolenia, sporty ect., ect. które dla nas są podstawą psiej egzysencji. Nie ma w tym nic złego i nie można patrzeć na takie osoby jak na dziwne zjawiska, bo tak naprawdę to my – psi szaleńcy-zapaleńcy nie jesteśmy do końca normalni. I to co dla mnie jest oczywiste, okazuje się, że dla większości świata nie. I nie mówię tu już tylko o spacerze. Więc dziś o motywacji spacerowej, o spacerowych faktach, mitach i moich propozycjach zmotywowania się i dlaczego warto:

SONY DSC

Szybko, szybko biegnijmy w las!

Jak pisałam wcześniej – nas psiarzy motywować nie trzeba. Znamy potrzeby psa, wiemy jak je zabezpieczyć i czego potrzebuje nasz pies. Jest to dla nas coś oczywistego, przy okazji frajda i zabawa, okazja do pracy z psem i niech każdy dopisze co jeszcze. Dla mnie chwila samotności, czasem na przemyślenia, psychicznym relaksem którego nie da mi ani książka ani telewizor. Są ludzie którzy psich potrzeb nie znają, mimo to muszą wychodzić z psami, bo mieszkają np. w bloku i jest to po prostu kolejny obowiązek. I są osoby, które nie wiedzą o czym piszę, bo pies ma ogród i nie ma problemu, a wymysły psiarzy z tymi spacerami są ich kolejną fanaberią.

Ogród jest niesamowitą wygodą, o czym pisałam we wpisie blok, a dom z ogrodem. I skłamałabym mówiąc, że sama codziennie wychodziłam z psem. Były dni, że byłam tak zmęczona po pracy, że nie wychodziłam, były dni kiedy lało lub było minus 20 stopni i też nie wychodziłam, wtedy ogród był dla mnie zbawieniem. Kiedy wstawałam do pracy, a nie godzinę wcześniej by wyprowadzić psa. Ale mimo tej wygody i chwilowego lenistwa, pies był raz dziennie na spacerze, bieganiu ze mną lub przy rowerze. Obowiązkowo w weekend wybieraliśmy się na jakiś 2-3 godzinny spacer. Do tego dochodziły ćwiczenia w ogrodzie czy to na przeszkodach czy to z frisbee, liczne kursy, seminaria, spotkania z psiarzami. Nawet nie przychodziło mi do głowy, by całym światem psa był ogród. Oczywiście większość czytających to osób pewnie wychodzi z takiego samego założenia, ale to nie jest oczywiste. Wystarczy poczytać psie grupy. Kilka razy w tygodniu na Owczarkowych grupach pojawia się pytanie „czy psu wystarczy duży ogród„czy muszę wychodzić z psem skoro może wybiegać się na ogrodzie” „na ile powinienem wychodzić z psem – pies ma ogród”

SONY DSC

Że ja nie wejdę?!

Kilka faktów:

pies spędzający całe życie w ogrodzie nie różni się niczym od psa siedzącego w kojcu. – głupota? A czym się różni duży kojec od ogrodu? Te same znane kąty, te same drzewka, te same zapachy. Powiecie pies w ogrodzie się wybiega. Guzik! Już wcześniej o tym pisałam w wyżej wspomnianym wpisie dotyczącym życia psa w bloku i w ogrodzie. Pies sam z siebie się nie wybiega. Owszem pogoni kogoś wzdłuż płotu, ale na tym jego aktywność i wybieganie się kończy. Bez nas, naszego zainteresowania, czasem przymusu w postaci rzuconej piłki pies się nie wybiega. Nie przemawia to do Was? A lubicie ZOO? Część tak, część stanowczo zaprzeczy – zwierzęta w klatce się męczą. Ale przecież te zwierzęta mają olbrzymie wybiegi, większe czasem niż nasze działeczki. I co? One się tam męczą, a nasz pies w działce-klatce się nie męczy?

potrzeba eksploracji terenu – czyli zwiedzania, wąchania, poznawania otoczenia, dowiedzenia się co dzieje się na dzielni, zmiany myślenia z „to znam, to znam, spoko wszystko bez zmian” na: „tu przeszedł kot! tam przeszła sarna! a tu leży ciekawa kupka, u mnie takich nie ma! Patrz, patrz, a to drzewko obsikało kilka psów, mogę i jak? Prooooszę!”. To wszystko jest dla naszego psa wielkim placem zabaw. Sklepem z grami komputerowymi dla nerdów, sklepem z zabawkami dla dzieci, nie wiem jak bardziej obrazowo można to przedstawić. Czymś czego ogród nie gwarantuje.

nowe bodźce – macie super psa, grzeczny, kochany, opanowany i nagle sytuacja zmusza Was by gdzieś z nim wyjść i co? Pies zamienia się w bestię? Nagle rzuca się na ludzi, ucieka przed samochodami, przestaje przychodzić na wołanie, a super wyćwiczone siad nie działa. Dlaczego? Dorosły, idealnie ułożony pies, co się stało? A pies czuje się jak Mowgli z Księgi Dżungli lub Tarzan, wyrwany z bezpiecznego miejsca, które znał i rzucony w obcy, przerażający, miejski świat. Zapominamy, że to co dla nas jest oczywiste, dla naszego nieobytego psa jest przerażające. Szum, huk, ludzie… ale i w lesie nagle czuje ZEW. Tu pogoni sarnę i zapomni co to znaczy do mnie, to się gdzieś zwącha i zapomni o Panu. Nagle znalazł się w raju. Nic dziwnego, że nagle nasz pies głupieje skoro tyle dookoła się dzieje, a w ogrodzie było po prostu nudno.

SONY DSC

Na spacerze można też się bawić!

-ruch – jak napisałam wyżej – pies sam się nie wybiega, a spacer czy truchtanie, pozwala utrzymać stawy w dobrej kondycji, dotlenić organizmy, poprawić trawienie, pracę serca – nie wspominając o udowodnionych badaniach, z których wynika, że bieganie dla psa jest jak narkotyk – uwalnia wówczas w jego organizmie endorfinę – hormon szczęścia. Ale nie tylko – faktem jest, że znudzony i sfrustrowany pies jest: niegrzeczny, niszczący, dokuczający i męczący. Ale choćby nie wiem jak i co trenować z psem biegać godzinami po torze, robić sztuczki, paść owce, ciągnąć ciężary, ale robić to w znanym do porzygu przez psa terenie i robić tylko jedną i tą samą rzecz, choćby pies to kochał i był do tego stworzony, szybko stanie się to dla niego codziennością, a monotonny, jednostronny trening nie zapewni wszystkich potrzeb psa. Oczywiście jest super sprawą, kiedy nie mamy możliwości wyspacerować psa, sama kiedy leję wychodzę z psem tylko na szybkie siki, i męczę go w domu, czy to nauką durnych sztuczek, czy szukaniem, ale nie jest to metoda na co dzień.Najlepszym przykładem niech będą panowie z umiłowaniem chodzący na siłownie. Robią coś, i wygląd na to wskazuje, wyciskają nie wiadomo ile na siłce, ale kiedy przychodzi co do czego – zrobić jakąś pracę fizyczną, pójść w góry itp., wielcy, wydawać by się mogło, silni i zaprawieni w boju mężczyźni wymiękają zalewając się potem. Trochę podobnie jest z psami, z którymi coś robimy, ale tylko to i tylko w jednym miejscu, uznając, że zmęczenie psa pracą fizyczną i psychiczną zwalnia nas z obowiązku spaceru.

No ale to są oczywiste oczywistości, podstawy wiedzy dotyczące posiadania psa. Jak więc zmotywować się do spaceru, skoro podstawowe potrzeby psa do nas nie przemawiają? Jak zmotywować się do spaceru, kiedy nie potrafimy sami zmotywować się do regularnych ćwiczeń, czytania książki, pójścia do kościoła czy innych rzeczy które dotyczą nas bezpośrednio. Jeśli sami nie zmienimy swojego myślenia i podejścia to nic nas nie zmotywuje, można spróbować kilka przykładów, które podaję poniżej takich wymyślonych na szybko, ale są to tylko pomysły, które nie rozwiążą problemu motywacji… lub nazwijmy to po imieniu – lenistwa.

SONY DSC

Donner & Wiarus

-znajdź przyjaciela – w grupie raźniej. Zacznij wychodzić na spacer ze znajomymi, mężem, żoną, chłopakiem, dziewczyną, dzieckiem czy rodzicem. Nie wychodź sam skoro nie masz motywacji. Wyjdź z kimś z kim miło spędzisz czas, porozmawiasz, pożartujesz. Poszukaj znajomych psiarzy, bo nikt nie zrozumie Cię tak jak inny psiarz. Psi przyjaciel jest najlepszą motywacją, bo psy są zajęte sobą, a my mamy kogoś do rozmowy.

-zacznij coś robić – jeśli nie możesz zmotywować się do regularnych ćwiczeń, niech zrobi to pies. Zacznijcie biegać, jeździć na rowerze, maszerować. Szukajcie szlaków turystycznych, wyznaczajcie sobie trasy, zadania, cele do pokonania. Może rozpocznijcie zwiedzać region? Wkręćcie się w coś wspólnie. Może faktycznie jakieś sporty, ale tu łatwo o wymówkę… nie ta rasa… sprzęt drogi… ja się nie znam… – ale czemu od razu chcecie być profesjonalistami? Zacznijcie. Spróbujcie. Zapytajcie – ktoś Wam powie jak zacząć, lub zacznijcie „po omacku’ nic się nie stanie, a kupno sprzętu, czy ‘nowej zabawki’ nie zmotywuje Was do pracy. Popatrzmy obiektywnie ile w naszych domach leży rzeczy, które miały nas zmotywować do czegoś? Zmotywowały? Potrzeba sprzętu czy wiedzy nie jest wymówką, do prostego biegania, czy spacerowania.

znajdź pasję – zacznij prowadzić bloga lub fanpage, kręć filmy na YT, niech coś zmotywuje Cię do systematycznych relacji. Kochasz fotografię? Fotografuj spacery psa, lubisz bawić się grafiką – rysuj jego przygody, kręć filmy, pisz anegdotki. Dziel się tym z innymi i nie zawiedź ich, choćby czytała to jedna osoba.

SONY DSC

Elementy posłuszeństwa w każdych warunkach

a może wyzwanie? – Z nadejściem nowego roku psią blogosferę zalały pomysły na psie wyzwania i psie postanowienia. Jeśli ktoś sam nie jest w stanie wymyśleć co chce robić z psem lub zmotywować się do tego, może warto wziąć w nich udział? A wybór jest olbrzymi: zrobienie tysiąca kilometrów w 2016 roku, nauczenia psa kilkudziesięciu nowych sztuczek, zaczęcie biegania, czy bardziej skomplikowane „programy treningowe”.

-po prostu wyjdź – nie wmawiaj sobie, że nie masz motywacji, nie usprawiedliwiaj się, nie szukaj wymówek, nie odkładaj tego na jutro. Po prostu zamknij komputer, czy facebooka, zapnij psu smycz i idź, nawet na dziesięć minut. Trzeba zrobić pierwszy krok.

Oczywiście to tak pięknie brzmi w teorii, zatem mam pomysł na jeszcze jeden test. Spróbuj przeżyć kilka dni tak jak Twój pies – najlepiej weekend, zaczynając w piątek po pracy/szkole do poniedziałku rano. Naszykuj sobie wszystko wcześniej, posprzątaj, przygotuj jedzenie – tak byś nie musiał robić nic. Zupełnie nic. Odwołaj zajęcia dodatkowe, spotkania z przyjaciółmi. Odłącz telewizor, komputer, Internet. Wyłącz telefon. Nie zaglądaj do książek i gazet. Nie rób nic co sprawia Ci przyjemność lub jest Twoim obowiązkiem. Nie rysuj, nie fotografuj, nie pisz, nie przygotowuj jedzenia (zadbaj by mieć gotowe) nie zmywaj, nie sprzątaj. Ogranicz się do przestrzeni jaką ma Twój pies – dom i ogród – nie wychodź poza posesję, nie rozmawiaj z sąsiadami! A jedyne rozrywki jakie możesz mieć to tylko zabawa z psem, ale nie więcej niż zwykłego dnia. Przeżyjesz ten weekend? Dasz radę? Wtedy zrozumiesz jak czuje się Twój pies bez spacerów. Sama zabawa, nawet najfajniejsza nie zapełni mu całego dnia. Pies nie ma telewizora, nie korzysta z Internetu, nie czyta książek i nie ma pasji, ani rodziny z którą pogada, kiedy już kompletnie nie ma co robić. Pies ma Ciebie i Ty musisz zapewnić mu radość i pełnię życia, a nie tylko przeżycie go, czy też przespanie. Więc nie tłumacz się, że nie masz czasu – miliony ludzi na świecie też go nie mają, co więcej nie mają ogrodu, by wypuścić psa i rozwiązać problem. A mimo to trenują z psami, robią coś z nimi, mimo że się nie chce. Ale skoro powiedziało się A – decydując na psa, należy powiedzieć i B –nie tylko mieć psa, ale żyć z nim.

I na zakończenie słowo o jakości spaceru. Nie ma złych spacerów, hejtowanie kogoś, że wychodzi trzy razy dziennie na 5-10 minut nie jest dobre. Wychodzi – dobrze, że wychodzi. Czasem zdrowie, czas, brak cierpliwości do psa nie pozwalają na inne spacery. Owszem jest to dalekie od powiedzmy idealnego minimum, ale to nie znaczy, że ktoś nie kocha psa, co niektórzy starają się sugerować. Ja wyznaję zasadę dystansową -dziennie w sumie zrobić minimum 7km, są osoby które w spacerze kierują się czasem – ja tak robię w weekend, czyli wziąć psa minimum na 2h, w las. Są osoby nie uznające spacerów na smyczy, są osoby dla których dobry spacer to wybieganie się psa po lesie za sarnami (o moim stanowisku w tej sprawie przeczytacie we wpisie Pies w lesie na smyczy?, ale nie to jest sednem) – chcę uzmysłowić wszystkim nie do końca zdecydowanym, że pojęcie idealnego spaceru nie istnieje. Spacer ma sprawiać frajdę i nam i psu i nie trzeba patrzeć i sugerować się innymi. Nasz spacer – nasza sprawa. POWODZENIA!

SONY DSC

I powydurniać się można

  • Malamute Fan

    Dużo czasu minęło od kiedy tekst tak bardzo mnie poruszył. Pierwszą część czytałam kątem oka, bo nam motywacji niby nie brakuje. Ale ogromnie dziękuję ci za zdanie : „Pies nie ma telewizora, nie korzysta z Internetu, nie czyta książek i nie ma pasji, ani rodziny z którą pogada, kiedy już kompletnie nie ma co robić. Pies ma Ciebie i Ty musisz zapewnić mu radość i pełnię życia.”. Zapamiętam je na długo. To niby oczywistość, a jednak nie każdy o tym pamięta.

  • Kasia Żyrafa

    Bardzo motywujący wpis ! Warto też wybierac psiego towarzysza na swoją miarę -lubię wolne spacery, leżenie w ciepełku i spokojne zabawy- adoptuję psie staruszki, których główną rozrywką jest relaksik na kanapie.

    • Oczywiście, że spacer i towarzysza trzeba dobrać pod psa 🙂 Donner na wolnym spacerze dodałby chyba szajby, że nie można biegać, wściekać się, ciągnąć itp. – bo liczy się dystans! i takich mu towarzyszy szukam, natomiast gdy chodziłam z Budzikiem ten lubił się włóczyć wolnym kroczkiem pół metra za mną, i nie ważne ile prześliśmy byle długo to trwało.

  • To chyba najlepszy Twój wpis. 🙂 Będę Cię cytować normalnie.

  • Jowita i Mucha

    Prawdą jest, że nawet zapalonym psiarzom czasem się nie chce, bo to co piszesz – mróz, gorsza pogoda, zmęczenie albo po prostu zły dzień:P Jednak warto się zmotywować, bo przechadzka z psem potrafi poprawić humor!

    • Oczywiście, że się nie chce, sama się z tym nie kryję, że czasem zmęczenie czy lenistwo wygrywa – to nic złego, w końcu każdy ma czasem gorszy dzień, a doba ma ciągle tylko 24h. Ale my mamy świadomość i wiedzę i mimo wszystko większą motywację, by wychodzić i nawet jak zdarzy się nam dzień lenistwa jest to bardzo sporadyczne, a nie sporadycznie wychodzimy na spacer – od święta 😉

  • Zupełnie się zgadzam z tekstem w każdym jego punkcie 🙂

    Jak mieszkałam w bloku i miałam 3 psy w domu tymczasowym, na spacery chodziłam 9 razy dziennie, jak była Hera po 12 i 14 trzeba było, nigdy nie narzekałam (bo tak jak piszesz, jak sie powiedziało A to trzeba powiedzieć B 🙂 ) ale przynzaję, że wykończylam wszystkie buty 😉 Teraz mamy ogród, ale to psom zdecydowanie nie wystarcza. Bo co mają robić tyle czasu na ogrodzie same?! Bardzo niechętnie załatwiają się na swoim podwórku, który dla nich jest przedłużeniem domu. Chcą zwiedzać, chcą zaznaczać teren, chcą wiedzieć co się dzieje za siątką na ogrodzie. I tak chodzę 3 razy dziennie z nimi, a ludzie nadziwić się nie mogą po co, skoro jest ogród.

    Hera czasem chce mnie zajechać, bo mimo ogrodu i spacerów, ciągle to dla niej za mało, więc trzeba trenować, bawić się, …większość dnia dla mnie to zajmowanie się psem. I tego trzeba być świadomym, że można trafić na takiego psa, który będzie wymagał bardzo dużo spacerów i uwagi, inaczej będzie się męczył.

    Dla mnie ogród jest niesamowitym wybawieniem jeśli pies chce wyjść na szybkie siku, ma problemy z trawieniem (chociaż wtedy i tak chce wyjść poza ogród) albo obydwa psy chcą się ze sobą pobawić bez obawy, że coś im się stanie.

    Z pewnością kiedy będę starsza, nie pozowlę sobie już na młodego rottka. Albo mały piesek albo starszy albo mały i starszy będzie dla nas najlepszym towarzyszem.

    • To jest bardzo mądre podejście którego wielu psiarzom brakuje. Tak jak napisałaś ogórd jest przedłużeniem domu. Jak nie ma wyjścia to załatwia się w ogrodzie, Donn np. tylko w wybranych miejscach nie jak popadnie. Sam sobie wyznaczył „toalety” ale nic nie zastąpi spaceru, gdzie można jeszcze grzebnąc tylnymi nogami, by zaznaczyć że się tu było 🙂

  • Natalia Cioban

    Baaardzo dobrze napisane 🙂 W szczególności „Ale skoro powiedziało się A – decydując na psa, należy powiedzieć i B –nie tylko mieć psa, ale żyć z nim. (….) Spacer ma sprawiać frajdę i nam i psu i nie trzeba patrzeć i sugerować się innymi.” To taka kwintesencja całego tekstu.

    Rozważając kupno psa, wielu znajomych mówiło mi, że pies w bloku to nie bardzo, a już amstaff? (a jak myślę o DG to już tym bardziej!!)
    Dla mnie pies to nie kwestia domu, ogrodu bądź jego braku, ale tak jak napisałaś „życia z nim”. Naturalne jest, że wstaje rano by wyjść na 40 minutowy- 1h spacer, żeby pies przeszedł dzielnie, powąchał, a na końcu się pobawił ze mną, zrobił kilka elementów posłuszeństwa, przypomniał sobie komendę „do mnie” (bo gdzieś tam w śnie mógł o tym zapomnieć :P), to takie naturalne…
    Osobiście brakuje mi ogrodu tylko po to by móc mieć równy i czysty teren. Wszędzie jakieś śmieci.. ludzie wyrzucają te jedzenie , ono pleśnieje, a ja idąc na spacer z odkurzaczem (nie ważne czy ma kaganiec czy nie) zaraz to będzie chciał wsunąć.
    I tak najlepsze są dłuuugie spacery i poznawanie razem nowych pięknych terenów <3 :))) Aż mam ochotę iść na spacer 🙂

    Ps.
    Z Dzeusem niestety na spacery nie możemy chodzić, ale zdradzę sekret. Ostatnio byłam na spacerze sama – przeszłam trasę, którą chodziłam z psem (przed operacją). Było mi smutno, że bez niego, ale brakowało mi po prostu spaceru…

    http://www.dzeus.pl 🙂

    • Też tak kiedyś miałam, kiedy była u mnie starsza, chora rottka. Dzień w dzień marzyłam o długich spacerach z psem, a z nią tylko na siku i do domu trzeba było chodzić. Ona zapewne też o tym marzyła, ale czasem życie układa się tak, że się nie da, niestety nie zawsze jest tak, jakby się tego chciało 🙁

    • Doskonale Cię rozumiem. Na tydzień przed śmiercią budzika kiedy już ten nie mógł chodzić, mimo że miałam już małego szczyla brakowało mi spacerów z nim. Dziękowałam wtedy Bogu za ogród, bo mimo że przez chorobę znacznie schudł miałabym problem znosić go ze schodów i wynosić przed blok. A tak mogłam go wynieś do ogrodu i pozwolić mu bezpiecznie postać, czy położyć się na trawie, bez obawy że wejdzie w śmieci, szkła, kupy, czy podejdzie inny pies, lub gapie będą komentowali.
      Tym bardziej podziwiam osoby które maja chore psy, chociażby z dysplazją i znoszą je ze schodów i po okolicy prowadzają je podtrzymując tyłki na tych ręcznikowych nosidełkach. Ileż to pracy, czasu i siły potrzeba, i tacy ludzie dają radę. Tym bardziej nie rozumiem postawy ludzi kiedy ktoś kto ma zdrowego i posłusznego psa, mówi że mu się nie chce, albo nie widzi sensu. A potem chore psy umierają na posesjach albo są oddawane, bo nagle wymagają zajęcia się nimi.

  • Mądre słowa! Świetne pomysły na zmotywowanie tych mniej „zapalonych psiarzy” do zaoferowania swojemu psu tego co najlepsze – możliwości codziennej eksploracji terenu. Test weekendowy powinien być obowiązkowy dla każdego 🙂

    • O tak, taki test – przed kupnem psa 😀 I obowiązkowo dzień na dworze, tylko z dostępem do nieogżewanego garażu 😀

  • Hekhm, nie wiem czy zostałam teraz oficjalnie psim mugolem, ale czasem też mi się po prostu nie chce – zimno, ciemno, żadnego parku wkoło gdzie spotkam znajomych, tylko opuszczone tereny, słabo oświetlone, przyroda smętna, zagłuszona warkotem samochodów. Oczywiście i tak wychodzę na spacery regularnie, ale właśnie muszę się domotywowywać na różne sposoby 🙂

    • Nie nie nie! Psi mugol – to osoba która nie ma psa, nie zna jego potrzeb i naszego zafiksowania. Taki co jak się jej mówi coś o psie, ta patrzy na nas jak na osobę niespełna rozumu. 😛 Także przykro mi, nie wpisujesz się w psiego mugola 😀
      Ja jestem większym leniem, bo jak mam dostęp do ogrodu to tylko wypuszczam psa i mam wszystko w nosie kiedy jest brzydko lub nie mam siły. Nie ukrywajmy – nie jesteśmy idealni i niezniszczalni. Ale nie jest to naszą codziennością i mimo przeciwności staramy się wyjść, a nie szukamy uzasadnienia i wytłumaczenia dla lenistwa. 🙂

  • pure_cashmere

    Dobrze, że podjęłaś temat! Im więcej będzie się o tym mówiło, tym lepiej – może problem przestanie być aż tak rażący?

    Mam nadzieję, że powodem takiego podejścia jest niedoinformowanie („jedna pani drugiej pani”), a nie złe intencje. Ale czasem jak słyszałam od innych spotykanych ludzi: „ale ja to pani zazdroszczę, my nie mamy ogródka i musimy wychodzić”, to nieraz mnie zamurowało.

    Druga sprawa, zwróciliście uwagę, że ta nieświadomość jest bardzo popularna w fundacjach działających na rzecz zwierząt? W większości ogłoszeń (zwłaszcza dot. większych psów) jest zastrzeżenie, że najlepiej do domu z ogrodem… I w takim kwestionariuszu nie ma pytań odnośnie umiejętności rozpoznawania sygnałów uspokajających, określenia stresorów itp, jest za to pytanie o to na jakim metrażu mieszkasz i czy masz ogród. Zróbmy coś z tym! 🙂

    PS Fajny tekst o ogródkach popełnił też dogup: http://dogup.pl/pulapka-w-ogrodku/ – i jak na razie nie wiem o żadnym kolejnym więc chyba jesteście prekursorami. 🙂

    Pozdrawiam

    • Dzięki za komentarz, wpis jest raczej o braku motywacji i lenistwie oraz jak sobie z tym radzić i dlaczego spacer jest tak ważny dla naszego psa, a nie o fundacjach, czy powszechenie utartych sloganach majacych zachęić do adopcji 😉

      • pure_cashmere

        Faktycznie, jeśli brać Twój post tylko „od-do” to mój komentarz może się wydawać niepowiązany. Wychodziłam z założenia, że wiele tematów łączy się i przenika ze sobą wzajemnie tworząc dziedzinę (tu: dobrostan) i że możemy dyskutować w jej obrębie. Ale oczywiście to jest „Twoja ziemia” więc sie dostosuję do reguł tutaj panujących.;)
        Także przepraszam za część mojego komentarza, nie wpadłam na to, że potraktujesz go jako chęć dywagacji o sloganach adopcyjnych. Miałam raczej nadzieję na rozmowę o tym w jaki sposób zyskanie świadomości potrzeb czterołapnego, może przełożyć się na motywację spacerową (zakładając, że brak motywacji może brać się nie tylko z lenistwa, ale też z niewiedzy jak to jest ważne) i o działaniu tam, gdzie tej wiedzy brakuje, a nie powinno.

        • Możemy dyskutować, to nie oto chodzi, tylko na swoim blogu trzymam się z daleka od tematów adopcji, domów tymczasowych i podobnych problemów, z racji tego, że środowisko osób które teoretycznie chce pomagać zwierzętom w dużej mierze jest przepełnione wzajemną nienawiścią. Po prostu nie pcham się w te wszystkie fundacje i pseudo-miłośników-zwierząt ich problemy nagonki na pseudohodowle, adopcje wszystko co się rusza i nawzajem na siebie itp.. Przykładowo 90% osób, które o tym piszą moim zdaniem mają poważne problemy ze sobą i swoimi emocjami. Jest aż nadto moralizatorów odnośnie adopcji, pseudohodowli i pouczania, które często sprowadza się do opluwania nawzajem. Oczywiście to o czym piszesz jest bardzo ważnym aspektem, ale trzymam się od tego z daleka, żeby się z nimi nie utożsamiać, bo każdy medal ma dwie strony. Jedni wciskają kit na temat psów z adopcji który nie odzwierciedla ich charakteru w rzeczywistości, czy chociażby to że idealnie sprawdzi się jako stróż terenu (choć alarm wyjdzie taniej i będzie o wiele dużej służył niż pies pożyje), ale dla takich osób liczy się znalezienie domu – za wszelką cenę, a dalszy problem to już tych co adoptowali. Natomiast brak świadomości adoptujących, którzy z drugiej strony wszystko wiedzą najlepiej i nie słuchają dobrych rad jest oddzielnym tematem. Ja się w to nie mieszam, bo jak pisałam wyżej czytając kłótnie i moralizowanie w takich sprawach (stojąc z boku) bardziej zniechęcam się do jakiejkolwiek współpracy z takimi ludźmi i uświadamiania nieświadomych, (którzy też potrafią wykrzykiwać głupoty) niż angażować się w to. Po prostu nie chcę się pchać w małe wojenki i problemy takich osób, fundacji i stawiania dobra psa ponad dobrem, zdrowiem i życiem ludzi. Stąd tez moje może zbyt ostre zakończenie dyskusji, bo po prostu jak ktoś porusza ten temat – niezwiązany z tematem, od razu zapala mi się czerwona lampka – pseudo-oborńca z problemami, który stara się wszędzie wcisnąć swoje trzy grosze. Przepraszam, za takie sklasyfikowanie, bo widzę, że możemy otwarcie podyskutować o tym problemie i nie skończy się to wiecznym: „trzeba było adoptować, bo kupując owczarka skazałaś psa na wieczny schron”. 🙂
          Także wracając do tematu, mam nadzieję że post pokazuje, że mimo iż pies jest duży, całe życie żył w ogrodzie i uprawiał sporty, potrafi odnaleźć się w niewielki 50m mieszkaniu, gdzie jego życie nagle obraca się o 180 stopni i zamiast zostawania w ogrodzie, zostaje w bloku. I to powinno służyć tym wszystkim za przykład tego kiedy mówią, ze nie są w stanie mieć psa póki nie przeprowadzą się do domu z ogrodem. A co do przeznaczenia, że pies sprawdzi się jako stróż ogrodu to jak pisałam wcześniej – alarm wyjdzie taniej, nie trzeba karmić, leczyć, bawić się, a przynajmniej nie da się otruć czy nie zaprzyjaźni się z potencjalnym złodziejem, a ostatecznie psa najlepiej adoptować do domu z ogrodem bo jest duży i żywiołowy – to już totalna abstrakcja, bo jak pisałam we wpisie ogród sam go nie wybiega 😉