29Lip

Od Soliny po Bałtyk – wakacje z przygodami

Takich wakacji z przygodami to dawno nie mieliśmy. Dwutygodniowy urlop podzieliliśmy na dwie części. Pierwszy tydzień bez psów (tak, Ty też możesz wyjechać bez psów!) spędziliśmy na Węgrzech. I choć ciągle myślimy o tym, by zabrać tam psy np. w Góry Bukowe, to jakoś gryzie nam się to ze sposobem spędzenia czasu na Węgrzech. Mimo wszystko dużo chodzimy po miastach i miasteczkach w tym po muzeach. Dodatkowo spędzamy mnóstwo czasu w winnicach na degustacji win lub po prostu w knajpach oraz na wodach termalnych i innych SPA. Dlatego też nie jestem przekonana, czy taka wycieczka byłaby satysfakcjonująca dla naszych psów. Z drugiej strony jakbyśmy je brali, pewnie całe beztroskie winne-wakacje dopasowalibyśmy pod nie, więc wtedy my nie wiele byśmy z nich wynieśli, a nie ukrywajmy my też czasem musimy odpocząć od codzienności. Także na razie dzielimy urlop na część ludzką i część psią.

Zatem drugą część urlopu – tą psią, zaplanowaliśmy nad Soliną na żaglach (przeczytaj jak przygotować psa na żagle). Znaleźliśmy psiolubną łódkę w interesującym nas terminie i cały pobyt na Węgrzech monitorowaliśmy niezbyt przyjazną pogodę, która z dnia na dzień zapowiadała się coraz gorzej… ostatecznie w niedzielę,a w poniedziałek mieliśmy odebrać jacht, odwołaliśmy rezerwację, bo tydzień pod pokładem, gdzie jest bardzo mało miejsca (wierzcie mi bardzo mało) z dwoma wiecznie mokrymi psami i rzeczami, które przy stałych opadach deszczu nie mają gdzie i jak wyschnąć nie były optymistyczną wersją wyjazdu. Ani bardzo nie pożeglujemy, bo jeden dzień deszczu to nie problem, ale tydzień przy temperaturze 16-18 stopni to zło. To samo dotyczy spacerów po lasach, błogiego grillowania, opalania się, łowienia ryb i najważniejsze – kąpieli. Nie. I choć uwielbiamy Solinę (o naszym psim rejsie przeczytasz tutaj) to musieliśmy zmienić plany. Szybko więc zaczęliśmy „palcem po mapie” Polski i przyległej do niej Europy sprawdzać pogodę, gdzie będzie ładnie. Po sprawdzeniu Słowacji, Czech, na powrót Węgier i Niemiec w końcu znaleźliśmy względnie dobrą pogodę nad polskim morzem w okolicach Pucka. Szybki reaserch na bookingu i cud! Jest domek, z akceptacją zwierząt na życzenie (co sprawdzaliśmy kilka razy, czy na pewno to psiolubne miejsce) w terminie, który nam pasuje. Ktoś tak jak my zrezygnował na ostatnią chwilę wystraszony pogodą, dzięki czemu my mogliśmy pojechać nad może w sezonie z dnia na dzień!

Więc nie wiele myśląc, opłaciliśmy pobyt i zaczęliśmy się szybko przepakowywać, by dosłownie za kilkanaście godzin wyruszyć nad morze. Podczas rezerwacji zawsze upewniamy się, czy akceptacja psów dla każdego znaczy to samo, bo już nie raz dowiedzieliśmy się, że owczarek to nie pies, albo przez psa rozumie się yorki. Tym razem tego nie zweryfikowaliśmy posiłkując się tylko informacjami z bookingu – nasze niedopatrzenie, ale zmiana planów była tak szybka, że cieszyliśmy się, że znaleźliśmy cokolwiek nad morzem i że coś jeszcze będzie z wakacji, zamiast pomyśleć racjonalnie, że dla niektórych „akceptacja zwierząt” to tylko lepsze pozycjonowanie w wyszukiwarce.

Więc wyruszyliśmy! I wszystko było super, ale jakieś 150km od celu, zepsuł nam się na autostradzie samochód. I to konkretnie… do tego stopnia, że musieliśmy zostawić go w naprawie i wynająć auto. Tu też pojawiły się trochę schody, bo pomimo wynajęcia Sharana największego co mieli – ledwo się w niego zapakowaliśmy… co więcej nie akceptowali psów… na szczęście syn właściciela zlitował się nad nami i pozwolił nam je przemycić. Niestety z pierwszego dnia wakacji nie wiele już zostało. Cztery godziny później niż planowaliśmy, dotarliśmy na miejsce. Przywitał nas przesympatyczny właściciel, który pokazał nam domek i zupełnie nie zakwestionował obecności psów. Wprowadziliśmy się nieświadomi, że za chwilę kolejny raz ktoś postanowi zepsuć nam urlop. Bowiem po dwóch godzinach zadzwoniła oburzona właścicielka, dlaczego jesteśmy z psami? M. wyjaśnił jej, że mają na stronie akceptację zwierząt i o co właściwie chodzi? A że nie potrafiła nam powiedzieć, o co chodzi, a jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze, więc jak to M. ma w zwyczaju zaproponował, że dopłaci za psy. Na co się dowiedział, że u nich za psy się nie płaci i są dozwolone. Więc ponawiamy pytanie, o co chodzi? A chodziło o to, że nie poinformowaliśmy, że przyjedziemy z psami. Co też sprawdziliśmy na stronie, że nie było adnotacji, że właściciele proszą, by ich informować – a pies na życzenie? Cóż mieliśmy takie życzenie i nie po to rezerwujemy i opłacamy przez booking by w sytuacji na ostatnią chwilę domyślać się, czy ktoś akceptuje zwierzęta, czy nie, skoro wyszukiwarka pozycjonuje go w akceptacji zwierząt. Więc ostatecznie dowiedzieliśmy się, że problemem nie są nasze psy, ale obecność rodziny z dziećmi w drugim domku. (Nie pytajcie ja do tej pory nie wiem, o co jej chodziło) A obecność tych dzieci była trochę męcząca, ale nie narzekamy, że musieliśmy słuchać z nimi niemieckiego rapu, bo grało na cały regulator popołudniami, Dżesiki i Barajanki wrzeszczały i pierwszego dnia drażniły nam psy, póki Donner ich nie oszczekał. I to żadna przyjemność na wakacjach, bo mamy to codziennie na osiedlu, więc nie wiem kto tu był dla kogo większym problemem, ale rozumiem, że gdybyśmy to my pierwsi zarezerwowali jeden z domków, właścicielka nie zgodziłaby się na przyjazd dzieci? Creepy sytuacja, bo co ma piernik do wiatraka i dlaczego z psów, które siedziały z nami uwiązane na tarasie, nie szczekały i ogólnie miały wywalone na wszystko robi się morderców? Problemem mógł być również M. bo jest mężczyzna, a obok są dzieci lub to, że przyjechaliśmy z własnym nożem – zagrożenie takie samo, bo ludzie są równie nieprzewidywalni… I do tej pory nie wiemy, co innego ten telefon miał na celu, niż to by popsuć nam urlop. Bo ani nie kazano nam się wyprowadzić, ani dopłacić, więc taką informację można było przekazać w każdej innej formie i w każdy inny sposób i w każdy inny dzień, a nie dobijać nas jeszcze po takim dniu, bo telefon nie wpłynał na nic, poza tym, że zepsuł nam humor. I powiem Wam, że ten telefon bardziej zepsuł nam wyjazd niż uszkodzony Vel, którego na szczęście na drugi dzień odebraliśmy całego i zdrowego, ale pół kolejnego dnia również mieliśmy w plecy.

Zanim przejdę do samego wyjazdu nad morzę, powiem Wam jak skończyła się przygoda z domkiem, który trzeba przyznać był super, ale ze względu na postawę właścicielki nie polecę go Wam (jakbyście szukali – Werblinia, Domki Przy Lesie). Obiekt jest śliczny, czysty i schludny, kryty strzechą. Na dole był salon z kuchnią i łazienką, na górze sypialnia. Do tego genialny taras z huśtawką. Sam teren ogrodzony, położony pomiędzy bezkresnymi łąkami i polami, gdzie można wyganiać psy i niedaleko olbrzymiego lasu na super spacery. Także sam domek był bez zastrzeżeń i chętnie byśmy ponownie tam przyjechali i mieliśmy taki zamiar, nawet większą ekipą, bo następnego dnia przyjechał właściciel, który był tak miły i sympatyczny, że nie mogliśmy się gniewać na niego za jego żonę. Przeprosił (choć to nie on powinien) i przyznał nam rację, że nie było informacji na stronie o wymogu informowania o pobycie psów, wszystko sobie wyjaśniliśmy, pokazaliśmy, że cały domek zabezpieczyliśmy kocami, by psy nie nabrudziły, że psy nie biegają luzem, tylko siedzą na smyczach uwiązane przy nas, co dla nas jest oczywiste, kiedy w okolicy są inni ludzie i nie mamy z tym problemu. Nie wyglądało, że ma do nas jakieś pretensje. Co więcej, zapewniał nas, że są psiolubni, opowiadał ile już psiarzy u nich było i że nigdy nie mają ograniczeń wielkościowych psów, ani dopłat za nie. Ba! Nawet po sezonie są w stanie oddzielić dwa domki siatka, aby można było puszczać luzem psa po terenie. Zaprosił nas kolejny raz z psami, sugerował też przyjazd większą ekipą, by wynająć dwa domki i cały teren. Ogólnie super! Pozytywnie podbudowani, bo nie lubimy niejasnych sytuacji już planowaliśmy wrócić tu we wrześniu „na pięć psów” i polecić Wam to miejsce, bo jest magiczne… no ale nic z tego, bo jeszcze zanim wyjechaliśmy właściciele zmienili na bookingu status „zwierzęta nie są akceptowane”. I powiem szczerze, nie wiem co o tym myśleć. Po co ktoś ściemnia nam w twarz o psiolubności? Po co udawać, że jest inaczej. Brak akceptacji psów – jest dla mnie w pełni zrozumiały i to szanuję. Nie wpychamy się tam, gdzie nas nie chcą, nie wymagamy, by psy miały wstęp wszędzie, więc po co ściemniać, że jest inaczej? Żebyśmy myśleli, że jest ok i nie wystawili negatywnej opinii na booking (a po rozmowie z właścicielką, przed wyjaśnieniem właściciela, miałam pisać do bookingu, że ściemniają w opisie). Nie wiem, co o tym myśleć. Sytuacja dziwna i bardzo niekomfortowa dla nas, bo jesteśmy ostatnimi osobami na świecie, którzy pchają się z psami wbrew zakazom i zawsze staramy się by nasze hobby nikomu nie przeszkadzało. Jedyny plus to taki, że teraz więcej żaden opiekun psa się nie rozczaruje, bo jest jasność, że psy nie są mile widziane. Tylko trochę szkoda, bo miejsce naprawdę super, a przecież nieogarnięci ludzie potrafią zrobić więcej szkody niż wychowane psy… ale prawo właścicieli domków. No i na tym skończyły się nasze nieprzyjemne przygody z morałem takim, że zawsze, kiedy wynajmuje się domek trzeba siedem razy zapytać o psiolubność, czy psiolubność zależy od wielkości i rasy, a potem upewnić się jeszcze raz, czy akceptacja psa oznacza możliwość przyjazdu z nim, czy poprostu ktoś „błędnie” wpisał to w opisie miejsca.

Ale sam pobyt i urlop nad morzem był cudowny! Do plaży mieliśmy jakieś 20km jeździliśmy niedaleko Karwi do Karwieńskie Błoto Drugie, gdzie była Dog Zone – taka śmieszna psia plaża na środku publicznej, o zawrotnej długości 100m, na której pies musi być w kagańcu i na smyczy, a żeby dojść do niej i tak trzeba iść zwykłą plażą. Oczywiście nikt się do przepisu nie stosował i co raz zza parawanów wyskakiwały na nas przyczajone maltańczyki. Ale Donner był oazą spokoju. Nie denerwował się ani na psy, ani na ludzi, ani na dzieci. Jedyne emocje wzbudził w nim puller, ktorym ktoś zaczął bawić się ze swoim psem, a jak wiemy, władca pullerów jest tylko jeden. Ogólnie na całej długości plaży nawet kilka kilometrów od Dog Zone były psy i nie wyglądało na to, by komuś one przeszkadzały. Tylko my jesteśmy tacy, że jak nie – to nie. Na szczęście znaleźliśmy kawałek dzikiej plaży bez regulaminu, koszy i zakazów więc, rano tam chodziliśmy, bo jednak psia plaża jest super (taką prawdziwą psią plażę widziałm kiedyś w Gdańsku), ale jak ma się psa, to każdy wie, że check point trzeba zaliczyć, co nie było fajne, więc woleliśmy wyprowadzić z rana psy za potrzebą do lasu, a na plaży nie martwić się o takie rzeczy w tym podsikiwanie, mimo że jak mówię była to dzika plaża (swoją drogą z całkiem sporą ilością psich i końskich kup), ale woleliśmy już nie dokładać swoich cegiełek. I to też polecam każdemu, by przed wejściem na plażę, zadbać o wyspacerowanie fizjologiczne psa. Wierzę, że każdy czytelnik sprząta po psie, ale po co, skoro można tego uniknąć.

Po jednym dniu na Dog Zone szybko zdecydowaliśmy, że plaża w dzień z psami, w sezonie, nie ma racji bytu. Za dużo ludzi i bodźców nawet dla nas. Więc przeorganizowaliśmy plan dnia tak, że na plażę jechaliśmy z psami o 5 rano, gdzie wściekały się na plaży i w wodzie do upadłego, a co najpiękniejsze nikogo poza nami nie było! Pierwsi ludzie pojawiali się po 7, więc wtedy wracaliśmy na śniadanie i suszenie. Kolo 11 jechaliśmy sami na plażę, żeby się poopalać i pokąpać, a psy odsypiały. Później koło 15-16 obiad, po nim koło 10km spaceru z psami po lesie i w zależności od psów albo jechaliśmy po 20 znowu na plażę, albo dawaliśmy im spokój, bo po takim dniu były tak umęczone, że jeszcze do dzisiaj odpoczywają po wakacjach. Planowaliśmy jeszcze wypad do Słowińskiego PN, szlakiem, który polecali Na Wypad z Psem, ale ostatecznie nam się nie udało, bo mieliśmy już dość jeżdżenia jak na dwa tygodnie, a od nas to była wycieczka na cały dzień, więc zostawiliśmy sobie coś na jesień.

Ogólnie wakacje bardzo dobrze wspominamy, pomimo kilku epizodów. Wbrew moim obawom, psy super sobie poradziły pomiędzy ludźmi. Słona woda nie wysłała Donnera na oddział ratunkowy, bo nie pojawiła się alergia i hot-spoty, mimo że dzień po naszym wyjeździe plaże zaatakowała sinica. Piasek ku mojemu zaskoczeniu też momentalnie się wytrzepuje z psów. Był to nasz pierwszy wyjazd nad morze i na pewno nie ostatni, choć teraz będziemy celowali w czerwiec lub wrzesień. Temperatura wody nie ma znaczenia dla psów, ale ilość ludzi już tak, więc w naszym przypadku nie ma co pchać się w kumulację turystów. Jeśli zastanawiacie się, czy warto jechać z psem nad morze – polecam. Warto i to niesamowita frajda dla nas i dla psów, które mają super zabawę z biegania po piasku, kopania dziur bez dna, tarzania się na plaży i pogoni za falami.

 

Ogółem: 479, dzisiaj: 1

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
PatrycjaMiśka z Na kanapie siedzi piesAgataAmelia Bartoń - zamerdani.plMilena Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aneta Jasińska
Gość

Ależ przepiękne zdjęcia! Nie mogę się napatrzeć na ten krajobraz! 🙂 U nas też dzisiaj wybiegane tyle, że po lesie 🙂

Milena
Gość
Milena

Z psiolubnością nigdy nie wiadomo…Kilka dni temu chcieliśmy zarezerwować nocleg (3 dni) w Mrągowie. Zależało nam właśnie na akceptacji zwierząt, bo tereny na spacery super, a mąż i tak będzie zajęty triathlonem. Znaleźliśmy na booking miejsce, które akceptuje zwierzęta. Prosili o wcześniejszy telefon. Dzwoniliśmy przez 2 dni o różnych porach, nikt nie odbierał. W końcu zdecydowaliśmy, ze jak mają wpisane, że akceptują zwierzęta to chyba akceptują i zarezerwowaliśmy. Oczywiście zaraz po naszej rezerwacji, właściciel odpisał na wcześniej pisane maile z informacją, że oni w sezonie zwierząt nie przyjmują, ale że to będzie po sezonie to ewentualnie możemy przyjechać z psami, przy czym po posesji biega luzem ich pies i „on jest tam szef” (pisowania oryginalna), więc jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby nie było bójek + dodatkowe obwarowania dotyczące naszych psów. Od razu zamierzałam odwołać rezerwację, ale okazało się, ze przepadnie pełna kwota, którą już wpłaciliśmy (na stronie była informacja, że wciągu 3 godzin można odwołać bezpłatnie). Także zdecydowaliśmy, ze psy jednak zostaną u moich rodziców, a my pojedziemy sami. Pierwszy i ostatni raz do tego miejsca. Teraz mam nauczkę, zeby właśnie przed dokonaniem rezerwacji dzwonić do ośrodka, a jak nie można się dodzwonić (i nikt na maile nie odpowiada) to szukać innej lokalizacji.

Agata
Gość

Psiaki wyglądają na szczęśliwe, czyli urlop udany 🙂

Miśka z Na kanapie siedzi pies
Gość

Jak miło patrzeć, że Dosiek był taki wyluzowany na tych wakacjach. 🙂

Patrycja
Gość
Patrycja

Z ośrodkami nigdy nic nie wiadomo… W tyn roku postanowiliśmy zabrać nasze dwa niskopodłogowce do Helu. Szybko się okazało, że psiolubność wielu właścicieli pensjonatów kończy się na mikro yorkach za… 150 zł za dobę! Przy 120 za ludzi… Byłam gotowa się poddać i odpuścić tak dogodne miejsce (wszędzie blisko, dużo dzikich plaż i lasów) gdy natrafiłam na ośrodek ‚Pies Morski”. Na szczęście nazwa pasuje jak ulał, ponieważ dowiedziałam się, że dla nich nie tylko wielkość i ilość ale też rodzaj zwierząt nie stanowi problemu i mieli juz gości z psami, kotami, krolikami i żółwiami 😉 Zaprosili nas więc serdecznie życząc sobie ledwo 20 zl za cały (10 dni!) pobyt obydwu psiaków za sprzątanie. Sami mieli psa z którym jeździli na wakacje i zawsze mieli problemy, bo nikt nigdzie nie chciał ich przyjąć, więc postanowili stworzyć miejsce gdzie każdy bedzie mogl wziąć swojego pupila i cieszyć się urlopem na początku Polski;) Opinie pozytywnie mają wszędzie, mam więc nadzieję, że we wrześniu będę mogła napisać wam o cudownym miejscu na wakacje z psem!