4Paź

Szczęśliwa droga z Happy Way

Nie da się ukryć, że z naszymi psami podróżujemy dość często. Poza jakimiś weekendowymi wyjazdami na dłuższe spacery dochodzą wakacje, długie weekendy i inne wyjazdy: warsztaty i szkolenia, na odwiedzinach rodziców kończąc. Nasze psy bardzo dużo czasu spędzają w aucie, więc muszą mieć warunki bezpieczne i komfortowe. Z drugiej strony zależy nam, by skutecznie zabezpieczyć samochód przed kłakami, piaskiem i błotem.

Przez te (ho ho! już ponad) 15 lat życia z psami przerabialiśmy wiele rozwiązań – mat, hamaków, kocyków i wszystkie były okej, ale dość krótko. Zła jakość materiałów użyta do produkcji powodowała, że nawet najfajniejsze maty pruły się, zapięcia pękały lub materiał, z którego były wykonane chłonął brud i wilgoć że nie szło go doczyścić.

W pewnym momencie przestaliśmy inwestować w maty decydując się na dyskontowe za 30 – 40zł, bo i tak po niespełna miesiącu używania zazwyczaj były do wyrzucania.

W te wakacje skontaktowała się ze mną firma Happy Way i zaproponowała współpracę – testy mat samochodowych. Myślę sobie „kolejny hamak do kolekcji, który wyrzucę po kilku miesiącach”… Ale weszłam na stronę i trochę się zdziwiłam, bo hamaki to nie były, ale konkretnie wyglądające maty- koszyki – różnych rodzajów i wielkości. Osobiście spotkałam się z producentami, bo okazało się, że to moi niedalecy sąsiedzi i przeżyłam szok!

Happy Way to mała, Polska, rodzinna firma, która swoją miłość do zwierząt wyraża unikalnymi akcesoriami ułatwiającymi życie opiekuna. Sami producenci posiadają kilka kotów, dwa przeurocze psiaki i konia, także doskonale znają potrzeby zwierząt i opiekunów. Bo kto inny tak dobrze je zrozumie, jak inny miłośnik czworonogów.

Ilość rodzajów mat i rozwiązań powala na kolana. Sposoby ich zaprojektowania, szycia na miarę i pod wymagania klientów zachwyca. Mimo że ja zdecydowałam się na standardową mate na tylne siedzenie, firma może uszyć każde „widzi mi się” klienta: na 3/4 siedzenia, do bagażnika, całościową na siedzenie oddzielana – jeśli psy nie lubią się stykać, na przednie siedzenie, hamak i wiele innych. Ale najfajniejsze maty mieli na przednie siedzenia. Z jednej strony mogły być „koszykiem” do przewożenia psa, z drugiej dało się je rozłożyć i wywinąć na „lewą stronę” tak, że z koszyka zamieniały się w pokrowiec na fotel. Po prostu WOW!. Ale to nie wszystko. Firma szyje też pasy do auta, kocyki, bandanki, plecaki i saszetki i nerki. A wszystko w pięknych eleganckich deseniach, których nie znajdziecie wśród innych podobnych produktach.

Wracając do naszej maty, mimo że nasze psy jeżdżą zazwyczaj w bagażniku zdecydowaliśmy się na matę na tylne siedzenie z kilku powodów. Często zdarza się, że poza naszymi psami zabieramy psich kolegów i wtedy albo Donner jeździ z tyłu, albo goście. Dodatkowo może w przyszłości psy będą musiały na stałe przenieść się na tylną kanapę, bo będziemy potrzebowali bagażnika, więc skoro mamy okazję zaopatrzyć się w coś porządnego trzeba korzystać!

Tak więc mamy naszą matę na tylne siedzenie i co dalej?

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy jest elegancki design dzięki czemu, nawet kiedy nie zdemontujemy maty, samochód wygląda elegancko. My wybraliśmy matę beżową, która idealne komponuje się z naszymi jasnymi skórami w VelSatisie i powiem Wam, że wszystko razem wygląda zacnie. Ale wygląd to nie wszystko.

Mata wykonana jest z najlepszej jakości materiałów. Gruby podwójny materiał, taki sam jak te które są używane w produktach dla jeźdźców i koni, więc muszą być wytrzymałe. Dodatkowo wodo i brudoodporne. Nawet większe zabrudzenia bez problemu usuwałam wilgotną ściereczką lub mokrymi chusteczkami. Samą matę można też bez problemu wyprać w pralce.

Zapięcia za nagłówki foteli są bardzo solidne, wątpię by ten plastik został tak szybko uszkodzony, jak w naszych poprzednich matach. Nie rozpina się też samoczynnie pod ciężarem psów i przy naprężeniu maty. Ogólnie dość ciężko go rozpiąć, więc klamry trzymają dość konkretnie.

Wszystkie szwy i zszycia są wzmocnione gumową otuliną, dzięki czemu nie będą się strzępiły i szwy nie puszczą, a produkt zyskuje po raz kolejny na wytrzymałości. Wszyte zamki też są grube i konkretne także nie strzelą pod naporem psa.

Sama mata składa się ze wzmacnianego spodu, który jest miękki. Spód jest w kształcie prostokąta i leży stabilnie na siedzeniu, przez co mata nie wisi w powietrzu (tak jak w przypadku hamaków) więc nawet jeśli pies położy się powodując większe naprężenie na macie, boczki tylko się wygną, a zapięcia i materiał nie zostanie poddany dodatkowemu obciążeniu. Dodatkowo w boczki osłaniające tył foteli przednich wszyte są dwie kieszenie, a tylnych – wycięcia na pasy. Sama mata posiada również boczki od strony drzwi, które możemy jeśli nie potrzebujemy chować pod matę, lub wywinąć na zewnątrz dodatkowo osłaniając brzegi foteli przy wsiadaniu i wysiadaniu psów.

Mimo że nasza mata jest na siedzenie, kilkakrotnie zamontowaliśmy ją też w bagażniku i bardzo dobrze sobie poradziła. Boczki są na tyle sztywne, że nawet kiedy zapniemy tylko jedną część na nagłówki foteli, a pozostałe boki zepniemy zamkiem, kształt koszyczka będzie zachowany i psy mogą spokojnie w nim podróżować.

Co mnie jeszcze bardzo zachwyca w tym produkcie to to, że mogę złożyć matę jak kartonowe pudełko – raczej rozłożyć tzn: wszystkie ścianki można schować pod spód materaca, dzięki czemu mam przenośne bardzo fajne legowisko dla psów. Fajnie jeszcze jakby były dodatkowe zapięcia, by spiąć tak matę na sztywno, ale i bez tego jest to fajna opcja. Bo nie muszę brać dodatkowego materacyka, a psy mają naprawdę komfortowe spanie.

Także mata od Happy Way zaskoczyła nas bardzo pozytywnie i przeszła nasze najśmielsze oczekiwania względem jakości i użyteczności. Już teraz zastanawiamy się nad kolejną, na przednie siedzenie i nieckę pod nogami pasażera, bo nie wykluczone, że któryś z psów będzie musiał kiedyś jechać z przodu, a jeszcze jak się do tego uda zamontować ją na tył tak, żeby pasażer obok się zmieścił to już będzie zupełna bajka. Choć zapomniałam wspomnieć, że naszą dużą matę też udało mi się tak złożyć, by zamontować ją na połowę tylnego siedzenia, tak żebym mogła siedzieć z tyłu razem z Donnerem. I nie było to rozwiązanie chwilowe, bo pojechaliśmy tak nad morze i z powrotem, a Donner był przeszczęśliwy (Elza i Wiarus byli w bagażniku).

Ale maty to nie wszystko – jak wspominałam na początku. Dostaliśmy też bandanki, które posiałam przy pierwszej wizycie w Lublinie… Znaczy wiem gdzie są, ale zostawiłam je u mamy przez swoje roztrzepanie, więc odbiorę je dopiero za kilka tygodni, nad czym bardzo ubolewam… Drugim dodatkiem jest przepiękna saszetka treningowa we flamingi, którą pokazywałam Wam przy okazji testu przekąsek treningowych MeatLove. Absolutnie zakochałam się w tej saszetce i choć producenci zastrzegali, że to jeszcze nie jest produkt finalny, bo chcą go jeszcze dopracować – nie oddam mojej nikomu. Jest tak ładna i tak fajna, że z przyjemnością dopinam ją do paska. Taki dziewczęcy element w moim stroju psiarza.

Jeśli jesteście zainteresowany tymi produktami, koniecznie odwiedźcie Targi Świętego Franciszka! Happy Way będzie się tam wystawiało więc będziecie mogli je obejrzeć, pomacać i kupić.

Ogółem: 443, dzisiaj: 1

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Amelia Bartoń - zamerdani.plEwaNatasza Legionowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Natasza Legionowska
Gość

Chyba najwyższy czas się w coś takiego wyposażyć! 🙂 Wygląda mega praktycznie!

Ewa
Gość

Fajny pomysł z tym koszykiem 🙂