4Mar

Wścieklizna, szczepienie, zaginiony pies – rozwiązanie DogID!

Co roku każdy świadomy właściciel zabiera swojego psa na szczepienie przeciwko wściekliźnie – bo takie jest prawo. Mało kto zastanawia się dlaczego jest to obowiązkowe, szczególnie kiedy traktujemy to jako zbędny wydatek, bo nasz pies jest przemiłym stworzeniem i nigdy nikogo nie ugryzł, na spacery chodzi na smyczy w centrum miasta i nigdy nie słyszano w okolicy o problemie wścieklizny. Prawda jest taka, że dużo właścicieli psów kupuje psy, bo są słodkie i na tym się kończy – mają psa. Ale nie poświęcają mu należytej uwagi (nie rozwijają jego psich potrzeb skąd się bierze często frustracja i problemy psychiczne psów), nie zagłębiają się też w prawa i obowiązki właściciela, a kiedy dostają mandat za np. spuszczenia psa w lesie ze smyczy, lub podczas jakiejś niebezpiecznej sytuacji, dziwią się że ktoś ma pretensje do ich małego, uroczego pieska. Przepisy i zasady owszem – dla dużych psów, tym bardziej na wsiach, ale w mieście, dla posiadaczy małych uroczych piesków? Po co? Niestety świadomość ludzi w tej dziedzinie jest bardzo niska. Szczególnie jest to przykre kiedy mamy do czynienia ze wścieklizną. Różne źródła podają, że nawet co drugi pies na wsi nigdy nie był szczepiony przeciwko wściekliźnie. Wbrew pozorom niewiele lepiej jest w miastach. Weterynarze nic nie mogą zrobić poza przypominaniem o nadchodzącym terminie szczepienia, jeśli pies był już zaszczepiony wcześniej i posiadają go w swojej bazie z której wysyłają powiadomienia o kolejnym terminie szczepienia, jeśli to robią.

Pomimo że szczepienia są obligatoryjne, a za ich brak przewidziane są kary, w praktyce nie ma żadnego realnego systemu kontroli czy przymusu szczepienia psów.  Ludzie nieszczepiący psów są w zasadzie bezkarni, bo nikt nie sprawdza tego czy pies został zaszczepiony, do momentu wydarzenia się tragedii – pogryzienia. Na wsiach i w domkach jednorodzinnych kontroluje się wywóz śmieci, podpisanie umowy na wywóz szambo, sprawdza się czy nie pali się liści i śmieci, o abonamencie radiowo-telewizyjnym nie wspomnę, ale nikt nie kontroluje czy pies (na wsiach często psy) są szczepione.  Zabawne jest to, że w obawie przed wścieklizną w lasach na polach i łąkach i ostojach dzikiej zwierzyny rozrzuca się szczepionki przeciwko wściekliźnie, w związku z tym teoretycznie dzikie zwierzęta są lepiej i systematyczniej zabezpieczane, niż nasze pupile z którymi mamy bezpośredni kontakt non stop.

Uważam, że zbyt mało mówi się o samej chorobie, dlatego tak wielu ludzi bagatelizuje szczepienia, odwlekając je miesiącami, aż w końcu zapomną. Dlatego też postanowiłam napisać troszkę o tej chorobie, skutkach nieszczepienia psa i inicjatywie DogID, która dodatkowo pozwala na identyfikację zagubionego zwierzęcia.

Artykuł napisany z wykorzystaniem informacji o wściekliźnie, DogID, oraz Lyssetky ze stron: http://system.dogid.pl/ oraz http://www.vetopedia.pl/

Czym jest wścieklizna?

Wścieklizna to wirusowa, zawsze śmiertelna choroba zakaźna zwierząt. Jej wystąpienie powoduje wirus Rabies virus (RABV). Atakuje ona ośrodkowy układ nerwowy, co powoduje zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego. Chorobę nazywa się czasami „wodowstrętem”, gdyż na widok lub sam dźwięk wody ciało zakażonego reaguje mimowolnymi skurczami mięśni. Wścieklizna jest zoonozą (chorobą odzwierzęcą), która jest niebezpieczna dla człowieka.
Wyróżnia się 2 postacie choroby:
– agresywną,
– cichą (porażenna).

Źródła zakażenia człowieka

Do zarażenia człowieka dochodzi poprzez pogryzienie lub pokąsanie przez chore zwierzę, gdy do rany dostanie się jego ślina. Możliwe jest również zarażenie się bez pogryzienia, np. w przypadku gdy ślina chorego zwierzęcia dostanie się do ciała człowieka poprzez naturalne otwory (oczy, nos) lub poprzez uszkodzoną błonę śluzową, do której dostanie się ślina. Rzadziej można zarazić się drogą powietrzną lub przez wydzielinę z nosa chorego zwierzęcia. Nie wolno także dotykać gołymi rękoma padłego zwierzęcia.
Źródłem zakażenia dla człowieka mogą być wszystkie ssaki, jednak najczęściej są to zwierzęta dzikie (np. lisy, nietoperze), psy, koty i gryzonie. Ryby, ptaki i gady nie chorują na wściekliznę.

Źródła zakażenia zwierząt

Do zakażenia zwierzęcia dochodzi poprzez jego kontakt z innym chorym zwierzęciem – na przykład poprzez pogryzienie podczas walki, zadrapania połączone z kontaktem ze śliną chorego zwierzaka.
Źródłem zakażenia dla innych zwierząt mogą być wszystkie ssaki, jednak najczęściej są to zwierzęta dzikie (np. lisy, nietoperze), psy, koty i gryzonie. Ryby, ptaki i gady nie chorują na wściekliznę.

Objawy choroby u ludzi

U człowieka choroba przechodzi inkubację od około 10 dni nawet do 1 roku. Później pojawia się brak apetytu, gorączka, bóle głowy, nudności, świąd w okolicy ugryzienia. Kolejnymi objawami są wymioty, biegunka lub zaparcia, narastający niepokój. Następnie następuje duże pobudzenie ze ślinotokiem, bardzo bolesne skurcze mięśni, wodowstręt, trudności w przełykaniu, dezorientacja, halucynacje. Kolejno pojawia się agresywność, konwulsje i paraliż.

Objawy choroby u zwierząt

Chore zwierzęta zachowują się inaczej, niż zwykle. Dzikie, które zazwyczaj są płochliwe i uciekają przed człowiekiem zachowują się wręcz przeciwnie – stają się agresywne, atakują człowieka lub odwrotnie: są zanadto łagodne i dają się złapać.
U chorych zwierząt mogą wystąpić ataki szału, nieposłuszeństwo, agresja, otępienie. Występują też takie objawy, które widoczne są u ludzi: biegunki lub zaparcia, wymioty, ślinotok, brak apetytu, gorączka, trudności w połykaniu, niedowład żuchwy i mięśni przełyku. Miejsce ugryzienia staje się bardzo swędzące, więc zwierzę nieustannie je wylizuje, czasami gryzie nawet do kości. Zaczyna stukać zębami i zjadać różne, niejadalne przedmioty (np. kamienie). Potem występuje porażenie kończyn. Może pojawić się również zez rozbieżny. Zwierzę ma cały czas język na wierzchu. U kotów może nastąpić także żałosne miauczenie. W przypadku postaci cichej nie ma żadnych widocznych objawów. Zgon zwierzęcia następuje po około 2-4 dniach.

Leczenie

Niestety, do tej pory nie znaleziono lekarstwa na wściekliznę. Chorych ludzi leczy się objawowo – podaje się im surowicę i serię szczepionek w bardzo krótkim czasie po ugryzieniu przez chore zwierzę. Po wystąpieniu objawów choroby szczepionka staje się nieskuteczna. Do tej pory odnotowano jednak jedynie 5 przypadków wyzdrowienia ludzi. Chore zwierzęta najczęściej się usypia.

Diagnozowanie

W celu ustalenia, czy zwierzę, które ugryzło człowieka, zaraziło go wirusem, należy sprawdzić, czy było ono w tym momencie chore na wściekliznę. Niestety, nie ma testów, które zdiagnozowałyby obecność wirusa w organizmie człowieka zaraz po ugryzieniu.
Po wystąpieniu objawów, u człowieka diagnozuje się chorobę głównie poprzez wywiad epidemiologiczny. Można także stosować metodę PCR, jednak dość często daje ona wyniki fałszywe. Stosuje się także 15-dniową obserwację zwierzęcia lub badania pośmiertne mózgu zwierzęcia.
W przypadku zwierząt, u których wystąpił wirus w ślinie, żadne z nich nie przeżyje dłużej niż 12 dni. Jednak jeśli zwierzę przeszło 15-dniową obserwację weterynaryjną, można wnioskować, że nie mogło ono zarazić człowieka, a w momencie ugryzienia w ślinie nie było wirusa wścieklizny.

Zapobieganie

Aby uniknąć zakażenia wścieklizną należy:
– unikać dziwnie zachowujących się zwierząt (dzikich i domowych),
– nie głaskać i nie dotykać obcych zwierząt,
– nie karmić obcych zwierząt,
– regularnie szczepić przeciw wściekliźnie zwierzęta domowe (szczepienie kotów nie jest obowiązkowe, jednak bardzo zalecane przez weterynarzy),
– w momencie, gdy nasz czworonóg zostanie pogryziony, wróci do domu poraniony czy zakrwawiony, jak najszybciej udać się z nim do lekarza weterynarii,
– profilaktycznie szczepić osoby narażone na zakażenie (strażników leśnych, weterynarzy, hodowców zwierząt futerkowych, itp.).

Co do powyższych form zapobiegania nie podchodziłabym do tego aż tak sztywno. Wiadomym jest że dokarmiania wolno żyjących kotów w ogródkach działkowych czy na osiedlach nie spowoduje zarażenia wścieklizną – jednak należy pamiętać, że lisy pojawiają się coraz częściej w centrach miast, potrafią wejść do kocich budek i zagryźć śpiące tam koty, włóczą się po śmietnikach i mogą spotkać się puszczonym wieczorem bez smyczy psem. Dlatego do wszystkiego należy podchodzić z rozsądkiem. Nie można zakładać, że w mieście nasze zwierzęta są bezpieczne, lub skrajnie w drugą stronę –  przeganiać czy zabijać bezpańskie koty, bo mogą przenosić wściekliznę.

Od nas:

Od 13 lat na przełomie lutego i marca wybieramy się na szczepienie przeciwko wściekliźnie, nie dlatego, że takie jest prawo, a dlatego, że w razie nieszczęśliwszego wypadku nie chciałabym rozstawać się z psami z mojej winy – mojego niedopatrzenia. Zaszczepienie psa nie jest strasznym wydatkiem (w mojej klinice Chiron-wet 32zł), a może w przyszłość oszczędzić nam wielu kłopotów, szczególnie kiedy mamy do czynienia z agresywnym psem, nad którym nie panujemy lub w okolicy w której spacerujemy błąka się dużo bezpańskich (czy też niepilnowanych ‚pańskich’) zwierząt. W przypadku kiedy dojdzie do pogryzienia naszego psa, czy też nasz pies kogoś lub coś ugryzie po pierwsze zmniejszamy sobie nieprzyjemności związane z cała sytuacją, mandat ogranicza się do niewłaściwego zabezpieczenia psa (z którego czasem można się wybronić), odchodzi mandat za brak szczepienia (który w takiej sytuacji jest obligatoryjny – jak prowadzenie pojazdu bez prawa jazdy). Dodatkowo nasz pies nie jest poddawany obserwacji którą zleca sanepid. Wbrew pozorom jest to też ważne z innego powodu. Jeśli spuszczamy psa ze smyczy w lesie, na polu czy w innych miejscach mamy pewność, że jeśli znajdzie padłe zwierze, lub sam coś upoluje (pomijam fakt spuszczania psów które to robią) nie zarazi się wścieklizną, jest to ważne szczególnie u kotów, których szczepienie nie jest obowiązkowe więc wielu właścicielu Mruczków rezygnuje z tego, bo nie jest obligatoryjne, a kot nikogo nie zaatakuje. Sama też tak do tego pochodziłam, póki koty nie zaczęły polować na szczury, chomiki a nawet wiewiórki. Dopiero po rozmowie z weterynarzem uświadomiłam sobie jak jest to niebezpieczne, szczególnie kiedy jakimś cudem moje tłuste, ospałe kocury upolowały zwinną i szybką wiewiórkę. Teoretycznie nie miały na to szans jeśli wiewiórka nie była chora (obniżona czujność / sprawność) lub musiały mieć olbrzymie szczęście, a wiewiórka pecha – na szczęście od tego zdarzenia niedługo minie rok, a kocury cieszą się doskonałym zdrowiem (pomijając nadwagę).

Miałam tylko wspomnieć o diagnozowaniu wścieklizny przez pośmiertne badanie mózgu zwierzęcia, jednak doszłam do wniosku, że napiszę wprost co to znaczy. Jeżeli jest mocne podejrzenie wścieklizny (np. pies jest bardzo agresywny, choć wszyscy wiemy, że wcale nie musi być to objawem choroby), psa się zabija i bada na obecność wirusa wścieklizny w mózgu. No więc kto jeszcze uważa, że nie musi szczepić psa, lub postara się o tym ‚zapomnieć’ i narazi psa na śmierć przez własną głupotę i chęć zaoszczędzenia kilkudziesięciu złotych?

Podsumowując – koszt sczepiania 32 zł na rok (2,66zł miesięcznie, a tyle nawet uczeń podstawówki jest wstanie wygospodarować z kieszonkowego)

Mandat za brak szczepienia zapewne około 50zł (choć górny próg może być o wiele wyższy) + mandat za samą sytuację która doprowadziła do sprawdzenia wścieklizny (najczęściej w wyniku pogryzienia), niby świadectwo też jest wymagane w trakcie przewozu zwierząt MPK, ale nigdy nie widziałam by ktokolwiek to sprawdzał + rozstanie się z psem z powodu kilkunastodniowej obserwacji – a każdy kto ma psa doskonale wie jak odbije się na psychice kilkunastodniowe zamknięcie go w odizolowanej klatce, z dala od ludzi.

Według artykułu 85, ustęp 1a Ustawy o Ochronie Zdrowia Zwierząt oraz Zwalczaniu Chorób Zakaźnych Zwierząt z 11 marca 2004 1a.

Kto uchyla się od obowiązku ochronnego szczepienia psów przeciwko wściekliźnie, a w przypadku wprowadzenia obowiązku ochronnego szczepienia kotów przeciwko wściekliźnie – od tego obowiązku – podlega karze grzywny.

  1. Posiadacze psów są obowiązani zaszczepić psy przeciwko wściekliźnie w terminie 30 dni od dnia ukończenia przez psa 3. miesiąca życia, a następnie nie rzadziej niż co 12 miesięcy od dnia ostatniego szczepienia.

Mam nadzieję, że większości czytelników te informacje nie były obce i systematycznie szczepią swoje psy, jednak gdyby ktoś nie wiedział dlaczego to szczepienie jest tak ważne, proponuję kilkakrotnie przeczytać artykuł i poszukać więcej informacji w Internecie czy u weterynarza.

Psia historia

Spacerując po okolicy (jak pisałam wielokrotnie wcześniej – pełnej niedopilnowanych wydostających się z podwórek psów) zostaliśmy zaatakowani przez psa w typie owczarka niemieckiego, który chodził sobie po drodze pomiędzy posesjami. Z trudem udało mi się rozdzielić walczące psy, bo na wołanie o pomoc nikt z mieszkających na osiedlu ludzi nie raczył wyjść z domu. Kiedy odeszliśmy kawałek dalej, a pies zrezygnował z atakowania nas przeanalizowałam sytuację. Najwyraźniej pies uciekł z którejś posesji i bronił na ulicy dalej swojego terenu, który poszerzył się o obszar ulicy koło posesji. Aczkolwiek pies wyglądał tragicznie. Skołtuniony, poraniony, zaniedbany do granic możliwości szybka decyzja dzwonię do schroniska niech go odłowią dla bezpieczeństwa psa (chodził po ulicy, aby nic go nie przejechało, i innych ludzi żeby ich nie zaatakował, choć atak ewidentnie wymierzony był w kierunku Donnera – jednak nie można ryzykować. Niech wyjdzie na spacer dziecko albo staruszka z małym pieskiem. Ja wiem jak postępować z psami, nie boję się ich i je rozdzieliłam (w innym wypadku Donner broniąc mnie w swoim psim mniemaniu najprędzej zagryzłby napastnika a miał wtedy paskudny podrostowy wiek zawziętego bandziora, i co najgorsze dokładnie wiedział nie jak walczyć, ale w mojej ocenie jak zabić), ale inny może nie mieć tyle szczęścia i albo ze złości skrzywdzi atakującego psa, albo z bezsilności właściciela, pies poważnie uszkodzi jego pupila, lub jego pupil agresora. Schronisko odesłało mnie na straż miejską. Straż miejska w ogóle nie wykazywała zainteresowania się sprawą, dopiero po usilnym tłumaczeniu, że pies może być niebezpieczny(bo informacja, że to dla bezpieczeństwa psa nie była wystarczającą) łaskawie postanowili wysłać patrol jeśli jakiś będzie wolny, bo akurat wszystkie są zajęte. Zirytowana do granic możliwości całą sytuacją, płaczącym pogryzionym Donnerem, który oberwał w starciu, i zbagatelizowaniem sprawy przez straży miejskiej zażądałam kontaktu po odłowieniu psa i informacji jeśli ustalą, czy był szczepiony. Taką też informacje dostałam – po 6 godzinach – w sumie nie musieli się spieszyć, nikt nie zginął. Zostałam poinformowana, że pies czeka na właścicieli w schronisku, nie był szczepiony od wścieklizny (właściciele skontaktowali się już ze schroniskiem w celu odebrania psa) i zostali z tego względu ukarani mandatem o ile pamiętam w wysokości 50zł (o czym pisałam wcześniej: można wykręcić się od mandatu za atak i pogryzienie, można wykręcić się za niezabezpieczenie posesji, ale za brak szczepienia przeciwko wściekliźnie się nie da)  po czym jeszcze dosadnie dano mi do zrozumienia, że niepotrzebnie zmarnowałam ich czas, bo to był stary pies i w stosunku do ludzi nie był agresywny. No przepraszam bardzo, ale sami powiedzcie co to za wytłumaczenie, że pies jest stary lub nieagresywny do ludzi (bo atak na innego psa się nie liczy jako agresja)? To daje właścicielom pozwolenie na niezabezpieczenie posesji przed jego ucieczkami – tym samym narażanie jego życia i zdrowia (samochody na ulicy, kradzież, pobicie, starcie z silniejszym i młodszym psem)? A może daje prawo do nieszczepienia? Do tej pory jestem bardzo oburzona postawą straży miejskiej. W sumie więc nie ma się co dziwić, że ludzie nie pilnują swoich psów – bo i tak nikt im nic nie zrobi, raz dlatego, że w takiej sytuacji 99% poszkodowanych nie zareaguje należycie i machnie ręką na to co się stało, chcąc jak najszybciej zabrać swojego pupila w bezpieczne miejsce, inni w obawie przed odwetem sąsiadów (np otruciem ich psa) dla własnego bezpieczeństwa nie poinformują straży miejskiej czy policji, a potrzecie i chyba najważniejsze większość z nas uważa, że i tak nie doczekają się w takiej sprawie interwencji i zostaną odesłani z kwitkiem za zawracanie głowy. Pamiętajcie macie do tego prawo. Macie prawo czuć się bezpiecznie, bezpiecznie spacerować z dziećmi i psami. To w obowiązku właściciela leży zadbanie o zabezpieczenie posesji, aby pies nie uciekał (wykopywał się, przeskakiwał płot). Nie dajcie się zwieść groźbom i zastraszaniem, że przez Waszą interwencję Wasz pupil zostanie skrzywdzony. Właśnie ignorowanie takich sytuacji, przyzwalanie na nie powoduje to, że psy nie są właściwie zabezpieczane zarówno na posesji jak i podczas spacerów.

Często poza samym szczepieniem na wściekliznę – wpisem do książeczki i wydruku z systemu kliniki dostajemy przywieszki do obroży. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, bo bądźmy szczerzy, nikt z nas nie nosi non stop ze sobą zaświadczenia o wściekliźnie, a sytuacje kiedy może okazać się nam potrzebne mogą pojawić się wszędzie i niespodziewanie. Dlatego ten niewielki numerek który łatwo dopiąć do obroży, szelek czy smyczy skutecznie rozwiązuje problem braku zaświadczenia o szczepieniu psa.

Dlaczego warto szczepić zwierzęta w klinikach współpracujących z dogID?

Dodatkowo poza samym zaświadczeniem o wściekliźnie w formie przywieszki, dostajemy na niej także unikatowy numer, pod którym podczas wizyty lekarz rejestruje naszego psa w bazie. Baza jest jedna (międzynarodowa!) więc o wiele łatwiej odszukać ją po danych z numerka na którym znajduje się strona bazy i wpisać numer niż sprawdzając chip – co wiąże się z zawiezieniem znajdy do weterynarza, by sprawdzić czy ma w ogóle chip (to najczęstszy powód dlaczego znalezione psy nie mają sprawdzanych chipów – bo nie ma jak psa zawieźć, bo nie wiadomo jak pies zachowa się w samochodzie / w lecznicy, obawa przed kosztami związanymi ze sprawdzeniem chipu) nawet jeśli już sprawdzony zostanie chip i okaże się, że pies go posiada, należy poświęcić wiele godzin na szukanie w kilkunastu bazach numeru chipu z nadzieją, że właściciel zarejestrował go w którejś bazie, a nie każdy rejestruje psa, bo ludzie uważają ze samo zaczipowanie załatwia sprawę, a lekarz automatycznie wrzuci to do ogólnopolskiej bazy. Wcale się temu nie dziwię, bo tak powinno być, jednak nie ma ogólnopolskiej bazy, część jest płatnych, więc lekarz nie zrobi tego, bo nie wiadomo do której bazy ma to wrzucić, tak samo nie ma pozwolenia na rozpowszechniania naszych danych osobowych. Sporo psów w ogóle nie jest chipowane – bo nie ma obowiązku, jest płatne (poza darmowymi akcjami) wiąże się to z tym że nie wyprzemy się psa w przypadku sytuacji przerastającej właściciela (czego nie rozumiem i nie popieram ale jednak to się zdarza)

Oczywiście pozostają jeszcze standardowe przywieszki które można kupić w sklepie zoologicznym, jednak te tańsze szybko ulegają zniszczeni/zerwaniu/nasiąknięciu i rozmazaniu karteczki informacyjnej, natomiast te lepsze odpowiednio kosztują.

Dodatkowo na dog ID znajdują się również dane kontaktowe kliniki weterynaryjnej w której pies był szczepiony i która wydała numerek, dzięki czemu nawet jeśli ktoś nie ma Internetu (lub nie wpadnie na pomysł by sprawdzić numer w Internecie) może skontaktować się telefonicznie z kliniką, która namierzy właściciela psa.

Dlatego uważam, że DogID jest całkiem dobrym i prostym (przede wszystkim TANIM) rozwiązaniem pozwalającym na identyfikacje psa i poświadczenie o wściekliźnie. Jedno co można by dodać do zawieszek, to pasek podobny do tych co znajdują się na kartach płatniczych w które można wpisać imię zwierzaka, lub możliwość za dopłatą zamawiania imiennych numerków z telefonem kontaktowym bezpośrednio do właściciela. Sama pewnie skusiłabym się na taki, ze względu na to, że zwykłe adresówki pies gubi już po kilku dniach, natomiast przywieszek od wścieklizny nie zdarzyło mu się zgubić nigdy i część z nich mam zachowane – na dodatek w bardzo dobrym stanie, co świadczy o ich trwałości, a chipowanie w Polsce jest nietrafionym pomysłem z powodów o których pisałam powyżej, dodatkowo mam źle zaczipowanego psa (po amerykańsku między łopatkami) a w Polsce czipuje się po lewej stronie łopatki. Niedbały weterynarz może nie sprawdzić innych miejsc i uzna, że pies nie jest zaczipowany, bo nie ma chipa tam gdzie być powinien.

Wychodzę z założenia, że im lepiej zabezpieczony pies – tym bezpieczniej dla niego, dlatego też uważam, że warto poszukać klinik które to oferują i promować akcję z DogID, bo dzięki jej popularyzowaniu, w przyszłości ktoś kto znajdzie psa z taką przywieszką szybciej skontaktuje się z właścicielem i ograniczy zwierzęciu stres związany ze zgubieniem, procedurą przyjęcia do schroniska, samym tam pobytem, lub co gorsza nieświadomym (w dobrej wierze) przywłaszczeniem sobie psa, a w przypadku wdania się w bójkę – nie trafi na kilkunastu dniową obserwację (lub jeśli będzie bardzo agresywny co niestety zdarza się w ‚bardziej zacofanych’ gminach – zostanie od razu uśpiony/odstrzelony – przynajmniej możemy na to liczyć).

Przywieszki do obroży poświadczające szczepienie – podstawowe informacje

Lyssetky, czyli znaczki przypinane psom do obroży informujące o fakcie zaszczepienia, wprowadził do Polski w 2006 roku pan Andrzej Ostrowski. Zdobyły one szybko dużą popularność, jako, że spełniają one kilka funkcji przydatnych zarówno dla lekarzy jak i właścicieli zwierząt.

Informacja o szczepieniu

Lyssetky wydawane są w lecznicy wyłącznie po zaszczepieniu zwierzęcia na wściekliznę. Zmieniające się co roku kształt i kolor informują o tym, czy zwierzę zostało zaszczepione czy nie i w którym roku.

Dane teleadresowe

Na lyssetkach znajdują się dane teleadresowe lecznicy, w tym numer telefonu, pozwalające na szybki kontakt z lecznicą, co przydaje się zarówno w przypadku nagłej potrzeby kontaktu z lekarzem jak i ustalenia danych właściciela.

Dog ID

Wraz ze zmieniającym się rynkiem i możliwościami technicznymi w lyssetkach nastąpiło kilka zmian, które pozwalają lepiej wykorzystać ich potencjał.

Identyfikator DOGid wyewoluował z prostych identyfikatorów wydawanych zwierzętom przy okazji szczepienia na wściekliznę – lyssetek. Teraz, po otrzymaniu unikalnego, 10 cyfrowego numeru identyfikacyjnego oraz wielu innych funkcji otrzymał również prosta i łatwa do wymówienia i zrozumienia nazwę: DOGid.

  • Wprowadzono dziesięciocyfrowy unikalny numer identyfikacyjny zwierzęcia.
  • Uruchomiono całodobowy numer pod którym można otrzymać dane kontaktowe do właściciela zwierzęcia oraz aktualne dane do lecznicy weterynaryjnej która wydała identyfikator.
  • W portalu vetopedia.pl wprowadzono możliwość wyszukiwania lecznic, w których można otrzymać identyfikator dogid przy szczepieniu.
  • Uruchomiono europejską wyszukiwarkę numerów chipów i identyfikatorów dogid.eu na której można zarejestrować bezpłatnie swoje zwierzaki lub znaleźć dane właściciela zwierzęcia w jednym z 25 najpopularniejszych języków europejskich.
  • Przeniesiono produkcję identyfikatorów do Polski, co pozwoliło na skrócenie terminu realizacji oraz zwiększenie jakości identyfikatorów, rozumianej jako trwałość samej lyssetky, trwałość danych identyfikacyjnych oraz czytelność zawartych informacji.
  • Zmieniono nazwę z Lyssetek na „dog id” – co pozwoliło na ich ekspansję również poza granice Polski – dotychczasowa nazwa utrudniała dość mocno ten proces.
  • Zmieniono wygląd – tak by łatwiej wyodrębnić numer rejestracyjny od pozostałych informacji oraz wykorzystano rewers, gdzie znajdują się numer telefonu oraz adres www do całodobowej wyszukiwarki oraz coraz popularniejszy kod QR, pozwalający na jeszcze szybsze odnalezienie danych właściciela.
  • Uruchomiono program partnerski, w którym właściciele zwierząt posiadających identyfikator dog id mogą uzyskać w wielu miejscach zniżki na produkty lub usługi dla swoich pupili. 

 Korzyści dla właściciela zwierzaka

  • bezpieczny produkt (ta sama technologia produkcji od 7 lat)
  • widoczna z daleka informacja o zaszczepieniu psa
  • ten sam od lat standard – kolor i kształt, zmieniający się cyklicznie co roku, informuje o roku w którym zaszczepiono psa.
  • łatwa identyfikacja w przypadku zaginięcia zwierzaka (całodobowa infolinia, wyszukiwarka internetowa, kod QR). Nawet w przypadku zwierząt zaczipowanych nie jest potrzebny czytnik, wystarczy rzut oka i telefon.
  • dodatkowe zniżki na produkty i usługi.
  • oraz wiele innych

Co to jest baza dog id

Baza dogid to przede wszystkim europejska wyszukiwarka identyfikacji zwierząt. Powstała z inicjatywy osób i instytucji wielu krajów zainteresowanych rozpropagowaniem wolnej, bezpłatnej i prostej w obsłudze wyszukiwarki właścicieli zagubionych zwierząt. Baza posiada również swoja w pełni zautomatyzowana całodobowa infolinie telefoniczna

Jak działa odzyskiwanie zwierzaka

Zagubiony pies ma przypięty do obroży kolorowy, aluminiowy znaczek wraz z informacjami, które jednoznacznie kojarzą się znalazcy z danymi kontaktowymi. Na identyfikatorze znajduje się: numer zwierzaka w formie kojarzącej się z tablicą rejestracyjną. Na drugiej stronie znajduje się numer telefonu do całodobowej informacji telefonicznej wraz z informacją „infolinia 24h”, adres strony internetowej wyszukiwarki, oraz kod QR który pozwala na uzyskanie danych właściciela posiadaczom smartfonów.
Wystarczy zadzwonić pod podany na znaczku numer 22 100 69 29 gdzie profesjonalny lektor przeprowadzi nas przez proces uzyskania numeru właściciela zwierzęcia i poinstruuje nas co powinniśmy zrobić.
Koszt połączenia wynosi tyle samo co ze zwykłym numerem stacjonarnym, a infolinia działa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Artykuł napisany z wykorzystaniem informacji o wściekliźnie, DogID, oraz Lyssetky ze stron: http://system.dogid.pl/ oraz http://www.vetopedia.pl/

Ogółem: 3 081, dzisiaj: 1

1
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
owczarkowa4526 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
owczarkowa4526
Gość
owczarkowa4526

U nas nie da się zapomnieć o szczepieniu, ponieważ do nas na wieś co roku w październiku przyjeżdża weterynarz i po kolei wchodzi na każde podwórko i szczepi psy,i takie szczepienie kosztuje 25 zł, a kiedy ktoś zawiezie psa do lecznicy kosztuje ok.10 zł. I tak nie jest tylko u nas tylko na wszystkich wsiach podlegających tej lecznicy. Ale niestety niektórzy ludzie nie korzystają nawet z takich udogodnień i np. jak wiedzą kiedy przyjedzie weterynarz (bo u nas na wsi zawsze jest rozpiska kiedy i o której dokładnie przyjedzie) zostawiają sobie jednego psa, a resztę gdzieś zamykają, albo puszczają w las i przyprowadzają dopiero gdy wet sobie pojedzie. Robią to tylko by zaoszczędzić 25 zł i nawet nie zdają sobie sprawę ile nieszczęścia mogą narobić. U mnie psy zawsze są szczepione wszystkie, bo za psa bierze się odpowiedzialność i wszystkie koszty związane z jego utrzymaniem, a to 75zł raz do roku mnie nie zbawi ;).