Z psem na Szczelińcu – Góry Stołowe

W górach jest wszystko co kocham 
I wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą klony mnie za wnuka

Zawsze kiedy tam wracam
Siedzę na ławce z księżycem
I szumią brzóz kropidła
Dalekie miasta są niczym

Pierwszy dzień naszej Wielkiej Psiej Majówki w Sudetach spędziliśmy w górach Stołowych, robiąc koło 30-35km.

Bez nazwy

Naszą wędrówkę zaczęliśmy o 7:30 na parkingu w Karłowie pod Szczelińcem Wielkim. Mieliśmy trochę obawy o to, jak poradzi sobie pies na schodach i przy skalnych śliskich podejściach. W Internecie można znaleźć sporo informacji o tym, jak bardzo nieudane i niebezpieczne było wejście na Szczeliniec z psem. My, jak to my, stwierdziliśmy, że zaryzykujemy. Najwyżej zawrócimy, bo mieliśmy zaplanowaną alternatywną trasę, szlakiem po Białych Skałach, w sytuacji, kiedy wędrówka okaże się zbyt trudna dla Donnera.

20151018_102942-1

Podejście na Szczliniec

Na szczęście pies podołał z niesłychaną dla nas pewnością siebie wszystkie atrakcje. Wspinaczka zaczęła się od niezliczonej ilości schodów (no dobra zliczonej, bo dokładniej 665 stopni). Donner dzielnie parł naprzód po tych schodach nie wykazując najmniejszych oznak zmęczenia. Pierwszy postój zrobiliśmy przy schronisku na Szczelińcu. Znajdował się tam też punkt widokowy – nadbudowany taras, na którego wchodziło się po stromych ażurowych stopniach. „Zostajesz z Donnerem, ja zobaczę, a potem się zamienimy?” – zaproponował M., stając na schodkach. I tu popełnił błąd. Wszedł na schody na oczach psa. Nim się zorientowałam, byłam już wciągana na górę, bo Donner nie da rady? No i dał radę. Wylazł na ten punkt widokowy, jakby w ogóle nie odczuwał lęku wysokości, a wysokość i przepaść, w tym ażurowe, wąskie, strome schody robią wrażenie. Donner zaś obszedł taras widokowy, wystawił parę razy łeb za barierkę, by spojrzeć sobie w przepaść, czemu wtórowały ciche okrzyki M., żebyśmy uważali, po czym bez większego zainteresowania zszedł ze schodów, głową w dół.

20151018_102942-1

Na punkcie widokowym

Po drodze mijaliśmy jeszcze kilka punktów widokowych i oczywiście wszystkie zaliczyliśmy. Dla Donnera natomiast prawdziwym wyzwaniem okazały się skalne przejścia, szczeliny i jaskinie. Ewidentnie nie czuł się dobrze, wchodząc tam jako pierwszy, szczególnie że M. straszył go, że w jaskiniach czyhają na takie owczarki jak on, wygłodzone rottweilery. Pies więc przebiegał dosłownie przez takie odcinki, nie chcąc narażać się na niespodziewany atak krwiożerczych bestii mieszkających w skalnych załomach. W jednej ze szczelin, ku naszemu zaskoczeniu i wielkiej radości psa, zalegały spore pokłady śniegu. Jakie to było zdziwienie, kiedy na dworze koło 18’C, a tutaj takie ilości śniegu! Donner był w siódmym niebie, nie wiedząc, czy ma się w śniegu tarzać, jeść go, czy zachęcać M. do zabawy w aportowanie śnieżek. Więc robił wszystko po kolei i z trudem udało nam się odciągnąć go na śliskich kamieniach, by zmusić do dalszej wędrówki.

20151018_102942-1

Znalazłem śnieg!

Tu rozpoczął się najtrudniejszy odcinek. Śliskie oblodzone kamienie, strome zejścia i ciągnący pies. M. oczami wyobraźni widział moją rozbitą na kamieniach głowę. Na szczęście ja nie miałam takich wizji i nie odczułam tego przejścia jako tak strasznie niebezpieczne, choć porządnie asekurowałam się łańcuchami. Zwieńczeniem naszej trasy były kolejne tarasy widokowe. Nacieszyliśmy oczy pięknym krajobrazem, wyznaczyliśmy kolejny punkt wędrówki, czyli Błędne Skały i zeszliśmy schodami z powrotem do Karłowa.

20151018_102942-1

Donner na piedestale w forcie Karola

Z Karłowa ruszyliśmy drogą w kierunku Ostrej Góry by po jakimś 1,5 km odbić na szlak w kierunku Błędnych Skał. Po drodze odbiliśmy ze szlaku, by podejść do Fortu Karola, malutkich ruin, z których właściwie zachowała się tylko brama. Dalszą naszą wędrówkę mieliśmy już szczytami gór praktycznie po płaskim. Ciesząc się widokami i niespotykaną – brązowo rudą kolorystyką przyrody. W Błędnych Skałach przeżyliśmy spory szok i zniesmaczenie zachowaniem ludzi, o czym przeczytacie tutaj. „Zaliczyliśmy” to miejsce, dosłownie przebiegając przez nie i ruszyliśmy w dalszą trasę. W dół, w kierunku szczytu Pasterka. Pomiędzy górami, postanowiliśmy odbić na Czeską stronę i zjeść obiad w przygranicznej miejscowości. Szybko znaleźliśmy knajpkę, nie można powiedzieć, że jedzenie nas urzekło – gulasz wieprzowy, ze świeżą cebulą i knedliczkami, ale fakt, że było to w Czechach i że byliśmy już porządnie głodni, spowodował, że spałaszowaliśmy obiad i deser. Wydawać by się mogło, że jesteśmy już przy końcu trasy. Pozostało tylko podejście na Pasterkę i zejście koło Szczelińca na parking. Niestety podejście na Pasterkę okazało się najcięższym punktem wyprawy. Może dlatego, że byliśmy już zmęczeni? Gdybyście Wy chcieli przejść tę trasę sugeruję zrobić ją od końca, wówczas najbardziej strome podejście będzie, zejściem – w tym wypadku się nie popisałam jako „planowacz tras”, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że poziomice na mapie mnie oszukały, zresztą nie jedyny raz, jak się okazało podczas tej majówki.

20151018_102942-1

Tu rozbijemy obóz i skonamy…

Na szczycie Pasterki powitały nas rozległe równiny. Ah! Co to była za radość wylegiwać się w promieniach majowego słońca na szczycie góry. Donner biorąc z nas przykład, również wywrócił się na plecy i tak zaległ. Zmęczeni, pozbawieni sił, obozowaliśmy tam dobrą godzinę, z trudem zbierając siły na dalszą wędrówkę. Jednak kiedy podjęliśmy marsz, z rozbawieniem stwierdziliśmy, że nasz obóz rozbiliśmy niecały kilometr przed parkingiem. Szczęśliwi, wręcz zbiegliśmy do auta, kończąc po godzinie 16, naszą całodniową wędrówkę po Górach Stołowych.

20151018_102942-1

Przy schronisku na Szczelińcu

20151018_102942-1

Podczas wędrówki

20151018_102942-1

Na horyzoncie widać Błędne Skały – tam idziemy!

20151018_102942-1

A tam byliśmy – Szczeliniec Wielki w tle

20151018_102942-1

W drodze na Błędne Skały

20151018_102942-1

Kolory nie wskazują na to, że to 1 maja.

20151018_102942-1

Psia skała

20151018_102942-1

Matka popraw mi okulary, bo się przekrzywiły!

20151018_102942-1

Jesteśmy na szczycie!

20151018_102942-1

I po skałkach można pochodzić.

20151018_102942-1 20151018_102942-1

POZNAJ NASZE POZOSTAŁE WYPRAWY W GÓRY:

(Visited 5 870 times, 5 visits today)
  • Paulina

    Coś pięknego, zazdroszczę na maksa. Na pewno sie wybierzemy z Leti :))
    Tylko najbardziej przerażają mnie te wszystkie schody, bo to taki tchórz,jesli chodzi o schody i nie na każde wejdzie. No ale zobaczymy.
    Pozdrawiamy! :p

    • Trzymam za Was kciuki, na pewno dacie radę! 🙂

  • My tez szykujemy sie na wyjazd z Lilką w góry ale o okularach dla psa nie pomyślałam – wygląda w nich obłednie !

    • Dzięki 🙂 Okulary psu są całkowicie zbędne jeśli nie ma medycznych wskazań do ich stosowania 🙂

      • Ela Dune

        O tych okularach moglibyście kiedyś napisać, bo się zastanawiałam po co one są, czy jest to jakaś konieczna w górach ochrona, która mi do głowy nie przyszła, czy może jeszcze coś innego. 😀

        • Donner ma chorobę oczu, to żadna super dodatkowa ochrona w góry 🙂 Pisałam o nich:
          -http://zamerdani.pl/ksc-to-nie-wyrok-bardzo-rzadka-choroba-znowu-atakuje/
          -http://zamerdani.pl/goggle-rex-specs-k9-testy-okularow/
          -http://zamerdani.pl/pies-w-okularach-czego-sie-nie-robi-dla-zdrowia-psa/
          -http://zamerdani.pl/top-5-najlepszych-tekstow-o-okularach-donnera/
          oraz będzie w najnowszym magazynie Dog&Sport

  • Pingback: Wędrówki z psem - pomysły na aktywny wypoczynek()