Co z tym IPO?

IPO jest jednym z najpopularniejszych sportów wśród opiekunów owczarków i psów użytkowych, w mojej opinii jest jednym z najtrudniejszych sportów, co więcej jednym z nielicznych sportów, który rozwija psa wszechstronnie wydobywając z niego najlepsze cechy, którymi powinien charakteryzować się pies użytkowy, czyli pies przeznaczony do pracy.

Uczymy się ataku na komendę.

Niestety często na samych założeniach się kończy. Zacznijmy od szarej rzeczywistości, która codziennie bombarduje mnie na grupach owczarkowych: IPO sprowadzane jest do jakiejś żałosnej kreatury zachowań niepożądanych, dalekiej od sportu. Ale IPO – to brzmi dumnie. Owczarek musi atakować pozorantamusi, bo to owczarek. W efekcie czego bardzo duża część opiekunów owczarków, malin, psów obronnych pędzi do pierwszej lepszej szkoły na zajęcia z obrony czy też „IPO”. (Rozróżnijcie w całym wpisie IPO od „IPO”)

Zadowoleni właściciele nagrywają filmy jak ich psy bezmyślnie rzucają się na rękaw, zupełnie często nie czytając ich sygnałów, że psy robią to ze strachu. Stają w ciasnym kole kilkunastu owczarków szczując pozoranta, żeby psy się nakręciły, a że w między czasie psy atakują siebie nawzajem, żeby rozładować napięcie – to trudno. Co więcej, pies ćwiczy tylko ucieczki – żeby ładnie wyglądało na zdjęciu czy filmie, by było czym chwalić, pies nie oszczekuje pozoranta – trudno, i tak słabo to wychodzi na zdjęciu. Pies nie robi rewiru – no bo po co. Ale ćwiczą „IPO” – 50kg owczarek [zobacz to lub to] z grzbietem, który wygląda jakby niemal był cały czas w pozycji gotowej by się wys…. załatwić, z łapami jak zając. Który ledwo chodzi, ledwo odrywa się od ziemi, ale „tak pięknie atakuje” kiedy pozorant wsadza mu niemal rękaw do pyska. Inny znowu ewidentnie robi to ze strachu – ale ćwiczymy „IPO”. I mamy takiego groźnego psa!

Taki właściciel później dumnie paraduje ze swoim brytanem po ulicy rzucającym się na wszystko co się rusza, ale przecież to normalne, bo jego pies był uczony obrony, on tak musi. Bo on taki groźny, to w końcu owczarek! Będzie go pilnował i bronił! Choć w rzeczywistości pies drze mordę na wszystko ze strachu lub frustracji, a kiedy przychodzi co do czego jest pierwszy gotowy do ucieczki… Taki pewny siebie pies po „IPO”. Ale „ostry”.

Pozorowany atak na psa, czy wytrzyma obciążenie psychiczne?

STOP!

IPO to nie tej tylko atak, o czym większość zapomina. Celowo nie piszę obrona, bo większość tych psów nie broni, tylko bezmyślnie rzuca się na wszystko. Kiedy wejdziemy w polemikę z takim opiekunem szybko się okazuje, że oni poza obroną to nie robią nic. Ani śladu, ani posłuszeństwa. Więc jakie to IPO? A no, bo mają atak, to przecież IPO? Nie…

Tyle słowem wstępu…

Dlaczego napisałam, że to najbardziej wszechstronny i najtrudniejszy sport?

Na IPO składa się bardzo zaawansowane posłuszeństwo, odbiegające mocno od podstawowego siad, waruj, zostań. Tak – zaawansowane posłuszeństwo, które pozwala zapanować nad bardzo pobudzonym i nakręconym psem, nawet w sytuacjach skrajnych jak pogoń (czy to za człowiekiem, czy zwierzyną, czy rowerem), opanowanie w sytuacjach stresujących, dobra socjalizacja, by pies nie rzucał się na wszystko, co się rusza. Posłuszeństwo, które dopiero, kiedy jest dobrze wypracowane może być punktem wyjściowym do zaawansowanej obrony. Bo pies, który nie umie nad sobą zapanować, nie radzi sobie z emocjami – nie posłucha właściciela w sytuacji dla niego trudnej. Nigdy nie zrobi dobrej obrony, bo emocje i instynkt wezmą górę nad poleceniem przewodnika, a do tego dopuścić nie można.

Drugim elementem jest ślad uczący psa spokoju, wyciszenia i dokładności. Coś co najbardziej nudzi opiekunów „użytków” trenujących swoje śmieszne obrony. Bo ani to widowiskowe, ani ciekawe. Zdjęcia z tego są słabe, filmy również. Pies idzie z nosem przy ziemi i można się na śmierć zanudzić. Ale właśnie ślad jest emocjonalnym przeciwieństwem obrony, gdzie psie emocje muszą być powstrzymane. Gdzie ekspresja, pobudzenie i szybkość w niczym nie pomoże. Kiedy pies wbrew pozorom bardziej niż mięśniami pracuje głową i nosem. Tropienie też wzmacnia pewność siebie psa, wycisza, ale i potrafi bardziej zmęczyć niż porządny wysiłek fizyczny. Ale do tego potrzeba umiejętności skupienia i pracy w rozproszeniach, więc rozhisteryzowany owczarek, nie jest nawet w stanie skoncentrować dłużej wzroku na jednym punkcie i zachowuje się trochę jak wyrwany z bezpiecznej dżungli Mowglie i przeniesiony nagle do Nowego Yorku obecnych czasów…

Posłuszeństwo i kontakt z opiekunem to podstawa.

No i na końcu, tak przez wszystkich uwielbiana obrona. Obrona, która nie jest bezmyślnym atakiem na wszystko, co się rusza. Nie jest atakiem na człowieka tylko na rękaw. Nie jest tylko atakiem. Jest to też rewirowanie terenu, oszczekiwanie pozoranta i nie atakowanie go bez sprowokowania czy komendy, wytrzymanie psychiczne pozorowanego ataku na psa, eskortowanie pozoranta i uwaga! najważniejsze: puszczanie na komendę i również pozostawanie w wyznaczonej pozycji do momentu komendy zwalniającej jak i odwołanie nawet kiedy pogoń (atak) już się rozpoczął. Ma się więc to nijak do durnego atakowania pozoranta, czy osoby, która przychodzi się z nami przywitać czy mijanej na chodniku. Sam atak też na niewiele się zdaje jeśli pies nie jest pewny siebie, nie ma dobrego i pewnego chwytu, podgryza rękaw (domena owczarków niemieckich), czy też od razu go wypluwa nastawiając się dalej na atak na pozoranta.

Dlatego ten sport rozwija psa wszechstronnie. Pies niesprawny fizycznie (otyły, powykrzywiany, bez należytej szybkości, zwinności, umiejętności śledzenia wzrokiem przedmiotu, itp) nigdy dobrze nie wykona ataku, a po kilku szybszych biegach padnie na zawał, ostatecznie skończy się to kontuzją. Pies słaby psychicznie nie poradzi sobie z pozorowanym atakiem, szybko zacznie atakować ze strachu i stanie się nieobliczalny lub odmówi wychodzenia na plac.

Pies nadmiernie pobudzony, niekontrolujący swoich emocji, nie potrafiący się skupić i łatwo się rozpraszający nigdy nie zrobi dobrze śladu.

Pies który nie ma odpowiedniej więzi z opiekunem, nie ufa mu, któremu nie poświęciło się dostatecznie dużo czasu i pracy przy nauce – nie poradzi sobie z posłuszeństwem i zawsze będzie stanowił dla nas problem w miejscu publicznym.

Nie wolno zaniedbywać treningu z posłuszeństwa i pracy w rozproszeniach.

Czemu więc IPO mimo swojego genialnego założenia jest niepopularne? IPO jako IPO kompleksowe – nie mówię o zajęciach oferowanych przez liczne szkółki pod nazwą „IPO”, a kończące się na wypuszczeniu na plac pozoranta. Jest niepopularne ponieważ IPO jest trudne. Owczarki mają w naturze pogoń za uciekającym, więc prędzej czy później, każdy zacznie gonić pozoranta i właściciel będzie zadowolony, więc wystarczy mu „IPO”. W jakiś bliższy z pozorantem kontakt już pies wprawdzie nie wejdzie, ale pogonić i zatrzymać całkiem ładnie mu się udaje, w końcu mają to w genach i łańcuch łowiecki prędzej czy później się uaktywni. Ślad jest nudny, trudny i nie widowiskowy, a kochany pies go nie lubi, bo woli pobiegać za pozorantem. A posłuszeństwo jest passé. Po co uczyć psa aportowania przez przeszkodę? Jakie praktyczne zastosowanie ma komenda „stój” w marszu. Nuda, zresztą pies tego nie lubi woli pobiegać za pozorantem.

W efekcie czego mamy wylęgarnie psów, które trenowały bezmózgi atak, które atakują wszystko co się rusza do tego nie potrafią się wyciszyć i są zupełnie nieodwoływalne i nie do opanowania. Ale Panie on był szkolony do IPO, on jest groźny!

Jednak najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że Ci sami opiekunowie ochoczo zapisują się na kursy z obedience czy rally-o, bo to takie modne! Ci sami opiekunowie kupują maty węchowe, robią mantrailing czy nosework, bo to takie modne, a przede wszystkim nie jest już takie restrykcyjne. No dobra, może jest restrykcyjne jeśli myślą o tym trochę bardziej poważnie, ale te sporty mają otoczkę mody: uśmiechniętych piesków, tęczy i jednorożca, zamiast sztywnych reguł i niemal matematycznej dokładności jakiej wymaga IPO. Zamiast zrobić kompleksowe IPO, które w dużej mierze zawiera ćwiczenia z obi, skaczą z kursu na kurs nie robiąc w rzeczywistości nic. Oczywiście ktoś zarzuci, że trop sportowy w IPO to nie ten sam, co użytkowy. Z drugiej strony z mojego punktu widzenia nie wiele różni się tropienie wydeptanej ścieżki od woreczka nasączonego zapachem herbaty. Taki sam poziom użytkowości. No, ale mantrailing to tropienie użytkowe, czyli poszukiwanie ludzi – to takie praktyczne. Tak praktyczne, że większość przewodników psów nigdy w praktyce poza zajęciami tego nie wykorzysta. Sport jak sport, ani gorszy, ani lepszy, tylko, że ślad IPO nie ma magicznej otoczki MODA, więc jest słaby. Posłuszeństwo w IPO nie ma kolorowych pachołków i taśm w kwadracie – więc jest nudne. Żeby nie było, nie mówię, że obi, czy trop w terenie jest zły! Tylko w ostatnich latach jest po prostu na to moda, a ludzie podążają za modą. Kiedyś mieliśmy w Polsce PO, którego już nie ma, bo zastąpiło je modniejsze IPO. Taka jest kolej rzeczy. Ale nie znaczy to, że ten czy inny sport jest lepszy czy gorszy. Jest po prostu inny, nowy – modniejszy i na tą chwilę bardziej pożądany. Po co więc ludzie w ogóle robią IPO ,a właściwie sam atak, czyli „IPO”?

Spokój i oponowanie mimo że chwilę temu był atak.

Cytaty zebrane.: Ponieważ IPO to jedyny słuszny sport dla owczarka. Każdy owczarek jest stworzony do ćwiczenia IPO, one maja to we krwi. Robisz z psem inny sport? Ta rasa się do tego nie nadaje, lepiej zrób IPO. Masz młodego owczarka, chciałbyś coś z nim zrobić jakieś fajne szkolenia – zrób z nim IPO!

Więc mniej lub bardziej świadomi opiekunowie pędzą do pierwszej lepszej szkoły, gdzie oferowane są zajęcia z obrony. Robią kilka zajęć, albo się wkręcają albo nie. Zajęcia są prowadzone dość przyzwoicie, albo źle. W efekcie czego psy są często rozdrażnione, nauczone złych nawyków, ataku ze strachu lub ataku wszystkiego. Opiekunowie są dumni, bo zrobili szkolenie z obrony – całe 10 spotkań. No jednym słowem miodzio. Ich owczarek jest spełniony. Trochę wprawdzie są z nim problemy na spacerze, ale na kolczatce przynajmniej się tak nie szarpie, zresztą powiedzieli, że teraz musi nosić kaganiec, bo po obronie psy mogą atakować i koniecznie kolczatkę żeby im się nie wyrwał i nie zagryzł mijanej na ulicy osoby. Matulu! Po IPO pies nie ma prawa atakować na jego „widzi-mi-się”, owszem dalej pozostaje psem nie czarujmy się, ale odpowiedzialność spoczywająca na opiekunie takiego psa i wzrasta tysiąckrotnie, właśnie dlatego, że pies potrafi zaatakować. Ale dobrze wyszkolony pies nie zrobi tego, lub nawet jeśli coś go sprowokuje, to po to jest posłuszeństwo, że opiekun zapanuje nad nim, a nie będzie krzyczał na całe osiedle: „Proszę zejść mi z drogi, bo mam agresywnego psa i go nie utrzymam!” [tekst prawdziwy ze spaceru opiekunki Wiarusa].

I gdzie w tym wszystkim rozsądek? IPO jest najtrudniejszym sportem – sportem. Ale zarazem szkoleniem, które źle poprowadzone, przez niedoświadczone osoby, przez pseudo-pozorantów, przez opiekunów, którzy właściwie nie powinni mieć psa – może skończyć się tragicznie dla samego psa czy ludzi. O ile w każdym innym szkoleniu, kiedy będą popełnione błędy, będą to błędy wychowawcze, takie, że pies nie przyjdzie na komendę, nie odda zabawki, będzie szarpał się na smyczy, czy kogoś tam naszczeka. O tyle błędy popełnione w „IPO” mogą rzutować na bezpieczeństwo innych osób, kiedy nasz pies po prostu stanie się nie przewidywalny i agresywny.

Siła, szybkość i precyzja.

Do czego dążę w tym artykule? Nie do tego, że IPO jest złe. Zawsze podziwiałam IPOwców, ich psy i tą właśnie wszechstronność i użytkowość (popatrzcie chociażby na Agnieszkę Filar i to co robi ze swoimi psami – to jest po prostu piękne). Psy które potrafią pracować w skupieniu, wejść momentalnie na bardzo wysokie pobudzenie, a później zrobić długi, trudny (bo odłożony w czasie) ślad. Kiedyś chciałam – po IPO z Budzikiem, którego de facto nie zdał egzaminu, bo oblał obronę. I to nie dlatego, że był nie do opanowania, tylko dlatego, że nie chciał atakować i treserzy nie potrafili go tym zainteresować… 11 lat temu pojęcie szkolenia przez zabawę nie istniało (pozytywne szkolenie tym bardziej), więc skoro pies z agresji, strachu, złości nie chciał atakować – nie nadawał się, ale to inna historia. Tak więc bardzo chciałam robić z Donnerem IPO, ale właśnie trafiłam do nieodpowiedniej szkoły, gdzie mi dużo naobiecywano, wygloryfikowano mojego psa, a ostatecznie z IPO zrobiony był tylko atak ze strachu. Posłuszeństwo było, ale ćwiczenia nie były związane z IPO, tylko z jakimś podstawowym programem, gdzie nie potrafiono pomóc właścicielom, którzy sobie nie radzili ze swoimi psami polecając kolczatki i OE, w tym nam gdzie przez 1,5 roku i trzy kursy posłuszeństwa nikt nie pomógł z podstawową rzeczą, jaką było chociażby oddawanie zabawki, pogłębiając tylko nasz problem. A trop? „No ułóżcie sobie ścieżkę z kiełbasy i każcie szukać”. Gdyby nie to, że z Budzikiem robiłam IPO i co jak co, ślad to mu wychodził całkiem dobrze nie wiedziałabym, w ogóle co zrobić. I tak wyglądały nasze zajęcia. Piano nad nami jaki Donner jest zdolny, bo miałam jakiekolwiek podstawy by samej go nauczyć, a inni stali bezradnie dowiadując się, że golden czy bernardyn tropił nie będzie. Ale IPO z Donnerem nie zrobiłam. Nie miałam możliwości jeździć kilkadziesiąt, czasem kilkaset kilometrów na fajne seminaria prowadzone przez doświadczonych pozorantów. Nie miałam czasu na systematyczną, skrupulatna pracę z psem na wyjazdach. Więc zrezygnowałam z IPO. Z czasem wzięłam udział w weekendowych warsztatach, po to by poćwiczyć z Donnerem puszczanie na komendę i nieatakowanie bez komendy. I tyle było mojego IPO. Mojej świadomej, decyzji rezygnacji z tych zajęć ze względu na dobro mojego psa. I choć Ela w oczach osób trenujących IPO, którzy ją widzieli nadawała by się świetnie do tego sportu, ze względu na problem ze znalezieniem fachowców, którzy dobrze nas poprowadzą nawet nie będzie rozpoczynała pracy z pozorantem. Dalej nie mogę sobie pozwolić jeździć do Czech, czy na drugi koniec polski na trening z psem, a właściwie z dobrym pozorantem. Co nie zmienia faktu, że mogę robić z nią trop czy posłuszeństwo z elementami i ćwiczeniami z IPO.

Nauka konwojowania

Uważam, że decydując się na trenowanie z psem IPO powinniśmy zastanowić się na poważnie, czy tego chcemy i czy jest to nam potrzebne. Czy robimy kurs dla pochwalenia się przed kolegami, czy myślimy o tym sporcie mniej lub bardziej poważnie, ale nie zamierzamy skończyć go na dziesięciu wejściach na placu w szkółce no-name. Mimo, że nie przepadam za szkoleniowcami ze ZKwP to w przypadku IPO, chyba wolałabym, żeby to oni mieli wyłączność na prowadzenie tych zajęć (lub doświadczeni zawodnicy) niż by prowadziły je szkółki „merdającego ogonka” gdzie pozorantem zostaje mąż pani treser, bo byli chętni na to szkolenie, a on właściwie to psów nie lubi, ale wydaje im się, że robią „IPO”. I wtedy uczy się psa by atakował człowieka nie rękaw. Uczy się psa ataku ze strachu. Nie uczy się psa wykorzystując jego naturalne popędy (u owczarków np. popęd łupu o czym było tutaj), tylko przekierowując strach na atak. Nie uczy się go pewności siebie, radzenia sobie ze stresem, zabawy tylko stawia się go przed faktem niepodważalnym – masz gryźć. Nie odradzi się opiekunowi, by odpuścił, bo jego pies jest za gruby, słaby psychicznie, nie mają kontaktu ze sobą, a ktoś nie ma najzwyczajniej na świecie wiedzy i umiejętności jak mądrze ich wdrożyć w IPO, by nie mieli problemów w przyszłości. Nie powie się: zróbcie najpierw posłuszeństwo, niech pies Ci zaufa, odchudź psa, a później popracujemy nad jego pewnością siebie i atakiem. Nie. Bo klient płaci – klient wymaga, zresztą co może wiedzieć o predyspozycjach psa „pozorant” z przypadku? Nie chce atakować, to dostanie pałką w łeb to zaatakuje ze strachu lub złości. Nie chce atakować, to zapozorujemy atak na opiekuna. Nie chce atakować – on się do niczego nie nadaje, niech sobie Pan kupi innego psa do IPO, najlepiej malinę. Opiekun musi być zadowolony, więc za wszelką cenę zmusza się psa do ataku. A później niech sobie jakoś radzi, albo nosi kaganiec. Tak jest w zdecydowanej większości szkółek, które prowadzą dumnie brzmiące „IPO” – a które tak naprawdę nie uczą psa niczego, poza tym że ma atakować, kiedy tylko ktoś podchodzi. A posłuszeństwo… no… przecież umie siad, waruj, zostań. A śladno… jak pan nie chce to nie, zresztą pies się do tego nie nadaje… nie ta rasa. Uważam, że najlepsze IPO, prawdziwe IPO można zrobić tylko i wyłącznie u zawodników lub u osób, które od lat przygotowywały zawodników. Tak. I choć na co dzień jestem przeciwniczką szkolenia psów u osób, które swoje doświadczenie opierają na wygraniu ze swoim psem jakichś określonych modnych zawodów (o ile nie jest to szkolenie pod ten konkretny sport), o tyle w przypadku IPO wydaje mi się, że zawodnicy są w stanie przygotować psa najlepiej. Ze względu na to, że przeżyli to na własnej skórze. Wiedzą jakich pozorantów polecić, czy zaprosić na zajęcia, znają różne przypadki psów i najważniejsze – wiedzą czym może się skończyć złe przygotowanie do IPO. I raczej nie zdecydują się organizować samego pozorowania dla ładnych foci, tylko znając idę IPO zrobią je kompleksowo nie zaniedbując trudnego posłuszeństwa czy nudnego śladu lub nie zrobią go w ogóle z takim opiekunem, który chce „zaostrzyć” swojego psa, by go bronił. Na szczęście coraz więcej szkółek z „IPO” wycofuje te zajęcia ze swojej oferty, bo staje się to niemodne i agresja źle wygląda. W prawdzie zastępują je jakimś żałosnym agility na kolczatkach i przeszkodach ściągniętych z poligonu wojskowego. Ale zapotrzebowanie na obronę było, jest i będzie. Tylko, że IPO w dzisiejszych czasach jest za mało kolorowe i zbyt wymagające, dla przeciętnego opiekuna psa, który nie wie czego chce, ale coś tam chce. Tylko patrzeć jak na miejsce obrony z IPO wejdzie Mondioring (najłatwiej skojarzyć z kolorową obroną, gdzie pies atakuje pozoranta polewającego go wodą i jest dużo efektownych skoków) czy Francuski Ring (najłatwiej skojarzyć z jednym z elementów „Pilnowania kosza”) – a raczej te fajniejsze elementy obrony/ataku z tych sportów, do których można dołożyć otoczkę kolorów, idei i zabawy – tak jak w przypadku części posłuszeństwa z IPO, modniejsze stało się obi, a śladunosework.

Spokój, spokój i jeszcze raz spokój.

Niestety zdecydowana większość opiekunów owczarków czy ras obronnych dalej będzie zdania, że „IPO” to jedyny słuszny sport dla ich użytkowego psa, który ograniczą do ataku, a jeśli pies będzie zachowywał się jak furiat i będzie nieprzewidywalny, z dumą oświadczą, że tak ma być, bo był szkolony do „IPO”. A przecież jest tyle innych widowiskowych sportów, które mogli zrobić dla kilku filmików czy zdjęć… Mam nadzieję, że kiedyś dożyję czasów, że IPO, a nie wątpliwie w przyszłości Mondioring czy Ring Francuski będą tylko dla wyselekcjonowanych osób. Świadomych opiekunów, gotowych ciężko pracować z psami. Nie dla szarego posiadacza użytka, który robi IPO, bo jest potrzebne do uprawnień hodowlanych lub dla własnego poczucia się „fajniejszym”. Tym bardziej nie dla trzynastolatki, której rodzice kupili owczarka, a której jedynym problemem jest to, że pies nie oszczekuje pozoranta… nie to, że rzuca się na wszystko na ulicy, nie słucha jej i ogólnie możliwe, że ma zaburzenia behawioralne. Nie… problemem jest brak oszczekiwania pozoranta…. ZDECYDOWANIE IPO NIE MOŻE BYĆ DLA KAŻDEGO! Pies użytkowy – nie pracujący i nie sportowy – nie potrzebuje IPO do szczęścia (chyba, że do uprawnień hodowlanych… ale poziom takiego „IPO” to pozostawiam bez komentarza… szczególnie u eksterierów). Użytkowość takiego psa można wykorzystać w inny sposób, chociażby poprzez pasienie, ślady, czy cały szereg innych sportów. A „IPO” w formie miesięcznego kursu, dla Kowalskiego, który chce „zaostrzyć” psa lub mieć raz w życiu legalne szczeniaczki powinno być z urzędu zakazane… Tak jak prowadzenie sportowych zajęć (nie mówię o jakichś niegroźnych podstawach) przez osoby, które nigdy nie pracowały / trenowały w danym sporcie, czy przez pseudo-pozorantów, którzy kupili sobie rękaw chcąc wprowadzić w swojej szkółce coś na co będzie zapotrzebowanie. Pies sam z siebie nie robi się psychopatą. W dużej mierze jest to niechlubna zasługa nas samych i błędów w szkoleniu. Amen.

A najważniejsze by każdy trening sprawiał radość i psu i opiekunowi.

(Visited 2 211 times, 1 visits today)
  • Obawiam się, że problem z IPO sprowadza się głównie do smutnej prawdy, że rasy „groźne”/”obronne”/ jak zwał tak zwał, cieszą się wielką popularnością wśród określonego typu ludzi, których jara agresja i posiadanie taaakiego strasssnego psa. No to po co przeczytać choćby regulamin, atak, atak i jeszcze raz atak, to się liczy. Ile razy słyszałam już, że Sheala to jakiś dziwny owczarek, bo nie rzuca się jak pojeb? A jeszcze więcej pochwał spłynęło na wilczastego szczeniaczka z powodu tego, co mnie wkrótce przyprawi o siwiznę, czyli darcia mordy na inne psy. Ba, zostałam opieprzona za to, że ją tego oduczam – szaleństwo. Ile się nasłuchałam przechwałek, że „mój to by tu pozabijał” – jakby było się z czego cieszyć.

    Mi się w IPO zawsze najbardziej podobało posłuszeństwo, ale to chyba moje dyktatorskie skrzywienie – za czasów jeździeckich byłam fanką ujeżdżenia. 😛 Całkowicie i absolutnie nie jestem w stanie zdzierżyć ipowskiej koncepcji śladu, przy czym jest to typowy ból dupy, bo jak sama zauważyłaś, tropienie użytkowe też raczej nigdy nie zostanie wykorzystane „użytkowo” przez któregokolwiek z moich psów. Ale nie mogę, po prostu nie mogę i co pan zrobisz, jak nic nie zrobisz 😛 Inna sprawa, że w ogóle mam ostatnio jakiś okres buntu i zaczęło mnie wnerwiać obi i wszystko, co zakłada suwmiarkę w ocenie. Nie walczę z tym, bo z Shealą świetnie się bawimy robiąc zwykłe posłuszeństwo codziennie, a mały diaboł chwilowo nie robi nic sportowego, bo praca nad stosunkiem do świata i trzymaniu szczerbatej mordy na wodzy wyczerpuje i ją, i mnie. XD

    Natomiast, choć wiele rzeczy naprawdę mi się w obronie sportowej podoba, choć z dziką frajdą robiłabym coś pod okiem trenera, to strasznie się jakiś czas temu przejechałam na spotkaniu z pewnym szkoleniowcem. Bez psów, ot, miałam okazję i chciałam pogadać, popytać i trafiłam w mur. Może to zmęczenie, zły dzień, być może to po prostu problem, że ten typ człowieka ma problem z kontaktem z człowiekiem typu ja, natomiast wiem już, że po prostu nie pojadę na zajęcia z kimś, z kim nie jestem w stanie złapać kontaktu (i nie chodzi mi o jakieś przyjaźnie czy inne sympatie, chodzi mi o wrażenie, że jestem słuchana i traktowana podmiotowo) nad czym strasznie ubolewam, bo to jedyny szkoleniowiec w akceptowalnej odległości. Niewykluczone, że na treningu byłoby zupełnie inaczej, ale nadal nie udało mi się zwalczyć niesmaku po tamtym spotkaniu.

    • Dlatego uważam, ze IPO powinno być sportem, któremu człowiek się poświęca. Nie zachcianką zrobienia kursu. Bo jeśli się w to nie wejdzie, nie jara tym, nie dąży do kolejnych poziomów IPO tylko chce się dołączyć nowy papierek w ramce na ścianie – to jest to jakaś pomyłka. Naprawdę cudownie ogląda się zawodników pracujących z psami, to co robią i ile czasu, pracy i siebie oddają tym psom, by głupi siad był idealny. A potem, patrze w grupie owczarkowej na pokrzywionego eksteriera, który waży bliżej 60kg i ktoś mówi, że on zrobił IPO, a na filmiku pies nie potrafi iść na luźnej smyczy i przy kilku osobach i psach wpada w histerię, które wygląda jak zaburzenia psychiczne… pytam się więc jak…

      Ze śladem kiedyś Ewelina z Canid opowiadała mi fajną historię. Puszczono na łąkę wałek, stypulujący to, że ktoś szedł (jakoś odciskał ślady) – i psy z IPO poszły idealnie po „wydeptanej” ścieżce, a psy z tropu użytkowego nawet nie podjęły pracy. Ale nie można tego porównywać, bo sport to sport. To że ktoś gra w piłkę nożną, a inny w koszykówkę to nie znaczy że któryś z nich jest gorszy, czy jako zawodnik, czy sport. Po prostu jest inny i uważam, ze nie powinno się tego porównywać. 😉

  • Kayo P

    Pytanie całkowicie nie na temat, ale.. Co to za cudne szelki? <3

    • Szelki są bardzo słabe, bardzo złe, bardzo niepraktyczne i bardzo drogie. Osobiście ich nie polecam, a nawet odradzam, ale to Patento Pet Jockey.

      • Kayo P

        Dziękuję za odpowiedź i ostrzeżenie 🙂

  • Bardzo długi, wyczerpujący i pouczający wpis. To prawda, że IPO stało się w ostatnim czasie bardziej popularne, bo też psy, które w mniemaniu wielu osób są stworzone do tego sportu (malinois) też stały się popularniejsze. Myślę, że IPO nigdy nie stanie się tak popularne jak choćby frisbee, czy agility, bo życie z psem ćwiczącym IPO wymaga dużo większej odpowiedzialności i dyscypliny.
    Osobiście przeraża mnie teraz moda na border collie, który występuje u każdego, „prawdziwego” psiarza przynajmniej w ilości sztuk jeden. Jeśli ktoś na jakiejś grupie, forum, czy gdziekolwiek pisze, że będzie miał nowego pieska (mówię o tych typowo psiarskich grupkach) to na milion procent będzie to border. I jak labrador dla przeciętnego Kowalskiego to jedyny słuszny pies, tak samo border to obowiązkowy kandydat na psa dla „tylkoprawdziwegopsiarza”

    Mam nadzieję, że malinois choć coraz popularniejszy, nigdy nie zadławi się sławą tak jak rzeczony wyżej border, czy też owczarek niemiecki.

    • Maliny już zbierają żniwo popularności… w ostatnich miesiacach na Lubelszczyznie znaleziono porzucone conajmniej ze 3 mailny (czy tam w typie), wszystkie mlode, zdrowe i sprawne. Ciekawe czemu…

  • Tak sobie ostatnio rozmyślałam nad tym IPO i doszłam, między innymi, do wniosku, że trenowanie tego sportu z owczarkiem, jakimkolwiek, jest trudniejsze niż praca z jakąkolwiek inną rasą obronną (pomijając może dobermany) – bo może i ich nastawienie na pracę z człowiekiem sprawia, że są lepiej przystosowane do takiego typu posłuszeństwa, jakiego wymaga IPO, to jednak są też dużo bardziej reaktywne (zwłaszcza gdy porównamy je z molosami, wśród których znajdziemy sporą grupę psów typowo obronnych).

    A w ogóle przyznam się, że naprawdę nienawidzę śladu sportowego 😛

    • Ciekawe spostrzeżenie odnośnie molosów. Mimo wszystko owczarki (belgi, niemieckie, holendry) widzi się dużo częściej niż inne rasy, ale jak tak teraz o tym myślę, to faktycznie teoretycznie IPO chociażby z rottkiem wydaje się łatwiejsze niż z maliną. Choć chyba molosy jest ciężej zmotywować do pracy w tępo i ekspresji, no ale coś za coś 🙂

      • Nie no, pewnie, nie ma psów/ras/grup idealnych.
        Owczarki i teriery (+ dobermany) są reaktywne i nieco nadpobudliwe, ale za to ogromnie chętne do ciągłej współpracy z człowiekiem. Stąd też ich popularność – bo jednak posłuszeństwo jest podstawą całego IPO. Molosy za to ciężej przekonać do sportowego posłuszeństwa, ale za to są dużo bardziej zrównoważone w obronie.
        Rzecz jasna każdy ma osobiste preferencje, ale według mnie łatwiej jest podkręcić jakiegokolwiek psa i go zmotywować do działania, niż jedną komendą „zgasić” psa reaktywnego.

        Swoją drogą, matko boska, obecna moda na malinoisy mnie przeraża.
        A już zwłaszcza boję się osób, które się bardzo „zachłystują” tym wszystkim, co się wiąże z IPO, i zaraz kupują psu milion akcesoriów w stylu militarnym, łańcuszków, etc., a następnie piszą wszędzie, jakiego to mają skomplikowanego psa ;).

  • Ela Dune

    Aż jestem ciekawa, czy możesz wymienić gdzie w Polsce są dobre szkoły IPO. Ja się z moim psiakiem na IPO na pewno nie wybieram, bo ten jest tchórzem i jeszcze by mu się pogorszyło, ale muszę przyznać, że mnie zaintrygowałaś. 🙂

    • Nalezalo by zapytac osob ktore trenuja. Na pewno w czechach sa dobrzy pozoranci, w Polsce tez ale trzeba w tym siedziec i sie interesowac. A to najlepiej wiedza zawodnicy i osoby trenujace to z prawdziwego zdarzenia 😉 -ja nie znam, bo sie nie obracam w srodowisku IPOwcow.

  • Mukudori Kuroko

    Spadł mi w sumie z nieba ten post, bo właśnie ostatnio czytałam o IPO, ale znalazłam głównie suche informacje. Zastanawiałam się, jak to jest z tymi psami ras pracujących… Bo z Herą próbowałam ćwiczyć i agility i frisbee, a w warunkach domowych czasem bawimy się w jakieś węchowe zabawy i ćwiczymy komendy i sztuczki. I chociaż widziałam, że najwięcej radości sprawiało jej do tej pory frisbee, to tak naprawdę uwielbia wszelkie formy pracy z człowiekiem… Ale jeśli chodzi o IPO, to rzeczywiście nie jest tak modne i do niedawna żyłam w przeświadczeniu, że to kurs dla psów stricte pracujących. Zdecydowanie nie jest to zajęcie dla Hery, bo niestety nie jest psem zbyt opanowanym, a ja nie zawsze potrafię zapanować nad jej emocjami, niemniej zastanawiałam się, czy warto byłoby w przyszłości trenować IPO, tak hobbystycznie, z innym psem, skoro to rozwija psa tak wszechstronnie… Chociaż przyznaję, że osobiście największą sympatią darzę frisbee i żałuję, że my powoli musimy kończyć ze względów zdrowotnych Hery.
    A jak jest z pasieniem? Próbowałaś może tego ze swoimi psami i mogłabyś powiedzieć o tym coś więcej? Chyba że coś już w tym temacie tutaj było, a nie znalazłam…
    Pozdrawiamy!

    • Hej, hej! Pasienia nie próbowałam choć bardzo chcę, ale obawiam się czy Donner nie zrobiłby krzywdy owcom. Cardimania to robiła, warto się do nich odezwać 🙂