29Gru

My się Sylwestra nie boimy!

Zbliża się Sylwester wszyscy piszą o tym jak zabezpieczyć psa przed tym strasznym czasem, apelują by nie strzelać, radzą, pouczają jak przetrwać – jednym słowem przygotowują siebie, swoje psy i innych do tego strasznego dnia… a raczej nocy.

My troszkę z innej strony, od strony psów które się nie boją wystrzałów i od strony człowieka, który jest normalną, zwykłą osobą, która czasem z „hodowcy psów” staje się kobietą i chce się zabawić, bo co by nie mówić o naszych psach, nie możemy narzucać innym naszych zasad i trybu życia.

Opowiem Wam o moich odważnych psach, które jak czytam, są sporym wyjątkiem w psiej blogosferze, ponieważ nie boją się wystrzałów. Budzik nigdy się nie bał, Donner miał mały epizod lękowy, który jednak został wyeliminowany.

dogs-fireworks2

http://www.aylwardsdogschool.com.au/features/fireworks-and-dogs/

Z Budzikiem była sytuacja bardzo prosta – kiedy był młody ja wtedy z uwielbieniem strzelałam z wiatrówki do tarczy. Więc chłopak bardzo szybko shabituował wystrzały. Leżał często koło mnie, kiedy siedziałam z wiatrówką na ganku i strzelałam do drewnianej tarczy, nie otwierając nawet oczu. I kiedy przychodził czas fajerwerków ignorował je niemal zupełnie. Czasem zachęcony podszczekiwał, lub skakał do nich w górę, ale zazwyczaj nie wywoływały na nim większego wrażenia. Może zaletą było też to, że mieszkaliśmy koło torów, więc głośne hałasy, stukoty i drżenie ziemi były czymś… naturalnym? A może to, że niedaleko były domy weselne? Albo Budzik sam z siebie był tak wspaniały, albo to moja zasługa jako opiekuna psa (chciałabym tak myśleć). Ciężko spekulować, ale problemów Budzik nie miał. Choć wiem! To na pewno przez to, że byłam nerdem i grałam w miliony strzelanek, a pies mi towarzyszył śpiąc obok. Mogło mu to pomóc? Kto wie…

Donnera również od najmłodszych lat przyzwyczajałam do takich odgłosów (wiedząc już trochę więcej o przystosowaniu psa za młodu do wszystkiego co się da), puszczałam głośno muzykę czy telewizor na których były różne podobne dźwięki. Mieszkaliśmy też pomiędzy dwoma domami weselnymi jak wspominałam wcześniej, więc jakby nie patrzeć, fajerwerki towarzyszyły mu od najmłodszych lat przy okazji jakichś wesel, komunii czy urodzin. I nie było z tym problemu do jednej feralnej nocy kiedy bawiący się w domu weselnym nieumiejętnie puszczając petardy doprowadzili, że spadały na podjazd nasz i sąsiadów. Na domiar złego był to jakiś dzień w środku tygodnia i ani nas, ani sąsiadów nie było wieczorem w domu. Po powrocie zaskoczyło mnie wylewne powitanie psa, ale zrzuciłam to na wyjątkowy objaw miłości lub stęsknienie. Po ciemku nie widziałam co zaszło, za to na drugi dzień wszystko się wyjaśniło. Cały podjazd zasypany był resztkami z petard, za to drzwi od domu i garażu były masakrycznie podrapane. Szybko zgadałam się z sąsiadem i okazało się, że ich suczka od ich powrotu nie wychodzi spod łóżka.
Co zrobić? Była pielgrzymka do domu weselnego z prośbą o informowanie o planowanych na imprezie fajerwerkach, aby móc przygotować na to psy oraz o kontrolowanie fajerwerków. I tu jest różnica pomiędzy człowiekiem szanującym innych, a roszczeniowym psiarzem. Poprosiliśmy o informowanie o planowanych imprezach by móc przygotować na to psy, nie wlecieliśmy z policją i awanturą, że ma nie być fajerwerków. Bo tak naprawdę nikomu one nie przeszkadzają i rozumiem, że ktoś może chcieć mieć je na swojej imprezie. A co do całej sytuacji: okazało się, że goście nie zgłosili organizatorom, że przyniosą petardy i sami je odpalali, w wątpliwym stanie, stąd też nie kontrolowali zupełnie tego co się dzieje. Bo jak do tej pory, przez wiele lat nie było z tym problemu, bo za sztuczne ognie odpowiadała osoba z domu weselnego, która nie doprowadzała do takich akcji.

Jednak wtedy pojawiła się fajerwerkowa trauma Donnera, o dziwo dotyczyła tylko fajerwerków, inne huki, wystrzały, czy burza nie robiły na nim wrażenia. Kolejnym razem podczas fajerwerków, pies już po pierwszym strzale zaczął drapać w drzwi i domagać się wpuszczenia. Całe szczęście tym razem byłam w domu. Wyszłam na zewnątrz zupełnie ignorując panikę Donnera – jak wiadomo (mam nadzieję) głaskanie, tulanie, litowanie (słowo klucz) się w takiej sytuacji nad psem tylko pogłębia problem. Okej, żeby było jasne – dawanie wsparcia psu nie jest problemem, przytulenie go pogłaskanie – też nie. Dziecko jak się boi też przytulimy. Problem pogłębiamy robiąc to kiedy sami się boimy o psa, jesteśmy zestresowani, przestraszeni i nasze emocje można porównać do psich lęków. Dlatego dawajmy wsparcie będąc ponad lękami psa na zasadzie: „Będzie dobrze, nie martw się! Patrz matka się nie boi! Bądź jak matka!”, a nie łączmy się z nim w bólu cierpiąc wspólnie „Choć piesku, mamusia tak się strasznie o Ciebie martwi, ale nie bój się… mamusia Cię przytuli tylko już nie płacz…”.
Wyszłam obładowana żarciem i oglądałam sztuczne ognie karmiąc psa świeżo upieczoną polędwicą, bo tylko to na szybko znalazłam w lodówce (to się nazywa pełne poświęcenie!), kiedy zaczynał włazić mi na kolana, lub panikować, było stanowcze „NIE” zrzucenie z kolan i jakaś prosta komenda, która mogłam nagrodzić, próbowałam zabawy z piłką – czyli zwykła praca z psem w stresujących warunkach. Jakoś przetrwaliśmy fajerwerki i pies nie dostał zawału. Przeżyliśmy! Kolejne podobne imprezy miały jeszcze bardziej szalony scenariusz, bo jak tylko zaczynali strzelać wybiegaliśmy z psem na dwór bawić się piłką, ganiać, szaleć i zżerać pyszności. Bardzo szybko pies przestał zwracać uwagę na wystrzały, ale osiągnęłam efekt nie do końca korzystny. A mianowicie… kiedy tylko w oddali hukną fajerwerki Donner z powywem wypadał na dwór i biegł w stronę z której było je słychać lub widać i szczekał jak wariat, albo biegł do domu po mnie, bym poszła z nim bawić się przy fajerwerkach. Przecież to znak do szaleństw! W domu z ogrodem nie było to problemem… ale… w bloku jest niezbyt fajnie. Też mamy niedaleko dom weselny i strzelają fajerwerki. Kiedy pies tylko je usłyszy o mało nie wyważy drzwi na balkon żeby wtórować hukowi wystrzałów. Oczywiście teraz pracuję nad wyciszeniem psa, ale z dwojga złego wolę żeby mój pies niezdrowo się podniecał i nakręcał na fajerwerki niż umierał ze strachu pod łóżkiem. Wprawdzie ostatnio podczas spaceru o mało nie wyrwał mi ręki, kiedy usłyszał huk fajerwerków, biegnąc w jego stronę, a kiedy nie zobaczył rozbłysku na niebie zatrzymał się patrząc na mnie pytająco czemu nie ma kolorków. Szczeknął na zakończenie z bulwersem, jakby liczył na to, że to wywoła falę kolejnych wystrzałów i odpuścił. Choć wracał do domu ociągając się, jakby liczył, że może jeszcze postrzelają.

Ostatnio też trenujemy trochę posłuszeństwa na mieście w obecności zaprzyjaźnionego tresera, bo moja panika przed niespodziewanie pojawiającymi się psami bez nadzoru, nie pozwala mi pracować samodzielnie, a w obecności drugiej osoby czuję się dużo bezpieczniej, szczególnie kiedy zbliża się do nas wielki pies bez nadzoru, a ja mogę spokojnie pracować z Donnerem, wiedząc, że druga osoba go odgoni. Ćwiczyliśmy wiec posłuszeństwo w mieście, przy głośnym klaskaniu i tupaniu, czasem przy celowych krzykach, zaczepianiu psa, nawet nieświadomie jakieś dzieciaki ostatnio pomagały nam w treningu – rzucając petardy na ulicy. Trening w plenerze – najlepsze co może być! A Donner? Ignoruje klaskanie i krzyki, zignorował petardy, czasem zdarzy mu się odskoczyć, lub wyskoczyć z jazgotem na szybko przejeżdżającą zbyt blisko nas ciężarówkę lub z samochód z zepsutym tłumikiem. Ale wystrzały i huki przestały być naszym problemem. Co mnie niezwykle cieszy, bo stanęłabym na głowie by zrobić coś z lękiem przed hukami, niż faszerowałam bym psa lekami. Wiem, że nie zawsze się da, wiem że nie zawsze jest czas i sposoby przepracowania tego, ale moja zasada życiowa i do psów i do mnie jest taka – „póki nie ma innego wyjścia nie bierzemy leków”. Więc musimy radzić sobie inaczej.

3504_857976904318742_6312461542819934164_n

Trzymamy pazurki za wszystkich psich sylwestrowych panikarzy. Będzie dobrze, nie pierwszy nie ostatni Sylwester. A my już zacieramy łapki zastanawiając się jak zrobić zdjęcia psu na tle nieba i fajerwerków. Jakieś rady?

No ale jeszcze pora na trochę narzekania na hipokryzję kolegów, która zalewa ostatnio Internet:

Sylwester i Nowy Rok jest czasem zabawy, fajerwerki są pewnego rodzaju tradycją i nie można samolubnie patrzeć przez pryzmat swojego psa. Bo tak naprawdę kto jako dziecko nie czekał z niecierpliwością do północy by zobaczyć fajerwerki? Dzieci do tej pory czekają, dorośli też to lubią (ja też!) i co? Cały świat ma tego zaprzestać ze względu na psa sąsiadów? Nie… myślę, że nie o to w tym chodzi, bo na świecie jest zarówno miejsce dla psiarzy jak i zwykłych ludzi. Już słyszałam te głosy, że to nie z powodu psów… bo trzeba pomyśleć o starszych osobach… taaak… psiarze hipokryci. Na co dzień wieszają psy(?) na starszych osobach, którym przeszkadzają pupile, ale w obliczu przerażającego Sylwestra łączą siły… tylko, że starszym ludziom zazwyczaj przeszkadza wszystko, albo jest to mocno wyreżyserowane, bo przykładowo moi dziadkowie (dziadek 87lat) babcie młodsze, jakoś nie narzekają na fajerwerki, a wręcz przeciwnie, lubią o północy wstać i je oglądać. Także usprawiedliwianie swoich postulatów any-fajerwerkowych osobami starszymi, jest nie na miejscu, szczególnie kiedy na co dzień jesteście gotowi poszczuć psami „te stare baby”, które mają ‘ale’.

Skoro jest zakaz strzelania w trakcie roku, odpuśćmy normalnym ludziom (w sensie nie-psiarzom) Sylwestra i zadbajmy o nasze psy, aby zminimalizować im stres, ale nie odbierajmy radości dzieciom z oglądania fajerwerków, czy mężczyznom frajdy z zabawy w komandosów. A jeśli tak bardzo lubimy dopasowywać świat pod swojego psa, może zamiast spędzać sylwestra na imprezie weźmy go o północy z dala od miasta, w jakieś głębokie lasy i zróbmy mu spacer życia? Nie da się tak, bo chcemy też mieć Sylwestra i się pobawić? Cóż inni też chcą, więc skoro sami nie potrafimy dopasować się pod to co będzie najlepsze dla naszego psa, nie próbujmy dopasować do tego innych, bo nasz pies, a raczej jego problem nie jest problemem innych.

Ale to tyle z mądrości pod tytułem: „Nie zmuszaj ludzi by żyli według Twoich zasad”, bo wiemy, że wiele psów w schroniskach dostaje zawałów, wiele ucieka… dobra przy schroniskach powinien być zakaz i to ustawowo, bo nie ma kto zadbać o takie psy w dostateczny sposób (lub powinno budować się je z dala od miejsc gdzie mogą być takie imprezy). Także idiotom zaczynającym Sylwestra już w Mikołajki, mówimy NIE, dzieciakom rzucającym petardy na ulicy mówimy NIE, ale w Sylwestra o północy przywitamy Nowy Rok oglądając fajerwerki z lampką szampana i najlepszymi życzeniami.
Uściślijmy, my nie strzelamy, bo nie mamy takiej potrzeby, poza tym szkoda nam na to kasy i ryzykowania zdrowiem, ale lubię na nie patrzeć i uważam, że te 10-15 minut w roku nikomu nie robi krzywdy, tylko trzeba robić to z głową. Bo mieszkając vis-à-vis domu weselnego, gdzie fajerwerki zawsze są warte oglądania grzechem było by w ramach strajku ich nie oglądać. Tak samo pokazy na rynku, w miejscach gdzie są imprezy, bale – jak najbardziej uważam za dopuszczalne, w wyznaczonych miejscach, przez odpowiedzialne osoby. Ale strzelanie pod blokiem, z marnej jakości chińskich petard przez osoby, które z cudem zeszły ze schodów jest dla mnie kretynizmem, ale cóż… ich życie ich pieniądze – i dla takich osób jak najbardziej podpisuję się pod apelem „nie strzelaj w Sylwestra”, bo ani to widowiskowe, ani bezpieczne. Ah! Popatrzcie jeszcze obiektywnie na siebie i swoje psy, jeśli macie je od małego w dużej mierze sami sobie jesteście winni tego, że boją się wystrzałów, więc ich cierpieniu jesteście tak samo winni jak strzelający.

O tym co dzieje się po Sylwestrze i moje obserwacje na temat haseł „Nie strzelaj w Sylwestra” znajdziesz: TU

psygarnij

https://www.facebook.com/psygarnij/

Nagłówek wpisu: http://mougai.deviantart.com/

  • Weronika Kochanowska

    Świetny wpis! Fajnie że Donner nie boi się fajerwerków. Trzymam kciuki, by zdjęcie z fajerwerkami w tle się udało!

    Szczęśliwego Nowego Roku!

  • Kasia Żyrafa

    U nas głuchota starcza wyeliminowała problem ;p Wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla Was i Donnera życzy Kasia, Bafi i Sniff.