Strona główna O mnie Merci i Molly

Merci i Molly

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl
Merci i Molly

Praterriery
ur. ??.01.2021 / adoptowane: 05.09.2021

Merci

Hodowla:
Choroby:
Trenowane amatorsko sporty:
Osiągnięcia:
Problemy: Lękliwość

Molly

O tym, jak zamieniłam owczarki na kundelki oraz jak do tego doszło, że brodate panny znalazły się w moim domu przeczytacie w tym wpisie. Ale skoro już są i stały się nową Zamerdaną ekipą, warto je przedstawić!

Merci i Molly to bliźniaczki znalezione we wsi razem z matką, która de fakto nie jest do nich zupełnie podobna. Kiedy do nas trafiły, szacowane były na około dziewięć miesięcy i ważyły koło 12kg. Ojciec jest nieznany. Dziewczyny były, właściwie dalej są mocno wycofane i nieufne, ale z każdym dniem im się poprawia.

Molly, a właściwie Molinezja

Jest większą z sióstr, ma długą, białą skarpetkę na przedniej prawej nodze, lekko przyciemniane futerko na grzbiecie (śmiejemy się, że ma balejaż), ciemne uszka i ciemny ogonek. Na większości zdjęć jest heheszkiem. Szybko nabrała do nas zaufania, zaczęła uczyć się podstawowych komend i jest o wiele stabilniejsza i odważniejsza od siostry.

Z paskudnych rzeczy, na które musimy uważać, to jest jej zamiłowanie na włażenie na wszystko co się da. Pryzma drewna – idealnie, płotek 1,20m odgradzający uprawy na działce – luzik skok z miejsca na raz. Gorzej, że ostatnio wlazłszy na starą budę (pobudzikowy relikt) przymierzała się do skoku z niej na ponad dwumetrowe ogrodzenie. Szybko więc wszystko, co mogłoby stanowić pomoc w przejściu przez płot zostało pozabierane i poodsuwane. Patrząc na nią nie sądzę by miała w głowie ucieczki, tu bardziej liczy się wspięcie na wysokość. Co też wyjaśnia jej ulubione miejsce do spania na dworze – fotel, a raczej szczyt jego oparcia. Dla podkreślenia dziwnych upodobań Molly dodam jeszcze, że na narożnik w salonie nie wchodzi normalnie – od przodu, tylko przeskakując od tyłu przez oparcie.

Ela jest skoczna… Donner był bardzo skoczny jak na swoje wymiary, ale Molly jest jak kot i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała jej ściągać z dachu domu.

Merci, a właściwie Mercedes

Mniejsza bliźniaczka, złota z białymi przebarwieniami. Już od pierwszych zdjęć adopcyjnych widać było, jak bardzo jest sceptyczna. Wiecie, duże oko teriera, usta ściągnięte w podkówkę i pogardliwe spojrzenia dla świata.

Jest psem bardzo nieufnym, psem którego łatwo przestraszyć i urazić. Nie radzi sobie ze swoimi emocjami, łapie zły humor i się obraża. Zarazem jest też największym pieszczochem jakiego miałam. Pierwsze próby ćwiczenia z nią czegokolwiek (jak i budowania jakiejś relacji) wiązały się ze spędzeniem przeze mnie pierwszych dni leżąc plackiem na podłodze, bo każda próba podniesienia wiązała się z ucieczką psa i zupełnym brakiem zaufania.

Merci jest bardzo jak Donner, na szczęście nie jest agresywna, tylko lękliwa, ale to jest ten sam poziom hautyzmu. Na spacerze zapomina, że z nią idziemy i kilka razy potrafi się przestraszyć, że jesteśmy na końcu smyczy. Co rano zapomina, że nas zna oszczekując, kiedy wychodzi się z łazienki. Nie zje i nie wejdzie do domu, kiedy mama lub siostra (do niedawna również M) są w polu widzenia.

Podchodzi do mnie, tylko wtedy gdy ona chce albo ma ochotę, kiedy ja chcę, żeby podeszła, bo muszę np. zamknąć je w domu, wziąć na spacer, zrobić z nimi cokolwiek – pies dziczeje i nie zbliża się na 5m.

Tak, zdecydowanie jest Donnerem w naszej rodzinie i choć pewnie nie raz doprowadzi mnie do histerii lub irytacji, to z czasem będzie z niej bardzo fajny piesek, choć nie wiem, czy do końca stabilny.

Jakie plany?

Co więcej, ciężko mi planować cokolwiek, bo na razie pracujemy z dziewczynami tylko i wyłącznie nad relacją i zaufaniem. Staram się wprowadzać pierwsze komendy (Molly jest mistrzem siad, Merci po półtora tygodnia, przestała się gniewać, kiedy nie dostawała smaczka tylko za podejście). Na pewno będę chciała, żeby dziewczyny były na tyle silne emocjonalnie by móc cieszyć się wspólnymi spacerami i weekendowymi wypadami na wycieczki. Jeśli bez strachu będą jeździły z nami w góry i nad morze będę w pełni usatysfakcjonowana.

Wiecie przy Budziku, Dosiu i Eli miałam parcie, że psy muszą chodzić przy nodze, robić miliony sztuczek, brać udział w sportach, wiecie psy na poziomie godne psiego blogera. Odkąd mam dziewczyny, nie oczekuję nic. Z komend, które chce je nauczyć to: przychodzenie do mnie, pozycje (siad, waruj, stój), zostawanie (tego im nie odpuszczę), jak dobrze pójdzie to chodzenie przy nodze i może trzymanie czegoś w pyszczku, jeśli wyjdzie coś więcej to będzie ekstra.

Idealnie, jeśli Molly weźmie udział w HDR, o Merci nawet nie myślę, bo obawiam się, że ilość bodźców i emocji na zawodach ją przytłoczy, ale w sumie Donner też nigdy miał nie startować.

Także to są nasze plany. Chyba dorosłam w psiarstwo na tyle, że nie muszę i nie potrzebuję niczego, nikomu udowadniać. Ani tym bardziej sobie. Nie mam parcia na wyniki i efekty. Fajnie będzie próbować nowych rzeczy (tak jak odkryciem było szkolenie z Elcią z obiedience), ale jeśli będziemy coś robić, to czysto dla fanu i wspólnego spędzania czasu. Nie chcę stawiać przed sobą i dziewczynami wyzwań, nie chcę kolejnych frustracji, niespełnionych planów, spalonych psich emocji. Chcę mieć tylko fajne stado brodatych psów, z którymi będziemy mogli spędzać czas całą rodziną – tak jak lubimy najbardziej, czyli aktywnie.

Ogółem: 284, dzisiaj: 1