Strona główna Nasz punkt widzenia Czy można przygotować się na śmierć psa?

Czy można przygotować się na śmierć psa?

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Śmierć ogólnie jest do dupy. Do dupy są choroby i starość. Donner też tak uważał. Starość nie była dla niego. Niemiłosiernie wkurzał się w ostatnich dniach życia, kiedy poświęcałam kilka minut Elzie na zabawę i trening, a on nie miał siły się podnieść. Widziałam, jak go to denerwowało. On nie umiałby być starym, statecznym i spokojnym psem. Nie umiałby się oszczędzać. On zawsze robił wszystko po swojemu i jak chciał i na 100%. Myślę, że dlatego nie chciał walczyć. On po prostu nie chciał starości…

Czy da się przygotować na śmierć psa?

Wydawało mi się, że jestem przygotowana na odejście Donnera. Żegnałam się już z nim dwa razy. Pierwszy raz półtora roku temu podczas babeszjozy. Żegnałam się z nim, kiedy lekarze szukali choroby, leki nie działały, a pierwotniak ukrył się tak, że nie można było go do samego końca znaleźć.

Drugi raz żegnałam się z nim w styczniu, kiedy miał usuwaną śledzionę. Przed transfuzją krwi i przed operacją. Jednak za każdym z tych dwóch razy nie żegnałam się z nim naprawdę. Wiedziałam, że on z tego wyjdzie. Był w najlepszych rękach lekarzy z Kliniki Szmaragdowa 24, zresztą Donner był zawzięty. Nigdy się nie poddawał i jakaś głupia choroba nie miała z nim szans.

Nikt nie zrozumie tak, jak szop...

Nikt nie zrozumie tak, jak szop…

Myślałam, że jestem przygotowana na śmierć. Przeżyłam śmierć Budzika, którego zostawiłam w pokoju na kilka minut, żeby już go nie nosić, bo też w ostatnich dniach nie miał siły chodzić. Powiedziałam mu, że zjem tylko zupę (zresztą od tej pory za każdym razem jak jem ogórkową, zalewam się łzami) i wyniosę go na dwór, żebyśmy tam sobie posiedzieli. Kiedy wróciłam Budzik już nie żył.

Myślałam, że jestem przygotowana na śmierć Donnera, kiedy musiałam uśpić Kłopota. Kiedy zasypiał na moich rękach, mrucząc do samego końca, a jego mruczenie prześladowało mnie później kilka kolejnych dni, jak nagrana w głowie piosenka, która odtwarza się wbrew mojej woli.

Śmierć nie jest straszna

Widziałam już śmierć swojego zwierzęcia, byłam przy niej. To nie było straszne. Było przykre, smutne, ale nie straszne. O wiele gorsze było czekanie. Patrzenie jak zwierzę niknie mi w oczach. Jak z silnego, pełnego życia psa uchodzi cała energia. Jak napicie się wody jest wysiłkiem, nie mówiąc już o zrobieniu kilku chwiejnych kroków, po których musi się położyć. Straszne jest milczenie, kiedy trzeba podjąć decyzję i powiedzieć o niej domownikom. Straszna jest ostatnia noc, kiedy wiesz, że to Wasze ostatnie wspólne chwile. Straszne jest czekanie na godzinę ustalonej wizyty. Sama śmierć nie jest straszna. Jest spokojna, pełna ulgi. Nie ma żadnych krzyków, nie ma światła z nieba, tęczy, po której dusza naszego psa wbiega radośnie do psiego nieba. Jest tylko cisza i spokój. Pies oddycha coraz spokojniej i wolniej, po czym zasypia. Nie męczy się, nie cierpi, nie stresuje się. Podane leki powodują, że Donner jest już nieświadomy i nie czuje. Pozwalamy go zabrać, by lekarze poddali go właściwej eutanazji.

Ostatnie dni są pełne smutku...

Ostatnie dni są pełne smutku…

Decydujemy się na kremacje indywidualną, nie wiedząc jeszcze co z nim zrobimy, ale chyba pochowamy go w ogródku, żeby tak jak Budzik był z nami już na zawsze.

Życie bez psa

Nie jest łatwo się pozbierać. Przez niemal cały dzień płaczemy nie mogąc sobie znaleźć miejsca. M. człowiek racjonalny i opanowany – zawsze. Ja, której się wydawało, że jest gotowa na śmierć.

Przez kolejne dni powoli wracamy do siebie. Jest przykro, smutno. Ale coraz częściej wspominamy Dosia bez zalewania się łzami, tylko z taką dziwną, spokojną radością. Bez żalu tylko z wdzięcznością, że był z nami i nas tyle nauczył. Powoli uczymy się życia bez niego. Bez naszych rytuałów, jak powitanie Dosia o poranku, kiedy wstając dawaliśmy mu buziaka i ocenialiśmy, jak ładnie się przeciągnął i czy nie bolą go łapki. Uczymy się spacerować „na jednego psa” i nie uskakiwać w krzaki na widok rowerzysty. Czasem zdarza mi się ciągle zawołać na spacerze: „Ela, Doś chodźcie” lub w rozmowie z kimś opowiadać o psach w liczbie mnogiej. Uczymy się na nowo, żyć z Elzą, która zawsze była na drugim planie, zajęta sobą i swoimi sprawami, a Donner był przy nas. Towarzyszył zawsze i we wszystkim. Uczymy się robić jedzenie bez umierającego z głodu na brzegu kuchni owczarka. Przywołana Elza patrzy na nas z wiecznie towarzyszącym jej sceptycyzmem, że ona nie wie, czy robimy w kuchni dobre rzeczy i w sumie to bez sensu tu siedzieć, jak można robić cos innego. Na wieszaku z psimi rzeczami wiszą jedynie różowe akcesoria… Tylko materace są porozstawiane po całym domu, tak jak były.

Nasz ostatni wspólny spacer...

Nasz ostatni wspólny spacer…

Żyj dalej, tak jakby chciał żyć Twój pies

Nie myślimy na razie o drugim psie. Mamy Elę, której chcemy poświęcić teraz cały nasz czas i miłość. Choć rozmawiamy o różnych rasach i psach, na razie chcemy, żeby miała nas tylko dla siebie, a i my nie jesteśmy gotowi na nowego psa. Nie chcielibyśmy leczyć nim smutku po stracie Donnera, tylko zdecydować się na niego, kiedy będziemy na to w pełni gotowi.

Ja cieszę się, że jeszcze, kiedy Doś był zdrowy, zapisałam się z Elą na kurs obedience. Mamy motywację, by coś robić, by zająć się sobą i na czymś skupić, a i mnie i jej jest to niezwykle potrzebne.

Cieszę się, że mimo wszystko nie cierpiał. Że tak szybko podjęliśmy decyzję i nie pozwoliliśmy mu się męczyć. Że spondyloza nie rozwinęła się na tyle, by żył w bólu, by musiał zrezygnować z zabaw i spacerów, które tak kochaliśmy. Że niemal do ostatnich dni cieszył się pełnią życia i pełnią sprawności. Że nie musiał sobie niczego odmawiać. Że żył tak, jak chciał i zdecydował o tym, by się poddać, kiedy chciał. Taki był Doś. Zawsze robił wszystko po swojemu i to on decydował na co ma ochotę. Mimo olbrzymiej straty cieszę się, że całe życie, nie licząc czterech ostatnich dni, przeżył na 100%. Było pełne zabawy, dobrego jedzenia, miłości, milionów kilometrów na spacerach, wycieczek, przygód, szkoleń, zawodów i atrakcji. On nie umiał nic nie robić. On zawsze chciał. Często po swojemu i ze swoją wizją, ale zawsze chciał coś robić. Cieszę się, że pomimo chorób mógł przeżyć całe swoje życie w zdrowiu i dobrej kondycji – na 100% tak jak lubił.

Musimy się pozbierać i żyć dalej. Z każdym dniem jest łatwiej, choć cały czas są chwilę, kiedy wybucham płaczem.

Ale to minie. Tak samo, jak minął żal po odejściu Budzika, a Donner pozostanie na zawsze w naszych sercach.

Donner

Donner

Ogółem: 492, dzisiaj: 9
6 komentarzy
0

You may also like

6 komentarzy

Monika 28 maja 2021 - 18:14

Nie można się przygotować na pustkę, którą zostawia odchodzący zwierzak. Ta jedna miska mniej… To zbyt puste łóżko i smakołyki, których już nikt nie zje, bo jadł/a tylko ona.
Przykro mi.

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 6 czerwca 2021 - 16:02

Czas leczy rany, jak to się mówi… ponoć. Oby tak było.

opublikuj
Evelina 29 maja 2021 - 07:09

Donner zawsze będzie w naszych sercach …

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 6 czerwca 2021 - 16:01

Dziękuję <3

opublikuj
Gośka 29 maja 2021 - 12:35

Spłakałam się strasznie.. zresztą dalej płacze… u mnie minęły 3 miesiące po stracie Kiry a dalej jest ciężko… Świadomość tego że nasz przyjaciel odchodzi nie oznacza przygotowania na jego śmierć. Na to nie da się przygotować na 100%. Ja z synem zostałam z Kirą do samego końca… Nasza pani weterynarz po wszystkim zostawiła nas samych i pozwoliła się z Niuśką pożegnać. Cała sytuacja przebiegła z większym szacunkiem do zwierzaka i jego opiekunów niż to bywa z ludźmi.
Kirą opiekowała się klinika Specjal Wet z Doświadczalnej. Jeszcze tam wrócimy z nowym członkiem rodziny.
Amelko tule bardzo mocno. Podrap Elzę za uchem.

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 6 czerwca 2021 - 16:01

Dziękuję, trzymaj się cieplutko.

opublikuj

Zostaw komentarz