Odkąd zaczęłam prowadzić Zamerdaną Szkołę dla Psów, postanowiłam jedno: psie przedszkole będzie najważniejszym elementem całej psiej edukacji w mojej szkole.
Nie dlatego, że ze szczeniakami pracuje się najprzyjemniej, ale dlatego, że jest to najważniejszy okres w życiu psa. Czas socjalizacji, budowania relacji z opiekunem i poznawania świata i to ten czas kiedy najwięcej mogę nauczyć opiekunów o ich psach, bo jeszcze chcą to wiedzieć, nie maja problemów, które spędzają im sen z powiek i oczekiwań, że psy muszą być już idealne.
Z doświadczenia wiem też, że wiele osób nie będzie kontynuowało szkolenia po psim przedszkolu. Części opiekunów wystarczy wiedza zdobyta na psim przedszkolu, nie oczekując od psa nic więcej, inna grupa opiekunów traktuje późniejsze kursy posłuszeństwa jako coś, co „wypada zaliczyć”, żeby móc powiedzieć, że pies był szkolony. A potem i tak słyszę: „ta rasa już taka jest” albo „to taki pies, że nic się nie da zrobić”. A jeszcze inna… stawia posłuszeństwo ponad wszystko inne.
Co czeka Cię na psim przedszkolu?
Forma psiego przedszkola pozwala mi przekazać bardzo dużo wiedzy merytorycznej: o rozwoju psa, o tym, jak się uczy i jak postrzega świat. I bardzo często, zgodnie z moimi założeniami, część opiekunów faktycznie nie idzie dalej na kursy posłuszeństwa, bo zwyczajnie ich nie potrzebuje. Chcą mieć rodzinnego psa i kompana do spacerów oraz wspólnego spędzania czasu.
I w większości przypadków to jest w porządku.
Na psim przedszkolu uczę opiekunów obserwowania i czytania swoich psów. Pracy na bezpiecznym poziomie pobudzenia, tak aby potrafili zarządzać środowiskiem i interakcjami, zanim pies przekroczy swój próg. Uczymy się wybierania opiekuna i rezygnowania z innych psów, prawidłowej zabawy z człowiekiem, pracujemy nad integracją sensoryczną i habituacją różnych bodźców oraz socjalizacją.
Szczenięta mają czas na swobodne zabawy z rówieśnikami oraz na kontakt ze stabilnymi dorosłymi psami. Wprowadzamy trening pielęgnacyjny, trening kagańca. Jednym słowem: wszystko to, co realnie przyda się psu i opiekunowi w codziennym życiu.
Posłuszeństwo jest tylko niewielkim elementem zajęć. Szczeniaki uczą się podążania za opiekunem, siadania, kładzenia się czy krótkiego zostawania. Na rozbudowane posłuszeństwo przyjdzie czas. Elementów socjalizacji i habituacji nie da się już przepracować w takim zakresie z dorosłym psem, który ma za sobą własne, często trudne doświadczenia.
Podczas tych prostych ćwiczeń opiekunowie uczą się bycia czytelnymi dla swoich psów, prawidłowego nagradzania, motywowania i samego procesu uczenia. Psy uczą się niewiele, ale opiekunowie uczą się, jak uczyć swoje psy, jak je rozumieć i jak zamieniać trening w dobrą zabawę.
Historie, które brzmią zawsze tak samo
Tymczasem wciąż spotykam te same historie świeżo upieczonych opiekunów szczeniąt, często ras bardzo wymagających: ras pierwotnych, myśliwskich czy owczarków, w szczególności border collie. Te historie brzmią tak podobnie, że czasem naprawdę zastanawiam się, czy ktoś mnie nie trolluje, gdy w ciągu tygodnia dostaję kilka niemal identycznych wiadomości.
Szczeniak ma 4-5 miesięcy. Zna już sporo komend, kilkanaście sztuczek. Problem w tym, że nie wraca na zawołanie, emocjonalnie wyrywa się do każdego psa i „nie słucha na dworze”, choć w domu wszystko potrafi. Opiekun jest zainteresowany grupowym kursem posłuszeństwa, żeby pies się słuchał.
Zawsze w takich sytuacjach zalecam psie przedszkole. Przede wszystkim dla psa, aby mógł nauczyć się funkcjonowania w grupie, wybierania opiekuna i rezygnowania z innych psów, wykonując proste ćwiczenia, które nie wymagają dużego doświadczenia, a pozwalają bardzo wiele przepracować. Przedszkole jest też dla opiekuna – żeby zrozumiał, dlaczego pies w domu pracuje świetnie, a poza nim nie, i jak radzić sobie na spacerach, by pies nie „wybuchał” na każdego psa.
W odpowiedzi najczęściej słyszę, że pies już umie „siad”, „leżeć” i „zostań” (tylko w domu), więc psie przedszkole będzie dla niego nudne, a oni muszą iść na grupowy kurs posłuszeństwa, bo pies potrzebuje posłuszeństwa, bo „zaczyna rządzić”. Nie pomaga tłumaczenie, że na tym etapie to zły pomysł. Że szczeniak jest za młody, że skoro nie potrafi wybrać opiekuna na spacerze i zrezygnować z innych psów, to brakuje mu podstawowych kompetencji społecznych. Brak mu pewności siebie, a opiekunowi wiedzy by pomóc mu przepracować te sytuacje i poradzić sobie z nimi. Że samo usadzanie psa na miejscu wymuszonym posłuszeństwem i nie pozwalanie szczekać – nie rozwiąże problemu.
Niestety bardzo często taki duet mimo to decyduje się na posłuszeństwo. Pierwsze zajęcia są frustrujące i bezowocne, bo pies odmawia pracy, a opiekun się wścieka, bo przecież pies już to wszystko umie, tylko w domu. A jeśli po kilku spotkaniach pies zaczyna pracować, to nie dlatego, że problem zniknął, ale dlatego, że pies na tyle przyzwyczaił się do miejsca i grupy, że jest w stanie coś wykonać. Gdy zmieni się otoczenie lub psy, problem wraca. Co więcej opiekun nie rozumie czemu jego szczeniak nie chce pracować, jak inne dorosłe psy, pełnej godziny. Czemu szybko się nudzi i potrzebuje więcej przerw na uregulowanie emocji, których opiekun nie chce stosować mimo moich zaleceń, bo inni z dorosłymi psami ich nie mają.
Wtedy pojawia się magiczne: „to spotkajmy się indywidualnie”. Indywidualna lekcja jako lek na całe zło. Oczywiście, zajęcia indywidualne są świetne, żeby nadgonić pewne rzeczy i dać szybkie wskazówki czy przepracować konkretny problem. Ale to nadal nie zastąpi tego, co pies i opiekun może wynieść z dobrze poprowadzonego kursu grupowego dopasowanego do wieku i możliwości psa, szczególnie gdy ciągle mówimy o niespełna półrocznym szczeniaku.
Pies, który do piątego miesiąca życia funkcjonował tylko w domu i ogrodzie lub wychodził na spacery wyłącznie wokół bloku i był „socjalizowany” na wybiegach poprzez chaotyczne zabawy ze starszymi psami, biegał swobodnie non stop ignorując wołanie opiekuna nie miał szans na zbudowanie prawidłowych kompetencji społecznych. Nie dlatego, że opiekun zrobił coś celowo źle, ale dlatego, że zwyczajnie nie wiedział, czego pies potrzebuje, a co jest dla niego szkodliwe. I wybrał naukę sztuczek i komend zamiast budowania relacji, wprowadzania zasad i mądrej socjalizacji.
Stawianie posłuszeństwa ponad te umiejętności, szczególnie u ras użytkowych i wymagających, to proszenie się o problemy na całe życie. i tu proszę nie mylcie posłuszeństwa ze stawianiem granic i wprowadzaniem zasad. Zawsze powtarzam na psim przedszkolu, że jeśli szczeniak nie nauczy się tam „leżeć” na komendę, świat się od tego nie zawali. Znam wiele psów, które w wieku kilku miesięcy znają kilkanaście komend, a spacery z nimi są dramatem. I znam psy, które mają problem z kładzeniem się na komendę, za to są całkowicie bezproblemowe w codziennym życiu.
Etologia ras w praktyce, nie w teorii
Gdy pytam opiekunów, skąd pomysł na daną rasę i co planują z psem robić. Odpowiedzi są niemal zawsze takie same: „bo zawsze o nim marzyli”, „bo jest ładny”, „bo jest mądry i szybko się uczy”.
Na psim przedszkolu omawiamy wtedy etologię ras – czyli to, po co dany pies powstał i czego naprawdę potrzebuje. Jak z nim pracować, jak go nagradzać, jakie aktywności i treningi będą dla niego najlepsze. Wiele osób zmienia wtedy podejście: z psa „do spacerów” na psa, z którym można robić coś wspólnie, tak aby był spełniony i szczęśliwy. Rasy pierwotne zaczynają biegać z opiekunami, beagle trafiają na nosework lub tropienie, psy o dużej potrzebie aktywności odsyłam do trenerów agility czy frisbee. Zaczynają zmieniać swoje spacery na takie, które są atrakcyjne dla psa nie do „zaliczenia”. Kotłowanie na psim wybiegu zamieniają na spacery ze znanym psem, gdzie psy po prostu spacerują razem. Spacer po parku zamieniają na leśny, gdzie kąpiel w kałuży czy kopanie dziury jest bardzo ważnym elementem. Wiedzą jak wpleść w nie elementy posłuszeństwa, treningu i zabawy, by zmęczyć psią głowę nie odbierając radości psu ze spaceru.
Bo psie przedszkole daje na to czas i przestrzeń. Nie ma tu sztywnego programu ani listy umiejętności do „odhaczenia”. W przeciwieństwie do kursów posłuszeństwa, gdzie jeśli w programie jest dziesięć ćwiczeń, to te dziesięć ćwiczeń musi zostać wykonanych, niezależnie od tego, co w danym momencie dzieje się w głowie psa, bo opiekun tego oczekuje. I to znów nie chodzi o to, że kurs posłuszeństwa jest gorszy. Nie. on po prostu jest inny. Jest dla starszych psów, jest bardziej praktyczny, nastawiony na konkretne umiejętności, bo tego oczekuje większość opiekunów. Właśnie nauki tych komend. Oczywiści zawsze wplatam im teorię i wiedzę z zakresu uczenia się psa czy behawioru, ale na tym etapie opiekunów już to tak nie interesuje jak szybkie, proste siad przy nodze.
Opiekunowie nastawieni wyłącznie na posłuszeństwo, którzy decydują się od razu na taki kurs, często na początku mają ogromny problem z pracą, skupieniem i motywacją psa. Frustrują się, obwiniają psa, a potem odpuszczają, bo przecież na zajęciach i tak ćwiczy się to, co pies już „umie” w domu. Gdy pies w połowie kursu zaczyna powoli pracować, okazuje się, że są daleko za grupą, bo mentalnie wciąż tkwią na poziomie, z którym przyszli.
W życiu codziennym niewiele się zmienia. Opiekunowie nie rozumieją, dlaczego tak się dzieje, mimo wplatanej teorii i indywidualnych tłumaczeń. Wymagają coraz więcej, pies czuje się coraz mniej pewnie, nie dostaje wsparcia w trudnych sytuacjach i koło się zamyka. A opiekun ciągle kręci się w koło tego, że „młody pies nie wraca na wołanie jak widzi innego psa”, i „nie słucha się na dworze”, ale nie robi nic z zaleceń by to zmienić, bo przecież nie będzie nagradzał psa (niespełna półrocznego szczeniaka) za siad, bo on już to świetnie umie – w domu.
To nie znaczy, że opiekun jest zły albo robi coś świadomie źle. To znaczy tylko tyle, że nie rozumie swojego psa, jego emocji i potrzeb, i stawia posłuszeństwo ponad relację. A potem dziwi się, że pies sąsiada, który nigdy nie był na żadnym szkoleniu, świetnie radzi sobie na spacerach, podczas gdy jego „mądry pies”, znający mnóstwo sztuczek, poza domem zamienia się w koszmar.
Fundament, który procentuje przez całe życie
Dlatego jeśli w tym momencie stoisz przed decyzją: czy pójść ze swoim szczeniakiem na przedszkole, czy poczekać jeszcze miesiąc i od razu iść na kurs posłuszeństwa – bardzo chcę Cię przekonać, żebyś wybrał przedszkole. Nie takie, które jest okrojonym programem posłuszeństwa. Nie takie, które polega wyłącznie na niekończących się zabawach między psami.
Tylko takie, które nauczy Cię rozumienia Twojego psa – jego potrzeb, predyspozycji i ograniczeń. Takie, które da Tobie jako opiekunowi wiedzę i narzędzia do dalszej pracy z psem – czy to samodzielnie, czy na innych kursach. Takie, które pokaże Ci, jak wspierać swojego psa, nauczy praktycznych rzeczy, które możesz wykorzystać w domu i na spacerze, a co najważniejsze, stanie się fundamentem na całe przyszłe życie oraz dalsze szkolenia posłuszeństwa czy psie sporty.
Okres szczenięcy trwa tylko kilka miesięcy, to czas na naukę, socjalizację i habituację. On już nie wróci. Posłuszeństwo natomiast… jeśli nie myślisz od początku o poważnych psich sportach, zawsze znajdziesz na nie czas. Psa w każdym wieku można nauczyć wielu sztuczek i komend. Ale obycia w ludzkim świecie, radzenia sobie z problemami i współpracy z opiekunem – niezależnie od tego, co dzieje się wokół – nauczyć jest dużo trudniej, jeśli nie da się szczeniakowi dobrego startu.
Wybierając przedszkole dajesz sobie i swojemu psu najlepszy start w życie. Fundament, na którym zbudujesz wszystko: dalsze szkolenia, sporty, a przede wszystkim – szczęśliwego, pewnego siebie psa i pewnego siebie opiekuna, który rozumie swojego psiego przyjaciela i umie go wspierać i uczyć.
I wierzcie mi na słowo – ilość znanych przez psa komend i sztuczek nie jest miernikiem szczęśliwego życia z psem, to codzienność w której możesz cieszyć się z tego że Twój wymarzony pies jest obok Ciebie, a nie przeciw Tobie rujnując Ci mieszkanie i doprowadzając na spacerach do szału.












