25Lut

Ile mięsa w karmie? Czy kupujesz świadomie?

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, ile mięsa faktycznie zawierają psie karmy?

Ze zgrozą obserwuję coraz częstsze doniesienia o karmach zawierających w składzie 70% mięsa, a kiedy patrzy się na skład, ni jak suma składników mięsnych nawet nie zbliża się do tego wyniku. Co więcej, na opakowaniach (tekst oryginalny) i na stronach internetowych producentów karmy informacje o 70% mięsa się nie pojawiają, za to są na stronach dystrybutorów, ulotkach i naklejkach z tłumaczeniem składu już tak. Co jest więc w Polsce nie tak? Czy w oczach producentów zagranicznych karm i dystrybutorów w Polsce jesteśmy aż takimi idiotami, że dajemy sobie wcisnąć wszelki kit?

Kończąc wstęp pragnę zaznaczyć, że nie jest to wpis sponsorowany i nie dotyczy żadnej konkretnej marki. Nie promuję też konkretnego sposobu żywienia psów – pokazuję pewne coraz popularniejsze zjawisko, jakim są nieuczciwe praktyki dystrybutorów i nadinterpretowanie składów.

Patrząc na dyskusje dotyczące „dobrych karm”, które codziennie wybuchają w Internecie, to niestety mam wrażenie, że tak. Co gorsza, te wcale niezbyt dobre jakościowo i pod względem składu (no dobra mówiąc szczerze mocno przeciętne) karmy są na grafikach promowane jako jedne z najlepszych, pod czym podpisują się specjaliści do spraw żywienia psów, stawiając je niemal na równi z faktycznie bardzo dobrymi karmami.

Jak więc do tego dochodzi, że karma, która ma ledwo 30% mięsa (zakładając, że to mięso z mięśni, a nie podroby, czy uboczne produkty pochodzenia mięsnego) znajduje się w opiniach konsumentów na równi z karmami mającymi faktycznie 50-60% mięsa, a nawet więcej.

Marketing babe!

Kto z nas nie kupił kilka razy wyrobu seropodobnego i dopiero po czasie regularnego spożywania przeżył szok, mimo że produkt wcale nie odbiegał cenowo od sera właściwego? Kto z nas pod wpływem reklamy nie kupił czegoś, co wcale go nie zachwyciło, ale uwierzył w cudowny efekt stosowania? Ostatecznie, kto z nas nie zdecydował się wybrać coś tylko ze względu na to, że w Internecie było dużo opinii, wprawdzie ludzi, którzy tego nigdy nie kupili, a jedynie o tym słyszeli albo którzy nie odróżniają telewizora od monitora, ale przy produkcie było dużo gwiazdek, więc się zdecydowaliście.

Tak samo jest z karmami. Sporo jedzie na dobrej opinii sprzed kilku / kilkunastu lat, mimo że karma: jej jakość i skład zmieniły się od tego czasu diametralnie. Inne bazują na naiwności konsumenta, promując co jakiś czas nowy produkt, a jak się wczytamy w miejsce produkcji, to okazuje się, że sześć innych różnej jakości w tym karm skrajnie słabych również produkowane jest w tym samym zakładzie. Kolejni utrzymują się z pięknej reklamy, sponsorowaniu kilku programów i znanych osób, pojawiając się na każdej imprezie i rozdając olbrzymie ilości gratisów każdemu – niezależnie czy ma psa, czy rybki. No i nie ukrywajmy… jest też spora grupa oszustów, którzy w deklarowane 70% mięsa próbują nam wcisnąć wszystko, zupełnie nie stosując się do ustalonych przez normy i przepisy terminów i definicji, które jasno podają, że świeże mięso to – mięśnie poprzecznie prążkowane, podroby to oddzielna kategoria, tak samo, jak uppz-ty.

Otóż w te 70% mięsa mam wrażenie, że niektórzy starają się wrzucić wszelkiego rodzaju mączki (rybne, mięsno-kostne, z produktów pochodzenia zwierzęcego w tym z krwi, czyli uppz – uboczne produkty pochodzenia mięsnego czy też zwierzęcego, których się nie spożywa), poprzez podroby, które mają udawać mięso, niezidentyfikowane białka zwierzęce, na tłuszczu i oleju kończąc. I jakimś cudem po zsumowaniu procenty zaczynają zbliżać nam się do 70%. Tylko jakie to 70% mięsa, kiedy na liście składników pierwszy mięsny produkt pojawia się na szóstej lub dalszej pozycji. Zgodnie z zasadą pisania składników, skład powinien zaczynać się od składnika, który występuje w największej ilości. Więc jak może być 70% mięsa, kiedy „kurczak” jest na czwartej pozycji? Nawet jeśli mamy go 30% i nikt nie udaje, że jest więcej, a jest na końcu składu, to wiemy, że jest go dużo mniej niż wcześniej wymienionych składników (proporcjonalnie do nich), warto wiec wtedy wybrać karmę mającą 30% mięsa, które jest pierwsze w składzie, bo proporcjonalnie będzie go więcej w stosunku do pozostałych składników np. zbóż, czy wypełniaczy. A no do tego dojdziemy później.

Kolejną próbą robienia nas w konia jest deklarowanie: kurczak 35% w tym podroby albo odwrotnie: mięso i produkty mięsne (kurczak 4%) – gdzie tak naprawdę nie wiemy, jaki jest stosunek kurczaka do podrobów i właściwie co zakwalifikowano do „produktów mięsnych”. Kwestią sporną pozostaje też zapis mięso z kurczaka, kurczak, mączka z kurczaka i białko z kurczaka. Co w rzeczywistości jest mięsem, a co nim nie jest?

Nie bezznaczenia jest nazwa karmy. Zerknijcie co w rzeczywistości macie w torbie z karmą. Czy karma z dziczyzny (właściwie z dziczyzną, o smaku dziczyzny, bogata w dziczyznę – w zależności od nazwy będzie inny udział deklarowanego mięsa,) ma w składzie mięso w 100% z dzika? Nie pojawia się tam przypadkiem coś z kurczaka albo podroby? Czy Waszych podejrzeń nie wzbudza zapis 40% mięsa w tym 4% dziczyzny. Hitem swojego czasu był olej z łososia dla psów, który w składzie miał kilka procent oleju z łososia, a resztę stanowiły oleje roślinne. Ale dobry marketing, dobra reklama, dobry fachowy tekst „weterynarza” i nagle okazuje się, że oleje roślinne są wskazane w psiej diecie, a ten wyrób jest dużo lepszy i wartościowszy niż czysty olej z łososia.

Jest jeszcze jedna opcja tych tajemniczych 70% mięsa. Możliwe, że faktycznie do produkcji karmy użyto 70% mięsa względem innych składników, ale po obróbce termicznej i innych procesach udział mięsa w puli ogólnych składników spadł do 30-40%. W takim przypadku zazwyczaj znajdziemy w składzie zazwyczaj zapis „mięso świeże”, albo „suszone” i możemy domniemywać, że owe 30% obecnego składu to mięso, które pozostało po obróbce termicznej, ale przed nią faktycznie stanowiło 70% składu ogólnych składników. Tylko, która wersja „70%” w rzeczywistości dotyczy naszej karmy? Mało który producent pisze wprost, ile kilogramów i jakiego mięsa świeżego zużyto do wyprodukowania kilograma karmy. Czy mięso było mięśniami, czy może „kurczakiem w całości”. Dlaczego jako mięso wciska się podroby, białka, mączki i produkty uboczne?

No właśnie. Czy w dzisiejszych czasach nie za bardzo zaczynamy wierzyć pseudoautorytetom, ludziom sławnym i opinii tłumu? Wydaje mi się, że tak. O pseudohodowlach wiemy wszystko i nikt nie uwierzy w owczarka z papierami za 400zł, ale już za karmę zawierającą 70% mięsa za 100zł jak najbardziej i to nie budzi niczyich podejrzeń, ba! Część z nas uzna że to prawdziwa okazja…

Niestety w efekcie tego stajemy się ofiarami oszustwa. Oszustwa z premedytacją, bazującego na naszej naiwności, nieumiejętności czytania ze zrozumieniem i braku logicznego myślenia. Wierzymy w każdą opinię specjalisty, w każdą reklamę nie zastanawiając się nawet bardzo, co właściwie kupujemy psom. Wydaje nam się, że wybieramy właściwie – bo karmy polecane, markowe, z wielkim napisem „70% mięsa”. Sami jesteśmy też szczęśliwi, bo wydaliśmy trochę mniej niż za te najdroższe karmy, choć w rzeczywistości często porównywalną kwotę. Więc nie ma w czym szukać dziury. Sumienie uspokojone, w końcu nie jest to marketówka, no i jest napisane 70% mięsa. Wprawdzie nikomu jeszcze nie udało się doliczyć tych 70%, ale może to błąd druku?  Może się nie znam? Nie muszę się znać – 70%, to 70%. Kto by się tym przejmował. Chociaż czytać każdy z nas umie, więc w wolnej chwili polecam porównac składy tej samej karmy na różnych stronach polskich dystrybutorów. Bardzo szybko znajdziecie różnice, bo na jednych karma będzie miała 20% kurcaka, a na innych 20% mączki z kurczaka, dodam ta sama karma. Więc, którą Ty wybierzesz? Z drugiej strony skoro już człowiek coś kupuję, to niestety czuje taką dziwną wewnętrzną potrzebę utożsamiania się z tym produktem i bronienia swojego wyboru. Zauważcie, że zawsze jest tak, że w grupie ludzi, w której każdy kupił ten sam produkt tylko innej marki, jeśli ktoś zapyta, który wybrać, każdy będzie bronił i polecał swój wybór, bo przecież wie najlepiej. Mimo że polecenie często będzie nieadekwatnie do rzeczywistości i potrzeb pytającego. Tak też jest z karmami i wszelkiego rodzaju polecaniem w Internecie.

Czy zatem każdy producent karmy chce nas oszukać? Nie. Myślę, że często nawet nie próbują tego robić, tylko my sami dorabiamy teorię i próbujemy na siłę z czegoś napisanego całkiem wprost zrobić poprzez interpretację coś dużo lepszego, by uzasadnić swój wybór i pokazać go jako ten najlepszy, albo przynajmniej w gronie tych najlepszych. Myślę, że sednem tego wpisu jest czytanie etykiety. Szczegółowe czytanie etykiety i niedorabianie teorii dla uspokojenia swojego sumienia. Jeśli karma ma 30% mięsa w składzie, to ma 30% mięsa. Nie 50% po dodaniu dziwnych białek i tłuszczy, nie 70% – bo na stronie tak napisano, tylko 30%. Jeśli karma mająca mieć 70% mięsa kosztuje połowę mniej niż ta, która ma „tylko” 40%, niech da nam to do myślenia. Dlaczego tamta „gorsza karma” jest dwa razy droższa.

Ostatecznie, to już moja osobista rada z racji wykształcenia i zawodu, który wykonuję: zwracajcie uwagę na systemy jakości również w produkcji karmy (tu znajdziecie przykładową listę certyfikowanych karm na zgodność GMP+B8 – jeden ze standardów). Tylko karmy, których proces produkcji jest nadzorowany i kontrolowany, będą miały powtarzalną jakość, a Wy będziecie mieli pewność że deklaracja producenta na opakowaniu jest zgodna z zawartością w worku. I na pewno w takiej sytuacji, jeśli znajdziecie granulkę karmy z żyłką w środku, nie zostaniecie potraktowani jak idioci, kiedy w odpowiedzi na skargę usłyszycie: „Karma jest rybna, ryby łowi się na wędkę więc to logiczne, że w karmie mogą zdarzyć się żyłki” – sytuacja autentyczna z fanpaga jednej karm, wypowiedź przedstawiciela sparafrazowana. Ostatecznie, tylko potwierdzona certyfikatem jakość i proces produkcyjny zagwarantuje Wam, że kupując karmę z kangura, strusia, krokodyla, łosia czy renifera faktycznie do produkcji tej karmy użyto tego mięsa, a nie jakiś dostawca surowca przywożąc mięso, podmienił je z mięsem z zupełnie innego zwierzęcia, chcąc na tym zarobić, bo sprzedał coś tańszego jako droższe. Ale certyfikat taki, czy inny to nie wszystko, o czym przeczytacie w tekstach dotyczących karm ekologicznych.

Myślicie, że przesadzam?
Kiedyś robiłam risercz w popularnych karmach, zobaczcie sami na poniższe przykłady składów:

  1. Pierwsza bardzo znana karma i popularna, dostępna niemal w każdym sklepie, uznawana za tą lepszą z popularnych marek.
  2. Druga tzw. z wyższej półki, również dostępna w większości zoologów czasem również w lepszych sklepach.

Suche karmy:

1) zboża, mięso i produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego (m.in. 4% jagnięcina), oleje i tłuszcze (m.in. 0,2% tran, 0,2% olej słonecznikowy), roślinne produkty uboczne (m.in. 2% suszonej melasy z buraków cukrowych ), minerały (m.in. 0,7% tripolifosforan sodu)

2) mączka z mięsa jagnięcego (21%), mączka ryżowa (21%), kukurydza, mączka kukurydziana, skwarki, olej słonecznikowy, wysłodki buraczane, hydrolizat wątroby, wytłoki z jabłek (suszone) (1,5%), sproszkowane jaja, chlorek sodu, suszone drożdże, chlorek potasu, suszone algi morskie, siemię lniane (0,2%), sfermentowane ziarna jęczmienia (0,2%), suszone mięso małża (0,02%), karczoch, mniszek lekarski, imbir, liście brzozy, pokrzywa, szałwia, kolendra, rozmaryn, tymianek, lukrecja, rumianek, wiązówka, czosnek niedźwiedzi (łączna zawartość ziół: 0,16%).

Karmy mokre:

1) 3 rodzaje mięsa: mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (51%, w tym 31% 3 rodzajów mięsa: wołowiny, wieprzowiny i drobiu, 20% produktów ubocznych), zboża, minerały, produkty pochodzenia roślinnego (0,5% suszonej pulpy buraczanej), oleje i tłuszcze (0,5% oleju słonecznikowego), bulion rybny

2) Suszony kurczak i indyk, śruta kukurydziana, tłuszcz zwierzęcy, ryż, suszona pulpa buraczana (3.9%), kurczak wstępnie trawiony enzymami, suszone całe jaja, mączka rybna, olej rybny, suszone drożdże piwne, fruktooligosacharydy (0.98%), chlorek sodu, chlorek potasu, siemię lniane, fosforan dwuwapniowy, mannanooligosacharydy (0.14%).

A teraz mając w pamięci to, co przed chwilę przeczytaliście o nieuczciwych praktykach producentów, zapominając z jakiego przedziału cenowego są te karmy, że są bardzo często polecane jako dobre zarówno przez zwykłych użytkowników Internetu jak i przez jakieś dziwne rankingi oraz możliwe, że znajdują się na którejś z grafik „najlepsze karmy dla psów„, powiedzcie mi czy patrząc na ten skład kupilibyście je z czystym sumieniem? Szerzej o interpretacji powyższych składów i składników, szczególnie tych pochylonych, które powinny dać Wam najwięcej do myślenia, przeczytacie w tym wpisie: Karmy dla psów.

Ale żeby nie było tak strasznie, dwie karmy suche o fajnym, czytelnym składzie, cenowo podobne do nr 2, które już nie koniecznie pojawiają się w dyskusjach „jaka karma jest najlepsza” i nie zawsze są wymienianie w jakichkolwiek rankingach.

1) łosoś (suszony, 24%), ryba biała (suszona, 22%), świeży łosoś (20%), ziemniaki (suszone, 12%), mąka ziemniaczana (7%), jabłko (suszone, 5%), olej z łososia (4%), marchew (suszona, 1%), szpinak (suszony, 1%), groch (suszony, 1%), siarczan glukozaminy, siarczan chondroityny, mannanooligosacharydy, fruktooligosacharydy, Yucca schidigera, żurawina (suszona, 0,005%), ekstrakt z rozmarynu (0,004%), ekstrakt z trawy morskiej (0,002%), ekstrakt ze spiruliny (0,0018%), ekstrakt z nasion babki płesznik (0,0016%), ekstrakt z alg (0,0014%), ekstrakt z tymianku (0,0012%), ekstrakt z mniszka lekarskiego (0,001%)

2) (zawartość mięsa min. 78%, zawartość ryby min.12%): dziczyzna – mięso, dziczyzna – wątroba, dziczyzna – żołądki, dziczyzna-serca i nerki, ryby, nowozelandzkie małże zielone (min. 3%), lecytyna, olej rybny, inulina (cykoria), suszone wodorosty, pietruszka

I to, co powinno napawać nas optymizmem w karmach mokrych:

1) mięso kurczaka 92%, ananas 4%, substancje mineralne, żelatyna roślinna, ksyloza

2) mięso i produkty mięsne w rosole (wołowina 100%)

3) mięso: wołowe, drobiowe i wieprzowe, (97%), warzywa: marchew, groszek, strąki fasoli (1%)

Zachęcam Was do przeczytania kilku innych artykułów o psich karmach i składnikach używanych do ich produkcji (np.: PsaUrok , Zapsieniwsieci, Piesologia. Warto też poznać informacje zawarte w FEDIAF lub chociaż pobieżnie przejrzeć książkę: „Czarna księga karmy dla zwierząt” Hansa-Ulricha Grimm.), może te informacje dadzą Wam do myślenia, zanim po raz kolejny polecicie komuś karmę zawierającą 30% mięsa jako substytut tej, za miliony monet zawierającej „tylko” 50%.

Nie mówię, że karmy, które mają 30-40% mięsa są złe, że konkretne karmy są lepsze czy gorsze, że wszyscy oszukują – NIE! – chcę Was tylko przestrzec przed próbą gloryfikowania i ulepszania w swoich opiniach, czegoś, co aż tak dobre, jak się Wam wydaje nie jest. Patrzmy na karmy realnie, obiektywnie i dobierajmy je tak, żeby faktycznie służyły naszym psom, (pamiętajcie nie ma tutaj reguły, bo każdy organizm jest indywidualny i może inaczej zareagować na tą samą karmę, choćby najlepszą), więc wybierajmy mądrze, a nie żeby zagłuszyć nasze sumienie i zaspokoić próżną potrzebę karmienia psa chrupkami mającymi „70% mięsa„, by znaleźć się w kręgu tych „lepszych„, żeby nie powiedzieć „bogatszych„, którzy karmią psy faktycznie karmą zawierającą 70% mięsa, a jego deklaracja ma odzwierciedlenie w składzie i cenie. Bo wierzcie mi, nie liczy 70% mięsa jako ilość zapisana na czerwono na opakowaniu lub doklejone tłumaczenie składu przez dystrybutora, który licząc na Waszą naiwność, wymyśla własny skład. Liczy się efekt w postaci kondycji i wyglądu naszego psa: samopoczucia, stanu futra, skóry, kup itp. Kupujmy świadomie i nie wprowadzajmy innych w błąd swoją interpretacją, bo często karma o czytelnym składzie mająca 30%-40% mięsa wypada o wiele lepiej niż tak, która ma „rzekome” mięso w postaci podrobów czy UPPZ na piątej pozycji, mimo że na przodzie opakowania widzimy wspaniałe 70%.

Ogółem: 2 577, dzisiaj: 3

11
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Amelia Bartoń - zamerdani.plZuzaAlicja & MiruJerzy WilmanAmelia z Zamerdani Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Amelia Wiśniewska
Gość
Amelia Wiśniewska

Gdy kupowałam pierwszego owczarka chciałam by jadł jak najlepszą karmę , ale po przeczytaniu mnóstwa artykułów doszłam do wniosku że nie pasuje mi żadna. Niestety mi trudno dogodzić. Zawsze mieszalo mi się w głowie od analizowania dogłębnie składników no i wyszło na to że nadal szukam tej idealnej karmy która przypadnie do gustu moim wszystkim psom. Tyle że każdy jest zupełnie inny i nawet jeśli karma już mi pasuje to niektórym często nie odpowiada. Myślę że ja chyba nigdy nie znajdę karmy ddostosowanej do każdego z nich i przyjdzie mi kupować kilka różnych karm( na razie jedzą wspólnie Belcando ale wilczak zaczyna grymasić). Ciężkie życie psiarza

Amelia z Zamerdani
Gość

Moje psy też są na tej karmie od roku (z pojedynczymi zmianami) mimo, że nie ma 70% mięsa. 😛 Jestem zadwolona z ich kondycji, wyglądu i tego co zbieram, więc nie zamierzam zbierać, mimo że są na pewno lepsze karmy, ale ta na chwilę obecną nam odpowiada i to jest najważniejsze w żywieniu psa, by był zdrowy na codzień, dobrze wyglądał i wyniki w badaniach kontrolnych to potwierdzały. Choć wiem o czym mówisz, bo Elka też ma tendencję do wybrzydzania, więc często zmieniam jej „smak” pozostając w obrębie jednej marki. Na szczęście Dosiek nie ma tego problemu. 🙂

Jerzy Wilman
Gość
Jerzy Wilman

Mam pięknego „poczwarka” niemieckiego, pieska o imieniu Karolina. Pieska – podkreślam. Karolina ma już 6 lat i jest alergikiem. Nie może jeść żadnego świństwa z torebek, nawet tego które jest pięknie opisane jako 100% mięsa. Plus popiół. Ponieważ przy okazji mieszkania na wsi mam nieco więcej zwierząt, przyjaźnię się z moim wetem. Wet mówi mi: Jerzy – a co żrą psy w stanie dzikim? Zwierzęta mięsożerne żyjące na dziko? No inne, mniej żwawe zwierzęta. A te z kolei składają się głównie z mięśni, podrobów, kości i tak dalej. Owszem, w ich żołądkach bywają inne składniki, które dzikie psy (wilki) pożerają. Dlatego też nie daj się zwariować „zbilansowanemu marketingowi”. Nie daję się. Karolina jest dużym „poczwarkiem”, który dostaje dziennie do półtora kg. czystego mięsiwa plus smaczki typu kości. Nie je kasz, wypełniaczy, witamin. Obecnie, zimą, dozuję mu leki w mikroilościach. Ale już za chwilę będę go szprycował encortonem i innymi paskudztwami. I żadna karma tego nie zmieni. SORRRY – zmieni. Pies będzie czuł się coraz gorzej i zacznie się łysienie, krwawienie, smutek.
Jerzy Wilman, Inn.Media.Pl

Amelia z Zamerdani
Gość

Dlatego w jestem zdania, że każdy powinien karmić psa tym co służy jego psu, a nie tym co ma dobry marketing lub jest polecane „bo komuś służy”-to nie wyznacznik, bo każdy pies jest inny i nie ma reguły. 😉 A jeżeli ktoś chce karmić ” blisko natury” czyli popularnym BARFem, ale nie ma ku temu możliwości, funduszy i wiedzy to może zrobić dużo więcej szkody, jeśli tej diety nie zbilansuje i nie będzie obserwował/badał psa czy to mu służy, czy nie robią się niedobory elementów i witamin. 😉 Każdy organizm jest inny, ma swoje predyspozycje i problemy więc rodzaj karmy czy sposób żywienia należy dobierać bezpośrednio pod psa i możliwości czasowe i finansowe opiekuna. A nie ślepo naśladować innych. Pozdrawiam serdecznie! 😉

Alicja & Miru
Gość
Alicja & Miru

Rozumiem niechęć do darmowej promocji dobrych karm ale może w którymś poscie chciałabyś polecić sensowne karmy wprost? Wiadomo, bezwzglednie unikamy royal canin.. przewinęła sie tu tez alpha spiryt jesli dobrze czytam, ale przykładowo taki Petkult lamb&rice – przeczytałam powyższy tekst trzykrotnie…i nadal sie zastanawiam, czy aby ma pewno to dobra karma. Moze jednak w podobnej cenie jest coś lepszego 😀
Zazdroszcze wykształcenia i wiedzy która umozliwia Ci doglebne rozumienie czytanych skladow. Pozdrawiamy :))

Amelia z Zamerdani
Gość

Wiesz to już nie chodzi o jakąkolwiek promocję, czy też jej brak – ale o odpowiedzialność. Karma – karmie nie równa, pies – psu również, więc nie ma czegoś akiego jak „najlepsze” dla wszystkich. Każdy ma inne wymagania wobec karm, dla jednego to będzie brak pszenicy, ale ryż akceptuje, dla innego absolutnie musza być bezzbożowe, a komuś jeszcze będzie przeszkadzała tylko kukurydza i groch. Ostatecznie jak wiele źródeł podaje etykieta na karmę dla psów jest akceptowana na 5 lat. Więc nawet jeśli coś polecę, wcale nieznaczy, że to co mamy w worku jest jeszcze tym samym co na etykiecie. Ale najważniejsze – tekst napisany zostaje. Karma może się zmienić, skład też, ale ostatecznie później to u mnie ktoś przeczyta, że polecam jakąś karmę ze względu na skład który przytaczam, a ktoś kupi worek i już będzie tam coś innego (jest już taka rozbieżność w niektórych moich recenzjach karm sprzed 2 lat). Kolejna kwestia to już same zapisy składów, które w zależności od dystrybutora mogą mieć trochę inną formę / tłumaczenie. A na sam koniec – nigdy nie wiemy co się wydarzy. Zobacz zdjęcie poniżej – oświadczenie weterynarii – skład nie ma już nic do rzeczy, ale na te karmy trzeba uważać. Tak samo to co podaję w tekście o żyłce w karmie – to jest karma z super składem, ale taką wtopę zaliczyła. Więc nie podejmę się promowania czegoś, czego sama psom nie podaję, by wziąć później odpowiedzialność za to, że uznałam to za dobre, a pewne czynniki się zmieniły… Czytaj więcej »

Amelia z Zamerdani
Gość

comment image

Amelia z Zamerdani
Gość

Zobacz tu: ta sama karma na dwóch różnych stronach: https://uploads.disquscdn.com/images/6198966f5b057d4f7f3ed0bde9fcomment image 131e418114e96215dac3887945acdc7b2d5ff.jpg

Amelia z Zamerdani
Gość

comment image

Zuza
Gość
Zuza

Czytajac to dochodze do wniosku, ze nie ma karmy idealnej. Producenci musza swoje zarobic (produkcja, dystrybutorzy, reklamy). I zastanawiam sie czy ta cala odpowiednio zbilansowana dieta, ktorej sami nie skomponujemy to nie jedna wielka sciema na potrzeby marketingu. Ludzie po wielkim bum na zywnosc z zachodu zaczynaja unikac przetworzonych produktow wiec czemu sa polecane dla zwierzat? Wiadomo, ze latwiej nasypac granuliki do miski, ale wolalabym miec pewnosc, ze to co jest w tych granulkach jest wartosciowym pokarmem, a nie tylko paszą z dodatkiem suplementow o zerowej przyswajalnosci.