Pies nie nabierze się na „nic się nie stało” ani na „wszystko jest okej”. Pies wie. Pies czuje. I jest zawsze szczery w swoich emocjach i tej samej uczciwości oczekuje od nas w codziennym życiu, a przede wszystkim w treningu.
Na pewno nie raz zdarzyło Ci się spojrzeć na znajomego i od razu zapytać: „Co się stało?”. Na pozór wszystko wygląda normalnie. Może nawet się uśmiecha. A jednak coś daje Ci sygnał, że coś jest nie tak.
Czy ma napiętą szczękę?
Czy wyraz oczu jest inny niż zwykle?
Czy ton głosu brzmi sztywniej?
Czy unika kontaktu wzrokowego?
Każdy z nas – mniej lub bardziej świadomie – potrafi wyczuć, kiedy z drugą osobą coś się dzieje, kiedy ma zły humor lub jest przybita. Nawet jeśli zapewnia, że wszystko jest w porządku. Psy działają dokładnie tak samo. One doskonale wiedzą w jakim nastroju jesteśmy i nie dadzą się oszukać!
Emocje opiekuna na placu treningowym
Pies doskonale wie, w jakim stanie emocjonalnym się znajdujemy. Nie da się nabrać na pochwałę rzuconą na odczepnego ani na wymuszoną radość.
Mimo to wielu opiekunów przychodzi na trening w stanie, w którym nie powinni pracować ze swoim psem: Zmęczeni. Źli. Sfrustrowani. Czasem przez pracę. Czasem przez sytuację w domu. Czasem przez zachowanie psa, który „coś odwalił” tuż przed zajęciami.
Trening jeszcze dobrze się nie zacznie, a już widać, że między człowiekiem a psem atmosfera jest tak gęsta, że można by ją kroić nożem. I w takich emocjach naprawdę trudno o sukces.
Opiekun denerwuje się na psa za najmniejszy błąd.
Pies – próbując rozładować napięcie – zaczyna wąchać trawę, nie reagując na najprostsze komendy lub wykonując nie te co powinien.
To normalna, zdrowa reakcja psa na postrzegane zagrożenie. Próba uspokojenia sytuacji i drugiej istoty samemu zajmując się środowiskiem. Tymczasem opiekun reaguje jeszcze większą złością, bo pies zamiast trenować, wącha!
I spirala się nakręca.
Paradoksalnie opiekun zapytany o sygnały stresu u psa wymieni bez zająknięcia co najmniej kilka z nich jak: ziewanie, oblizywanie się, mrużenie oczu, unikanie kontaktu wzrokowego czy węszenie. Ale bardzo ciężko uwierzyć mu, że jego pies stosuje je właśnie w tym momencie w stosunku do niego odmawiając pracy.
Więcej o sygnałach uspokajających przeczytasz tutaj: Mój pies mi grozi.
Kiedy trzeba powiedzieć: STOP!
W takich momentach bardzo często przerywam trening takiego duetu i proszę opiekuna, by zszedł z placu. Proszę, by wziął psa na krótki spacer wokół ogrodu, pobawił się z nim, zrobił przerwę. Dla psa i… dla siebie.
Osoby, które mnie jeszcze nie znają, często myślą, że to forma upomnienia lub kara, za nieposłuszeństwo psa. Próbują przekonywać, że nie zejdą, że pies musi się ogarnąć, że nie może „sobie tak po prostu wąchać”.
Tymczasem prawda jest bardzo prosta i bardzo bolesna: jeśli będą pracować w takich emocjach jeszcze chwilę, pies całkowicie odmówi współpracy. I tego dnia już nic nie zrobią. Co więcej – istnieje duże ryzyko, że na kolejnym treningu problem się powtórzy.
I nie chodzi absolutnie o ty by ich ukarać, lecz by dać im możliwość ochłonięcia. Wyjścia z sytuacji w której się zapętlili i podejścia do niej na nowo z chłodną głową.
Często na placu przywołuję historie z własnego doświadczania, o tym jak przez moje ambicje i oczekiwania, przez brak patrzenia na emocja psa doprowadziłam do tego, że Donner nienawidził ze mną ćwiczyć i nawet najmniejsze wejście w schemat treningowy powodowało u psa całkowitą odmowę współpracy na każdym poziomie. Nie dlatego, że stała mu się kiedyś na treningu krzywda. Tylko dla tego, że zbyt często chciałam za dużo, zupełnie nie patrząc na jego emocje, możliwości i swój stan emocjonalny. Ale kiedy to zrozumiałam, było już trochę za późno. I najtrudniejsze w tym wszystkim nie było to, że Donner przestał ze mną ćwiczyć, mimo, że ciągle miałam na niego plany. Nie to, że zawaliliśmy egzamin. Najtrudniejsze było to, że mój pies, dla którego zrobiłabym wszystko przestał się przy mnie czuć bezpiecznie w schemacie treningowym, a ja sama do tego doprowadziłam. Przeczytasz więcej o tym tutaj.
Wąchanie to nie jest nieposłuszeństwo
Szczególnie na początku wspólnej drogi opiekunowie często nie zdają sobie sprawy, że to właśnie ich emocje są powodem, dla którego pies „wychodzi z treningu”. Psy wąchają, by regulować emocje. To ich sposób na rozładowanie napięcia i uspokojenie zarówno siebie, jak i drugiego osobnika.
Problem w tym, że takie zachowanie bywa odbierane przez opiekuna jako brak zaangażowania, nieposłuszeństwo, a nawet „samonagradzanie się środowiskiem”.
W efekcie opiekun reaguje coraz mocniej. Pies czuje rosnące napięcie, więc wącha jeszcze więcej. I koło się zamyka. Nie wiedząc, jak inaczej sobie poradzić, pies pogłębia strategię, która miała uspokoić sytuację, a która w oczach człowieka jest niewłaściwym zachowaniem.
Najpierw ogarnij siebie!
W takiej sytuacji przewodnik powinien przede wszystkim ogarnąć samego siebie.
Dlatego tak często proszę o zejście z placu. Po kilku minutach, gdy emocje opadną, gdy opiekun porozmawia z kimś z boku – z osobą, która przechodziła przez to samo i wie co się dzieje i jak bardzo jest to ciężki moment w treningu, czasem nawet się rozpłacze – napięcie schodzi. Energia się wyrównuje.
I nagle ten sam pies, który „nie chciał pracować”, wraca na plac i zaczyna współpracować!
Wtedy proszę, by zakończyć trening sukcesem. Obniżyć wymagania. Dać więcej nagrody socjalnej. Więcej zabawy. Zrobić wszystko, by mimo trudnego początku zakończyć spotkanie pozytywnie.
Pies nie ma obowiązku dźwigać naszych emocji.
Bardzo często po takich zajęciach dostaję wiadomość:
„Przepraszam, zawaliłam. Miałam ciężki dzień w pracy. Pies od rana mnie męczył i tak wyszło.”
Tak wyszło. Było. Minęło.
Nie chodzi o rozpamiętywanie. Piętnowanie się i ocenianie. Moją rolą jako trenera jest tak poprowadzić sytuację, by nawet jeśli dzień jest fatalny – trening zakończył się na plus. I gdy taki opiekun w końcu wieczorem pisze do mnie, gdy rozmawiamy o tym co się stało, a rozmawiam bardzo dużo i bardzo często z kursantami, opiekun sam przyznaje mi rację, że dobrze że przerwałam mu trening. Że na początku się wściekł, ale dobrze, że to zrobiłam, bo miał ochotę nakrzyczeć wtedy na swojego psa, a to by było bez sensu. I że później poszli na wieczorny spacer, kiedy już ochłonęli i wszystko było w porządku. Pies się słuchał. I że miałam racje.
A mnie najbardziej cieszy, że z dużym prawdopodobieństwem ta sama osoba następnym razem gdy poczuje, że sobie nie radzi. Że znów ją coś przytłoczy zamiast napadać na swojego psa, po prostu zejdzie z planu, weźmie oddech i powie mi, że dziś oni potrenują tylko dla funu, bo bają zły dzień.
Kultura wyników kontra relacja
Większość osób mieszkających z psami intuicyjnie wie, kiedy pies ma gorszy dzień. Tak samo jak pies wie, co dzieje się z nami. Problem zaczyna się wtedy, gdy wchodzimy w świat sportu, celów, założeń, wyników. Coraz bardziej skupiamy się na tym, jaki pies powinien być, zamiast na tym, jaki dziś jest. Patrzymy na innych, na sukcesy w social mediach. Na to, co ktoś o nas myśli i co powinniśmy zaprezentować. Zapominając o tym, że możemy być świetnie przygotowani, a coś może i tak pójść nie tak.
Nie zapomnę naszych jednych z zawodów Rally-O. Marcysia chyba była do nich przygotowana najlepiej ze wszystkich swoich startów. Technicznie robiła wszystko perfekcyjnie. Bardzo pracowałam nad jej pewnością siebie. W głowie widziałam już kotylion za zaliczony start w klasie trzeciej. Miało być idealnie. A potem wszystko zaczęło się sypać. Okropny upał, przez który miałam migrenę, że ledwo funkcjonowałam. Przesunięcia czasowe w startach, w efekcie czego Marcysia zamiast pójść rozgrzewkowo w klacie pierwszej, od razu musiała startować w klasie trzeciej. Dodatkowo ktoś strzelił przy ringu klapą od bagażnika i Merci zwiała mi z ringu, co już jej się od wielu startów nie zdarzało. Wściekła zeszłam z ringu i po chwili miałam start z Elą. Byłam tak zła, tak zmęczona i tak sfrustrowana nieudanym startem Marcysi, który był powodem dla którego w ogóle pojechałam tego dnia na te zawody, że swoimi emocjami zepsułam całkowicie start Eli, która chcąc poprawić mi humor robiła absolutnie wszystkie komendy jaki znała (nie koniecznie te które trzeba było akurat robić). Dopiero gdy zeszłam z ringu, wypłakałam się i ochłonęłam byłam w stanie wyjść z Elą drugi raz na ring kl. Mistrzowskiej i zgarnąć złoto – dopiero wtedy, kiedy doprowadziłam siebie i swoje emocje do porządku. Co nie było łatwe, bo cały czas miałam z tyłu głowy to, że półgodziny wcześniej Elza dała niemal popis kankana na stole, a ja myślałam, że mnie szlag jasny trafi.
Ale to są emocje. I one potrafią zrobić dużo więcej niż nam się wydaje. A presja wyniku potrafi sprawić, że zaczynamy traktować psa jak projekt do zrealizowania, a nie partnera.
A przecież często od rana wiemy, że to nie będzie nasz dzień. Że będzie trudno. A mimo to próbujemy zrobić trening życia. Przychodzimy w złych emocjach. Błędnie interpretujemy zachowania psa. Próby uspokojenia sytuacji uznajemy za nieposłuszeństwo.
Zamiast zapytać:
- Czy pies jest zmęczony?
- Czy jest zestresowany środowiskiem?
- Czy obecność innych psów jest dla niego trudna?
- Czy moje oczekiwania są dla niego jasne?
To opiekun musi dostosować się do warunków, by pomóc psu odnieść sukces – mimo przeszkód. Samo powiedzenie: „Nie wolno Ci wychodzić z treningu, musisz pracować” nie buduje relacji ani zaufania. A bez zaufania nie ma sukcesu w treningu i osiągania długoterminowych założeń.
Radość to nie wstyd
Dlatego gdy mówię, że psa nie da się oszukać – pamiętajmy o tym, że nie da się tego zrobić. Nie da się udawać przed nim, że jest O.K. jak nie jest, ani udawać radości, kiedy w cale nie doceniamy sukcesu. Jeśli mamy zły dzień, nie przenośmy tego na trening. Jeśli jesteśmy dumni z psa – okazujmy to.
Skaczmy.
Cieszmy się.
Klaszczmy w dłonie.
Radość z sukcesów psa nie jest powodem do wstydu. A jednak wiele osób wciąż ma wewnętrzny opór, by naprawdę się ucieszyć. Ja potrafię się cieszyć z sukcesów moich kursantów dużo bardziej niż ich opiekunowie. I psy to czują. Od razu chętnie wchodzą w kontakt i zabawę ze mną podejmując dalszą pracę. Bo ich nie oszukuję. Bo jestem szczera i naprawdę doceniam ich sukcesy – tu i teraz. Patrząc na to jak jest, a nie jak bym chciała by było, umniejszając obecnemu sukcesowi.
Trening z psem ma być wspólną zabawą i relacją. Nie projektem zdominowanym przez nasze ego. Relacja nie buduje się wtedy, kiedy wszystko wychodzi. Buduje się wtedy, kiedy coś się sypie, a my wybieramy w tym wszystkim psa, nie nasze ambicje. Bo jeśli zaczniemy zamieniać treningi w przykry obowiązek, pies pierwszy nam to pokaże. A czy naprawdę o to nam chodziło, gdy zaczynaliśmy pracę z psem? Czy po prostu chcieliśmy robić coś razem?
Dlatego następnym razem zanim wejdziesz na plac odpowiedz sobie na kilka pytań:
- W jakim jesteś dziś nastroju?
- Czy masz dziś zasoby, by być cierpliwym i wyrozumiałym?
- Czy gdyby Twój pies dziś nie zrobił na treningu nic, nadal byłabyś z niego dumna?
A jeśli czujesz napięcie i wiesz, że będzie źle:
- Weź trzy wolne oddechy,
- Skróć sesje treningowe o połowę,
- Zaplanuj łatwe ćwiczenia,
- Przede wszystkim powiedz o tym, by można było zaplanować trening tak, byście skończyli go sukcesem.
To nic złego mieć gorszy dzień! Ale nie pozwól by emocje zniszczyły wszystko nad czym tyle pracujecie!

