Mój pies się nie bawi – czy to problem?
„Mój pies się nie bawi” to zdanie słyszę naprawdę często. I bardzo często stoi za nim coś więcej niż zwykła obserwacja. Stoi za nim rozczarowanie, czasem nawet lekkie poczucie porażki. Bo przecież w wyobrażeniach wielu opiekunów życie z psem wygląda podobnie: wspólne spacery, aktywności, rzucanie piłki, przeciąganie się szarpakiem, radość i zaangażowanie po obu stronach. A rzeczywistość bywa inna.
Rzucasz zabawkę -> pies patrzy. Zachęcasz -> pies odchodzi. Próbujesz kolejny raz -> i znowu nic.
Czy to znaczy, że coś jest nie tak z Twoim psem? Nie.
Zabawa nie jest „podstawowym dodatkiem” do każdego psa
To może być zaskakujące, ale nie każdy pies rodzi się z naturalną potrzebą zabawy. Tak jak wśród ludzi są ekstrawertycy, którzy czerpią energię z działania i interakcji, oraz introwertycy, którzy wolą spokojniejsze formy funkcjonowania, tak samo w świecie psów mamy ogromne różnice w temperamencie i motywacji. Są psy pewne siebie, energiczne, szybko ekscytujące się, które mogłyby bawić się praktycznie bez przerwy, i dla których każda forma ruchu czy interakcji jest nagrodą samą w sobie. Ale są też takie, które… po prostu tego nie czują. Nie widzą w zabawie sensu, nie mają potrzeby jej inicjowania ani podtrzymywania, a emocje opiekuna i ruch bywa przytłaczający lub przerażający.
Co więcej, w bardzo wielu przypadkach zabawy trzeba psa po prostu nauczyć. To nie jest coś, co „każdy pies ma w pakiecie”. Nauka zabawy to często proces, który wymaga czasu, cierpliwości i świadomego działania ze strony opiekuna.
Jeśli mamy szczeniaka od samego początku, sytuacja jest zazwyczaj prostsza. Mamy wpływ na to, jakie skojarzenia budujemy, możemy krok po kroku wprowadzać elementy zabawy, wzmacniać zainteresowanie, rozwijać zaangażowanie i uczyć psa, że interakcja z człowiekiem i zabawką jest czymś wartościowym. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku psów dorosłych, szczególnie tych, które mają za sobą trudne doświadczenia. Psy ze schronisk, psy po zaniedbaniach, psy, które doświadczyły przemocy – dla nich zabawa bardzo często nie istnieje. Nie była częścią ich życia, nie niesie ze sobą żadnych pozytywnych skojarzeń, a czasem wręcz budzi niepewność lub stres. W takich przypadkach wypracowanie zabawy bywa bardzo trudne, a czasem – mimo naszych starań – nie udaje się wcale.
I to też jest w porządku.
Rasa i predyspozycje mają ogromne znaczenie
Zabawa psa nie jest przypadkowa ani nic nieznaczącym zachowaniem. W dużej mierze wynika z jego etologii, a dokładniej z fragmentów łańcucha łowieckiego, które zostały w danej rasie najmocniej rozwinięte. To właśnie te predyspozycje sprawiają, że psy bawią się w różny sposób i czerpią przyjemność z innych elementów tej samej aktywności.
Aportery będą naturalnie skłaniały się ku podnoszeniu i przynoszeniu przedmiotów. Dla nich największą satysfakcją będzie odnalezienie „zdobyczy” i oddanie jej opiekunowi. Owczarki bardzo często preferują kontrolę ruchu: łapanie w locie, szarpanie, pracę na napięciu. Z kolei teriery, zgodnie ze swoim pierwotnym przeznaczeniem, najwięcej frajdy znajdują w końcowym etapie łańcucha łowieckiego – chwytaniu, potrząsaniu, „dobijaniu” zdobyczy.
Warto też pamiętać, że linie użytkowe i pracujące w obrębie tej samej rasy często mają znacznie wyższy potencjał do zabawy niż psy hodowane wyłącznie do towarzystwa, co również wpływa na to, jak łatwo (albo trudno) tę zabawę zbudować. Dlatego nie dziwcie się, że nawet wśród borderów zdarzają się psy, które nie będą zainteresowane przykładowym frisbee.
W praktyce oznacza to, że dwa psy mogą kompletnie inaczej reagować na tę samą zabawkę. Jeden oszaleje na punkcie piłki, drugi nie zwróci na nią uwagi, ale ożyje przy kawałku futra czy szarpaku. I odwrotnie. Pies, który ignoruje „legendarne” owcze szarpaki, może z ogromnym zaangażowaniem nosić pluszaka albo bawić się gumową piłką.
Dlatego tak ogromne znaczenie ma świadomość tego, jaki jest nasz pies – zarówno pod kątem rasy, jak i jego indywidualnych preferencji. Bo to właśnie dopasowanie zabawy do psa, a nie psa do naszej wizji zabawy, jest kluczem do sukcesu.
Motywacja
Warto też pamiętać, że zabawa nie jest dla psa wartością samą w sobie. Jest tylko jednym ze sposobów realizowania potrzeb: takich jak ruch, eksploracja, kontakt społeczny czy elementy łańcucha łowieckiego, a również regulacja emocji. Jeśli te potrzeby są zaspokojone w inny sposób, pies może zwyczajnie nie widzieć sensu w zabawie, którą my oferujemy.
Co możesz zrobić, jeśli Twój pies się nie bawi?
Po pierwsze: zatrzymać się na chwilę i naprawdę przyjrzeć się swojemu psu. Zobaczyć, co go interesuje, na co reaguje, jakie zachowania pojawiają się spontanicznie. Czasem wskazówki są bardzo subtelne, ale jeśli zaczniemy je zauważać, nagle okazuje się, że pies coś jednak lubi tylko niekoniecznie to, co my próbowaliśmy mu zaproponować.
Po drugie: eksperymentować. Różne zabawki, różne materiały, różne sposoby poruszania się, różna dynamika. Dla jednego psa kluczowy będzie zapach, dla innego ruch, dla jeszcze innego faktura. Zabawa na dystancie czy rywalizacja z opiekunem. To często proces prób i błędów, który wymaga cierpliwości, ale potrafi przynieść bardzo konkretne efekty.
Jeśli pies nie bawi się w ogóle, warto zacząć od bardzo małych rzeczy. Nie od rzucania piłki na 20 metrów, tylko od krótkiego ruchu zabawki przy ziemi, uciekania nią od psa, budowania napięcia i ciekawości. Czasem pierwszym krokiem nie jest zabawa, tylko… zainteresowanie. Dopiero potem pojawia się pogoń, chwytanie i reszta zachowań.
Po trzecie: opiekun MUSI się zaangażować się. Dla wielu psów to właśnie obecność i energia opiekuna nadają zabawie sens. Martwa zabawka leżąca na ziemi rzadko jest atrakcyjna sama w sobie, ale ta sama zabawka „ożywiona” przez człowieka, uciekająca, szarpiąca się, zmieniająca kierunek – nagle staje się czymś wartym uwagi. To my często jesteśmy tym elementem, który rozkręca psa.
Warto też zwrócić uwagę na to, jak wygląda sama zabawa z naszej strony, bo bardzo często to nie brak chęci u psa jest problemem, tylko sposób, w jaki ją prowadzimy. Psy potrafią szybko się zniechęcić, jeśli zabawa jest dla nich frustrująca albo niezrozumiała.
Klasyczny przykład: opiekun „bawi się” tak, że pies nigdy nie ma szansy wygrać: szarpak jest ciągle zabierany, odsuwany, podnoszony za wysoko, ucieka w taki sposób, że pies nie może go złapać. Do tego dochodzi złość na psa za chwytanie opiekuna za rękę (jedyny przewidywalny, stały element, który można złapać by unieruchomić zabawkę) i mamy idealny przepis jak zniechęcić psa do zabawy lub nauczyć niewłaściwych zachowań jak choćby łapanie ręki zamiast zabawki.
Inny przykład to karcenie psa i przerywanie zabawy za warczenie czy mocniejsze chwytanie, mimo że to zupełnie naturalne elementy zabawy.
Z drugiej strony mamy sytuacje odwrotne: pies jest nieśmiały, niepewny, źle znosi presję opiekuna, a zabawka jest niemal wpychana psu do pyska, bez budowania napięcia, bez ruchu, bez kontekstu, który miałby ją uczynić atrakcyjną i bezpieczną. Dla wielu psów zabawa jest też ściśle związana z poczuciem bezpieczeństwa i pewnością siebie. Pies, który jest niepewny, wycofany albo przeciążony bodźcami, często nie będzie w stanie wejść w zabawę, nawet jeśli „teoretycznie” ma do niej predyspozycje.
Częstym błędem jest też nagłe przerywanie zabawy przez odebranie zabawki i zakończenie interakcji „bo już wystarczy”, bez żadnej wymiany na inną zabawkę czy smaczki. To wszystko sprawia, że zabawa przestaje być dla psa przyjemna i przewidywalna, a zaczyna być czymś chaotycznym albo zwyczajnie nieopłacalnym. A wtedy naprawdę trudno oczekiwać, że pies będzie chciał w to wchodzić z entuzjazmem. Lub pojawi się frustracja, problem z oddawaniem i puszczaniem zabawki i szereg innych niepożądanych zachowań.
Wzmacniaj w psie zabawę, nie zmuszaj go do niej.
Zabawa powinna być przyjemnością, nie zadaniem do wykonania. Jeśli pojawia się presja, frustracja czy nacisk, bardzo łatwo jest osiągnąć efekt odwrotny do zamierzonego.
Jednym z najczęstszych błędów jest zbyt szybkie przechodzenie do „pełnej” zabawy – rzucania, wymagania aportu, oczekiwania zaangażowania. Innym błędem jest powtarzanie w kółko tego samego, mimo że pies wyraźnie nie jest tym zainteresowany – zamiast zmienić formę, zwiększamy intensywność, co zwykle daje odwrotny efekt.
Na koniec warto pamiętać o czymś, o czym wiele osób zapomina. Co dzieje się po zabawie. Dla psa intensywna zabawa to nie tylko przyjemność, ale też duży ładunek emocji i pobudzenia. Jeśli po takiej aktywności nie damy mu przestrzeni na wyciszenie, te emocje nie znikną magicznie. Bardzo często znajdują ujście gdzie indziej. Może to być nadmierne pobudzenie, trudność w uspokojeniu się, a czasem nawet odreagowywanie frustracji na innych psach czy na opiekunie, np. poprzez ruchy kopulacyjne.
Dlatego tak ważne jest świadome kończenie zabawy. Zamiast nagłego ucięcia aktywności, warto ją stopniowo wygasić, spowolnić ruch, obniżyć intensywność, dać psu chwilę na powrót do równowagi. U wielu psów dobrze sprawdzają się proste aktywności wyciszające po zabawie, jak spokojne chodzenie, węszenie czy podanie gryzaka do zjedzenia lub innej zabawki do wymemlania w spokoju.
Szczególnie istotne jest to u psów o silnym łańcuchu łowieckim. Dla nich sama pogoń czy chwytanie to często nie wszystko ważne jest także „domknięcie” sekwencji. Jeśli regularnie przerywamy zabawę w jej najbardziej ekscytującym momencie, możemy nieświadomie budować frustrację. Dlatego w przypadku psów, których zabawa opiera się na chwytaniu i zabijaniu zdobyczy, jak na przykład u wielu terierów, ale tak naprawdę u większości psów, w
’/arto po zakończeniu zabawy dać im możliwość bezpiecznego domknięcia łańcucha łowieckiego. Może to być gryzak, kawałek suszonej skóry czy inna forma nagrody, którą pies może spokojnie się zająć i rozładować emocje.
A jeśli mimo wszystko się nie uda?
To teraz część, której wielu opiekunów nie chce usłyszeć: są psy, które po prostu się nie bawią. Nie dlatego, że coś poszło nie tak. Nie dlatego, że ktoś czegoś nie dopracował. Po prostu dlatego, że takie są.
I to naprawdę jest w porządku.
Przykładem jest moja pięcioletnia Marcysia.
To pies, który nie bawi się niczym. Ani ze mną, ani z innymi psami, ani sama ze sobą. Zabawki mogłyby dla niej nie istnieć i jej świat wyglądałby dokładnie tak samo. Udało nam się wypracować jedynie bardzo wąski, specyficzny fragment zachowania przypominającego zabawę i to tylko w określonym kontekście zajęć z obrony, z konkretnymi osobami.
To nie jest pełna zabawa w klasycznym rozumieniu. To raczej wykorzystanie jednego, konkretnego fragmentu łańcucha łowieckiego, który jest dla niej dostępny i komfortowy.
Mimo to nie przestaję próbować.
Ostatnim moim odkryciem okazał się zwykły kawałek futra królika. A wierzcie mi mam trzy kosze zabawek, chyba każdej firmy, faktury i rodzaju. Szarpaki ze skór mam chyba wszystkich zwierząt, bo mam nawet uszyty ze skóry wiewiórki. A mimo to Marcysia nie znalazła nic interesującego, poza kawałkiem skóry królika…. która de facto jest gryzakiem.
Nasza zabawa wygląda bardzo prosto: rzucam, ona łapie, zaczyna „mordować” zdobycz – potrząsa nią, podrzuca, przytrzymuje, czasem chwilę z nią pobiega. W pewnym momencie „ofiara umiera”, a ona ją zostawia, dając mi przestrzeń do kolejnego rzutu. I tak przez chwilę się bawimy.
Całość trwa kilka minut. Trzy, może cztery powtórzenia. I tylko wtedy, kiedy ona ma na to ochotę. Czasem zdarza się to kila spacerów pod rząd. Czasem przez tydzień patrzy na mnie z miną: „sama się tym baw”.
I to jest w porządku.
Nauczyłam się doceniać te krótkie momenty i jednocześnie w pełni akceptować ich brak. Bo to nie jest pies „zepsuty” ani „niewłaściwy”. To jest po prostu pies o określonym charakterze, historii i potrzebach.
Dokładnie taki sam jaki był Donner – który mógłby się bawić bez końca i dla którego zawsze było za mało. I taki po prostu był.
Każdy pies jest inny. I naprawdę nie ma w tym nic do naprawiania. Choć warto próbować. Choćby tylko po to by lepiej poznać i zrozumieć swojego psa.






2 komentarze
No i jak zawsze miło się czyta jak coś z sensem napisane! 🙂
Bardzo dziękuję