Bo dla niektórych Sylwester nigdy się nie kończy…

„Jestem podejrzliwy wobec osób, które nie lubią psów. Jednak ufam psu, jeśli nie lubi jakiegoś człowieka”

– Bill Murray.

To szczera prawda. Idziemy wczoraj z Donnerem po dwudziestej pierwszej na wieczorny spacer. Na uliczce obok ślizga się celowo jakiś samochód. Nagle zatrzymuje się i wysiada z niego dwóch facetów ewidentnie zainteresowanych mną i Donnerem. Norma… albo mój pies ma okulary, albo kurtę, ostatecznie ktoś zapyta czy to pies czy suka, bo ma sukę i szuka jej partnera… Dawno przestało mnie już to dziwić. Tym razem Donner ma kurtkę – no zjawisko: ubrany owczarek… Mężczyźni stoją jakby nigdy nic przy samochodzie i patrzą.

A przecież mówiłem…

Idziemy dalej skwerkiem, ale widzę, że Donner jest mocno niezadowolony ich obecnością, choć nie zdarza mu się zwracać uwagi na ludzi w takiej odległości… Zrównał się ze mną noga i idzie czujnie co chwila poszczekując. Ale nie jest to głupie ujadanie, czy chęć mordu tylko takie pytające „hau?”. Wiecie jaki to szczek? Krótki, pojedynczy, zakończony wyraźnym znakiem zapytania. Bardziej informacyjny, a może pytający… Kilka kroków i Donner znowu robi pytające „Hau?”. Boi się? Przemknęło mi przez głowę. Nie… jakby się bał zamarłby i zacząłby się skradać warcząc lub ujadać, a on idzie pewny siebie obok mnie, noga, na luźnej smyczy tylko ewidentnie ich ostrzega… a może mnie? Coś jest nie tak, tylko nie mam pojęcia co. Mijamy ich, dochodzimy do końca ulicy i zawracamy. Kilka metrów przed nami przebiega jeden z facetów chowając się za ciągle stojącym samochodem. Włamywacz, czy ki diabeł? Myślę. Co oni w ogóle odpierniczają o 22 przy minus 20 stopniach!? Za potrzebą to trochę za chłodno i krzaczków nie ma… Rozmyślam.Donner przystaje. Co do…? I wtem kilka metrów przed nami, niczym błyskawica z głośnym „WZIIIUUU!!!” szybuje w niebo petarda wybuchając nad naszą głową. Pies nawet nie zareagował, tylko namierzył samochód i już wiedziałam, że będą to jego wrogowie do końca życia. Krew mnie zalała. Po drugiej stronie skwerku widzę kątem oka jak sąsiad zaczyna gonić swojego pudelka, który spłoszony biegnie przed siebie na oślep, a ja się gotuję. Pal licho tą petardę, nie raz dzieciaki rzucały nam kapiszony pod nogi, co wykorzystywaliśmy jako idelaną okazię do ćwiczenia emocji, co zawsze bardzo dziwiło chłopaczków, że nie ma pretensji i jeszcze im dziękuję za pomon, ale to były dzieciaki – często nieświadomoe toegp co robia. A tu miała doczynienia z dwoma dorosłymi… kretynami, którzy nie myślą… a jakby ta się wywróciła i trafiła w nas?! A jakbyśmy w nią weszli?! To było dosłownie kilka metrów przed nami, nie więcej niż długość naszego pokoju! Czego jak czego, ale narażania mojego życia to ja nie toleruje najbardziej na świecie. No ale to tylko nasze wypadki, ale… co jeśli Donner byłby psem chodzącym luzem bez smyczy i kagańca (tak w mieście jako jedyni nosimy kaganiec, jako nieliczna prowadze psa na smyczy), albo się zerwał lub gdybym nie potrafiła nad nim zapanować i by się wyrwał i uciekł, albo postanowił ich zaatakować? Spłoszony pies różnie reaguje.

Ty  k* nie boi się!? – odzywa się jeden z facetów, lekko ograniczonym tonem przywodzącym mi na myśl odcinki Blok Ekipy. W sumie ich wygląd też był taki trochę wyciągnięty z tej kreskówki. A mnie w tym momencie włącza się tryb bojowy, bo mam do czynienia z idiotami, którzy chcieli spłoszyć, czy też nastraszyć mi psa – CELOWO. Szybkim ruchem ściągam Donnerowi kaganiec z pyska i kierują się w ich stronę.
Chcesz zobaczyć jak pies szczeka to zaraz Ci pokażę! – Warczę do nich, w sposób którego nie powstydziłby się Donner i idę z zamiarem opierniczenia ich od góry do dołu.
To k* chodź. – takie chojraki… To idę jeszcze pewniej. Biorę Donnera za obrożę, napięcie na szyi szybko powoduje frustrację i pies robi się trzy razy większy wyrzucając w ich stronę wiązankę najpaskudniejszych psich przekleństw. –  Ty k* poważnie? – chyba miny na widok wściekłego Donnera im zrzedły, choć dzieliło nas jeszcze dobre kilkadziesiąt metrów, a Donner tylko się wydał, jak to ma w zwyczaju. Szkoda, że konstrukcja zdań się nie poprawiła… Drugi zaproponował dyplomatycznie, że powinni jechać dalej (Ty k*, daj spokój, jedziemy). Zapakowali się w auto i odjechali zanim przemierzyliśmy skwerek. Donner ze smutkiem popatrzył za odjeżdżającym autem, a my wróciliśmy do spaceru. Pies odnalazł miejsce z którego strzeliła petarda, dokładnie je zasikał i ruszyliśmy w stronę domu. Po drodze mijamy sąsiada z pieskiem na rękach, widać udało mu się go złapać.

Nigdy nie zadzieraj z matką!

Ale ten Pani pies to odważny! – mówi z uznaniem. – Nawet się nie cofnął! I Pani tak samo, poszła ochrzanić dwóch facetów?! – Chyba zapunktowałam w oczach sąsiada…
– Dobry wieczór, dziękuję, czasem ktoś musi… – odpowiadam strzelając w myślach facepalma, bo jeszcze nie dawno ten sam sąsiad mówił mi, że mam „takiego nieusłuchanego psa”, bo potrafi naszczekać na kogoś (zazwyczaj na pijanych ukraińców), a teraz Donner to niemal bohater… Eh…

Pamętajcie: zawsze ufajcie swojemu psu, kiedy stara się Wam coś powiedzieć. On wie kiedy coś się święci i są na pewno powody dla których nie lubi niektórych osób!

(Visited 501 times, 1 visits today)
  • Pies Berek

    Brak słów. Ludzie są tacy głupi… Brawo dla Donnera i trzymam kciuki by sobie nic negatywnego nie zakodował.

    • Glupota ludzi przeraża najbardziej, a mnie osobiście brak ich wyobraźni. Pal licho z tą petardą, ale oni wsadzili ją nam centralnie pod nogi, a to nie był głupi kapiszon tylko normalna rakieta czy jak to sie nazywa, nie wiem bo się nie znam… ALe raczej to już potencjalnie bezpieczne nie było… Raczej Donner nic sobie nie zakoduje, bo on jest stosunkowo odporny, ale jakby była to Elka to przypuszczam, że trauma byłaby murowana, o ile nie zwiałaby przed siebie, jakbym postanowiła pozwolić jej pobiegać luzem…

      • Pies Berek

        Myśle ze może zakodować bo przecież szczekał i to na pewno było dla niego dużo emocji. Wydarzenie nie było dla niego neutralne. Brawo dla niego, że się nie przeraził i nie rzucił do ucieczki. Reszta to już raczej było wzmocnienie tego co w jego głowie ewentualnie mogło sie pojawić 🙁

        • To prawda, ale kto wie co tam się w jego głowie dzieje. Codziennie ma problem z pijanymi ukraińcami, sasiadami którzy dobijają się do swoich drzwi na klatce lub zagadują do niego chcąc by ich lubił, ale od IPO ma zakodowane, ze facetów się nie lubi jesli matka ich nie przedstawi.

  • Kretynów nie sieją – sami się rodzą 🙂 wyobrażam sobie miny tych dupków… a pies wyczuwa nasz nastrój – już widzę moją sunię w akcji jak jej pani dostaje szału – wtedy trudno nad nią zapanować 🙂 kiedyś musiałam ją trzymać za dolną część szczęki kiedy rozjuszona atakowała faceta który nie dość że wszedł na „jej” posesję, łaził po całym ogródku i jak zwróciłam mu uwagę to jeszcze do mnie zaczął wrzeszczeć – nie wytrzymałam. Psica miała używanie ale jak zaczęła za mocno atakować bez obroży i kagańca złapałam ją za dolną część paszczy – facet spieprzył za bramkę i dopiero wtedy zapytał czy wiem co robię,, że niby moja ręka w psim pysku bo. Odparłam chłopu, że jego może zeżreć w całości ale nie tknie – bo to mój pies

    • Hahaha! Dobre 😉 ja w ogrodku bym Donnera nie powstrzymala przypuszczam. No ale niestety, kretyni sa wszedzie…

      • Ale moja psica miała do wyboru ugryźć mnie (trzymałam ją za otwartą paszczę :), albo się uspokoić – dała se na luz – ale chłopa już wcześniej potargała 🙂 dobrze mu tak – to on wszedł do mojego ogródka i łaził jak po swoim

        • Ale co tym ludziom we łbe siedzi… włazić do ludzi na podwórko… w głowie mi się nie mieści, a w takiej sytuacji sama bym pogryzła, jeśli Donner nie dopadł by go pierwszy 😛

  • Paula z PlemieApacza.blogspot.

    Co za ludzie… debile, masakra!
    Wow! Amelia, szacun za odwagę 😀
    Mnie też dziwi jak Apacz wszystkich pieszych mija bez mrugnięcia okiem a zdarzy się jakiś typek, na którego ma ochotę się rzucić, aż się zastanawiam co to za człowiek musi być, że mój pieseczek kochający wszystkich tak na niego zareagował 😉
    Ściskam :*

    • Nasze psy są wspaniałe;) ile nie zrobi sie na ich temat badan to i tak nas zaskocza

  • Brawo Amelia i Donner! Trzeba mieć jaja, żeby tak się zachować, jak Ty.
    Ja bym się bała, że Rocca zacznie się chętniej nakręcać na obcych facetów, bogu ducha winnych – ale to Rocca. Ja czasem stosuję straszenie „Mam spuścić??!” w szczególności właścicieli małych piesków, którzy uważają, że jak mały, to nie musi być na smyczy i może ujadać ile wlezie. Taki piesek lata dookoła nas i drze mordę. Rocca traci cierpliwość i zaczyna też ujadać, wtedy pytam właściciela, czy ja też mam swojego pieseczka spuścić ze smyczy. Działa w 100% 🙂
    Co do tego, że pies wie, kiedy być nieufnym, trochę w tym prawdy, a trochę nie – Rocca np. nie przepada za panami jeżdżącymi ze śmieciarkami. Powszechna przypadłość, niezbyt uciążliwa, a wynika z ich dziwnego ubioru i hałasu, jaki im towarzyszy. To taki typowy przykład, ale ja zauważam, że schemat „widzę coś dziwnego u jednej osoby, i sobie to generalizuję na inne, podobne” działa dosyć dobrze. Niemniej czasem pies potrafi nas przed czymś ostrzec i warto zwracać uwagę na jego sygnały 🙂

    • Donner i tak nie lubi mężczyzn, więc bardziej zaszkodzić mu nie mogło, o dziwo od tego epizodu jeszcze nie dostał ataku szału podczas spaceru na przypadkowego faceta, a raczej mu się to zdarza regularnie, także nie narzekam. Wiadomo, że psy sobie zapamętują pewne rzeczy, czasem warunkują się na jakąś stytuację, apropo tego zdarzenia, Donner teraz zaczął obszczekiwać wolno jadące samochody, tak jakby bał się że się zatrzymają i ktoś wysiądzie. A że jest ślisko i wszyscy jeżdżą wolno mamu co robić na spacerach 😀

  • Mukudori Kuroko

    Sytuacja bardzo pouczająca, chyba szczególnie dla tych przemądrych panów! Nie mogę zrozumieć takich ludzi, którzy mózg chyba mają tylko dla pozoru, a wyobraźni wcale. Więc podziwiam odwagę i postawę! Mając owczarka, mogę sobie wyobrazić, jak przerażająco Donner musiał wyglądać 🙂
    A sprawy sylwestrowe to też temat rzeka… U nas do teraz jeszcze się zdarza, że popołudniami ktoś strzela petardami. Mogę zrozumieć strzelanie w sylwestra, ale robienie tego tydzień przed czy dwa tygodnie po to zdecydowanie przesada!
    Pozdrawiam!

    • Ja nie rozumiem zupełnie podejścia dorosłych ludzi. Dzieciaki – to dzieciaki, nie myślą. Nawet nie chce mi się strzepić na nie języka, tylko im podziękuję za możliwość treningu z psem w trudnych warunkach, kiedy rzucają petardy. Dzwią się wtedy i o dziwo przepraszają. Ale kiedy takie rzeczy odwalają dorośli mężczyźni, celowo – nie dlatego, że nie pomyśleli, to mnie krew zalewa normalnie. Szczególnie, że kapiszon, raczej dużej krzywdy nie zrobi, ale taka „rakieta” może być już bardzo niebezpieczna kiedy trafi w psa i człowieka, ktory nie spodziewa się jej pod swoimi nogami. Może porządne opierniczenie, nauczy ich, że nie każda „panienka” się przestraszy i nie każdy „piesek” ucieknie, choć wątpię, bo to typy z pokroju tych, co nie wyciągają wniosków…