17Gru

Kolejny raz zaczynamy pracę od nowa…

Grudzień 17, 2015 Wychowanie psa 12

Nie wiem, czy wszyscy czytali wpis sprzed dwóch dni na Faceboku, o tym, jak pewna suka zaatakowała Donnera i dotkliwie go pogryzła, a właściciel uznał, że nic się nie stało. Jak się nie trudno domyśleć po tym wydarzeniu wszystko to, co odpracowywałam z Donnerem przez ostatni miesiące poszło na marne, a ja straciłam radość z tego, co robię. Bo w końcu ile można?

d

Pierwsze pogryzienie było w wieku kilku miesięcy, kolejne na zajęciach w szkole, potem kilka przez psy wychodzące z niezabezpieczonych posesji… w wieku 2 lat pogryzień Donnera nie z jego winy, tylko po prostu zaatakowania przez innego psa było na pewno ponad pięć. Ale to odpracowałam. Do tego stopnia, że mógł się ładnie bawić w grupie psów. Potem to nieszczęsne spotkanie owczarków w Lublinie i bójka… ale też trochę to odpracowałam i ładnie na bawił się z Xeną i Herkulesem. Całkiem ładnie zachowywał się w lesie na spacerze z Azją i Wiarusem. I trach… pogryzienie przez owczarka… A to już było w jego życiu trzecie z owczarkiem w roli głównej. I od tej pory, o ile jako tako udawało nam się ignorować inne psy, o tyle inny owczarek miał przewalone, bo zawsze był obszczekany. Ale okej. Skończyliśmy Kurs Canid, ja miałam dużo wolnego, całymi dniami pracowałam z psem i było znowu nieźle. Udawało nam się pracować na drodze pomiędzy szczekającymi zza płotu psami… i przyszła przeprowadzka.

c

Mieszkamy miesiąc i już jest pięć ataków (a jeszcze kilka dni temu pisałam we wpisie, że trzy…), z czego ostatnie skończył się pogryzieniem Donnera, bo zanim zdjęłam mu kaganiec, by mógł się bronić, suka ugryzła go parę razy w pierś. I znowu wszystko od nowa… sami powiedzcie ile można. Już nawet postawiłam tezę, że gdybym była sama z Donnerem na środku pustyni, zawsze się znajdzie jakiś pies, który nas zaatakuje. To jakieś fatum, że on tak przyciąga do siebie wszystkie psy i to nie do zabawy… Wczorajszy dzień był dla mnie niesamowicie ciężki… Na spacerach byłam tak strasznie zestresowana, a Donner tak pobudzony, że zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę nie byłoby lepiej zostawić go mamie w Lublinie… przynajmniej oszczędziłabym mu takich sytuacji… Ale na szczęście dzisiejszy spacer trochę mnie podbudował.

b

Nie jest tak źle, jak sądziłam. Wczoraj byłam mocno zestresowana i chyba mój stres udzielał się psu, do tego stopnia, że naprawdę nie wiedziałam co robić i bałam się iść na spacer, bo Donner najchętniej zabiłby wszystko… czy się rusza, czy nie, nie ma znaczenia. Dzisiaj zaopatrzyłam się w super żarcie, zabawki i głęboki oddech (najpierw się wypłakałam w aucie, wracając z pracy na poprawę humoru). I poszliśmy. Dobra nie ukrywajmy, najpierw Donner dopadł jakiegoś Pana, który wyłonił się zza rogu… na szczęście na obszczekaniu się skończyło i nie uderzył go kagańcem. Przeprosiłam Pana, a mężczyzna okazał się wyrozumiały i nie zrobił mi awantury, bo pewnie wróciłabym z płaczem do domu i jeszcze tego dnia odwiozła Donnera mamie, bo naprawdę już nie miałam siły. No ale postawa, Pana, który się przestraszył, ale przyjął moje przeprosiny i nic nie powiedział torchę mnie podbudowała i podjęłam dalszy trening, choć ten zapowiadał się już spalony, bo ja roztrzęsiona nie chciałam pracować z psem, bo to nie były emocje na pracę…. ale jakoś powoli poszliśmy na spacer, minęliśmy psy za siatkami, skarmiając cały czas Donnera. Pies szedł w miarę spokojnie, tylko niemiłosiernie ujadając… Kiedy znaleźliśmy się w bezpiecznym miejscu, zaczęliśmy pracę.

e

Ku mojemu zdziwieniu Donner pracował pięknie. Wlepiał we mnie te swoje roześmiane oczka i ewidentnie chciał pracować, choć parę razy przywalił mi w paluszki zębami. Ale nie ważne, nie pierwszy nie ostatni wypadek przy pracy. Niestety w drodze powrotnej przy psach, Donner nie chciał przyjmować pokarmu, rozglądając się nerwowo… już nie ujadał, ale posłuchu też żadnego nie było. Zrobiliśmy kilka razy siad, kilka razy odwróciłam jego uwagę na zabawkę i wróciliśmy. W domu zdejmuję psu szelki (mają odblaski, więc je nakładam wieczorem), a mojemu psu normalnie serce łomocze! CUD! W końcu na odczytach z EKG wyszłoby, że mu bije szybciej i ‚coś go ruszyło’, pysk otworzony w spanikowanym uśmiechu, język na brodzie i zianie…. Się chłopak niesamowicie zestresował… Śpi teraz jak zabity, jakby przebiegł co najmniej 10km. Ale powiem szczerze, że jest ciężko… bardzo ciężko… ale nie jest tak źle, jak myślałam… może do wiosny odpracujemy te jego paniki i do tego czasu nie zejdzie mi na zawał, a ja nie stracę sił i wiary, że będzie dobrze.

PS.: Wszystkie rany się już pogoiły. Na piersiach nic nie widać, na pysku jest niewielki strupek, a opuchlizna zeszła.

  • Bartek i Ninja

    No to masz z Donnerem tak jak ja z Ninją;) Ostatnio też zostałem wrogiem osiedlowych psiarzy, po tym jak zjechałem od góry do dołu sąsiada, którego pies po raz kolejny doskoczył do Ninjy gdy wracaliśmy ze spaceru. Ludzie sobie w środku osiedla wybieg dla psów stworzyli (składa się na niego górka saneczkowa między blokami) i nigdy nic przeciwko nie miałem, ale to był o jeden raz za dużo. Argumenty psiarzy też powalające: „Bo kulturalny człowiek jak widzi że się pieski bawią to inną drogą idzie!”. Nawet nie wiem jak tu dyskutować z taką mielizną. Generalnie Ninja do psów/suk raczej niechętny pozostaje. Nawarczeć i naszczekać to z przyjemnością. Czasem z jakąś znajomą suką pobawić się trochę też można. Na grupowym spacerze psy raczej ignoruje, o ile nie zbliżają się zbyt mocno do mnie, bo się zazdrosny robi;) Do obcych ludzi podobnie, trochę lepiej jak mają kiełbasę – od odwiedzających nas gości przyjmie każdą ilość;) Trzymajcie się z Donnerem i nie dajcie się złamać:) Powodzenia życzymy!

    • U mnie był ten sam argument, jak opierniczyłam faceta, że jego pies pogryzł Donnera ten coś burknął, że on tu zawsze spaceruje. Słabe wytłumaczenie szczególnie, że on szedł trawnikiem, między nami były drzewa i krzaki, a ja s,łam równolegle do niego ulicą i dzieliło nas dobre 50m. Z tego wynika, że powinnam wyprowadzać Donnera w innym mieście 😀

    • Wienio

      A czy jak widzisz grupkę ludzi z psami to nie możesz iść inną drogą ? Bo to mi wygląda na jawną prowokację.

      • A czy Ty jak widzisz stado dresów to uciekasz na inne osiedle? Każdy ma prawo żyć i chodzić tymi samymi drogami i to w obowiazku właściciela psa leży zabezpieczyć go na tyle, by inni byli bezpieczni i nie narażeni na potencjalny atak. Jaka to prowokacja, że idziesz na spacer? Ktoś nie panuje nad psem, to go nie puszcza w miejscu gdzi ktoś inny może przechodzić. Bo jak się okaże, że na innej drodze tez się bawią psy, to co? Ma nie wyprowadzać psa z mieszkania? Wolne żarty.

        • Wienio

          To miejsce jest zajęte i jak widać tradycja trwa nie od wczoraj. I czystą złośliwością jest ostentacyjne przechodzenie obok tego miejsca. Czy ludzie którzy tam są mają zamiast spokojnie rozmawiać cały czas wypatrywać ludzi ? Jak ktoś widzi taką grupkę ludzi z psami to nie podchodzi tam. Chyba że lubi psy i nie przeszkadza mu ze go obwąchają. A jak ktoś idzie z psem to zawraca i idzie inną drogą. Albo się puszcza psa luzem żeby się poznały i zaakceptowały albo się nie wtranżala w spotkanie

          • Czy Ty czytasz co Ty piszesz? Zająć to sobie może dziecko huśtawkę na placu zabaw 😛 I to tyle w tej dyskusji, bo niestety nie mamy o czym więcej dyskutowac przy tak głębokich argumentach.

          • Wienio

            Jak ktoś jest niereformowalny to w końcu jego pies czy suka oberwie i wtedy będzie mógł sobie wsadzić swoje racje. Ktoś się specjalnie wtranżala w miejsce gdzie spotkania są tradycją. Jakoś inni wiedzą że tam są spotkania i nie łażą tam. Ale musi się znaleźć procent ludzi co powie że mam prawo i będę tam chodził.

  • Aga

    Ja z moim psem podobnie ja ty przyciągamy inne psy jak g… muchy, Ja już dałam spokój z użeraniem się z pseudo właścicielami psów. Już nawet nie zliczę ile razy byliśmy zaatakowani przez inne psy. Kupiłam gaz pieprzowy i sprawa z wolno latającymi, atakującymi psami się rozwiązła. Wystarczy raz psiknąć a jest spokój. Stwierdziłam, że to była bardzo dobra decyzja, bo mój 12-letni owczarek nizinny nie obroni mnie ani siebie, a dzięki temu gazowi czuję się jakoś bezpieczniej na spacerach, a tym bardziej jak jeszcze na spacer biorę swojego 4-letniego synka. Raz wyleciały na nas 2 psy od sąsiada i zaczęły się kotłować z Cezarem. Zdążyłam tylko szybko chwycić dziecko na ręce i ryczeć na sąsiada, żeby wziął swoje psy. Oczywiście sąsiad miał głęboko gdzieś to co się dzieje, dopiero jak nasłałam na niego mojego męża 🙂 to zaczął przepraszać i się tłumaczyć, że nie ma kiedy wyprowadzać psów i teraz w sumie biedne psy, które tak naprawdę są niczemu winne cały dzień siedzą w klacie. Trzymam za was kciuki i naprawdę ten gaz może spowodować, że na spacerach będziesz czuć się pewniej i wielu problemów może wtedy uda się uniknąć 🙂

    • Już to rozważałam i doszłam do wniosku, że jest to bardzo dobre rozwiązanie. Przynajmniej nie dopuszczę do bezpośredniego ataku. Właśnie najgorsze jest to o czym piszesz, pół biedy jak pies wyleci do psa, prawdziwe nieszczęście będzie wtedy kiedy wyleci do dziecka, bo mu się nie spodoba bo krzyczy, biega i zachowuje się dziwnie, albo w ferworze walki oberwie się dziecku, lub po prostu młoda osoba (lub każda inna) będzie na spacerze i chcąc ratować swojego psa sama zostanie pogryziona. Ja już się wprawdzie nauczyłam, żeby się nie wtrącać po kilku bliznach na nodze zostawionych przez Dobermana, który nas zaatakował, a ja głupia chciałam go ratować przed swoim psem, ale chyba każdy ma odruch ratowanie słabszego zwierzęcia, no bo w sumie często to nie jego wina jak piszesz tylko głupoty opiekuna.

  • Wienio

    Najgorzej jak pies atakuje inne psy. Często też małe albo nawet szczeniaki. Taki właściciel powinien trzymać go na smyczy skoro nie da się inaczej. Ale też jak ktoś ma młodego psa to powinien dawać mu swobodę aby poznawał inne psy. A znajomy mi ostatnio opowiadał że jak szedł ze swoim psem (pozytywny) to szła starsza kobieta z młodą labradorką. Zaczęła się drzeć żeby psa zapiąć że ugryzie jej sukę zaczęła uciekać przewróciła się ze dwa razy chyba. Skąd tacy ludzie się biorą. Ja współczuję psom co trafiają na takich ludzi.

  • Niektóre psy niestety tak mają, że przyciągają do siebie takie „nieszczęścia” (Częściej w bójki chcący lub niechcący zamieszane są psy niewykastrowane z tego co zauważyłam mieszkając we Wrocławiu na osiedlu psiarzy, ale bywają też wykastrowane, których postawa, wzrok, zachowanie, wygląd… w pewien sposób prowokuje inne psy. To jest jeden z argumentów, aby psom nie kopiować ogonów [pomijając względy humanitarne], bo wtedy również częściej zamieszane są one w bójki, bo inne psy nie potrafią prawidłowo zinterpretować ich zachowania).

    Aga ma rację, najlepiej kupić gaz, we Wrocku wiele właścicieli psów ma go w gotowości, bo zrozumieli, że nic nie zdziałają w kwestii nieodpowiedzialnych opiekunów, a bronić się trzeba.

    Nie poddawaj się, silna z Ciebie dziewczyna, dasz sobie radę 🙂 Najważniejsze teraz, żebyś była dla Donnera oparciem – jego silnym, spokojnym, zrównoważonym przewodnikiem, najlepiej pokazać, że to Ty panujesz nad sytuacją i że on o nic nie musi się martwić. A z treningiem i ćwiczeniami lepiej poczekać aż emocje opadną, bo pies wszystko wyczuwa i nakręcacie się wówczas wzajemnie negatywnymi emocjami. Jeśli mam zły humor idę z Herą tylko na krótki spacer albo biegniemy razem przed siebie tak daleko i tak długo jak tylko się da, żeby się zmęczyć i dać upust negatywnym emcjom. Trenujemy w takie dni, kiedy obydwie mamy na to ochotę. Powodzenia!

  • mój pies dafi

    Nie trać wiary w sukces muj pies ma 7 miesięcy i został pogrążony 1 raz praca trwała 3 miesiące w podobny sposób to cocker spaniel teraz tylko się wyrywa ale bez agesji.