Pierogi, Sienkiewicz i spacery bez linki – majówka 2017

Jak wspominałam Wam podczas wpisu z wycieczki po Jacie, w tym roku z przyczyn pogodowych zrezygnowaliśmy z wyjazdu w góry. Dobrze się stało, bo zastąpiliśmy go czymś, co z punktu widzenia Donnera na pewno było po części spełnieniem marzeń. Bowiem w końcu znaleźliśmy na tyle bezpieczne miejsce dla niego i dla otoczenia, by chłopak mógł się wyhasać do woli.

Na weekend majowy pojechaliśmy do rodziców M. Weekend w leśniczówce to lepsze niż w ośrodku wypoczynkowym. Cisza, spokój, las, staw kilkaset metrów za domem pola i łąki. Warunki idealne. Codziennie dogadzaliśmy sobie z M. domowym, swojskim jedzeniem w tym obowiązkowymi pierogami ruskimi, których wielką manufakturę rozpoczęliśmy pierwszego dnia po przyjeździe.

Zaplanowaliśmy wycieczkę do Woli Okrzejskiej do Muzeum Sienkiewicza usytuowanego w dworku. Swoją drogą polecam wszystkim – nie jest to typowe muzeum, z którego niektórzy nic nie wyniosą poza odwiedzinami i cukierkiem powitalnym schowanym do kieszeni kurtki. My z muzeum wyszliśmy bardzo zadowoleni, a to wszystko za sprawą pana, który nas po nim oprowadzał i opowiadał o Sienkiewiczu z taką pasją i zaangażowaniem, że aż miło było posłuchać. A zapewne jeśli chodzicie po muzeach to wiecie, że niektórych przewodników nie da się słuchać bo tak zanudzają… W Woli Okrzejskiej na pewno tego nie będzie. I mimo, że życiorys Sienkiewicza znamy bardzo dobrze to podczas tej wycieczki zostaliśmy zasypani ciekawostkami z jego życia, które zazwyczaj pomija się w podręcznikach szkolnych, a które dodają smaczku takim wycieczkom.

I tak dowiedzieliśmy się, że Sienkiewicz miał psa o imieniu Wykop. Jak sama nazwa wskazuje musiał być to norowiec. A dokładniej jamnik szorstkowłosy, którego sprowadził z Austrii i był to pierwszy jamnik szorstkowłosy w Polsce. Po powrocie odszukałam w Google zdjęcie Henryka z psem i cóż… mam wątpliwość do to szorstkowłosowości jamnika, ale jest to faktycznie jamnik.

I tu może Was zaskoczę, może nie, ale jestem przeciwniczką ciągania psa wszędzie ze sobą. Są miejsca, gdzie po prostu psa zabierać się nie powinno. Okej, gdyby była możliwość – fajnie, ale czy jest to konieczne? Czy fajne są kojce przed muzeum, czy paliki gdzie można „bezpiecznie” zostawić psa? Czy warto pchać się z futrem wszedzie? Moim zdaniem nie i bez żalu zostawiliśmy kundle u rodziców by spędzić kilka godzin bez psów.

Kolejną naszą wycieczką był Rezerwat przyrody Jata, o którym mogliście przeczytać kilka dni temu.

Całość majówki dopełniło spotkanie z Olą Górecką i Kibą. Dwa teriery szalały jak na teriery przystało, a my przy okazji zaliczyliśmy wybieg dla psów w Łukowie. Ela miała mini sesje zdjęciową, a my dużo śmiechu z tego mojego dorastającego szczeniaka, który dużo chce, dużo nie umie, ale za to jest zawsze słodki. Poniższe zdjęcia autorstwa Oli.

   

Jednak największym szaleństwem podczas majówki były niczym nieograniczone spacery Donnera bez linki. Już jakiś czas temu wspominałam Wam na FB, że Donner zaczyna biegać bez linki. Jednak majówka była całkowitym przełamaniem z mojej strony. Wychodziliśmy na pola, robiliśmy szybkie skanowanie terenu czy nie ma ludzi, psów i zwierzyny i puszczaliśmy Donnera luzem.

Rób co chcesz! Chciał to mógł biegać, chciał to mógł uciekać z zabawką – nikt od niego nic nie wymagał. A Donner pozostawiony sam sobie bardzo szybko zaczął zwracać na nas uwagę. Przywołanie – jeden gwizd i pies jest przy nas. Zabawy zabawką – nie ma problemu, na wymianę zawsze. Zero paniki, zero szczękościsku, zero uciekania. Ostatniego dnia, pies poczuł się w zabawie tak pewnie, że sam podbiegał do nas z piłką i pozwalał sobie wyjąć ją z pyska tylko po to by mu ją rzucić. A jeszcze niedawno było to nie do pomyślenia, bo pies z zabawką czy z patykiem, krążył wokół nas, a każda próba podejścia kończyła się ucieczką na bezpieczny dystans. Potrafił bawić się z nami  na polu, mimo, że kawałek dalej kręciło się stado wiejskich psów, które wybrało się na wiosenne randki.

   

Dzięki tym spacerom pies w końcu mógł się poczuć wolnym psem. Ostatnie lata na lince niby dawały mu wolność i możliwość wyszalenia się – w końcu 20m to już coś! Ale pies nauczył się, że musi chodzić ścieżkami, nie miał swobody węszenia i zwiedzania terenu. Niestety jesteśmy świadomi problemów Donnera i poza takimi miejscami jak to nie będziemy zwalniali go z linki. W lesie ciągle jesteśmy świadomi wnyków i tego, że pies może pogonić zwierzynę. A w miejscach, których nie jesteśmy w stanie kontrolować nie zaryzykujemy, pojawienia się np. rowerzysty. I choć raz na naszych polach pojawiła się sarna i choć psy poszył w jej stronę i mimo, że Donner na wołanie odpuścił i zawrócił do nas, zanim został przełamany dystans ucieczki sarny, to nie chcemy ryzykować.

Nasz pies nasz problem i nie możemy stanowić zagrożenia dla innych nawet tylko w formie przestraszenia kogoś lub czegoś. Może kiedyś, po kilku podobnych sytuacjach, ze będę miała pewność odwołania Donnera od różnych bodźców, odwołania już w trakcie pogodni (co jest o wiele trudniejsze, niż kiedy biegnie do nieruchomego obiektu) – może wtedy zaryzykuję.

Co nie zmienia faktu, że ten weekend wzajemnie nas podbudował i umocnił naszą więź. Wiem, że Donner sam z siebie nie interesuje się otoczeniem, póki otoczenie nie narusza jego bezpiecznej strefy. Nawet podpuszczany przez Elę wracał do nas nie oglądając się na nią. Mimo, że ta celowo stara się go sprowokować by biegł dalej udając, że coś widzi. Lub podgryza go kiedy do nas wraca, jakby chciała go zatrzymać mówiąc „nie wracaj do nich bądź wolny i nieposłuszny!” Ale Donner wracał, dawał się pogłaskać, zapiąć na smycz i nie robił z tego żadnej tragedii. Zupełnie jakby było to coś naturalnego co robił od zawsze.

I tak w skrócie wyglądała nasza majówka. Mimo, że nie było gór to i tak była bardzo udana.

 

(Visited 340 times, 1 visits today)
  • Ela Dune

    A ja podczas majówki przeżyłam chwilę grozy z moim Diegiem i sarnami. Pies w lesie, bez linki, całkiem blisko dwie sarny i mój w ich stronę pogonił. Ja się drę w niebogłosy, a ten do saren. Doleciał do miejsca, gdzie były zanim odbiegły, popatrzał na mnie i na zawołanie przybiegł. Ale zawał był blisko.

    • Ja się w lesie i pod lasem tego bardzo obawiam… Bo jak Donner zobaczy uciekający obiekt i będzie blisko, to jestem świadoma, że jeszcze nie ten etap by się odwołal…