29Mar

Poczesz mnie mamo!

Normalnie ilość sukcesów na płaszczyźnie wychowawczej i porozumienia z Donnerem, mamy w ostatnich miesiącach tyle, że aż głupio powtarzać się w każdym z wpisów zaczynając go słowami: „Zapewne pamiętacie…” Ale zapewne pamiętacie, że jednym z problemów Donnera był kontakt fizyczny z człowiekiem i bliskość. Ja jeszcze, jak to ja – miałam specjalne względy, bywałam zaszczycona spaniem z Donnerem, pod warunkiem, że go zbytnio nie dotykałam. Ale inni, nawet M. nie mogli sobie pozwolić na bliższe czułości z moim przepięknym kudłaczem. Gdzieś około rok temu zaczęłam obserwować zmianę w jego zachowaniu. Najpierw niewinną: pies dawał się pomiziać, a potem odchodził. Później trochę nachalną – pies wkładał głowę na kolana kazał się pomiziać, a potem odchodził. By od niedawna wpychać nam się na narożnik, między nas – przyjmować styczną – tak, żeby plecy, albo głowa dotykały mnie lub M. i tak zasypiać.

Jednak ostatnio Dosiek zadziwia nas wszystkich bardziej niż zwykle. Mamy z Elcią taki rytuał, że wieczorem, kiedy oglądamy TV, ja albo M. szczotkujemy jej brodę. Ten pamiętny wieczór niczym nie różnił się od innych, poza tym, że z narożnika dochodziło smętne wzdychanie, aby zwrócić uwagę na pewnego samotnego owczarka, który też chciałby troszkę głaskania. Mówię Wam, gdybyście widzieli ten wzrok nie powstrzymalibyście się przed pełnym zachwytu i uwielbienia westchnieniem. Dosiu, tak na mnie patrzy, tak prosił wzrokiem, żeby i jego poszczotkować, że aż się wzruszyłam. M. mimo to był przekonany, że to wzrok proszący o ciastko ze stołu, ale nie ukrywajmy – matka wie najlepiej, co pies chce powiedzieć!

Delikatnie więc przysiadłam się do niego, co oczywiście momentalnie spowodowało odsunięcie się psa. W końcu owczarkowa duma nie pozwala na takie z pouchwalanie się! Po chwili jednak zreflektował się, że to było głupie i ewidentnie stresując się (znacie ten głupi uśmiech, zakłopotaną minę i dyszenie) położył się obok. Skoro już się tam przesiadłam, a pies zmienił zdanie co do mojej obecności, wzięłam sobie jego kitę na kolana i zaczęłam bezmyślnie ją szczotkować miękką szczotką.

Po chwili przyszła Elka wpychając mi swój brodaty łeb na kolana z niezadowoleniem malującym się na pysku: Hallo matka! Tu broda! Tu broda! Tu czesz!

Odłożyłam więc ogon Donnera i wtem zostałam bardzo wulgarnie mruknięta przez starszego psa, który zerkał na mnie z niezadowoleniem – dlaczego przestałam?! Uznałam, że wystarczy mu tej bliskości i lepiej zostawić niedosyt lub zrobić jedno głaśnięcie za dużo, więc poszłam sobie czesać Elkę na fotel, ku wzburzeniu Donnera.

Sytuacja zaczęła się powtarzać. Wieczorami czesałam Elkę, Donner dopominał się bliskości, poświęcałam mu z wieczora na wieczór coraz dłuższą chwilę, a on coraz bardziej się odprężał.

To nie jest tak, ze Donner nie lubi czesania. Ogólnie nie przeszkadza mu to i bez problemu daje się czesać, a problemy to miał Budzik, kiedy zaczynał wrzeszczeć, jakby go ze skóry obdzierano, jeszcze zanim dotknęłam go szczotką. To nie jest też tak, że Donner nie lubi bliskości, już nie tak bardzo, jaki kiedyś, że poklepanie powodowało dyskomfort. Lubi, ale na swoich zasadach. W sensie przyjdzie się przytulić, ale nie głaskaj za bardzo, a przynajmniej bardziej niż pies miał na to ochotę, bo to denerwuje.

Ale widzę, że Donner na każdym kroku obserwuje Elkę i próbuje powielać zachowania, które ona lubi i przynoszą jej korzyści. I tak, niewinne wieczorne szczotkowanie brody zamieniło się w szczotko-głaskanie Donnera. Któremu sprawia to coraz większą radość, a mnie udaje się zadbać o coraz mniej dotykalskie części ciała, w sposób delikatny i przyjemny. Bez wyciągania ciężkiej artylerii czyt. furmiantora (czyt.1, czyt.2), by pozbyć się nagromadzonych przez zimę kłaków i podszerstka. Co jest efektywne, szybkie i kompleksowe, ale jest to bardziej obowiązek i obustronne: „raz kozie śmierć, zagryź zęby, poświęć popołudnie i miejmy to za sobą”. A dzięki naszemu wieczornemu rytuałowi mam codziennie, względnie przeczesanego psa (choć na wiosnę już zaczęliśmy pierwsze furminatorowanie), a przy okazji zacieśniamy więź, pokazując sobie nawzajem, że jednak trochę się lubimy i nie ma sensu być wyalienowanym Donnerem, bo bliskość jest fajna.

Ogółem: 253, dzisiaj: 1

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Wyszczekane.plAmelia Bartoń - zamerdani.plagnieszka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
agnieszka
Gość
agnieszka

bardzo dobrze Cię rozumiem. Ronin też miał duży problem z bliskością. Wyszczotkowanie go równało się z olbrzymim poświęceniem się ze strony psa. Już nie mówiąc o tym, że pierwsze dotyki były z kiełbaską przy nosie 😉 ale odkąd jest Wiśka, która jest jednak cudnie nachalna ze swym pragnieniem miłości, Ronin powoli zaczyna kopiować jej potrzeby głasków.
Z rozczuleniem budzimy się ostatnimi czasy, bo Ronin nauczył się od Wiki, że poranne miziania są fajne. Nadal jest to na jego warunkach „czasowych”, woli jednak być przy nas bez dotyku, ale prośby o chwilę pogłaskania lub położenia ręki na plecach (oczywiście na kilka minut, ale zawsze w odprężeniu) są dla nas – a szczególnie dla mnie 😉 – duuużym komplementem.

Wyszczekane.pl
Gość

Ach, Donner – niczym mój Atos (w typie owczara)! To on decyduje, kiedy i ile głaszczemy, tulimy, czeszemy.