DOGadanie – szczeniak kontra pies

Kiedy do samolubnego świata psiego jedynaka wkracza szczeniak lub inny pies, poukładane do tej pory, beztroskie i rozpieszczające życie psiego rezydenta może czasem stanąć na głowie. O ile pierwszy pies jest towarzyski i bezproblemowy, może to odbyć się bez większych escesów. O tyle z psem, który wykazuje jakieś problemy, pojawienie się w domu drugiego psa może okazać się czymś, z czym pies jedynak sobie nie poradzi.

Biorąc Elzę mieliśmy wiele obaw o to, jak Donner sobie z tym poradzi. Czy nie będzie atakował, czy się nie pogniewa, czy szczeniak nie będzie miał traumy. Jednak kiedy wsiadłam z Elzą na kolanach do auta, ogarną mnie niesamowity spokój. Będzie dobrze – zdałam sobie z tego sprawę. Natomiast M. panikował, co to będzie. Po którymś z kolei rozpatrzeniu czarnego scenariusza powiedziałam stanowcze DOŚĆ! Jak będziemy myśleć, że będzie źle to tak będzie. Oczywiście jego obaw nie rozwiałam, myślenia nie zmieniłam, ale przynajmniej już nie mówił o nich głośno.

SONY DSC

Po powrocie do domu, podetknęłam Donnerowi szczeniaka pod nos, żeby ją obwąchał i po prostu puściłam. Psy rozeszły się po mieszkaniu udając, że się nie widziały.

A ja po prostu usiadłam obserwując i postanowiłam nie wtrącać się w ich relacja, póki jedno lub drugie nie zaczyna przeginać. Więcej o pierwszych chwilach Elzy u nas w domu przeczytacie tutaj.

O czym należy pamiętać dogadując szczeniaka i psa? By być opiekunem, nie nadzorcą. Pozwolić psom się poznać,nawet jeśli pojawi się jakiś szczek lub warkot dać im szansę samym się poznać i ograniczyć się tylko do zapewnienia im bezpieczeństwa i interwencji, kiedy jest to niezbędne. I najważniejsze… bronić starszego psa przed szczeniakiem. By nie poczuł się gorszy, odrzucony lub zagrożony. Szczeniak sobie poradzi i dopasuje się, a starszy pies, może mieć uraz przez długi czas. Nie ma znaczeniu czy poznasz psy na spacerze, na dworze w domu, w hodowli. Liczą się Twoje emocje, Twoje podejście i Twoja miłość, bo dzięki zrozumieniu Donnera, pozwoleniu mu bycia sobą, i samemu zmierzenia się ze swoimi koszmarami, dziś Elza i Donner są nierozłączni, mimo że przecież ten pies byłby skłonny walczyć z każdym psem i suką spotkaną na ulicy. …

I tym oto sposobem obdarzyłam Donnera jeszcze większą miłością niż miał do tej pory, by nie poczuł się gorszy od szczeniaka, a Donner bardzo szybko załapał jak szczeniak nas kupuje i zaczął robić to samo. Skoro szczeniak może wchodzić na kolana i na meble, to on też będzie, skoro szczeniak daje brzuch do drapania, to Donner też będzie, a my na to pozwoliliśmy. Nie jako pozwoliliśmy sobie wejść na głowę, ale znając charakter Donnera, wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby zgoniony z łóżka, wyczekiwał okazji, kiedy szczeniak na nie wejdzie by też go zgonić, a tak leżymy wszyscy czworo w zgodzie.

No, ale miałam opisać jak oswoić psa ze szczeniakiem. Szczerze powiedziawszy nie wiem. Postępowałam zgodnie z tym co w danej chwili uważałam za słuszne. Gdybym miała przedstawić konkretny poradnik nie potrafiłabym i uważam, że korzystanie ze sztywnych poradników w takiej chwili jest bezsensowne. Każdy pies jest inny, każdy ma inne potrzeby i problemy, z każdym trzeba przejść ten trudny okres inaczej. Zaszufladkowanie więc co robić, jak robić, a czego nie robić może nam się trochę minąć z naszym, konkretnym psem, o konkretnym zachowaniu, który wcale nie musi się wpisać w przedstawiony schemat. Tak też nie potrafię szczegółowo streścić tego co się działo. Po prostu moja reakcja była odpowiedzią na zachowanie psów. Może w przypadku innych psów byłaby inna – tego nie wiem. Ale pierwszy tydzień ich poznawania się, przeżyłam z nimi. Będąc z nimi w danej chwili, w danym momencie. Nie analizując zachowań, ich przyczyn, czy konsekwencji. Nie rejestrując każdego kroku, by mieć o czym napisać. Po prostu byliśmy. I wyszło nam to na dobre.

Ogólnie efekt jest taki, że już po niespełna dwóch tygodniach pobytu szczeniaka w domu cała nasza czwórka spała razem, a stało się to niespodziewanie, bo Elza spała pod łóżkiem w drugim pokoju, Donner w przejściu, a my z M. na materacu. W środku nocy wybrałam się za potrzebą, a kiedy wróciłam nie było już dla mnie miejsca. Donner leżał wyciągnięty na mojej poduszce, a Elza leżała w nogach. To dla mnie najlepszy dowód na to, że się zakumplowali, bo Donner potrafił zganiać z naszego łóżka zarówno koty jak i żółwia. Wcisnęłam się pomiędzy psy i męża licząc, że znajdzie się dla mnie miejsce. Donner kulturalnie przesunął się na bok, za to Elza czując przypływ odwagi, który pojawił się wraz z moją obecnością, postanowiła przytulić się do Donnera. Kilkakrotnie widziałam jak pies strzyże uszami, nie wiedząc czy zostać na miejscu, czy lepiej uciec, ale chłopak był dzielny. Był dzielny do momentu kiedy Elza nie postanowiła poszukać cycka. Z głośnym jękiem Donner przeskoczył nad nami lądując na składanym tapczaniku, który był wyżej niż materac. Nieustraszona Elza postanowiła, że tam też będzie z nim spała, jednak zaspana miała problemy z wspięciem się na tapczanik. Podgryzanie Donnera po nosie i łapach, mogło skończyć się nieciekawie, choć pies wykazuje w stosunku do niej anielską cierpliwość, więc zgodnie z zasadą – ten kto przegina ląduje na karnym jeżyku – Elza wylądowała w klatce. Bardzo szybko się wyciszyła, a wypuszczona pobiegła do budy pod łóżko w drugim pokoju. Żeby było zabawniej, Donner postanowił pójść za nią i spać w tamtym pokoju, mimo że teraz już bezkarnie mógł spać z nami.

Cały ranek natomiast bawili się (tak bawili!) w ganianego po mieszkaniu. Mała szczekała i warczała na Donnera, żeby ten ją gonił, a Donner rzucał w nią piłką, po czym ja zabierał, żeby ona goniła jego. W efekcie czego Elza podgryzała go w nogi, a potem Donner przewracał ją na grzbiet i udawał, ze gryzie biorąc cały jej brzuszek, lub tyłek do pyska, ale nie zaciskając zębów. Mała uciekała wtedy, by wyskoczyć na niby przypadkiem przechodzącego obok niej Donnera i zabawa zaczynała się od nowa. A ja tylko stałam i patrzyłam, gotowa zareagować, gdyby któreś z nich przegięło. I w końcu Elza przegięła, bo skoczyła Donnerowi do pyska chcąc go ugryźć. Na co Donner rozgniótł ją przednimi łapami i staną nad nią z wyszczerzonymi zębami. Nie warczał, nie atakował tylko stał trzymając ją miedzy łapami. Elza momentalnie się uspokoiła pokazując mu brzuszek. Donner obwąchał ją i odpuścił. Odszedł na swoje legowisko i tyle było „niebezpiecznej” sytuacji. Elza poszła, po szuszony smaczek, a Donner obserwował ją spod oka. Po chwili wstał poszedł do niej, zabrał jej smaczka i położył sobie na łóżku. Oczywiście Elza nie była mu dłużna i pobiega za nim, wyciągając mu ten kawałek suszonej skóry spomiędzy łap. Dumna z siebie uciekła do pokoju i zaczęła szczekać do Donnera, by spróbowął teraz jej zabrać. Co zrobił Donner? Wszedł do jej klatki i zabrał jej zabawkę.

I ogólnie w takie zabieranie potrafią się bawić pół dnia. Jedno zabiera coś drugiemu i się mu tym chwali, ale do żadnych spięć nie dochodzi. Donner momentalnie potrafi przywrócić Elzę do porządku i ogarnąć ją, nie używają przy tym agresywnie-niebezpiecznych zachowań, a Elza potrafi momentalnie odpuścić, choć później potrafi się odszczeknąć, ale w sytuacji najbardziej zapalnej szybko odpuszcza.

Nawet przy miskach się dogadują. Bałam się, ze Donner będzie bronił zasobów, bo potrafił odgonić Wiarusa od miski z wodą, z drugiej strony Kłopot mógł mu bezkarnie wybierać łapą jedzenie spod kłów. Mała natomiast na początku była ostrzegana pokazywanymi zębami, nigdy też nie pozwalam jeść im wspólnie. Dostają w osobnych miskach, w dużej odległości, a ja stoję pomiędzy, ale jak wiemy – to drugie ma zawsze lepsze. Więc Elza nie raz wlazła Donnerowi prawie do miski, a ja z paniką ją zabierałam, mimo, że Donner w sumie to olewał, ale nie chcę dopuścić do niepotrzebnego konfliktu, choć wiem, za w nocy wspólnie wyjadają chrupki z jednej miski wiec moje paniki sa nadwyraz.

Więc czy był jakiś konflikt? Nie. No może jeden. Raz kiedy M. nie mógł zabrać Elki do pracy, została w klatce. Udało nam się nagrać tylko 30 minut filmu, ale przez całe 30min histeryzowała. Kiedy wiec po ośmiu godzinach wróciłam do domu i ją wypuściłam, Donner z głuchym warkotem rzucił się na nią, by sprowadzić ją do parteru i tak stał nad nią póki nie kazałam mu się cofnąć. Nie ugryzł jej, nie zaatakował, tylko stał nad nią i warczał by się nie ruszała. Nie wiem co było powodem. Czy to, że przez osiem godzin wyła i miał jej dość, czy niedostatecznie przywitałam się z nim wracając z pracy lecąc od razu wypuścić szczeniaka. Pewnie to drugie – tak teraz myślę, ale była to jedyna agresywniejsza sytuacja w ciągu dwóch tygodni od kiedy są z nami, która została szybko zażegnana wspólnym spacerem.

Także czy coś mogę poradzić przyszłym właścicielom szczeniaka, jeśli chodzi o dogadanie ich ze starszym psem? Po prostu bądź z nimi, wspieraj je, jeśli trzeba reaguj, ale daj samym się dogadać i patrz przedewszystkim sercem nie książką „ja pogodzić psy”. I pamiętaj by starszego psa kochać dwa razy mocnej niż szczeniaka, by nigdy nie przestał się czuć potrzeby. A w 90% to nie starszy pies zasługuje na burę, kiedy warknie tylko szczenak, który jest zbyt nachalny.

(Visited 626 times, 1 visits today)
  • Kasia Żyrafa

    Wyglądają na idealną parę 🙂

    • Jestem w nieustającym szoku, jak dobrze się dogadują. Na prawdę wygląda na to, że będzie para idealna, choć tfu, tfu! pożyjemy zobaczymy! 😉

  • W przypadku jedynaka tak już jest, że bez względu na poświęcany mu czas przy innym zwierzaku będzie zazdrosny (mniej lub bardziej to pokazując), jednak dla mnie ważne jest, by każdy respektował przestrzeń osobistą tego drugiego 🙂

    • Tak, to podstawa dobrych stosunków, ale do tych granic i kultury osobistej, psy muszą często same dojść na ile jeden i drugi potrzebuje tej przestrzeni, a na ile potrzebują bliskości. Owszem można je „ogarnąć”, „opanować”, „rozdzielić” ale póki same nie przekonają się ile wolno jednemu względem drugiego, człowiek nie jest w stanie wiele im w tym pomóc, poza nadzorowaniem jak im to idzie.

  • Dobrze, że tak ładnie się dogadały. U mnie z drugim psem będzie trzeb pilnować, żeby rezydentka nie zamęczała swoją atencją, bo „siema ziomuś, tu jest żarcie, tu jest woda, to moje zabawki, a tu ja, kochaj mnie TERAZ”.

    A tak w ogóle, to Elza, rośnij szybciej, bo umrę na ciekawość. Poproszę notkę o smarkuli ze zdjęciami z każdej strony. I chcę wreszcie zobaczyć tę osławiona brodę.

    • No proszę Cię ta broda jest aż nazbyt widoczna 😀 Ja jestem nie mniej ciekawa. Zamiast się cieszyć szczeniaczkiem, chcę by już wyrosła, bo nie wiem co to 😛

      • O jest, faktycznie 😀 A jakie ona ma futerko? By wygląda szorstko, ale może to po prostu sierść walczy ze szczenięcym puszkiem 😛 Szkoda, że nie wiecie z kim mamusia poszła w tango, łatwiej by sie typowało ;P

        • Na razie puszek maskuje, ale nie jest taki miły i puchaty jak u małego Donnerka no i jest stosunkowo krótki.

  • wbrew pozorom opisałaś trochę ‚co robić’:
    -nadzorowałaś ich bo byłaś z nimi
    -przewidywałaś gdzie mogą być zgrzyty i baczniej te sytuacje obserwowałaś
    -interweniowałaś gdy była potrzeba (karny jeżyk, czy rozdzielenie w trakcie zgrzytu)

    Michał
    http://www.szkola-doberman.pl

    • Tak to prawda, ale to są bardziej działania w danej chwili, ciężko mi wszystkie je zebrać, bo ich nie rejestruję i nie zastanawiam się nad nimi. 🙂

  • Natalia Cioban

    Rozumiem, że Elza została tylko raz w domu w klatce jak pies był. Ja tego się własnie obawiam. Jak wyjdziemy do pracy na 6 h.. co wtedy będzie mieszkaniu. Czy szczeniaka do klatki w innym pokoju, czy pozwolić starszemu być po za. Ja wiem, że Dzeus bawiłby sie przez klatke ze szczeniakiem,a młody znowu by nie potrafił sie wyciszyć (chyba odpowiedziałam sobie sama na pytanie? ;)).

    Zazdraszczzam! <3 🙂

    • Wczoraj została ponownie sama i bylo juz ok, do tego stopnia ze w nocy z własnej woli spala w klatce. Dziś tez została w domu i zobaczymy co bedzie. Póki co Donner nagle tez zapragnął mieszkać w klatce i sie we dwoje tam upychaja ;p