Strona główna Gdzie na spacer Kampinos po raz pierwszy!

Kampinos po raz pierwszy!

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Wzorem ubiegłych lat jesienią postawiliśmy na jednodniowe wyprawy po okolicy. W tym roku kierunek padł na Puszczę Kampinoską znajdującą się niecałą godzinę drogi samochodem od nas.

Mając tak blisko, pod nosem, Kampinos nigdy nas do niego jakoś wyjątkowo nie ciągnęło. Malował mi się w wyobraźni jako zaśmiecony las, z hordami Warszawiaków, którzy tłumnie nawiedzają go w weekendy. No, coś mniej więcej jak Las Kabacki, kiedy można było jeszcze do niego z psami. Tak więc nigdy nie braliśmy pod uwagę Kampinosu, uznając że tłumy niedzielnych turystów są nie dla nas.

Jednak w przypływie słabości, a raczej braku pomysłu na jeden z weekendów postanowiliśmy zaryzykować. Nie powiem, żebyśmy wyruszyli tam z wielkim entuzjazmem (ja byłam mocno sceptyczna, poza tym trzy razy się wracaliśmy, bo się nie ogarnęłam i jeszcze wisiało nad nami widmo deszczu), ale pojechaliśmy.

Na pierwszy raz wybraliśmy trasę w okolicach Roztoki. W Internecie opisy i zdjęcia wyglądały pięknie, więc jadąc na miejsce humor nieznacznie mi się poprawił na myśl o bagnach, magicznych rozlewiskach i widokach rodem z Narni.  Zaparkowaliśmy na parkingu leśnym „Parking Roztoka” Przed wejściem jeszcze przeczytaliśmy tablice informacyjne i regulamin upewniając się, czy nie ma zakazu wstępu z psami (nie było) i ruszyliśmy na szlak.

Przeszliśmy ulicę i most nad Kanałem Zaborowskim i weszliśmy na szlak zielony zwany „południowym szlakiem leśnym”, a następnie ruszyliśmy w kierunku zachodnim. Na początku szliśmy wzdłuż łąk lub też pastwisk, niezbyt zachwyceni okolicą. Po bokach chaszcze, chamsko pościnane wzdłuż drogi, co większe krzaki wypełnione chusteczkami i papierem toaletowym…

Ale dzielnie szliśmy dalej, aż las powoli zaczął się zmieniać. Pojawiły się górki porośnięte sosnami, a pomiędzy pierwszymi pomarańczowymi liśćmi, które już opadły na ziemię zielenił się mięciutki mech. Wraz z oddalaniem się od parkingu krajobraz się zmieniał przypominając nieco nadmorskie lasy. Klimat też udzielił się Dosiowi, który zaczął rozemocjonowany ciągnąć, w naszej opinii ze względu na to, że liczył, iż na końcu ścieżki będzie plaża i morze. Po kilku kilometrach odpuścił, chyba zdając sobie sprawę, że nic z tego nie będzie, ale co się nacieszył to jego.

Trasa wiodła wzdłuż obszaru ochrony ścisłej „Żurawiowe” i wydaje mi się, że kiedyś tam powinny być rozlewiska, a przynajmniej bagna i moczary te, które tak pięknie pokazywał Internet. Niestety nie udało nam się zobaczyć żadnych opisywanych bagiennych uroków ścieżki, zapewne z powodu długotrwałej suszy, ale i tak było całkiem przyjemnie. Nawet teraz kończąc ten tekst i w międzyczasie szykując trasę na kolejny Kampinoski wypad, otworzyłam Kampinoską polecajkę od Makulskich, żeby podpatrzeć co oni polecają, a tam dokładnie ta sama trasa, którą my wybraliśmy na pierwszy raz! Tylko u nich były magiczne bagna (zazdro!).

Po niespełna czterech kilometrach doszliśmy do rozwidlenia szlaków na Babskiej Górce i udaliśmy się w lewo, żółtym szlakiem w kierunku Leszna, a właściwie na „Polanę Posada Łubiec”. Bardzo przyjemna rekreacyjna ścieżka, na której psy powściekały się, bawiąc patykami, a następnie tarzały z lubością w mokrym mchu.

Po przejściu żółtego szlaku (1,7km), który wiódł wzdłuż czarnej na mapie drogi zwanej “Traktem Napoleońskim”, później odbiliśmy znowu w lewo na szlak czerwony kierując w stronę samochodu. Tu było w sumie najbardziej urozmaicona trasa. Schodziliśmy i wchodziliśmy na kolejne górki, niektóre całkiem spore, jak się potem okazało były to wydmy – przynajmniej tak głosiła tablica upamiętniająca 15 Pułk Ułanów Wielkopolskich, którzy 17.09.1939 zaatakowali Łubiec rozbijając oddział zmotoryzowany.

Następnie szeroką piaszczystą i ciągle górzystą drogą doszliśmy do samochodu. Ostatnie metry przeżywając ponowne obrzydzenia nad ludzkim zachowaniem i śmieceniem.

Zrobiliśmy koło 10km, bardzo fajną i rekreacyjną trasą. Dość urozmaiconą dzięki zmienności poszycia i pojawiających się górek. Pomimo początkowego i końcowego obrzydzenia wynikającego z ludzkich pozostałości, szlak był zadziwiająco fajny. Na trasie nie, licząc kilku grzybiarzy, nie spotkaliśmy też o dziwo tłumów. Wprawdzie tłumaczyliśmy to sobie zapowiedzą brzydkiej pogody i dość wczesnej godziny, w której odbyła się nasza wycieczka, ale naprawdę było zadziwiająco pusto.

Bardzo pozytywnie zaskoczeni Kampinosem obraliśmy go za cel jesienny weekendowych wypadów w 2021. Oczywiście o ile tylko pogoda, zdrowie i sytuacja pozwolą. Ale tak, jak wyruszając byliśmy sceptyczni, tak wracając jesteśmy pozytywnie nastawieni i bardzo ciekawi co przyniosą kolejne Kampinoskie wyprawy.

Bywacie w Kampinosie? Możecie polecić warte odwiedzenia miejsca?

Ogółem: 168, dzisiaj: 3
2 komentarze
1

You may also like

2 komentarze

Kasia 19 października 2020 - 14:45

Świetna relacja ze spaceru! 🙂 Kampinos jest piękny o każdej porze roku

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 19 października 2020 - 16:55

Dzięki! Dopiero go poznaję i mam w planach kolejne relacje i wyprawy!

opublikuj

Zostaw komentarz