Strona główna Wychowanie psa Mój pies mi grozi

Mój pies mi grozi

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Ustalanie granic panujących w domu od zawsze było tematem top w wychowaniu psa. Od lat toczą się internetowe dyskusje co psu wolno, a czego nie wolno. Czy może spać w łóżku opiekuna, czy może wysyłać sygnały grożące jego dziecku, ba czy może pokazać zęby swojemu panu, czy wręcz przeciwnie powinien być karnym psem niewykazującym żadnych emocji poza skrajną radością i miłością do świata.

Temat ten jest o tyle ciekawy, że coraz więcej osób świadomie mówi o psiej komunikacji, że sygnały uspokajajcie (nazywane  CS zang. calming signals), a nawet sygnały grożące, uznawane za zachowania agresywne są jak najbardziej na miejscu i pozwalają psu na prawidłową komunikację z psim światem w celu uniknięcia poważnego konfliktu. Z drugiej strony bardzo często spotykamy się z założeniem, że mój pies ma robić to, co mu każę, mój pies ma dać się przytulać i pozować do selfiaczka, nawet jeśli powoduje to jego dyskomfort, mój pies ma dać się bić dziecku po nosie i nie ma prawa wysyłać tych sygnałów w moim kierunku, bo… to mój pies.

Po co są sygnały uspokajające?

Wysyłane przez psy sygnały uspokajające mają za zadanie pozwolić na uniknięcie potencjalnych konfliktów i agresji oraz zniwelować poziom stresu i strachu zarówno u siebie, jak i u osobników, do których owe sygnały są wysyłane. Najprościej mówiąc: CS-y mają zapobiegać czemuś nieprzyjemnemu i eskalacji dalszego konfliktu, dlatego zdarza się, że są wysyłane równie po aktach agresji. U wilków nazywa się je sygnałami „cut off”.  Co ciekawsze, nie jest do końca pewne, czy psy owe sygnał stosują świadomie i praktycznie nigdy nie stosują jednego sygnału na raz, tylko zazwyczaj łączą kilka. Przy czym te same ruchy, czy odruchy nie zawsze muszą być CS-ami, bo pies może chociażby oblizywać pysk po jedzeniu, nie dlatego, że się stresuje.

Do najczęściej prezentowanych sygnałów uspokajających, których intensywność (siła czytelności) zależna jest od wielu czynników między innymi: rasy (wyglądu), zdolności komunikacyjnych i doświadczeń, oraz samej sytuacji w której znajduje się pies, należą:

  • odwracanie głowy
  • oblizywanie nosa i mlaskanie
  • ziewanie
  • wąchanie podłoża
  • „uśmiechanie się”
  • mruganie oczami
  • łypanie oczami tzw. „moon eye”
  • odwracanie się
  • zastyganie w bezruchu / siadanie / kładzenie się
  • powolne poruszanie się i/lub podchodzenie po łuku
  • znaczenie terenu
  • ukłon (pozycja zapraszająca do zabawy)
  • „głupkowanie” – zachowania typowe dla szczeniąt u psów dorosłych.

Mów do mnie piesku!

Pech chciał, że w tym całym rozwoju psiego świata, miłości do piesków, podnoszenia niemal na każdym kroku ich dobrostanu, zapominamy często, że to tylko zwierzęta, które mają swoje instynkty, odruchy i komunikację zupełnie inną niż nasza. Często świadomie lub też nie, odbieramy im możliwość tej komunikacji, (bo nasze psy mają być wiecznie grzeczne, ciche, uśmiechnięte i merdające ogonkami), przez co coraz częściej psy nie potrafią komunikować się z innymi psami i same nie czytają sygnałów innych psów, w efekcie czego tak często dochodzi do konfliktów między nimi. Kiedy jednak już poświęcimy czas na psią komunikację i nie blokujemy naszych psów w ich psich rozmowach zdarza nam się przesadzić w drugą stronę szukając ich w każdym psim siku i  nadinterpretowywać ziewnięcie wstającego psa. A żeby jeszcze bardziej skomplikować my bardzo często źle odczytujemy pewne zachowania szczególnie, kiedy szukamy “winnego” niefajnych sytuacji, gdzie np. pokazanie zębów ze strony jednego psa względem drugiego, w cale nie musi być jego sygnałem do kompana, tylko już odpowiedzią na wysłany wcześniej sygnał z drugiej strony, którego my nie zarejestrowaliśmy. Ale wracając do blokowania komunikacji naszych psów.

Bardzo często najbardziej ograniczamy psa, jeśli chodzi o sygnały odbierane przez nas jako „agresję”, czyli marszczenie nosa, pokazywanie zębów lub warczenie, szczególnie w kierunku ludzi i nas samych. I bardzo często przez lata, czy miesiące nie dostrzegamy o wiele subtelniejszych sygnałów, które wysyła do nas pies, chcąc nam powiedzieć, że coś mu nie odpowiada, właśnie w formie CS-ów. Na początku jest to zazwyczaj łypanie oczami, odwracanie głowy, próby odejścia, ziewanie czy oblizywanie się. Już same te sygnały powinny dać nam do zrozumienia, że sytuacja, w której znajduje się pies i w której te sygnały się pojawiają i powtarzają, jest dla niego niekomfortowa (trzeba pamiętać, że bardo wiele zależy od kontekstu w którym zachowanie się dzieje). Jeśli pomimo tego, cały czas stawiamy psa w tej sytuacji, zmuszamy go do niej i nie respektujemy jego samopoczucia, musimy mieć na uwadze, że sygnały staną się kiedyś bardziej dosadne i może pojawić się chociażby właśnie warczenie, marszczenie nosa, pokazywanie zębów, a nawet próby ugryzienia.

Mój pies mi grozi!

Kiedy jednak przespaliśmy kulturalne sygnały mówiące, że coś jest nie tak, a ich miejsce zajęły mniej przyjazne sygnały, w pierwszej kolejności musimy zastanowić się czy jesteśmy w stanie dalej pracować z psem sami, czy lepiej zasięgnąć pomocy trenera lub behawiorysty.

Zazwyczaj wiele osób w takiej sytuacji wychodzi z założenia „to mój pies, on nie ma prawa tak się zachowywać w stosunku do mnie / do mojego dziecka”. Więc próbują z tym walczyć, często potęgując te sytuacje, eskalując je i zmuszając psa do zachowania kontroli w sytuacji skrajnie niekomfortowej. Ba… wiele osobom nawet się to udaje, tylko zapominają w tym wszystkim, że w ten sposób stłumione emocje to trochę cykającą bomba. Bowiem to, że pies mniej lub bardziej potrafi nad sobą zapanować w danej sytuacji … no weźmy przykład bawiącego się na nim dziecka, gdzie pies nic mu nie robi, pomimo wyszczerzonych zębów w „zabawnym uśmiechu” idealnym na hit Internetów, to w rzeczywistości problem nie zniknął. On istnieje dalej, narasta przy każdym kontakcie z dzieckiem, a zegar od detonatora cyka i tylko czeka na odpowiedni moment, by wybuchnąć z pełną mocą i już bez ostrzeżenia.

I wcale tego nie koloryzuję, bo wystarczy spojrzeć na nas, na ludzi. Kiedy mamy z czymś problem i tłumimy emocje w sobie, bo jedno czy drugie ostrzeżenie / prośba / informacja nie podziałały, albo okazały się być dla nas problemem, bo ktoś odwrócił kota ogonem, to wówczas doskonale wiemy, że kiedyś przyjdzie ten czas, że wybuchniemy – zazwyczaj z powodu małej pierdoły, dojdzie do takiej eskalacji naszej złości nagromadzonej przez dni czy tygodnie, że awantura, jaką komuś zgotujemy będzie potężna.

Podobnie jest też z psami, które potrafią się często dostosować. Wiele z nich jakoś przywyknie do nowych zasad i braku możliwości pokazania, że coś jest nie tak i może przez całe życie nie „wybuchną”, ale istnieje olbrzymia ilość psów, która prędzej czy później to zrobią i wtedy o tragedię nie trudno.

I wówczas dowiemy się, że pies nagle zaatakował dziecko przy misce. Tyle tygodni wszystko było okej, dziecko mogło bawić się jego jedzeniem w trakcie, gdy pies je i nagle pewnego dnia pies zaatakował bez ostrzeżenia. A może w rzeczywistości pies przez te wszystkie tygodnie ostrzegał, ale został zignorowany i w końcu miarka się przebrała? Choć oczywiście mogła być również sytuacja, że ten pies faktycznie zaatakował bez wcześniejszych ostrzeżeń – zdarza się i tak, ale w zdecydowanej większości przypadków, psy ostrzegają – mniej lub bardziej czytelnie i nie wybuchają agresją na różnicę zdań czy światopoglądu w przeciwieństwie do ludzi.

Co zrobić, żeby uniknąć tragedii?

To proste: nie prowokować sytuacji niekomfortowych. Zapytacie „jak nie prowokować”, kiedy nasz pies na nas warczy, kiedy chcemy położyć się na własnym łóżku. Na pewno też nie należy uciekać przed naszym psem, kiedy ten pokaże nam zęby, tylko siąść na tyłku i zastanowić się, o co tak właściwie chodzi i postarać się rozwiązać problem, a nie walczyć tylko z jego objawami. I jeśli sami nie potrafimy się z tym uporać, naprawdę warto skontaktować się z kimś, kto pracuje z psami i Wam pomoże, szczególnie kiedy Wasz pies zaczyna wysyłać sygnały grożące, które mogą przerodzić się w atak.

Nie bez powodu o tym piszę, bo całkiem niedawno w Internecie było głośno o celebrytce, którą pogryzł adoptowany pies, gdzie jak donosiło schronisko, przestrzegano przed nadmierną bliskością z psem. Jak było naprawdę – tego nie wiemy, ale z licznych artykułów wynikało, że pies wielokrotnie ostrzegał i groził, zanim zaatakował i zalecano już wcześniej pracę z behawiorystą, której nie podjęto i złamano wszelkie zasady, które miały w przypadku tego psa, zapewnić bezpieczeństwo opiekunce. Dlatego piszę o problemie konfliktu pomiędzy komfortem psa a oczekiwaniami właściciela w kontekście CS-ów, które towarzyszą nam niemal codziennie w naszym życiu z psem, a ich prawidłowe czytanie i interpretacja pozwoliłyby zapobiec wielu sytuacjom niekomfortowym dla psa i niebezpiecznym dla nas.

Donner też mi groził

Opowiem Wam jedną sytuację z naszego życia, o tym jak Donner realnie mi pogroził i to całkiem niedawno, w czasach Donnera v. 2.0, który jest ZEN. Będąc w Lublinie wszystkie psy, a była wówczas i Tunga dostały w ogródku kości z mięsem do obgryzienia. Tunga, młody pies, będący jeszcze w okresie ochronnym, więc Donner pomimo nachalności nic jej wielkiego nie robił, zostawiła swoją kość próbując zabrać Donnerową. Kiedy Donnera kończył swój obiad standardowym zwyczajem podeszłam do psa żeby zabrać mu obgryzioną kość, by jej nie zjadł. Robiłam to z milion razy i pies nigdy nie protestował. Nie raz wyjmowałam mu znalezione śmieci na spacerze z pyska, nawet zdarza mu się pluć jedzeniem na komendę w sytuacji kryzysowej. Nigdy też nie bronił zasobów, tym razem jednak kości nie oddał i nawet kłapnął mi zębami w rękę, warcząc na mnie. Nie ugryzł mnie, ale uderzył. W momencie uderzenia zębami zakomunikowałam psu OJ-em! ostrzeżenie, ale że zostałam całkowicie olana, a owczarek wyraźnie się spiął wybrałam inne rozwiązanie. Jakież było moje zaskoczenie na tę sytuację i chwila paniki, bo byłam świadoma tego, że Donner przy swoich problemach, choć przepracowanych na kolejną próbę odebrania kości może już nie markować ugryzienia. A może by nie ugryzł tylko przy porządnym opierniczu zostawił kość? Kto wie? Ale wolałam nie ryzykować zniszczenia relacji, którą tak skrupulatnie budowałam przez ostatnie lata i przede wszystkim nie chciałam ryzykować ugryzienia. Nie wiele myśląc poszłam do domu po kiełbasę. Informując psa o tym, że jestem (pomimo jego odwracania się tyłem do mnie i udawania, że mnie nie widzi) podrzucałam mu kawałki kiełbasy. Kiedy pies raczył się nią zainteresować, przekierowałam jego uwagę na siebie i dałam mu resztkę smakołyka i spokojnie podchodząc i zabrałam kość jakby się nic nie stało.

Później na spokojnie przeanalizowałam całą sytuację, szybko dochodząc do źródła problemu, jakim była narastająca frustracja związana z Tungą, która cały czas próbowała mu ową kość zjeść, a on będąc psim dżentelmenem powstrzymywał się przed dosadnym jej pogonieniem, bo był to jeszcze szczeniak, więc kiedy pojawiłam się ja, pies po prostu wybuchł. Prawdopodobnie wysyłał mi CS-y, które książkowo zignorowałam, skupiając się na kontroli dziewczyn i tego, czy Tunia nie postanowi podejść do Eli, co skończyłoby się kolejną babską wojną.

Kolejne dni w trakcie jedzenia ćwiczyliśmy sobie moją obecność, ingerowanie w psią miskę i plucie jedzeniem. Na szczęście, pomimo owej sytuacji pies do tej pory nie pogroził mi nigdy więcej. A obawiam, że przy próbie odebrania mu wówczas kości niezgody siłą czy nadmierną stanowczością mogłabym (choć może i nie) zrobić sobie problem, z którym musiałabym się mierzyć wiele tygodni, a gdyby faktycznie pies nauczył się, że grożenie przynosi efekt, czyli rozwiązuje sytuację konfliktową powtarzałby je bardziej świadomie.

Stąd tak ważne jest, by raz nie pogłębiać problemów psa i nie dopuścić by ostrzeżenia i kulturalne uniki zamieniły się w zachowania grożące, przy czym jednocześnie nie doprowadzić do sytuacji, w której pies nauczy się, że sygnały grożące są jedyną możliwością przerwania niekomfortowej sytuacji, bo raz czy dwa razy zadziałały – jako jedyne, pomimo wcześniejszej puli innych sygnałów.

Oczywiście rodzaj, jak i poziom problemu, z którym przychodzi nam się zmierzyć może wymagać zupełnie innej pracy, innego stopnia zaangażowania, ale zazwyczaj jest to praca na bezpiecznym poziomie emocji i komfortu psa mająca za zadanie pokazać mu, że gramy z nim w jednej drużynie nie przeciw niemu.

Ja z Dośkiem miałam całą masę problemów na linii naszej relacji, o których pisałam na blogu (tutaj macie zebrane wszystko), a największym odkryciem w naszej relacji było nauczenie psa bliskości: „O szacunku dla psich problemów.”, „Budujemy więź, zmniejszamy dystans.”.

Obecnie mamy naprawdę fajnego psiaka, który swojego czasu w wielu aspektach był na poziomie, gdzie częściej groził i fizycznie próbował wymusić swoją strefę komfortu niż ostrzegał, a jego CS-y były tak subtelne i krótkotrwałe, że potrafił nawet zaskoczyć szkoleniowców, którzy nie znając go dość dobrze nie odczytali w porę ostrzeżenia i przekroczenia granicy jego komfortu. Obecnie Donner prezentuje całą gamę sygnałów komunikacji poza werbalnej względem psów i ludzi, zanim poważnie się zdenerwuje i jest wyjątkowo pobłażliwy, gdy ktoś ich nie czyta. Oczywiście naszym zadaniem jako opiekunów psa problemowego jest stałe obserwowanie go w kontaktach z innymi ludźmi i psami, by w porę ostrzec kogoś, by czegoś nie robił, bo pies nie czuje się komfortowo zanim ostrzeżenie przerodzi się w groźbę lub jak w przypadku Dosia v. 1.0 – atak.

I wcale nie uciekamy przed naszym psem „bo coś mu się nie podobało i w ten sposób, demonstrując to, chce zostać samcem alfa w naszej rodzinie”. I tak, czasem moje psy grożą sobie nawzajem, czasem nawet bywają względem siebie agresywna, ale to jest normalna komunikacja. Ja też potrafię zrobić komuś awanturę, bardzo agresywną w słowach, a potem się z nim pogodzić (zazwyczaj z M.). Zdarza się czasem też, że nasze psy potrafią grozić i nam, właściwie ciągle jeszcze Donnerowi to się zdarza, że próbuje nas straszyć, ale i Eli zdarza się na nas powarczeć, kiedy odsyłamy ją na miejsce, bo nie mamy ochoty by leżała na naszych nogach. Ale znamy nasze psy, znamy ich granice i wiemy co i kiedy nam mówią. I to jest podstawą w życiu z psem, by rozumieć swoje psy, czytać je i umieć się z nimi komunikować, bo jak pisałam na początku nie każde oblizanie nosa jest CS-em, a nie każde warknięcie czy pokazanie zębów realną groźbą. I o ile bywa czasem ciężko po tych subtelnych znakach ocenić stan obcego psa w danej sytuacji, o tyle jeśli świadomie żyjemy z naszymi psami nie powinniśmy mieć z tym najmniejszego problemu.

Czasem warto cofnąć się w naszym wychowaniu psa kilka kroków i popracować nad relacją i źródłem problemu niż iść w zaparte opierając się na bezwzględnym posłuszeństwie, które ma zagłuszyć problem, “bo to nasz pies, który nie ma prawa tak robić i ma się słuchać” lub nie daj Boże na “starej szkole” i próbie fizycznego zdominowania psa poprzez chociażby sprowadzanie do parteru, by wiedziała kto jest “samcem alfa”. Bo to, że problemu po takim “przepracowaniu” nie widać po psie lub nie tak dosadnie, jak wcześniej, to nie znaczy, że go nie ma, a tylko my jesteśmy w stanie tak rozszerzyć strefę komfortu naszego psa poprzez zbudowanie dobrej relacji, poczucia bezpieczeństwa i wzajemnego szacunku, że w nawet nie do końca komfortowa sytuacja dla psa, będzie przez niego do zaakceptowania, bez ryzyka wybuchu. A najgorsze co możemy naszemu psu zrobić to nie szanować jego problemów, ignorować wysyłane sygnały i próbować tłumić ostrzeżenia. One wszystkie mają jeden cel – przerwanie niekomfortowej sytuacji. Więc, kiedy my je ignorujemy i wymuszamy na psie zaprzestania komunikacji przy jednoczesnym pogłębianiu okoliczności niekomfortowych niejako sami prędzej czy później prosimy się o nawet… atak.

Ogółem: 734, dzisiaj: 1
2 komentarze
0

You may also like

2 komentarze

Błażej - inoinu.pl 19 czerwca 2020 - 15:05

Cieszę się, że trafiłem na twojego bloga. Serio. Z reguły unikam takowych bo czytanie na ekranie mnie nie wciąga. Tu stało się inaczej. Głównie za sprawą świetnych merytorycznie i dojrzałych artykułów. Kestia sygnałów jakie wysyłaja nam zwierzaki to temat rzeka. Czasami nawet rwąca. Ale trzeba do niej wejść. Przynajmniej spóbować. To temat niełatwy. Nawet dla ludzi świadomie przyjmujacych do domu psy. Wiem co mówię. Jako człowiek posiadający w rodzinie 2 owczarki i jako fotograf psów odczytywanie sygnałów jakie wysyłają stawiam na bardzo ważnym miejscu – dla komfortu psa, jego właściciela, mojego ale i dla bezpieczeństwa. Chciałbym bardzo aby wszyscy posiadacze psów wykonali choć minimalną pracę i choćby liznęli omawiany przez ciebie temat. Dlaczego piszę, że jest ciężki? Dlatego, że jak sama zauważasz sygnały wysyłane przez psy są trudne do odczytania, często są bardzo subtelne, rzadko występują pojedyńczo, zawsze zależą od kontekstu i nigdy nie mamy pewności czy dobrze je czytamy (być może są to powody dla których wielu właścicieli psów je ignoruje po jakimś czasie. Bo ich nie zauważa albo źle czyta – zatem “nie działają)”. Ostatecznie jesteśmy ludźmi i musimy uczyć się czegoś co zwierzeta poznają instynktownie (ale też uczą się tego od szczeniaka) Trudny również dlatego, że wymaga od nas cierpliwości. To z kolei cecha chyba najbardziej porzadana u kogoś, kto chce mieć psa w rodzinie. Z wielką chęcią będe do twojego wpisu odsyłał przyczłych i obecnych psiarzy.

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 19 czerwca 2020 - 17:05

Dzięki za tak miłe słowa! Tak jak zauważyłeś to temat rzeka, a ja lekko jedynie co zmąciłam jej brzegi poruszając go, bo można by ot tym pisać i pisać. Zależało mi w tym tekście tylko na jednym by zwrócić ludziom uwagę na problemy i pracę nad nimi. Metody, które zastosujemy nie są aż tak ważne jeśli rozwiążą problem nie tylko zagłuszą jego objawy. I to jest klucz – rozwiązywanie problemu, nie udawanie, że go nie ma, bo go nie widać, a wiele osób o tym zapomina, stawiając chociażby bezwzględne posłuszeństwo lub strach przed karą, które mają maskować problemy, ponad tym by je rozwiązać.

opublikuj

Zostaw komentarz