21Kwi

Canicross – bieg na pełnej petardzie.

Pora na podsumowanie warsztatów z Canicrossu organizowanych przez Centrum Kynologiczne Canid, prowadzonych przez Ewelinę Włodarczyk i Rafała Śmiałkowskiego, które odbyły się 9-10 kwiecień 2016. Były to warsztaty dla początkujących, ale tak naprawdę, żadna z uczestniczek nie była laikiem. Ola trenowała samodzielne bieganie, ja również od pierwszych lat szkoły trenowałam lekkoatletykę w tym biegi. Zatem to bardziej nasze psy były początkującymi niż my, a i tak Rafał dał nam nieźle w kość…

Weekend to zdecydowanie zbyt krótki czas na takie warsztaty. Spokojnie mógłby być to dwutygodniowy obóz kondycyjny, a przypuszczam, że i wtedy byłoby za mało. W sumie nie wiem co napisać, mam taki natłok myśli, że żeby zrobić to dobrze, powinnam Was przez najbliższy miesiąc zasypywać tylko informacjami z warsztatów. Ale powolutku, postaram się w tym wpisie zawrzeć najważniejsze według mnie rady, które usłyszałam, a A już teraz pracujemy z Rafałem nad bardziej konkretnym artykułem, który mam nadzieję pojawi się w przyszłym tygodniu – jeśli więc macie jakieś pytania dotyczące canicrossu – zadawajcie je w komentarzu, na fanpagu lub mailowo!

Bez nazwy

Na warsztatach mieliśmy zarówno część praktyczną, na której zapoznaliśmy się z podstawami uprawiania psich sportów zaprzęgowych, w tym poza bieganiem wypróbowaliśmy sobie hulajnogę. Ale nie hulajnogę, tylko hulajnogę! Rower przy niej idzie w odstawkę! Była też część teoretyczna gdzie uświadomiono mi wiele aspektów, z których nie zdawałam sobie zupełnie sprawy, a może raczej, potrzeba mi było łopatologicznego stwierdzenia czegoś, by to, co robię źle zauważyć. Dobra koniec plątania się w zeznaniach, bo chyba pierwszy raz nie potrafię klarownie pisać, ale jeszcze żyja we mnie emocje z naszego spotkania, za każdym razem kiedy myślę o warsztatach… Trzeba więc zrobić inaczej: hasło – komentarz, czyli ile zapamiętałam, a później w kolejnym artykule Rafał to zweryfikuje i napisze z punktu widzenia zawodowca.

Bieganie z psem to nie to samo co canicross

Teoretycznie biegać umie każdy, w praktyce 90% z nas biega z psem, ale w rzeczywistości nie wielu z nas potrafi robić to dobrze – dobrze na tyle, by nasze bieganie nazwać treningiem nie tylko dla nas, ale i dla psa, a tym bardziej canicrossem.

W canicrossie ideą jest to, że pies non stop pracuje tzn. ciągnie nas, na pełnej prędkości. Bardzo często bieganie z psem – truchtanie, człapanie psa przy nas na luźniej smyczy lub luzem niezależnie od tego, jak profesjonalny mamy sprzęt i ile kilometrów robimy – nie jest canicrossem. Canicross to bieganie nasze i praca naszego psa, który ciągnie.

Liczy się prędkość!

Dystans nie ma większego znaczenia. Standardowo canicross jest to odległość 3-5, czasem 10km, w których liczy się czas. Z psem trenuje się krótko, ale szybko i intensywnie (najlepsza jest do tego hulajnoga, no dobra… od biedy rower, ale hulajka jest the best! – z ciekawostek, dyscyplina z hulajnogą nazywa się dogscooter). Popularne wśród ludzi „długie dystanse” wcale nie przyczyniają się dobrze naszym przygotowaniom do canicrossu, bo ani my, ani pies nie będziemy w stanie przebiec na pełnej prędkości 25km. A przyzwyczajanie psa do zwalniania, zwąchiwania się lub przestawania ciągnąć rozleniwia nam psa i kiedy wystartujemy w zawodach, pies nie wiedząc, że to zawody, (bo w końcu nie wpłacił wpisowego, nie przeczytał szyldu więc niby skąd ma wiedzieć) również może odpuścić ciągnięcie na rzecz leniwego truchtania, szczególnie kiesy będą inne psy. Ważnym jest też to, by nauczyć psa rozróżniania, że szelki = ciągnięcie, obroża = posłuszeństwo. Jest to dość problematycznie (np.: w naszym przypadku) kiedy pies na spacery też chodzi w szelkach. Problemem nie jest to, że pies ciągnie, ale to, że kiedy już biegamy nie zawsze ciągnie na 100%, bo nawykł do tego, że nie zawsze musi dawać z siebie wszystko. Nie jest to dla nasz szczególnym problemem, ale kiedy myślimy o faktycznym uprawianiu canicross warto o tym pamiętać. A jeśli nie chcemy zrezygnować z szelek na spacerze – na tyle urozmaicić modele, by pies miał czytelne rozróżnienie, kiedy są szelki do ciągnięcia i liczy się prędkość, a kiedy są nałożone zwyczajne szelki spacerowe.

SONY DSC

To NIE jest canicross

Sprzęt

Ogólnie dobry sprzęt to bezpieczny sprzęt dla nas i dla psa. Czym powinien się charakteryzować? Wytrzymałością i zminimalizowanymi niemal do zera metalowymi częściami. Po co? Otóż przy dużej sile psa, pęknięty pas, karabinek czy smycz niesie za sobą ryzyko, że metalowy przedmiot na sprężynie amortyzatora z niewyobrażalną siła uderzy w nas, albo w psa. A wcale nie jest to takie nie realne. Rafał, opowiadał nam, jak na zawodach strzeliła mu linka, ja sama jestem przykładem, kiedy pękł mi amortyzator, uszkodził się karabińczyk w pasie i jeden w ogóle się rozpadł w smyczy, kiedy jedna część karabińczyka została przy psie, a druga przy smyczy w mojej ręce, nie wspomnę o strzeleniu samej obroży. A przecież mam tylko owczarka, nie greystera czy innego psiego mocarza.

Nawodnienie psa

Najważniejsze przed treningiem (oczywiście cały czas mówimy o treningu, nie o marszobiegu do sklepu i z powrotem) jest dobre nawodnienie psa, na co najmniej półtorej godziny przed wysiłkiem (nie później, bo istnieje ryzyko skrętu żołądka), nie dajemy psu pić i jeść od razu po wysiłku – również z tego samego względu. Mała dygresja o dogtrekkingach: W trakcie marszu często obserwuję postój na wypicie przez psa litra wody, a potem niemal z marszu ruszenie w dalszy bieg. Tuż po mecie, znowu litr wody i pewnie przed samym startem tak samo i w trakcie marszu ze trzy razy. Jeśli ktoś sobie spaceruje – okej, ale jeśli biegniemy niemal cały czas, te 15-25km, chyba warto nie dawać psu pić „z biegu” tylko dać mu te kilkanaście minut odpoczynku, wytrzymał tyle, to i dodatkowe 15min go nie zabije. Skręt żołądka jest realnym i potencjalnie śmiertelnym zagrożeniem! A mi, jakoś Donner nigdy mi nie umarł, kiedy od startu do mety i chwili odpoczynku mijało koło 4h. A za radą Rafała przed wyjazdem na dogtrekking Donner pije wielką michę wody. Zanim dojedziemy i będzie start minie koło 2h. W miedzy czasie coś tam jeszcze łyknie wody po podróży i na szlak! Pies jest nawodniony, ja się o niego martwić nie muszę i wiem, że wytrzyma te 2-4h.Oczywiście mówię o starcie w przyzwoitych warunkach poniżej 20’C. W wyższej temperaturze – nie biegłabym z psem, Rafał też odradza trenowanie wtedy canicrossu. W związku z tym kiedy wysiłek nie jest już tak duży i intensywny, a na dworze jest bardzo gorąco – woda staje się podstawą.

Komendy:

Na warsztatach wałkowaliśmy w sumie tylko 4 komendy. Pierwszą z nich była „lina” polegająca na tym, by pies przygotował się do startu. Napiął smycz i czekał na sygnał. Ponieważ start z napiętej smyczy minimalizuje szarpnięcie psa, jak i szarpnięcie za nasz kręgosłup. Że też przez tyle lat sama na to nie wpadłam! „Na przód” – po mojemu start! Komenda zwalniająca, komendą zastępująca słowo „prosto” komenda, kiedy pies ma iść pierwszy, lub mnie wyprzedzić. Oczywiście kierunki: prawo i lewo, Donner zna kierunki, ale poznaliśmy świetną zabawę na ich naukę. Rozstawiamy dwa krzesła, dwie zasłonki, cokolwiek. Za jedną chowamy smaczki, za drugą tylko udajemy, że chowamy. Wskazujemy psu właściwe miejsce smaczków i dajemy komendę. Z czasem pies będzie obierał kierunek na komendę, bez wskazywania. Dobrze w sumie jeszcze umieć zatrzymać psa, zanim przeszoruje nami przez pół lasu w pogoni za zajączkiem. U nas jest to STÓÓÓÓÓJ…. Na niskim tonie, bardzo spokojne i stonowane.

Z praktyki to chyba tyle. Kwintesencja całokształtu sportów zaprzęgowych zamknięta w weekendowej pigułce. Oczywiście jest oddzielną sprawą kwestia motywacji. Są psy już nauczone biec przed nami i zrobią to z pełnym oddaniem, psy, które to potrafią, ale do pełnej motywacji potrzebują bodźca jak np.: wyrzucona zabawka, uciekający człowiek lub inny pies i takie psy, które bez motywacji (a nawet z nią) nie będą chciały tego robić. Ale wszystko da się wyćwiczyć.

SONY DSC

Teraz pora na troszkę teorii

Pies nie biega z nami z powodu łańcucha łowieckiego (jakże ja się myliłam!), bo nie ma czego ścigać, nawet jeśli goni inne psy, nie jest to zachowanie z łańcucha łowieckiego, bo goni je i wyprzedza, nie atakuje w celu dopadnięcia i rozszarpania. Pies też nie biega z nami dlatego, że to lubi. Niemalże zacytuję Ewelinę:

„Gdyby pies miał wybór, co chce trenować: agility, OBI, czy canicross lub biegać luzem – pies wybrałby bieganie luzem”.

Pies nie potrzebuje tych sportów. Trenuje je z nami, nauczył się je lubić, bo my niejako narzuciliśmy to naszym psom. Niewątpliwe jest, że psy cieszą się ze wspólnego spędzania czasu, chcą nas uszczęśliwiać i widzą, że sprawia nam to radość, ale na tym to całe nasze wspólne bieganie się kończy. Pies nie biega, by wygrać w zawodach, nie biega dla zrzucenia kalorii czy ukształtowania sylwetki. Wątpliwym jest też, czy bieganie na sznurku dostarcza mu radość z biegania porównywalną do swobodnego biegu (ograniczenie przestrzeni, często obciążenie w postaci opiekuna, czy narzucanie tempa). Ale pies nam towarzyszy, bo tego jest nauczony i tego od niego oczekujemy.

Na koniec dochodzimy do najważniejszego słowa warsztatów. Jak pamiętacie najważniejszym słowem kursu trenerskiego była GRUBA KRECHA w tym wypadku jest to BALANS.

Balans w sensie nieprzetrenowywania psa, by nasze treningi nie wyszły psu bokiem. Balans w znaczeniu zachowania równowagi w tym, co robimy, by nie zaniedbać innych potrzeb naszego przyjaciela, skupiając się tylko na drodze do sportowego sukcesu. Balans w znaczeniu schowania swojej ambicji i spojrzenia na psa jak na partnera, do którego musimy się dopasować. Balans we wszystkim. W życiu codziennym, w pracy z psem, z naszymi wymaganiami i oczekiwaniami. Magiczne słowo – BALANS. Bo na co nam medal, kiedy nasz pies na widok szelek dostaje depresji lub ucieka w popłochu. Na co nam start w zawodach, który pies odchoruje miesięcznym wykluczeniem ze sportów, albo w druga stronę. Straci chęć życia i zamieni się w bezmózgą bestię, kiedy zamknięty całe życie w kojcu lub klatce wychodzi z niej tylko na trening, lub zawody. Fakt gna wtedy jak wariat, ale czy jest to dalej pies, czy tylko biegające przed siebie zombie?

SONY DSC

Rafał poruszył kilka według mnie bardzo ważnych aspektów, które przez niektórych uważane są za mity dotyczące biegania. Może kiedy biegamy – truchtamy, raz na ruski rok jest to faktycznie zbędne, ale kiedy bierzemy się za porządne treningi. Szybkie, wyczerpujące i systematycznie i zależy nam na dobru naszego psa warto pamiętać o następujących rzeczach: jak dobre nawodnienie psa, zbilansowana dieta, rozgrzewka i masaże (również psa)  oraz niebieganie po asfalcie. Czy było warto wziąć udział w warsztatach. Oj zdecydowanie tak. Szczególnie kiedy komuś po zimie rozładowały się akumulatory do ruszenia się sprzed telewizora, lub czuje się wypalony w pracy z własnym psem. Polecam każdemu, mniej i bardziej rozbieganemu, bo co innego iść potruchtać po lesie, a co innego, biec z psem, w towarzystwie innych psiarzy. Biec – na pełnej petardzie!

No i cóż na tym zakończę mój chaotyczny post i tak jak pisałam na początku, w przyszłym tygodniu sam Rafał opowie Wam o Canicrossie i odpowie na najczęściej zadawane pytania. A my dalej trenujemy, już nie tak ostro, bez łaczenia treningów dzieląc je: raz na posłuszeństwo i spacer, dwa na bieganie i spacer i trzy czysty spacer bez zobowiązań.

Dwa dni w towarzystwie psiarzy – taki psiarzy jak Ewelina i Rafał. Dwa magiczne dni, kiedy inny temat niż psy nie istnieje. Dwa dni, które jestem tylko dla mojego psa, a pies ma mnie w nieograniczonych ilościach. Dwa dni, które naładowały moje psie akumulatory ponad dopuszczalną normę, grożąc wybuchem o sile rażenia podobnym do bomby atomowej. To był wspaniały weekend. Dzięki kochani za niego!

Pytania dotyczące Canicross na które chcielibyście uzyskać odpowiedzi wysyłajcie w komentarza, na fanpagu lub przez maila.

Bez nazwyw
Inne artykuły o bieganiu z psem:

Na pierwszej scenie z filmu zapomniałam własną komendę… Dlaczego jest „lina”, a nie „napnij”? Bo „napnij” brzmi podobnie do „naprzód” i Donni może wyrwać do przodu bez mojego przygotowania…

  • To ja zapytam :). Jakie są metody pracy z psem który z natury nie lubi ciągnąć? W szelkach biega tylko kłusem, przede mną / rowerem, ale ciężko go namówić do ciągnięcia i ogólnie biegania z większą prędkością.

    • To ta kwestia motywacji 🙂 U nas był łańcuszek: Donner mimo, że raczej ładnie pracuje biegał za Rafałem który uciekał z jego ukochaną piłką. Killer biegł za Donnerem, więc miał motywację w postaci ciągnięcia za Donnerem, lub za uciekającym na rowerze swoim Panem, Tantra najlepiej ciągnęła przywołana przez Ewelinę.
      Rafał polecił tak ćwiczyć i kiedy pies zwalnia, przestaje ciągnąć, kończymy trening. Tylko trzeba znaleźć indywidualną motywację do ciągnięcia. Może to być bieg do wyrzuconej zabawki (jak na filmiku) i poprzez motywowanie, wzmacnianie trwali się z czasem że ciągnięcie jest – ok. Tylko podkreślał, że ważne jest, by nie pozwalać psu przestawać ciągnąć, bo wtedy go uczymy, że nie musi. Akurat ten aspekt najlepiej na żywo na warsztatach przetrenować i ustalić, by znaleźć motywację i indywidualnie dopasować do psa to co go na kręci i sposób treningu. Bo tu nie ma jednego wzorca 😉

  • wpis Petarda! 🙂
    o komendach i balansie cenne uwagi.
    ps.ja myślę, że dużo psów gdyby mogło wybrać swój psi sport to było by to jednak ‚tropienie/nosework’

    • Zdecydowanie wybrałby samodzielną eksplorację terenu to prawda. Chodzi o to, że nawet pracę noskiem wykonywałby sam – w swoim tempie, na swoich zasadach, tropił to co chce – a nie pod wytyczne przewodnika. 😉

  • Pies Berek

    Mam nawet pas i kiedys chcialam zacząć cani z Berkiem. I zaczęlismy, tzn poszlam do lasku wolskiem w Krakowie i ruszylismy. Lasek jest górzysty… Myślałam ze zajmie mi kilka dobrych tygodni nauczenie Berka co i jak i że to że są tam górku nie bedzie miało znaczenia bo będziemy się uczyc … Okazało się że Berek jakby wszystko wiedział. Nie wbiegał do lasu, biegł ścieżka, w miarę kontaktował, galopował z ogromną pasją, ciągnął bez przerwy. Ale też nie miłam pewnosci czy czegos nie wymysli bo w koncu robił to nie wiem na jakiej zasadzie. Całym sobą, jakto Berek. Okazało sie ze na tych górkach ja nie wyrabiam za psem. Nie było mozliwosci, bardzo sie bałam.. Pomysł porzuciłam. Ale warto chyba o tym pomyslec bo moze teraz moglabym cos wykombinowac na plaskim terenie.

    • Oh… znam to doskonale, szczególnie kiedy zobaczy sarnę lub zająca. Statystyki prędkości i siły zostają podwojone… Ale zabawa jest bardzo fajna, szczególnie jeśli ciągnięcie sprawia psu przyjemność. Bo mój poprzedni ONek to chyba by się zapłakał, raz dlatego, że chodził za mną, nigdy przede mną, dwa dlatego, że nie ciągnął nigdy na smyczy, trzy dlatego, że nie lubił się męczyć 😛 A Donner… Donner to Donner im można coś szybciej i silniej, tym lepiej 😉