23Kwi

Czwartkowa panika psiarzy

Wracamy po treningu canicross. Ciepło, niecałe 18 stopni, ale mimo to mam wrażenie, że jest dość chłodno – jak dla mnie. Trening jakoś tak wyjątkowo krótki nam wyszedł, bo nie miałam natchnienia, siły, chęci… ? Rozgrzewka, kilka startów, przebieżka niecały kilometr, bo dopadła mnie kolka, więc dospacerowujemy do przykazanej godziny i powrót do domu. Pies dziwne zieje. Nie znoszę, kiedy tak robi, bo zanim dojdę do tego, że to z gorąca czy wysiłku, znajdę u niego z 10 śmiertelnych chorób. Poza tym jest radosny, podły i złośliwy jak zawsze i wiecznie nienażarty. Przed wejściem do auta, jak zwykle sczesuję z niego dwa kleszcze. Dwa… całkiem nieźle, bo to nie dużo, w porównaniu do zeszłego tygodnia, gdzie dwa zdejmowałam z siebie plus koło sześciu z psa. Wracamy do domu, po krótkiej chwili mierzę psu temperaturę. Tak – mierzę ją codziennie z powodu wysypu kleszczy widmo babeszjozy wisi nade mną jak fatum, więc muszę mieć wszystko pod kontrolą. Mierzę i nie wierzę… 39,5. Atak paniki, obdzwonienie wszystkich weterynarzy w Grójcu, bo to na pewno babeszjoza, ale nikt z głosu nie budzi mojego zaufania, a jedną klinikę już dożywotnio skreśliłam, przez brak umiejętności zrobienia głupiego zastrzyku. Kilkanaście minut później kolejny pomiar. 39,2. M. zrywa się z pracy, jedzie na sygnale wypłacając z konta ślubne pieniądze, bo trzeba ratować psa, a wiadomo jak zaawansowane będzie leczenie? Antybiotyk, kroplówki, kto wie jak poważny jest stan…. Ja zalewam się łzami, M. każde mi brać urlop na żądanie i natychmiast wieziemy psa, w środku tygodnia, do Lublina, bo jak ma go ktoś leczyć to tylko nasi weterynarze ChironWet. Już niemal spakowani, kiedy mamy wychodzić postanawiam ponownie zmierzyć psu temperaturę. 38,2- znaczy u Donnera w normie.

SONY DSC

Eeee… co robimy. Szybka analiza: ciepło, duży wysiłek, temperatura mogła skoczyć, ale aż tak? Dobra, piję mocnego drinka, najwyżej M. będzie prowadził. Czekamy… 30min pomiar temperatury. 38,2. Może to nic złego… czekamy godzinę i znowu pomiar: 38,2.

Pies jest zdrowy. Tym razem zalewam się łzami ze szczęścia. M. w żartach opiernicza Donnera, że nie wolno tak matki straszyć, ale widzę, że i jemu ulżyło. Donner się cieszy, bo nie wie, co się dzieje, ale zamieszanie jest fajne. Zostajemy. Jeszcze dwukrotnie mierzę temperaturę, Donner na mój widok z termometrem zaczyna ciężko wzdychać, jakby chciał powiedzieć: „weź sobie już odpuść”. Więc odpuszczam, ale i tak pies zostaje na noc zaproszony do łóżka, a na kolacje dostaje najlepsze pyszności jakie mamy. Tyle strachu co nam napędził… niech wie, że go kochamy niezależnie od tego, co się z nim dzieje. A Donner? Donner jest rozczarowany, bo liczył na wycieczkę, w końcu się pakowaliśmy, a został bezdusznie oszukany, bo nigdzie nie pojechaliśmy.

Ale dzisiaj mu to wynadrode, bo zaplanowaliśmy wycieczkę do Warki pobuszować na brzegach Pilicy.

SONY DSC

  • kadłup

    można to skomętować tylko tak https://www.youtube.com/watch?v=_3JXCiWVCcg

    • Kadłup no szacun! Nie spodziewałam się, że tu zaglądaszm, Twój komentarz wiele dla mnie znaczy. Przekażę go M. 🙂

  • Nie dziwię się – my z racji na region jestesmy na tym punkcie przewrażliwieni trochę… a może i nie przewrażliwieni, ale doświadczeni? W swoim życiu, z różnymi psami, przeżyłam babeszjozę jakieś 15-20 razy 😉 no ale jak mówię – taki mamy klimat. Dzięki temu za każdym razem przyjeżdżamy bardzo wcześnie, ostatnio z Bohunem (rok temu) pobiliśmy rekord – w rozmazie, gdyby nie wprawne oko, możnaby nic nie zobaczyć.

    • Ja tylko raz przeżylam babeszjozę… i błagam nigdy więcej, stąd i moje przewrażliwienie.

  • PSIOLUBNI

    My w tym roku już jedną babeszjozę mamy zaliczoną. Jedną i mam nadzieję że ostatnią. Mieszkamy w środku lasu i gdzie nie wyjdziemy to zawsze spotkamy jakieś kleszcze. Kropelki, ani obroże nam już nie pomagają, więc obrałam za kolejny atak tabletki – mam nadzieję że skutecznie.
    Pozdrawiam 🙂

    • U mnie też nie wiele co działa. Przy Foresto była babeszjoza, krople są nieadekwatnie drogie i wymagają systematyczności, a tabletka… cóż… raz spróbowałam, potem wygrzebałam artykuł o tym ile psów po niej umarło i przez 3 miesiące co 10min sprawdzałam czy pies jeszcze żyje. Nie ufam jej, i nie zaufam przez najbliższe 5 lat. po tym czasie będzie już na tyle długo na rynku by wierzyć, lub niewierzyć w te straszne dosniesienia. Ale oby Wam posłużyła i sprawdziła się jak najlepiej! 🙂

      • PSIOLUBNI

        Jejku… Wystraszyłaś mnie tymi doniesieniami o śmiertelności psiaków, po podaniu tych tabletek. (Mogę prosić o odnośnik do tego artykułu?) Czytałam o różnych reakcjach psów na ten lek, ale nigdy nie napotkałam się na to, że jakiś psiak po tym zmarł.
        Nasza pani weterynarz poleciła nam te tabletki. Ufam tej kobiecie, nie raz uratowała życie moim zwierzakom. Jeśli będą skuteczne (działają już dwa tygodnie i ani jednego kleszcza) to chyba będę je moim psom podawać. Mam dość stresu związanego z kleszczami. Ciągłych wizyt u weterynarza „bo babeszjoza” panicznego iskania psiej sierści i całego mieszkania, reagowania stresem na dyszenie i ospałość psów.
        Nero w tamtym roku (mimo zabezpieczenia) był chory dwa (albo trzy) razy, Niko w tym roku raz. Mam nadzieję że te tabletki będą skuteczne… i bezpieczne.

  • @bardzogrubaryba

    Pytanie poboczne, jaki masz termometr dla niego? I gdzie mu mierzysz? Chce właśnie zakupić

    • Zwykłym termometrem przez odbyt. Ale są teraz takie fajne temometry dla dzieci, vo nie są szklane.