Strona główna Sporty kynologiczneCanicross (bieganie z psem) Wracamy na Hard Dog Race po dwóch latach przerwy!

Wracamy na Hard Dog Race po dwóch latach przerwy!

Ela przechodzi na canicrossową emeryturę

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Po dwóch latach przerwy, po dwóch startach, z których musiałam zrezygnować dosłownie z dnia na dzień, bo najpierw ciąża, potem problemy z Tosią, w końcu w 2024 roku udało na się z Elą ponownie wystartować w Hard Dog Race, który w tym roku odbywał się w Górze Kalwarii.

Nie ukrywam, że w tym roku nasz start też do ostatniej chwili był lekko wątpliwy, bo obawiałam się o kondycję i zdrowie Eli. Raz miała lekką nadwagę, dwa… od dwóch lat nasiliły się problemy z kręgosłupem. Na szczęście po konsultacji z weterynarzem, zabezpieczeniu w leki i suplementy oraz po całkiem porządnym treningu udało nam się wystartować ten ostatni raz.

Ostatni raz z Elą. Dziewczyna kończy w tym roku 8 lat i choć na trasie widziałam jej radość i szczenięcy zapał, widziałam też jak, mniej więcej w połowie spina się, potrzebuje rozmasowywać plecy tarzając się po mchu i że nie ma na tyle siły na ile by chciała mieć.

Tak więc podjęłam decyzję, że był to jej ostatni start w kategorii Base, może jeśli się uda jeszcze kiedyś wystartuje z Tosią w Junior, ale na razie przechodzi na biegową emeryturę.

Same zawody były jak co roku wspaniałe i bardzo tęskniłam za tą atmosferą i adrenaliną. Tegoroczna trasa była wyjątkowo wymagająca, bo było bardzo dużo biegania, biegania po piasku, po leśnych wąskich ścieżkach, na które chyba pierwszy raz wyszli organizatorzy planując trasę.

Było trochę mało wody nad czym ubolewam, bo my z Elą jesteśmy team wodne przeszkody. Za to byłam pod wrażeniem nowych przeszkód, które pojawiły się od czasu naszego ostatniego startu. Kładki-huśtawki były mega i choć na początku obawiałam się, czy Ela sobie poradzi okazały się być super przeszkodą. Mnie bardzo podobała się przeszkoda, na której trzeba było się zawiesić rękami i nogami, jak na trzepaku robiąc „kiełbaskę” i tak przekiełbaskować się kilka metrów. Z nowych przeszkód był jeszcze dmuchany zamek z wiszącymi balonowymi słupami, który zastąpił dżunglę opon i „buda”, do której my wchodzimy, a pieski idą na zewnątrz.

Oczywiście nie zabrakło górki, pod którą jak podbiegłyśmy z Elą zrobiło mi się słabo na samą myśl o niej, bo znając organizatorów byłam pewna, że każą nam na nią wyjść, zbiec z niej i znowu wyjść. Na szczęście w tym roku byli wyjątkowo łaskawi i wybiegaliśmy na nią tylko raz.

I tak mimo dwu letniej przerwy, mimo wieku i problemów Elci udało nam się pokonać trasę z naprawdę dobrym czasem i wynikiem, bo pokonałyśmy trasę w 48minut i 29sekund, co było naszym drugim najlepszym czasem!

Fajnie też, że w tym roku startowało w tych wyścigach sporo naszych znajomych i że mogłam pokazać im te zawody! Bowiem w lutym, jak wiecie, zrobiłam w Lublinie darmowy kurs canicross i przygotowania do Hard Dog Race, w którym wzięło udział 11 psów. Wspólnie uczyliśmy się biegania, startowania, kierunków i pokonywania przeszkód, by ostatecznie móc wystartować w tych zawodach z jakimś przygotowaniem.

To był super projekt i wiem, że przed kolejnym HDR-em będę go powtarzała. Bo nie tylko udało mi się przybliżyć ludziom te zawody, ale i pokazać taką aktywność, którą wiele osób z góry skreśla, bo nie lubi biegać. Tymczasem, kiedy w tym bieganiu zaczyna towarzyszyć nam pies, nagle okazuje się, że to znienawidzone bieganie nie jest wcale takie złe.

Cieszę się niezmiernie, że udało mi się w tym roku wystartować i zrobić to olejny raz z Elą. Była ze mną na HDR od pierwszej edycji, razem zakochałyśmy się w tej imprezie i razem płakałyśmy na trasie gdy nie dawałam rady biec za nią, lub gdy widziałam jak ten mały piesek się stara dając z siebie 300%, mimo wielu przeciwności. Mam nadzieję, że kolejne Twinsowe pokolenie da radę za rok i będziemy równie dobrze bawiły się na tej imprezie.

Ogółem: 55, dzisiaj: 1

You may also like

Zostaw komentarz