6Lip

Ciesz się życiem i nie przestawiaj wierzyć.

Już prawie nie pamiętam tych czasów, kiedy wyjście na spacer z Donnerem wiązało się ze stresem i niechęcią. Kiedy przeprowadzenie przez osiedle mojej „bestii” wiązało się niemal wojskową operacją logistyczną. Czasów, kiedy w ciężkie dni, trzy szybkie spacery – jak Bóg przykazał – były pomnożone razy dwa, bo wyprowadzenie dwóch psów naraz był niemożliwe. Nie pamiętam tych nerwów, kiedy mój pies atakował i wrzeszczał na wszystko, co się rusza, a i śmietnikom potrafiło się oberwać. Za nami są już chwile, kiedy na widok psa na horyzoncie, rozpaczliwie poszukiwałam drogi ucieczki, by tylko nas nie namierzył i nie podszedł, bo będzie walka. Linka kontrolna leży rzucona gdzieś w kąt, wyciągana od czasu do czasu, tak dla przypomnienia. Goście coraz częściej nas odwiedzają, a Donner nie dość, że już nie wychodzi z siebie, to nawet przestał stosować wyparcie. Siedzi grzecznie w klatce, bawi się zabawką i przyjmuje poczęstunek od gości, ba nawet do nich wychodzi na chwilę.

Zło minęło, demon przepędzony. A ja żyje w moim małym świecie cudu. Cudu, który się wydarzył. Mam wspaniałego, socjalnego psa. Psa, który jak spotyka innego psa na swojej drodze, w większości przypadków go ignoruje lub się wita (!). Psa, który ma kolegów, którzy niezapraszani odwiedzają go na jego posesji i nie zostają rozszarpani. Mam psa, który ignoruje mijanych ludzi. Psa, który coraz częściej w kontrolowanych warunkach chodzi luzem. Mówię Wam, jaką mieliśmy niesamowitą radość i wewnętrzny luz, kiedy na jednym z weekendowych spacerów Donner dobre 15min spacerował z nami bez smyczy i linki kontrolnej. I to nie na planecie Mars, gdzie do najbliższej drogi, ludzi, cywilizacji jest tysiąc kilometrów (no, a przynajmniej kilka). Nie. Tak po prostu, spacerowaliśmy. Fakt o godzinie i w miejscu, gdzie ryzyko spotkania kogokolwiek jest znikome, ale jednak w miejscu innym niż strefa skażenia radioaktywnego, gdzie nie ma żywej duszy.

Przekierowanie Donnera z „ja, sam, tam” na „my, razem, tu” spowodowało, że mam przesłodkiego owczarka, który lubi popajacować, ale nie dlatego by wykorzystać chwilę nieuwagi na swoje plany, tylko po to, by zaprosić nas do zabawy. Cały spacer jest nastawiony na nas, na zabawę, szarpanie, kontakt z nami. Na każde przywołanie przybiega jak rozkoszny szczeniak, oczekując zabawy i nagrody. Oczywiście dalej mamy świadomość, że to pies – zwierzę, na dodatek Donner, ale teraz jest już w przedziale tych psów, które raczej są normalne, choć niesforne, a nie niebezpieczne i nieogarnięte. Może nie jest na takim poziomie jak Ela, u której słownik ma zamazane słowa związane z agresją i złem, ale u Donnera są już zdecydowanie zapisane mniejszym druczkiem niż pozostałe, a kiedyś przezież były wyboldowane.

Także teraz spacery z dwójką psów to sama przyjemność. Droga pod lasem, łąki, las – luz, bez spiny. Park w mieście – idę na spokojnie trzymając w ręku luźno smycz. Nikt się nie szarpie, nikt nie napina, nie poluje. Mogę spokojnie zebrać kupy, nie lustrując nerwowo otoczenia, czy ktoś nie nadciąga. Schodzimy z drogi tylko rowerom, a raczej wtedy przystajemy, z każdym innym jesteśmy w stanie się minąć, nawet nie rejestrując jego obecności.

Jak niesamowitym narzędziem jest wiedza i rozumienie swojego psa – jego potrzeb i problemów. Jak niesamowitym narzędziem jest spokój i brak oczekiwań dalszych niż tu i teraz. Kiedyś, żeby odciągnąć uwagę Donnera od czegoś, stawałam na rzęsach, korygowałam go kolczatką, blokowałam fizycznie, dostawałam napadu szału, że nic nie działa i do końca dnia byłam zła i roztrzęsiona, że jesteśmy razem, ale każde z nas osobno, a ja nie ogarniam własnego psa, a on siebie. Teraz pytam go z rozbawieniem i westchnieniem politowania: „mózg się rozłączył?” oferując zabawkę. Donner odpuszcza z głupią miną: „Mama, wyrwało mi się, jestem kochany, odejdźmy stąd, zanim się zdenerwuję” nawet jak się wydrze, po chwili ma taką minęjakby przypadkiem wybuchło mu legowisko. „To było głupie wiem, tak jakoś wyszło, chodźmy i zapomnijmy”. Więc idziemy i zapominamy. Dalej na super emocjach, kontakcie i pozytywnej energii. Bo zła energia nie gromadzi się w nas, ja śmieję się z „moje pustaczka” tłumacząc mu, że zmęczyłby się goniąc rower i na co mu to. Donner zgadza się ze mną szarpiąc patyk, że jest „pustaczkiem”, bo w sumie tego roweru już nie ma i nie było sensu się unosić, na coś, co tak szybko zniknęło. Kontrola otoczenia, szukanie guza, sztywny chód i ogon – nieee to był Donner 1.0. pies pilotażowy, trochę niedoskonały pomimo wielu łatek. Teraz po update mamy Donnera 2.0 z dodatkiem „spoko luz”. Idealne połączenie na co dzień, pozwalające cieszyć się życiem z psem i codziennością.

Ale głupia byłam nie wierząc w swojego psa i w siebie. Byłam przekonana, że do końca życia będzie kaganiec i linka kontrola, miejskie spacery będą karą dla mnie i dla niego, a innego psa to możemy obejrzeć w telewizji. No cóż – nigdy nie przestawaj wierzyć i pracuj nad sobą i swoim psem. Korzystaj z pomocy doświadczonych osób, a niemożliwe stanie się Twoją rzeczywistością.

 

PS. A my już w niedzielę wyjeżdżamy na wakacje! Najpierw tydzień na Węgrzech (bez psów), a potem tydzień na żaglach na Solinie – z kudłami! W związku z tym otwieram dla Was gorącą linię na mailu: kontakt@zamerdani.pl (ale i na FB i Insta) – Q&A – żagle nie tylko z psem. Zadawajcie pytania związane z żeglarstwem żaglami, żeglowaniem z psem i tym rodzajem wakacji. Po powrocie odpowiemy na wszystkie! Jak przygotować psa na żagle, czy pies miewa chorobę morską, czy każdy pies umie pływać i wiele więcej! Nie ma głupich pytań, a żeglowanie z psem to super sprawa i myślę, że to ciekawy temat, by opowiedzieć o nim szerzej! Pomóżcie mi stworzyć kompendium żeglarskiej wiedzy dla psiarzy!

Ogółem: 303, dzisiaj: 1

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
MałgosiatomekIwonaKamilaAmelia Bartoń - zamerdani.pl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dominika
Gość

Jeszcze nigdy tu nie komentowałam, ale chyba zacznę, bo cały czas czytam 🙂 Naprawdę, wasze posty niesamowicie mnie motywują, bo mam problemy z łaciatym. I czasami mam doła. Myślę wtedy, że i tak nie wyjdzie, że nie mam szans wypracować z nim tak wiele, ze już zawsze tak będzie. Dlatego dziękuję za ten wpis i za wszystkie inne, bo niesamowicie podnoszą na duchu <3

Kamila
Gość
Kamila

Ależ wspaniale czyta się o takich przemianiach! Aż sama przekonuje się, że moja praca może nie pójść na marne, jeśli będę ją kontynuować. Może to nie ta sama skala, bo mowa o lęku do wody, ale skoro Wy daliście radę z takim problemem my też podołamy! ❤
Pozdrawiamy z Falkorem!

Iwona
Gość
Iwona

super tekst, widzę i doceniam ogrom czasu i pracy poświęconej psu, zazdroszczę i też bym chciała tak wychować psa jak się dał wychować Doner, wiem,że trzeba poswięcić ogrom czasu aby uzyskac taki efekt

tomek
Gość
tomek

Mega fajny artykuł

Małgosia
Gość
Małgosia

Czytam ten tekst już chyba setny raz w nadziei, że i ja zacznę przechodzić obok innych psów obojętnie. Caly czas pracujemy, odwracamy uwagę, nagradzamy za najmniejszy sukces. Może i ja kiedyś będę mogła pochwalić się takim osiągnięciem 🙂