Kiedy mężczyzna żeni się z psiarą

Nawiązując do wpisu: „Kiedy mężczyzna spotyka psiarę”, nadeszła pora by zakończyć nasz okres przyjaźni i narzeczeństwa, gdyż od nieco ponad miesiąca jesteśmy małżeństwem. Ja, M. i Pies Donner, a także od dwóch tygodni Elza – stanowimy małą, ale całkiem fajną rodzinkę, w której psy są naszym oczkiem w głowie. Pies… Tak – pies… Ten, przez którego postawiliśmy nasze życie do góry nogami, przez którego planujemy inaczej wakacje, wynajęliśmy takie, a nie inne mieszkanie oraz pod którego wybraliśmy ślubne dodatki, ponieważ gdzieś około dwóch lat temu wygrał cudowną obrożę z krawatem i wówczas zapadła decyzja, o tym, że musimy mieć czerwone dodatki, bo pies ma czerwony krawat. Kolejną sprawą była sesja poślubna z psem. Co tam wesele, co tam paznokcie, najważniejsze, by znaleźć fotografów, którzy zgodzą się na sesję ślubną z psem, który może być problematyczny. Na szczęście znaleźliśmy takich fotografów, który nie dość, że zgodzili się na psa, zupełnie nie przejęli się jego problemami, to jeszcze zaplanowali z nim cały scenariusz zdjęć, bo wiedzieli, że nam na tym najbardziej zależy.

Plener z Donerem_MEDIUM-19

M., który jeszcze rok temu traktował Donnera jako zło konieczne i rywala, w momencie całych tych przedślubnych przygotowań sam przypominał mi o Donnerku, którym trzeba się zająć, który musi być na sesji, i którego tak bardzo lubi. No, ale nie samym psem żyją świeżo upieczeni małżonkowie, bo co by nie mówić o naszym czterołapnym dziecku (teraz już dwóch) to najważniejszym wydarzeniem ostatniego miesiąca był nasz ślub.

Ten dzień minął nam niesamowicie szybko i choć sam ślub był dopiero o 16:30, szczerze powiem nie wiem, kiedy uciekły nam te godziny. Fryzura, makijaż ostatnie przygotowania i wyjeżdżamy. Nie mieliśmy nawet czasu się zestresować. Poważnie! Bardziej stresowałam się w liceum przed lekcją matematyki, bardziej stresowałam się przed maturą czy wystąpieniem publiczny z okazji jakichś tam ekologicznych poczynań niż przed ślubem. Bo i czego mieliśmy się bać? Byliśmy tego pewni, chcieliśmy tego, więc bardziej czuliśmy coś na wzór niecierpliwości i podniecenia dziecka przed wejściem do lunaparku niż stresu.

PROLOG (49)

Sam ślub nie odbył się bez niespodzianek, bowiem przed ceremonią musieliśmy złożyć w kancelarii podpisy, na nasze nieszczęście umówiliśmy się z księdzem o szesnastej, a byliśmy chwilę przed i kancelaria była jeszcze zamknięta. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie oberwanie chmury… Dosłownie tylko wbiegliśmy pod schody po drugiej stronie placyku i lunęło. Lunęło tak przeraźliwie, że plac i podjazd zamieniły się w rzekę. Chwilę po szesnastej wyszedł do nas ktoś z opactwa z informacją, że brat czeka na nas w kancelarii i czy przejdziemy się tam. Chyba przepłyniemy – prychnęłam w myślach, starając się nie zakląć na terenach otaczających kościół i klasztor. Oczywiście nie przeszliśmy, ale na szczęście puszczono nas przez labirynty klasztorne i udało nam się dotrzeć do kancelarii suchą stopą. Choć nie wiele brakowało, bo gdyby nie nasze miny w stylu „Chyba sobie robisz jaja, że mamy iść w ten deszcz?!” to przypuszczam, że słabsze psychicznie osoby musiałyby do kancelarii dopłynąć. Ale o całych okołotematycznych przemyśleniach kościelnych napiszę innym razem.

P1010332

W kościele mszę odprawiał nam natomiast przesympatyczny i dosłownie przeuroczy brat. Przez długą brodę, okulary i aparat na zębach wyglądał niesamowicie życzliwie, choć mi się kojarzyła z nim piosenka z reklamy Redd’sa w stylu regge. Brat wygłosił przepiękne kazanie, powiedział kilka słów od siebie i w momencie, kiedy nałożyliśmy sobie obrączki poprosił byśmy się odwrócili… i wtedy na świecie pojawiło się słońce. Nie jakieś tam słońce zza chmur tylko zrobiło się jasno i słonecznie jak w południe najpiękniejszego dnia lata. Witraże w kościele zalały świątynie przecudnymi kolorami, a ja się wtedy drugi raz popłakałam. Pierwszy był podczas kazania, kiedy złapałam M. za rękę i jego ręka mnie wzruszyła. To był dobry znak, że po burzy zawsze przychodzi spokój i piękne słońce i że wszystko będzie dobrze.

Cała msza, ślub były niesamowitym wydarzeniem i przeżyciem. Nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, że cały czas uśmiechaliśmy się do siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Zdecydowanie ten sakrament był nam potrzebny i, mimo że nic w naszym życiu się nie zmieniło to z powodu małżeństwa, chyba jeszcze bardziej zbliżyliśmy się do siebie.

PROLOG (73)

Po ślubie, już w piękną pogodę, gdzie momentalnie wszystko wyschło, nie zostawiając najmniejszego dowodu na to, że jeszcze niespełna godzinę temu, przed kościołem była rwąca rzeka, przyjęliśmy życzenia od naszych gości i udaliśmy się na wesele. Pierwsze wesele, na którym tak dobrze się bawiliśmy i pierwsze wesele, gdzie nie uciekliśmy tuż po oczepinach, tylko zostaliśmy do piątej rano. I mimo, że nie chcieliśmy wesela, że nas nie kręciło całe przygotowanie do niego, to ostatecznie nie żałujemy, że się odbyło, bo była to naprawdę fajna impreza.

A gdzie w tym wszystkim było miejsce dla psa? A no nie było. Gdzieś dawno, dawno temu chciałam by Donner niósł obrączki do ślubu. W międzyczasie temat umarł, raz dlatego, że księża nie byliby tym zachwyceni dwa dlatego, że pierwszą zabawę oczepinową mielibyśmy jeszcze przed ślubem, kiedy Donner postanowiłby uciec z obrączkami i wszyscy weselnicy musieliby go ganiać wokół kościoła. Tak więc na czas przedślubnych przygotowań pies wylądował w kojcu. Pierwszy raz był w nim tak długo zamknięty, bo zazwyczaj trafiał tam na kilkanaście minut, kiedy trzeba było psa przymknąć dla jego własnego dobra. Tym razem pies wylądował tam na dobre kilka godzin. Dopiero kiedy rozpoczęło się wesele, mama podjechała go wypuścić. W niedzielę pies również kojcował, bo sporo osób pojawiało się w naszym domu, także weekend ślubny Donner miał niezwykle nudny, ale przeżył go z godnością, nawet nie obrażając się zanadto.

Plener z Donerem_MEDIUM-29

Także ślub i wesele minęło, a my jesteśmy już oficjalnie mężem i żoną i wielką szczęśliwą psią rodziną, która niesamoicie szybko nam się powiększyła. Oznaczenie M. przyjęło teraz nowy wydźwięk, bo nie jest to już skrót od imienia, a skrót od słowa „mąż”, choć cały czas się zastanawiam nad zmiana na P.M. czyli „pan mąż” albo Mąż-Ojciec-Dyrektor, ale chyba ostatecznie zostanie i tak M. Teraz pozostaje pojechać w podróż poślubną (już pojutrze!!!), tym razem dla odmiany bez psa, by choć jeden wyjazd móc pocieszyć się tylko sobą (zresztą nie zgodziłabym się, by kudłacz leciał w luku bagażowym), ale w międzyczasie planujemy pomniejsze wypady w góry (już pod koniec września z uwzględnieniem Elzy), a może i na żagle nie mówiąc o jakichś niespodziewanych wycieczkach w okolicy. Także nie będzie źle, a wręcz jeszcze lepiej niż dotychczas!

Plener z Donerem_MEDIUM-37

 

(Visited 1 798 times, 1 visits today)
  • GALLY

    To jako kolega z tego strasznego i stresującego liceum życzę wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! 🙂

    • Dziękuję P.! Odzywaj się czasem, bo tęsknię, a zero kontaktu z Tobą. 🙂

  • Ogromne gratulacje kochani!!! U nas od dziś ostateczne odliczanie- dokładnie za miesiąc też będziemy już pełnoprawną rodziną 🙂 Wyglądaliście wszyscy przecudownie! Mnóstwa miłości na codzień <3

    • Dzięki! I czekam na Wasz Wielki Dzień! 🙂

  • Kasia Żyrafa

    Wszystkiego dobrego Wam życzę ! Ojciec-dyrektor Boże broń !!!!! Sesja naprawdę udana, chociaż trochę żałuję, że Donner nie niósł obrączek ;p

    • Haha, ja nie żałuję ani trochę, bo tym oto sposobem je mamy 😀 A tak byśmy szukali po całym Lublinie 😛

  • Agata

    Gratuluję tak pięknego ślubu i oczywiście gratuluję z okazji zmiany statusu na mężatkę 🙂 Spełniłaś moje marzenie o sesji ślubnej z psem, u mnie nie wypaliło, ale ja sobie to odbiję bo mam w planach zrobić sobie sesyjkę z Deni jak tylko będę na dłużej w pl i będzie oczywiście ciepło 🙂 co prawda już nie weselna, ale na pewno rodzinna z psem 😛 Nawiązując jeszcze do wpisu „Kiedy mężczyzna spotyka psiarę”, to kiedy mój M. (mążu) mnie poznał (miałam inną sunię wtedy) i pierwsze co usłyszał ode mnie to było ” Bierzesz mnie w pakiecie z psem albo wcale” 😛 No i wziął. Poprzednia sunia praktycznie wszędzie z nami była, ale to był pies idealny nie to co Deni. Z Deni nie wszędzie możemy jechać, ale bierzemy ja jak tylko często się da, a że z nią pracuję ciężko to może przyszłe wakacje wreszcie spędzimy w komplecie (w tym roku się tak złożyło, że nie jedziemy nigdzie tylko okoliczne wypady jednodniowe) :). No mój M. niestety nie dał się, aż tak mocno spsiażyć, spacery są nadal moją codziennością i większość czynności, ale jak nie nalegam to czasem sam z inicjatywą się z Deni bawi, jak mieliśmy rano tak samo wcześnie wychodzić z domu to nawet chętnie wyręczał mnie w porannych spacerach. Chcąc nie chcąc mam M. który uwielbia grać w gry 😛 Ale dzięki niemu skończyłyśmy z Deni dwa kursy szkoleniowe, dzielnie znosi kłaki na ubraniach, meblach i czasem w jedzeniu 😛 Stara się dostosować do moich poleceń co z psem można czego nie, co pies może czego nie, jak z psem postępować jak jest tak a tak, uczestniczy w „praniu” psa, pomaga czasem wyczesać, nie zawsze szczęśliwy z tego powodu, ale sam się zgodził, że bierze mnie z psem 😛
    ps. Uwielbiam czytać Twojego bloga, bo jakbym po części czytała o sobie, albo o tym, że spełniają się moje marzenia u Ciebie (oczywiście ja ich nie porzucam i je spełnię jak tylko będę mogła!), czy nawet te podobne problemy jakie masz z Donerem. Jeszcze raz najlepszego na nowej – nie nowej drodze życia! Łapa dla Donera od Deni 🙂 Pozdrawiam ciepło i udanej podróży poślubnej! 🙂

    • Cieszę, się że tak dobrze piszesz o moim blogu. Marzenia zawsze można spełnić prędzej czy później i tego Ci życzę! 🙂

  • Natalia Cioban

    AAa kiedyś też myślałam o tym, że pies będzie niósł mi obrączki, albo że na weselu będzie gdzieś tam z Nami. Dobrze, że z tego wyrosłam po ostatnim ślubie siostry – doszłam do wniosku że będzie to Awykonalne. Więc już tego nie planuję. Aczkolwiek wiem, że będzie musiał klatkować, a wyprowadzać go będzie musiał Mąż Świadkowiej (czyt. Szwagier) ;P Udanej podróży poślubnej!! 🙂

    • Ja się obawiałam tego co będzie jak będzie w kojcu, ale była to najlepsza decyzja. Stres, emocje, obcy ludzie – nawet najgrzeczniejszy pies mógłby się zachować dziwnie. 🙂

  • PSIOLUBNI

    Gratulacje i powodzenia w dalszym, wspólnym życiu. Sesja z udziałem Donnera po prostu cudowna! Magia, tęcza i różowy lukier na dodatek! 🙂

    • Dzięki! Jeszcze będzie trochę zdjęć z niej w następnym wpisie. 😉

  • ostatnie zdjęcie z walizką najlepsze 🙂 Super wyglądacie, wszystkiego dobrego!

    • Dzięki! Będą jeszcze lepsze zdjęcia z psiej sesji poślubnej 😉

  • Zdjęcia super – szkoda że nie mieliśmy psicy biorąc ślub 🙂

    • Zawsze można zrobić powtórkę w ramach jakiejś rocznicy i wtedy już z psem 😀

      • uuuuu….Czy Ty wiesz którą mieliśmy rocznicę ?? Ale może niedługo na taką bardziej okrągłą czego nie…

  • Nigdy nie widziałam tak pięknych ślubnych zdjęć ! Potwierdza to moich 5 psiaków !