Strona główna Z życia psiaryLudzkie szczenię Gdy pojawia się dziecko pies musi odejść…?

Gdy pojawia się dziecko pies musi odejść…?

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Kto z nas nie zna tego sławnego cytatu wypowiadanego przez Trampa do Lady w bajce Disneya „Zakochany Kundel”. I choć bajka jest już dość stara, choć pokazuje inne realia, choć świat, medycyna, wiedza o wychowaniu psów się zmienia – to pojawienie się dziecka ciągle jest jednym z głównych powodów do oddania psa.

Dlaczego tak chętnie świeżo upieczeni rodzice rodzice pozbywają się psa?

Bo nagle okazuje się, że dziecko ma alergię, ale nie robi się nic w tej kwestii – ani nie szuka się środków do dezynfekcji domu czy mebli, ani nie prowadzi się psa częściej do groomera, tym bardziej nie odczula dziecka. Nawet nie myśli się o separacji psa i dziecka, by wydzielić w domu „strefy bez kłaczka” tylko bez najmniejszych skrupułów oddaje się psa. Oczywiście nie mówię tu o chorobach nieuleczalnych wymagających od rodziców poświęcenia własnego życia opiece nad dzieckiem, o sytuacjach rodzinnych, gdzie dzieje się faktyczna tragedia czy zdrowotna, czy materialna, tylko o pierdołach, zwykłym wygodnictwie, czy „znudzeniem się” psem i brakiem chęci pogodzenia tych jakże wymagających i skrajnych światów: psiarza i rodzica, a alergia (u ojca, dziecka, babki, wstaw cokolwiek) to chyba najczęstsza wymówka usprawiedliwiająca oddanie psa.

Pies szczeka i budzi dziecko – ale przez całe dotychczasowe życie psa, przez dziewięć miesięcy ciąży nie zrobiono nic, by tego psa wychować. By nauczyć go nowych zachowań, oduczyć zachowań niepożądanych lub takich, które mogą stanowić w przyszłości problem. Teraz pojawia się problem i „pies musi odejść”, bo stwarza ów problem, który przez tyle czasu był bagatelizowany, a czasem nawet wzmacniany, bo było to na swój sposób urocze lub zabawne…

Pies jest zaborczy, męczący lub niedelikatny – i jak wyżej, znamy naszego psa nie od wczoraj. Mniej lub bardziej wiemy, jak może się zachować, jak pewne sytuacje mogą wpłynąć na zmianę jego zachowania – co przez ten czas, zanim pojawiło się dziecko, zrobiliśmy, żeby ułatwić psu pojawienie się noworodka w domu? Pies nie wie, że z dnia na dzień zmieni się rytuał dnia, spacery będą krótsze lub będą dni, gdzie pies będzie musiał zadowolić się krótkim spacerem fizjologicznym lub ogrodem. Że opiekun już nie poświęci mu 24h/dobę. Że nie będzie można spać w łóżku, pchać się na kolana podczas karmienia niemowlaka. Że skończą się na jakiś czas kilkugodzinne spacery po kilkanaście kilometrów, codzienne trening. Że zabawy z Pańciem, w których pies warczy, łapie za ręce, skacze na człowieka, nagle staną się niedopuszczone – bez przygotowania psa, wszystko to co robił wiele lat, co wydawać by się mogło wszyscy lubili i akceptowali skończy się dla niego z dnia na dzień. Jak można oczekiwać od psa akceptacji i dopasowania się do takich zmian, jak nikt nie nauczył go zachowywać się /  bawić się / żyć inaczej?

Pies atakuje dziecko i jest agresywny – zazwyczaj problem pojawia się po roku, półtora, gdy dziecko zaczyna się przemieszczać, interesować psem, a pies ma według rodziców odnaleźć się w nowej roli maskotki, którą można szarpać za uszy, wkładać rączki do pyska – kiedy je, a nawet robić za kucyka. Psu oczywiście nie wolno burknąć, pokazać zębów – ma znosić te upokorzenia, bo to tylko dziecko. Nikt nie zadba o miejsce spokoju psa, jego bezpieczny azyl, nie dostrzeże niemego wołania o pomoc, bo dziecko chce przytulić pieska i pies ma się ochoczo zgodzić, bo to dziecko! I nagle dzieje się tragedia, bo pies rzucił się na dziecko. O ignorowaniu nie tylko przez dzieci, ale i przez ludzi dorosłych sygnałów, które wysyłają nasze psy i które mają ostrzec nas przed przekroczeniem psich granic pisałam TUTAJ. Nie możemy oczekiwać dobrej relacji na linii pies-dziecko, jeśli nie jesteśmy w stanie zapewnić poczucia bezpieczeństwa psu, a wiadomo, że każde zwierzę zagonione w róg (bez możliwości ucieczki/odejścia) w sytuacji trudnej dla niego będzie próbowało się bronić.

Strefa bez kłaczka

Dziecko nie pojawia się z dnia na dzień, pies często jest dużo wcześniej niż ciąża czy dziecko, więc mamy mnóstwo czasu, by wychować psa i przygotować go na zmiany. Ale czy to robimy? Zastanówmy się:

Zachowanie psa:

Czy oduczamy psa zachowań, które mogą być nieakceptowalne przy dziecku: np.: nie skakania na ludzi, delikatnej zabawy, spacerowania na luźnej smyczy?

Jeśli pies do tej pory był nauczony ekspresyjnej zabawy z łapaniem za ręce, skakaniem na opiekuna i szczekaniem, warto nauczyć go innego modelu zabawy. Jeśli ciągnął na smyczy, koniecznie trzeba popracować nad chodzeniem przy nodze, by mógł towarzyszyć w spacerach z wózkiem, nie koniecznie po leśnych ścieżkach. Jeśli to młody pies, pies reaktywny, nauczony codziennego zmęczenia, czy partner zapewni mu odpowiednią ilość ruchu, kiedy Ty będziesz zajmowała się dzieckiem? Może warto poszukać kogoś z rodziny, przyjaciół kto zabierze psa na porządny spacer? Może warto skorzystać z pomocy pettsitera, póki nie odnajdziemy się w nowej rzeczywistości?

Szkolenie psa:

Czy szkolimy psa, by znał komendy np.: ‚zostań‚, ‚na miejsce‚, ‚nie rusz‚, ‚cicho’?

Pies nie musi znać wielu komend i tysiąca sztuczek, jednak zawsze warto umieć skomunikować się z psem tak, by móc zapewnić sobie, jemu i dziecku komfortową przestrzeń. Absolutnie nie chodzi o izolowanie psa od dziecka, ale umiejętność zorganizowania przestrzeni – wtedy, kiedy jest to konieczne. Żeby nie zabierał upuszczonej przez dziecko zabawki, żeby nie skakał na nas kiedy kołyszemy do snu dziecko. Żeby potrafił w ciszy poczekać na wydanie jedzenia.

Zasady w domu:

Czy wprowadzamy nowe zasady np.: nieżebrania przy stole, nie wchodzenia do sypialni, nieszczekania na głośne dźwięki?

Musimy zastanowić się, co może realnie nam przeszkadzać lub utrudniać opiekę nad dzieckiem i już zawczasu popracować z psem nad nowymi zasadami. By w ogólnym roztargnieniu i zamieszaniu w związku z nową rolą rodzica nie dokładać w psim życiu kolejnych zmian z dnia na dzień, którym towarzyszą emocje, zmęczenie, panika, a wprowadzić zmiany, kiedy jeszcze wszystko jest po staremu.

Rytm dnia:

Czy zmieniamy rytm dnia np.: uczymy psa alternatywnego spędzania czasu i zajęcia (treningi sportowe zamieniamy na umysłowe), wprowadzamy nieregularne godziny spacerów w miejsca, gdzie będziemy chodzić z wózkiem, by oswoić psa z innym otoczeniem, czy zmieniamy pory karmienia.

Jeszcze przed narodzinami dziecka warto zastanowić się jak będzie wyglądał nasz dzień. Kto z rodziców będzie miał czas i ile, jak podzielą się opieką nad dzieckiem i psem. Kiedy będziemy planować spacery, jak mogą zmienić się pory karmienia psa. Porządek i schematy u psów (szczególnie problemowych) są niezwykle ważne, ale w nowej sytuacji nie zawsze może udać się je nam wpasować w grafik karmienia, usypiania i przewijania dziecka. Dlatego warto już wcześniej wprowadzać drobne zmiany w życiu psa i wspólnie z partnerem / rodziną rozplanować opiekę zarówno nad dzieckiem i psiakiem, by nie zaniedbać psich potrzeb, bo ich deprywacja to pierwszy krok do problemów. I to nie jest tak, że pies zrozumie, że są teraz ważniejsze sprawy. Jeśli przez ostatnie pięć lat jego życie wyglądało zupełnie inaczej – było poukładane, pełne zainteresowania opiekuna i całej rodziny, nagła zmiana może nieźle namącić w psiej głowie, dlatego psa trzeba przygotować.

Całkiem wygodną masz tę poduszkę. Chcę taką samą!

Co ja zmieniłam w naszym psim świecie, kiedy tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży?

  •  Spacery – zaczęłam wyprowadzać psy pojedynczo, by zmienić im rytuały, by nauczyć je samodzielnego wychodzenia na spacery i tego, że nie każda zawsze musi wyjść w tym samym czasie. Zamieniłam nasze spacery po lasach na parki i miasto, by nauczyć je ogarniać się w zupełnie innej przestrzeni – spacery przy placach zabaw, miejscach pełnych dzieci, wrzasków i rozgardiaszu. Leśne spacery też są, ale na innych zasadach. Skończyły się terkkingi na pasie i ciągnięcie, zamiast tego wjechały normalne szelki i smycze oraz ogarnianie się na komendy słowne z naciskiem na „do mnie” i „stój”.
  •  Szkolenie – Równolegle zaczęliśmy mocno pracę nad posłuszeństwem praktycznym – Merci i Molly zaczęły chodzić (osobno) na psie zajęcia, gdzie uczyły się pracować w mieście, w rozproszeniach, wśród psów i obcych ludzi oraz nauczyć ich radzenia sobie w sytuacjach niezbyt komfortowych. Zamiast aktywności fizycznych, której miały do tej pory bardzo dużo postawiłam na naukę zabaw statycznych męczących główki. Dużo kształtujemy, bawimy się w noseworki, wrócimy do Do A I Do – czyli takie aktywności, które męczą psią główkę, a nie wymagają ode mnie biegania po lesie. Uczą się też nic nierobienia, a przy terierach to wbrew pozorom nie jest takie proste. Szczęście  w nieszczęściu wszystko nam się zbiegło z kontuzją kręgosłupa Eli i wypadkiem Molly, a więc przymusowym ograniczonym ruchu, teraz zbliżającą się sterylizacją całej trójki, więc zmiana zasad już wcześniej wyszła wszystkim na dobre, bo psy zaakceptowały nowy stan rzeczy bardzo naturalnie.
  •  Nowe miejsce i nauka wyciszenia – w drzwiach sypialni pojawiła się bramka zabezpieczająca, aby już zawczasu psy nauczyły się, że to jest „strefa bez kłaczka” jeszcze na długo przed tym, nim pojawi się dziecko, by eksmisja z sypialni nie była bezpośrednio związana z dzieckiem i by zmiany zasad wprowadzać stopniowo, tak by psy miały czas przyzwyczaić się i zaakceptować nowy porządek rzeczy. Razem z wyprowadzeniem się psów z sypialni w salonie pojawiły się nowe – stare legowiska i nauka odsyłania na miejsce, by tam grzecznie leżeć, co nie jest proste dla Merci, która przechodzi jakiś okres burzy i naporu i dosłowne roznosi ją energia i nawet leżąc na miejscu robi zamieszanie, niczym jednoosobowa banda zwierząt. Nie pozbyłam się też klatki, bo Twinsy ją lubią i kiedy czują się niekomfortowo idą się tam zamknąć, więc to będzie dla nich idealny azyl, kiedy będą chciały mieć święty spokój i schować się przed dzieckiem. Zaopatrzyłam dziewczyny (i ciągle zaopatruje w nowe) zabawki węchowe i zabawki na jedzenie, by móc zająć je czymś, co uwielbiają i odwrócić uwagę od dziecka. By uczyły się go w swoim otoczeniu, kojarząc je z czymś super – czyli zabawkami na jedzenie, a nie koniecznie bezpośrednio nim się interesowały.
  •  Separacja – uczę psy powoli separacji. Do tej pory najpierw z powodu mojej pracy zdalnej, potem zwolnienia od pierwszych dni ciąży, psy były ze mną non stop. Gdzie ja, tam i one. Molly od początku potrzebowała bliskości, jednak przez moją ciągłą obecność stała się trochę moim cieniem. Psem, który musi być obok, dotykać mnie łapą, nosem lub ogonem, kiedy śpi, tak by mieć ze mną, choć minimalną styczność. Mam świadomość tego, że może być o mnie bardzo zazdrosna, co daje jasno do zrozumienia, kiedy pozostałe dziewczyny chcą się przytulić, a ona wchodzi i nas rozdziela zajmując sobie moją przestrzeń. I choć jestem optymistycznie nastawiona do relacji na linii dziecko-psy to mam świadomość tego, że to na Molly będę musiała uważać najbardziej, szczególnie że ona jest z tych psów, którym jak coś się nie podoba, to uderzają zębami, więc będę musiała stanowczo wytyczać granice zarówno jej, jak i dziecku, póki nie odnajdzie się w nowej sytuacji. Tym bardziej ćwiczymy z nią komendy „na miejsce” i „zostań
  •  Czystość – jak zachować czystość w mieszkaniu, kiedy są w nim trzy psy? Jak wpłynie to na dziecko? Przecież to niehigieniczne!
    Nikt nie każe nikomu przewijać noworodka na psim legowisku czy kazać bawić mu się tymi samymi zabawkami co psom, ale nie przesadzajmy z tą sterylnością, w końcu nie od dziś wiadomo, że brudne dziecko to szczęśliwe i zdrowe dziecko – no przynajmniej to starsze. U nas powstała w sypialni „strefa bez kłaczka” – czyli psy zostały wyeksmitowane z sypialni. Od wielu lat zaopatrzeni jesteśmy w odkurzacze automatyczne i mopujące, by móc codziennie, szybko i bezboleśnie, a skutecznie posprzątać mieszkanie. Dla zabicia jakiś patogenów mamy myjkę parową do podłogi, jeśli trzeba będziemy, co jakiś czas ozonować sypialnie. W dzisiejszych czasach technologia pozwala na utrzymanie porządku bez zbędnego wysiłku. Wiem też, że psy będą regularnie i często odwiedzać groomera, by były czyste i systematycznie odkłaczane – obecnie są około dwa – trzy razy w roku trymowane możliwe, że przy małym dziecku będą odwiedzały groomera co dwa miesiące, choćby dla kąpieli. Są dobrze przebadane, mają badany kał, zaszczepione nie tylko na obowiązkowe, ale i dodatkowe choroby, systematycznie odrobaczane, zabezpieczone od pasożytów zewnętrznych. Nawet jeśli tfu, tfu pojawią się jakieś alergie, których nie da się wyleczyć, a w dzisiejszych czasach da się naprawdę sporo wyleczyć, to po prostu psy przeprowadzą się na dół, a góra domu stanie się większą „strefą bez kłaczka”. Planujemy zakup kojców dla dziecka, by miało swoją czystą i bezpieczną strefę, którą można rozstawić w każdym miejscu z jednej strony ograniczając zabawy na podłodze po której chodzą psy, z drugiej pozwolić psom i dziecku na kontakty, nie koniecznie panierując bobasa w psiej sierści.
  •  Poznaj swojego psa – to chyba najważniejsze! Wiadomo, że nasze psy są super, ale nie są bez wad. Nie ma co się oszukiwać, że nowa sytuacja nie wpłynie na psa. Oczywiście będą psy, które zakochają się w niemowlaku od pierwszego spotkania, ale zdecydowana większość z nich może czuć się nieswojo. Warto więc obiektywnie spojrzeć na nasze psy – na to jakie są, jak reagują, czego potrzebują, by móc świadomie i skutecznie im pomóc. Np. Ela uwielbia dzieci, kocha być głaskana, miętoszona i przytulana (tak to jest dziwne, ale ona to lubi), za to owczarkowe geny nie pozwalają jej przejść obojętnie koło biegających / przemieszczających się dzieci, które chce paść jak bydło, łapiąc za nogę. I to nie chodzi, że chce je ugryźć, ona chce je zatrzymać i uspokoić, więc przy Eli trzeba będzie uważać na dziecko, kiedy zacznie się przemieszczać. Merci nie szuka kontaktów z „podejrzanymi obiektami” i raczej nie będzie szukała bliskości z dzieckiem. Jej trzeba będzie zapewnić bezpieczne miejsca z którego będzie mogła obserwować dziecko, a które zapewni jej poczucie bezpieczeństwa, że nikt nie będzie jej napastował, a nawet jeśli – że będzie mogła się ewakuować jeśli będzie tego potrzebowała. Molly – Molly będzie na początku zazdrosna, ale podejrzewam, że bardzo szybko zostanie „podpórką pod łokieć” podczas karmienia i choć jest psem, który raczej nie szuka konfliktu z domownikami jest też panikarą i w przeciwieństwie do Merci, kiedy coś ją boli (np. łapy), albo ma jakiś skarb to będzie się/go broniła zamiast ewakuować się z trudnej sytuacji. Trzeba będzie więc pilnować dziecko by nie przeginało z miłością do Molly, rozumiało, że „piesek nie chce”, z drugiej strony trzeba będzie też odsyłać Molly w bezpieczne dla niej miejsce, bo sama raczej nie wpadnie na takie rozwiązanie.

Image by Sarah Richter from Pixabay

Czy pies musi zniknąć?

To nie jest tak, że w XXIw. nie da się połączyć życia z psem i z dzieckiem. To nie jest tak, że nie odnajdziemy się w nowej sytuacji i nie da się wszystkiego poukładać. Da się, choć nie oszukujmy się – pierwsze tygodnie / miesiące mogą i na pewno będą ciężkie, ale z czasem nauczymy się życia w nowej rzeczywistości i wszystko na nowo poukładamy. Wypracujemy nowy rytm dnia, rygorystyczne zasady z czasem zelżeją… Warto prosić o pomoc, kiedy jej potrzebujemy, jak nie przy dziecku, to przy psach lub chociaż przy pierdołach do zrobienia w domu – rodzinę czy przyjaciół, korzystać z pomocy osób sprzątających w domu,  z pettsitera, jeśli trzeba behawiorysty – nie musimy być z tym wszystkim same!  Technologia, medycyna, wiedza o dzieciach i psach pozwalają nam znaleźć kompromis taki, by wszystkim żyło się dobrze – kwestia chęci, ale i odpowiedzialności. Bo czy można być dobrym rodzicem, kiedy oddaje się bez skrupułów czworonożne dziecko, bo pojawia się dwunożne? Jeśli to jedyne wyjście to tylko i wyłącznie nasza wina, że nie przygotowaliśmy siebie, domu i psa do nowej sytuacji. Dziecko jest ważne, jest najważniejsze, ale mając pod opieką inne istoty, które nam zaufały nie możemy ot, tak pozbyć się ich, jak pary dziurawych skarpetek, bez podjęcia próby pogodzenia wszystkiego, znalezienia kompromisu i rozwiązania, a wszystko da się połączyć, na wszystko jest rozwiązanie – kwestia chęci, a gdy ich brak… świadczy to tylko i wyłącznie o tym, że może nie dorośliśmy do tego, by opiekować się kimkolwiek.

Nie, pies nie wie, że dziecko ma specjalne względy – pies dalej pozostaje psem

I na koniec anegdotka z naszego życia, dosłownie sprzed kilku dni w kwestii najbardziej zapalnego tematu jakim jest zabranianie psu komunikowania dyskomfortu. Dziewczyny dostały mięsne kości do ogryzienia i z radością rozłożyły się na trawie ciumkając swoje skarby (swoją drogą bardzo podobna sytuacja spotkała mnie z Donnerem kilka lat temu – ah te mięsne kości!). M. uznał, że już wystarczy i chciał zabrać im ogryzione kości, wtedy Molly na niego nawarczała pokazując mu zęby. M. przejął się, że to robi i poinformował mnie, że musimy ją tego oduczyć, by nie warczała na dziecko. Ja zrobiłam wielkie oczy robiąc M. mini wykład o tym, jak to dobrze, że Molly go ostrzegła (w efekcie czego nie sięgnął po kość), bo gorzej by było jakby nie powiedziała nic, a w momencie próby zabrania ugryzła go w rękę. Tak jakby już zapomniał, jak na początku nieprzewidywalne było nasze życie z Donnerem, który potrafił markować ugryzienie nawet w twarz, bo nie komunikował dyskomfortu (znaczy robił to na swój pokrętny sposób, ale lata zajęło nam nauczenie się czytania jego ruchu oczami czy mimiki pyska), bo to był pies, który nie ostrzegał – warczeniem, pokazaniem zębów, czy innym CS-em – on przechodził do fizycznego blokowania/przeganiania. Warczenie, szczerzenie zębów, kłapnięcie w powietrzu to komunikacja, może nie kulturalna, ale dalej komunikacja i nigdy, przenigdy nie wolno psu zabraniać się komunikować, a dziecko ma wiedzieć, że: a) do jedzącego psa się nie podchodzi, b) jak pies się odsuwa, oblizuje, warczy lub pokazuje zęby to nie przekracza się jego granic. Choć pewnie nasze dziecko od małego będzie uczone najdrobniejszych sygnałów uspokajających, jakie wysyłają psy, by te nie musiały stosować tych bardziej „wulgarnych” i dosadnych. Dlaczego? Bo to taka sama nauka jak nie wkładamy rączki w ogień , palca do kontaktu czy nie wbiegamy na ulicę. I to nie jest krzywda dla dziecka, że czegoś mu nie wolno lub na coś ma uważać. To nie jest „dominacja psa” nad dzieckiem, że pies informuje, bo coś mu się nie podoba – to jest normalna komunikacja, którą należy szanować i rozumieć.

Czy Molly w końcu oddała kość? Tak, bez problemu wymieniła ją na kawałek mięsa. Czy to, że zawarczała na M. wpłynęło na ich relację lub czy go „zdominowała”? Absolutnie nie, nic się nie zmieniło. Czy M. został uchroniony przed ugryzieniem? Jak najbardziej. Czy dzięki temu wiemy, że musimy uważać ze zdwojoną siłą na dziecko, kiedy Molly będzie miała jakiś swój skarb? Tak! I to jest dla nas, jako przyszłych rodziców bardzo cenna informacja, by nie doszło do pogryzienia dziecka oraz tak pokierować nasze życie, aby Molly nie czuła się zagrożona przez dziecko, a tym samym nie wyrobiła sobie z nim złych skojarzeń. Czy Molly będzie separowana od dziecka? Nie, ale jeśli będziemy obserwować, że czuje się niekomfortowo będzie odsyłana na miejsce, gdzie będzie miała bezpieczną przestrzeń, żeby się dobrze czuła.

Dlaczego więc zamiast wyciągnąć z podobnych sytuacji naukę rodzice tak często ryzykują zdrowiem i życiem swoich dzieci wymuszając na psie uległość, posłuszeństwo i brak komunikacji wobec raczkującego bąbla, kiedy sami jako osoby dorosłe w podobnej sytuacji mogą skończyć w najlepszym wypadku z siniakiem na ręce? Dlaczego nagle okazało się, że pies, który jest od lat w domu, którego wydawać by się mogło znamy doskonale – musi odejść…?

A może jednak mógłby zostać?

 

Źródło obrazka w nagłówku:  Image by Оля Хмелюк from Pixabay

Ogółem: 181, dzisiaj: 24
0 komentarz
0

You may also like

Zostaw komentarz