20Mar

Kurs komunikacji i interakcji społecznych psów w CANID

Cały tydzień nauki, wykładów i obserwacji. Cały tydzień spędzony na spacerach z przyjaciółmi, treningach oraz z psami. Czy może być lepszy urlop? Chyba nie! Na pewno jesteście ciekawi, co takiego działo się na Komunikacji i Interakcjach Społecznych Psów zorganizowanych przez Centrum Kynologiczne Canid, więc żeby nie przedłużać wstępu – o tym, jak wszystko okazało się na opak!

Dla kogo

Komunikacja w Canid jest to kurs rozszerzający umiejętności i wiedzę zdobytą podczas kursów trenerskich i instruktorskich. Błędnym założeniem byłoby stwierdzenie, że zajęcia z komunikacji psów są dla samych psów. One są przede wszystkim dla nas – dla opiekunów, aby lepiej zrozumieć, jak psy komunikują się między sobą, choć psy również wiele wynoszą z takich zajęć dzięki kolejnym spotkaniom z różnymi psami.

Podczas 40 godzin wykładów poznacie podstawowe zasady psiej komunikacji: znaki i sygnały (afiliacyjne, submisywne, agonistyczne) wysyłane przez psy, które mają na celu wywarcie określonego wpływu na odbiorcę sygnału. Tak, bowiem psy wbrew temu, co uwielbiamy robić, a mianowicie antropomorfizować, wcale nie komunikują się tak, jak by nam się wydawało. Ona wysyłają „przekaz”, który ma wywołać konkretny wpływ (oddziaływać) na odbiorcę i zazwyczaj spotyka się z zachowaniem komplementarnym, bo nasze psy są bardzo kulturalne wobec siebie, zazwyczaj.

Na wykładach omówiliśmy kompetencje społeczne psów, komunikację (wizualną, dźwiękową, dotykową), rodzaje zachowań, znaki i sygnały, komunikację w zabawie i wiele innych zagadnień  – a po każdym z wykładów mieliśmy zajęcia praktyczne, obserwację naszych psów i nagrywanie filmów, a to wszystko przeplatana krótkimi treningami posłuszeństwa, spacerami i niekończącymi się rozmowami o psach.

Psie rozmowy

Każdego dnia były dwie interakcje, pomiędzy sparowanymi wcześniej psami. Krótkie 10-15 minutowe wejścia, podczas których poszukiwaliśmy omawianych na wcześniejszych wykładach zagadnień. Tak też były dobierane psy, by pokazać nam jak najwięcej różnorodnych podejść. Dzięki temu, że Ewelina znała doskonale nasze psy, wiedziała, na co je stać, można było utworzyć bardzo ciekawe pary bez ryzyka niepotrzebnych spięć, które też minimalizowało to, że większość psów się znała, a świadomość i doświadczenie opiekunów, również nie pozostała bez wpływu na cały przebieg kursu.

Godziny interpretacji

Powiecie, że dwa wejścia dziennie to mało? Możliwe, ale na pewno zaskoczę Was, jeśli powiem Wam, że taki 10 minutowy filmik analizowaliśmy klatka po klatce z dwóch kamer dobre 1,5 godziny! To było coś, czego na innych tego typach szkoleniach mi brakowało. Sama obserwacja na żywo, nawet na bieżąco interpretowana to mało… samo odtworzenie filmiku – to nic… dopiero analiza i interpretacja zachowania psa, tego, co na nie wpłynęło, to jak chciał wywrzeć wpływ na partnera interakcji prześledzone klatka po klatce, z dwóch różnych ujęć kamery pozwoliło nam w pełni zobaczyć to, co się działo na żywo. A wierzcie mi, po pierwszych interakcjach myśleliśmy, że między psami nie działo się nic… bo tyle też widziało na żywo nasze oko.

Post udostępniony przez Dariusz Kędziora (@dariusz.kedziora)

1 dzień – „Znaki i sygnały”

Na pierwszy ogień interakcji poszły Issa – owczarek niemiecki i Tantra – owczarek holenderski. Suki, które się doskonale znają. Mieliśmy tylko obserwować i wyłapywać znaki omawiane na porannym wykładzie, które wysyłają psy między sobą. Bez analizy i interpretacji – tylko obserwować i wyłapać „komunikację”.

Drugą interakcją było spotkanie bassetki Tabaki i mojej Elci; suk, które się nie znały i które chętnie się bawią… teoretycznie.

Jakie było podsumowanie? A takie, że zgodnie stwierdziliśmy, że podczas interakcji nie działo się nic. Psy może ze dwa razy się powąchały, raz do siebie podeszły, poskakały po placu i tyle. Żadnej zabawy, żadnego wąchania się, żadnych oszczekiwań… większą część filmu psy były zajęte sobą i swoimi sprawami nawet nie zwracając uwagi na drugiego psa… Tak to wyglądało, a my byliśmy mocno zawiedzeni, że nie będzie co omawiać…

Ależ się myliliśmy! Kiedy dziesięć pierwszych sekund analizowania zachowania owczarków zajęło nam prawie dwadzieścia minut, wszyscy chórem stwierdziliśmy, przekładając na nasze – że działy tam się zaciekłe debaty! To było niesamowite, kiedy okazuje się, że dziesięć minut interakcji bez większego kontaktu psów, bez zabawy, wąchania się, bez tego, co chcieliśmy, a właściwie oczekiwaliśmy zobaczyć, niosło ze sobą tyle przekazu między psami!

2 dzień – „Sygnały wizualne i dotykowe”

I tutaj idealnie wpasowała się mix haszczaka udający seppalę Honda i labradorka Tiga, kiedy niemal na nasze życzenie Honda zaprezentowała pacanie łapą, jako zachętę do zabawy.

Drugim wejściem był przecudny Wasyl i druga z bassetek Koka, które zaprezentowały nam piękną zabawę i całą gamę zachowań afiliacyjnych i submisywnych.

3 dzień – „Sygnały wokalne i dźwiękowe”

Ten dzień zaczęliśmy grupowym spacerem, którego tak wszyscy potrzebowali, by tuż po powrocie doszło, dla mnie, do najmniej przewidywalnej interakcji: Donnera z Comą – czarnym owczarkiem. Dwa wariaty, które zaskoczyły nas wszystkich. Bo pomimo kilku spięć, były w stanie iść luzem obok siebie ignorując się, a Donner to nawet zaczął trochę podrywać czarną koleżankę.

Wieczorem na placu pojawił się jeszcze labrador Ori (swoją drogą najpiękniejszy labek, którego widziałam) oraz Honda, które również prezentowali nam elementy zabawy.

4 dzień – „Zabawa”

Tym razem obserwowaliśmy trójki, dobrane tak, by były dwa „zabawowe” psy i jeden „rozjemca”.

Pierwszą trójkę stanowiła Ela, Tantra i Ori. Drugą Tabaka, Tiga i Donner.

Ostatniego 5 dnia przed wyjazdem obserwowaliśmy jeszcze jedną interakcję Tantry i Wasyla.

I tak tym sposobem, każdy z psów miał dwa wejścia w ciągu tygodnia, dwa różne wejścia, z którymi musiał się zmierzyć, a my mieliśmy bardzo różnorodne interakcje pozwalające na dokładne przeanalizowanie zachowania psów.

Wszystko na opak!

Dokładnie tak… ludzkie oko nie jest w stanie zarejestrować wszystkich wymienianych pomiędzy psami sygnałów. Często jest tak, że zachowania, które widzimy, nie są tym, czym w rzeczywistości są, w sensie – my je źle interpretujemy, bo np. pokazanie zębów ze strony jednego psa nie jest jego sygnałem do kompana, tylko odpowiedzią na wysłany wcześniej sygnał z drugiej strony. Więc dlaczego wszystko na opak?

Podła sukinia!

Czyli słów kilka o słodkiej Eli. Jednak terier wychodzi z niej na każdym kroku… Mimo że we wszystkim, co robi otacza ją aura serduszek, tęczy, jednorożców i rozsypanych pod łapami płatków róż, radosnych pląsów szczeniaczka i ukochanej przez wszystkich brodatej suczki… w rzeczywistości jest naprawdę bardzo podłą suką. Przepraszam wszystkie Elkowe ciotki, ale to prawda…

Pierwszy raz zaobserwowaliśmy to podczas interakcji z bassetką, kiedy to okazało się, że Ela przywłaszczyła sobie mnie i opiekunkę Tabaki, nie pozwalając drugiej suce zbliżyć się do nas. Wytyczyła sobie wirtualną linie, której Tabaka nie mogła przekroczyć, by nie być przepędzoną, oczywiście w Elkowy sposób, czyli nie było tam szczekania, warczenia czy jakichś ataków, tylko wpatrywanie się i blokowanie ciałem po wewnętrznej stronie wyimaginowanego okręgu, dostępu do nas. Na szczęście mądra Tabaka, zgrabnie sobie poradziła z Elą, zamieniając jej niegrzeczne nastawienie w zabawę, do której zaproszenia Elcia nie mogła zignorować.

Drugie wejście Najsłodszego Psa Świata było z Tantrą i Orim. Pokazało nam, że Ela przeżywa okres burzy i naporu, w końcu ma półtora roku, więc testuje sobie świat i wszystko wokół na ile może sobie pozwolić. Niestety z Tantrą nie poszło jej już tak łatwo, jak z Tabaką i kiedy starsza suka stanęła do niej w sposób mocno dominacyjny, wymuszając u Eli submisję, która powinna pojawić się samoczynnie jako zachowanie komplementarne u „normalnego” psa i pewnie przerodzić w zabawę, Ela postanowiła się postawić i również stanąć w sposób dominacyjny. Była to bardzo ciekawa obserwacja, bo Tantera oburzona brakiem szacunku ze strony młodej, postanowiła zmusić Elę do właściwego zachowania poprzez sprowadzenie fizyczne do parteru i przytrzymanie. Co ciekawsze zrobiła to samymi przednimi łapami, zadzierając mocno do góry pysk, co ewidentnie świadczyło, że nie chce walki, bo zęby ani razu nie kłapnęły. Dopiero kiedy Elcia z poziomu gleby, patrząc na mnie pomiędzy nogami Tantery wzrokiem psa ze schroniska, wyluzowała, starsza suka wypuściła ją, co oczywiście skończyło się obrzuceniem jej przez mojego brodacza morderczym spojrzeniem i rozejście się w pokoju. Dalsza interakcja przebiegała bardzo kulturalne – suki wymieniały uprzejmości, ale postanowiły przez większość czasu się nie zauważać.

Donner gentledog

Po tym szkoleniu stwierdzam, że Donner powinien na co dzień chodzić we fraku i popalać fajkę. Nie sądziłam, że mam tak mądrego, zrównoważonego i kulturalnego psa, który całym sobą emanuje męską, władczą pewnością siebie, a zarazem stoickim spokojem i zrównoważeniem. Dla większości suk jego pewność siebie i prezencja jest onieśmielająca i wręcz przytłaczająca, bo uwierzcie mi, on przy sukach staje się tak piękny i dostojny, że pewnie większość, chciałoby mieć jego plakat nad legowiskiem, sama się zresztą nieustannie w nim zakochuję, kiedy tak się prezentuje (nawet, teraz kiedy jest skołtuniony niczym bezdomny). Ale męski Donn pomimo władczej prezencji, potrafi równocześnie zaprezentować całą gamę sygnałów, mających ośmielić inne psy do niego, bez natarczywego kontaktu, który mógłby je przestraszyć. Szacunek, który okazuje innym psom, niepodejmowanie zaczepek i stoicki spokój mnie samą zaskoczył, bo nie znałam Donnera od tej strony. Oczywiście w interakcjach brał udział w kagańcu, bo to jednak Donner i głupotą z mojej strony byłoby założenie, że już nigdy nic mu nie odwali, ale nie przeszkadzało nam to w interpretowaniu sygnałów, a wszyscy czuli się bezpiecznie.

Dopełnieniem całego kursu były krótkie treningi posłuszeństwa, bez których zajęcia w Canid po prostu nie mogłyby się odbyć. I tu Elcia po raz kolejny przypomniała mi, że jeśli chodzi o współpracę z człowiekiem to jest w 100% owczarem i tu nie ma miejsca na młodzieńczy bunt. Niesamowite było to, że na pierwszym treningu nawet nie chciała powąchać koziołka, nie mówiąc o podniesieniu czy wzięciu do pyska. Wieczorem zrobiłam jej krótką sesję kształtowania, która trwała dosłownie kilka kliknięć, bo nawet nie chciała spojrzeć na aport… a na kolejnym treningu… Elka aportowała koziołka, jakby robiła to już milion razy i nawet sama odniosła go do pokoju… Więc przy pierwszej nadarzającej się okazji, jaką były weekendowe targi w Warszawie, kupiłam jej pierwszy prywatny koziołek.

Podsumowując, jestem zachwycona tym kursem. Tyle nowych i praktycznych rzeczy się dowiedziałam, że chyba przez najbliższe miesiące będę biegała za moimi psami z kamerką i potem na spokojnie analizowała każdą zabawę czy spinkę. Bo jak wielokrotnie się okazało, bardzo często jest zupełnie inaczej niż nam się wydawało i nawet kiedy nic się nie dzieje pomiędzy psami, to dzieje się niesamowicie dużo, tylko trzeba nauczyć się widzieć, a nie tylko patrzeć.

Ogółem: 301, dzisiaj: 2

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o