23Kwi

Mój owczarek, jest tropiący

Psioczę na ten Grójec i psioczę, ale prawdą jest, że czas, który tam spędziłam nie należał do radosnych. Nawet M. niedawno zapytał mnie, czy naprawdę nie pamiętam nic miłego z tamtego czasu. Nie pamiętam, nie pamiętam nic. Mój mózg zastosował jakieś wyparcie, bo o tym etapie życia przypominam sobie tylko i wyłącznie, kiedy przejeżdżam niedaleko miejsca, gdzie mieszkaliśmy, a wszystko wydaje się snem. Bardzo złym snem, z tych, podczas których wiesz, że musisz uciekać, ale nogi nie chcą biec, lub musisz coś przeczytać, ale jak na złość nie możesz skoncentrować wzroku na tekście. Tak też wspominam półtora roku mieszkania w Grójcu. Wiecznie zasłoniętych rolet, by sąsiedzi z przeciwnego bloku nie widzieli co mam aktualnie na talerzu na śniadanie, wiecznych kłótni sąsiadów po nocy i nieba… nieba, które przez cały rok 2016 i 2017 było siwe i zasnute chmurami, szczególnie nad Grójcem.

Ten okres bardzo też odbił się na psychice Donnera. Wszystko się pierniczyło, jego reakcje na otoczenie i świat stawały się coraz gorsze, coraz mniej przewidywalne i coraz bardziej niepożądane. Mój brak czasu i wieczne zmęczenie odbijały się bezpośrednio na nim. Dodatkowo dochodził stale panujący stres związany z otoczeniem, które powodowało u Donnera koszmary. Dzieci, sąsiedzi, pijani przechodnie, Fafiki na flexi

Dopiero z perspektywy czasu widzimy z M. jak bardzo otoczenie wpłynęło na Donnera. Kiedy wprowadziliśmy się do Grójca, Donner był niesfornym, radosnym psem, który miał problem z motywacją, bo węszył, bo było za dużo bodźców i zapachów. Kiedy się wyprowadzaliśmy, Donner był zestresowanym, rozhisteryzowanym psem, który musiał kontrolować wzrokiem otoczenie i bał się zawąchać, żeby nie zostać w międzyczasie zaatakowanym od tyłu.

Kiedy widzisz psa codziennie i codziennie coś małymi kroczkami się zmienia, nie dostrzegasz tych zmian. Tak i my nie dostrzegaliśmy tego, co działo się z naszym starszym psem. Dopiero tej zimy, zdaliśmy sobie z tego sprawę, kiedy Donner zaczął wracać do normy. A oczy otworzyło nam to, że Donner pewnego radosnego spaceru, już w nowej okolicy zaczął węszyć. Niby nic nadzwyczajnego, każdy pies węszy. Ale nie! Uwierzcie mi, jakim było dla nas szokiem to, jak Donner zaczął na powrót używać nosa! Przestał chodzić ze wciśniętym w tyłek ogonem, rozglądając się nerwowo. Przestał gnać przed siebie na oślep, żeby „zaliczyć” spacer – zaczął w końcu się nim cieszyć i doceniać. Wraz z tym, jak Donner zaczął wychodzić ze swojej depresji, zaczęły się coraz większe sukcesy. Ja przez ostatni rok stawałam na rzęsach, by przywrócić go do normalności. Organizowałam mu wycieczki, szkolenia i zabawy na jego zasadach, spotkania z psami, powoli zaczęłam wdrażać spacery bez smyczy – wszystko po to, by poczuł się lepiej. Pewniej sam ze sobą i mi zaufał. Ale efekt mnie samą zaskakuje.

Pies ostatnio bardzo wyluzował i stał się super pozytywny. Unika sytuacji, które mogą go zdenerwować, jak np.: odwracanie się tyłem do sąsiadów, kiedy jest na podjeździe, jakby stosował zasadę: „skoro nie widzę, to nie ma, a jak nie ma nie muszę oszczekać”. Pięknie mija się z psami, bez nakręcania i polowania z kilometra. Ba! Nawet często chce się przywitać, a jeśli pies mu nie podpasuje i wydrze się na niego, to momentalnie wraca do stanu równowagi i idzie dalej na dobrych emocjach. Bez rozpamiętywania tego, co przed chwilą się stało, a przecież jeszcze kilka miesięcy temu, trzy dni by to przeżywał i odreagowywał takie spotkanie na wszystkim. Ignoruje ludzi, wędkarzy, nawet coraz częściej rowery. Mam wrażenie, że wszystko go cieszy i przeżywa drugą młodość, czasem udając szczeniaka, który wie, że źle zrobił, ale chce to zamaskować słodkością.

Jest wspaniale! Cudownie jest patrzeć na radosnego, wyluzowanego psa, który nie wsłuchuje się w otoczenie szukając najmniejszych oznak niebezpieczeństwa. Rewelacyjnie obserwuje się psa, który potrafi się zawąchać i na chwilę zapomnieć. Odciąć od otoczenia i oddać swoim sprawom. Świetnie mieć psa, którego możesz puścić ze smyczy, nawet w niedalekiej odległości od ścieżki i patrzeć jak oddaje się zabawom w wodzie. Mieć psa, który cieszy się życiem, spacerem i Twoją obecnością, a nie psa, który stara się przeżyć i najmniejsze niepowodzenie tygodniami rozpamiętuje jakby od tego zależała jego dalsza egzystencja. Wspaniale mieć normalnego psa!

Nawet na tą okazję mamy przygotowaną piosenkę na cześć Donnera, a takich piosenek mamy kilkanaście, więc nawiązując do tytułu, puśćcie sobie piosenkę Natalii Nykiel – „Error” i do słów refrenu: Nie oderwę nóg od ziemi, podłużcie słowa: Mój owczarek jest tropiący – no i już wiecie skąd tytuł tekstu. 😀

Ogółem: 283, dzisiaj: 1

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Miśka z Na kanapie siedzi piesAmelia Bartoń - zamerdani.plVuko Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Vuko
Gość

Są miejsca, które nas wręcz parzą i wcale się nie dziwę, że mogłaś nie mieć ani jednego dobrego wspomnienia 😛 Też mieszkałam chwilę w miejscu, w którym być może było coś fajnego, ale dla mnie to jedna wielka fala brudu, hałasu, starych kamienic i rocznego kompletnego zaćmienia umysłu, także w pełni rozumiem. No i mega miło czytało się o powracającym Donnerze. Aż się człowiekowi buzia cieszy jak patrzy na prawdziwie szczęśliwego psa.

Miśka z Na kanapie siedzi pies
Gość

Rozumiem co czujesz, też zachwycam się, gdy Freya odpręża i cieszy się spacerem. 🙂