28Wrz

Wstydliwy problem posiadania „nieusłuchanego” psa

Przez moje pięć lat życia z Donnerem, o wiele częściej miałam z nim problemy w życiu codziennym niż powody do świętowania sukcesów. Znaczy, świętowaliśmy sukcesy każdego dnia. Za każdym razem, kiedy udało nam się zejść z klatki schodowej i nie oszczekać sąsiada. Za każdym razem, kiedy minęliśmy wrzeszczącego na nas psa, a mnie udało się przekierować uwagę Donnera na mnie. Kiedy zignorował rower lub oddał zabawkę. Kiedy wykonał jakieś polecenie – tak w ogóle wykonał, a nie wykonał niezwykle dokładnie, szybko i perfekcyjnie. Ktoś pomyśli – życie codzienne, co tu świętować. Dla większości opiekunów psów moje sukcesy z Donnerem to coś, czego na co dzień nie zauważają w pracy ze swoimi psami – bo to oczywiste, jak to, że codziennie wchodzi słońce. Dla nas spacer, z którego wracam w dobrym humorze bez ochoty zostawienia psa przy najbliższym drzewie to prawdziwy sukces.

Dziwi Was to? Przecież tyle piszę o tym, jak Donner się zmienia, jak z miesiąca na miesiąc życie z nim staje się łatwiejsze i wspanialsze. Jak cieszę się z tego, że przychodzi na wołanie, że nie korzystam z kolców. Pokazuję Wam, co się nauczyliśmy, a on na każdym zdjęciu i filmie śmieje się, jakby był najszczęśliwszym i najłagodniejszym psem świata. Tak, bo to są nasze sukcesy. Sukcesy na daną chwilę i moment, w którym o nich piszę i je uwieczniam.

Bo prawda jest taka, że z Donnerem nigdy nie ma końca pracy. Nigdy nie jest już dobrze, by nie mogło się spierniczyć. Cieszyłam się nie tak dawno, że Donner ma wspaniały humor i że może w końcu zacznie zachowywać się jak stateczny zrównoważony pies. Dwa tygodnie – tyle trwał jego dobry humor. Nie wiadomo czemu ni z gruchy, ni z pietruchy pewnego dnia, wszystko się rypło. Tak niespodziewanie, że cały spacer płakałam. Wychodziliśmy na spacer i jeszcze dobrze nie otworzyłam drzwi, a Donner dostał napadu niewyjaśnionej histerii, miotając się jak głupi pomiędzy rozrywającymi go emocjami. Z jednej strony nie mógł się doczekać, kiedy wsiądziemy do auta, z drugiej postanowił wydrzeć się na sąsiadów, których naprawdę na co dzień ignoruje. W międzyczasie zagrył Elkę i uderzył mnie zębami w rękę i biegając wokół samochodu nie dając się złapać. Mózg nie załączył? Głowa bolała? Nie wiem. Nie mam pojęcia, co się stało, ale całą akcję obserwowało kilku sąsiadów kwitując pod nosem, że mam nienormalnego psa. Spacer w lesie wcale nie był lepszy, bo pies celowo plątał się między drzewami, przeciągnął mnie kilka kilometrów za sobą, bo wydawało mu się, że coś widzi, by ostatecznie na koniec ogłuchnąć i odmówić wejścia do auta, co skończyło się moim wniesieniem go do bagażnika, by po wszystkim obrazić się na mnie, jakbym nie wiem, co mu zrobiła. Nie… zdecydowanie takie spacery nie są dla mnie odprężające, a wręcz przeciwnie. Traktuję je jako karę. Jako przykry obowiązek i dałabym się pokroić za to, by mieć ogród, zamknąć psa w nim i nie musieć wychodzić do ludzi.

Zła, obolała, sfrustrowana z poczuciem porażki wychowawczej i zawodowej zaczynam zastanawiać się nad tym, by zaszyć się na końcu świata. Z dala od cywilizacji, ludzi, Internetu by nikt nie dostrzegł mojej spektakularnej porażki i tego, jak wszystko jest do niczego. Życie z Donnerem nie jest tak piękne i kolorowe jak moglibyście wnioskować po uśmiechniętych zdjęciach i opisanych sukcesach. Choć wielokrotni to podkreślam, wielu z Was ciągle myśli, że Donner to całkiem fajny pies godny pozazdroszczenia. Nie. Szczerzę nikomu nie życzę takiego psa. Psa, który dam sobie rękę uciąć jakby nie trafił do mnie to skończyłby na łańcuchu przy budzie, w lesie lub schronisku. I teraz nie koloryzuję, bo pies, który za młodu atakuje nawet opiekuna (w prawdzie nie z agresji a z głupoty) skazany jest na zapomnienie przez świat. Ale nie. Trafił na mnie, a ja pomimo blizn, siniaków na rękach i krwawiących palców (nie wspominając o rozdartym sercu) obiecałam mu, że będzie miał idealne życie i ja nigdy z niego nie zrezygnuje. Tak, więc sukcesy są dla mnie bardzo ważne nawet te najmniejsze, które spisane i otworzone w ciężkim dniu pozwalają mi wierzyć, że może być dobrze… ale… Ale życie z Donnerem to nieustanna walka i kontrola. Siebie, swoich emocji, psa i jego humoru oraz otoczenia.

Tym bardziej jest to uciążliwe ze względu na to, że nigdy nie wiesz, co przyniesie dzień kolejny. Po tygodniu, w którym zaczynałam wątpić w siebie, w Donnera i w to wszystko, co włożyłam w pracę z nim, nagle nie wiadomo jakim cudem okazało się, że Donner potrafi całkiem nieźle zachować się na dogtrekkingu, ignorując ludzi i psy. Pozwalać rozmawiać mi z innymi siedząc przy mnie i ignorując świat. Ignorować inne psy, póki te go nie zaczepiają i zachowywać się normalnie. Taka zmiana, kiedy dzień wcześniej miotał się jeszcze po bagażniku samochodu chcąc zagryźć rowerzystę, który stał na lewym pasie…

Życie z psem problemowym nie jest sielanką. Co nie znaczy, że jest złe. Nigdy na nie, nie narzekam. Nie zazdroszczę ludziom mającym psy bezproblemowe. Przyjęłam to, co dał mi los bez narzekania, wykrętów i pójścia na łatwiznę – wymiany psa lub kupna drugiego do realizacji marzeń, a Donna zostawić jako maskotkę. Mimo że codziennie walczę. Codziennie spotykam się z oceną innych – jakiego mam psa: agresywnego / niewychowanego / pięknego / usłuchanego / mądrego / niezrównoważonego – niepotrzebne skreśl analogicznie do dnia i humoru Donnera.

Wiem, że wiele osób ma podobny problem. Może nie aż taki jak ja z Donnerem, a może jeszcze większy – ale jakiś na pewno. A to pies szczeka na innych, a to goni rowery i samochody, nie wraca na wołanie lub ekscytuje się na widok innego psa. Jest lękliwy lub agresywny. My psiarze mamy różne problemy i często zazdrościmy tym, których piękne sztuczki obserwujemy na youtubach.

Wstydzimy się naszych psów. Tego, że nie są idealne, tego, że nie są takie, jak oczekuje tego od nas społeczeństwo. Ale czy na pewno?

Wstydzą się tylko świadomi opiekunowie psów. Poważnie – tylko Ci, którzy wiedzą co robią i po co im pies. Zauważcie, że cała masa właścicieli ma w nosie to, jak zachowuje się ich pies. Że jazgocze na całe osiedle, ciągnie na smyczy, sika na klatce, wyje całymi dniami w mieszkaniu lub na balkonie, ucieka z posesji i atakuje inne psy i osoby. Oni mają to w nosie. A my, świadomi psiarze nie możemy po nocach spać, bo nasz pies ma problem. A tak naprawdę, zamiast się wstydzić powinniśmy być z siebie dumni! Powinniśmy! Bo osiągnęliśmy o wiele więcej niż inni. Nasze małe sukcesy, niedostrzegane przez społeczeństwo i tych pro, w rzeczywistości mogłyby być dla innych barierami nie do pokonania! A nam się udało i udaje codziennie. Oczywiście prościej byłoby mieć psa socjalnego, socjalizowanego, „usłuchanego” i uległego, a przy okazji wyszkolonego i eleganckiego. Ale nie wiele osób ma to szczęście. Większość z nas ma psa z wadami. Normalnego – takiego jak ja czy Ty, który ma zalety, ale i wady. Nie ideał, będący odzwierciedleniem naszych snów.

Dlatego nie masz prawa czuć się gorszy, bo Twój pies słabiej się słucha, nie pokonuje toru do agility w kilkanaście sekund, czy oszczeka kogoś na ulicy. Nie wolno Ci czuć się gorszym, bo masz psa reaktywnego, lękliwego, agresywnego czy popełniłeś błędy w jego wychowaniu. Oczywiście nie jest to usprawiedliwieniem, by zaprzestać pracy z psem i nad problemowymi zachowaniami uznając, że jest ok! O nie, nie ma tak łatwo! Chodzi o to by następnym razem, kiedy ktoś na Ciebie krzywo spojrzy lub skomentuje, jak masz niewychowanego psa – czy coś w tym stylu – uśmiechnąć się do takiej osoby i pożyczyć jej z całą szczerością miłego dnia. Poważnie, bez podtekstów. Bo tylko Ty wiesz jaką pracę włożyłeś i wkładasz codziennie w swojego psa i ile z nim już osiągnąłeś. A jeśli ktoś ma z tym problem – niech najpierw spojrzy na siebie, swoje życie, swoje dzieci, karierę zawodową, sukcesy i porażki i zastanowi się, czy ma prawo Cię oceniać nic o Tobie nie wiedząc. Bo tylko Ty wiesz, jaki już sukces odniosłeś, żyjąc z psem problemowym i walcząc o niego każdego dnia, a problemy innych związane z Twoim psem i tym, że w ich mniemaniu powinieneś mieć psa idealnego są tylko i wyłącznie ich problemami. I szczerze? Też chciałabym mieć w życiu tylko takie problemy, by przejmować się innymi i tym jak ich widzę.

Ogółem: 605, dzisiaj: 1
  • Karolina Chomicz

    Dlatego uwielbiam wpisy o Donnerze bo nie jest wcale idealny. Próbuje nauczyć psa wszystkiego by mogł ze mną podróżować i nie przeszkadzając w pasjach w których pieski się nie bawią. Wystarczy 20 min spokojnego siedzenia w miejscu wyznaczonym i włascicielem na oku albo zostanie 5 h w klimatyzowanym dużym pokoju i nie zjedzenie mebli. A chociaż brak checi zjadania ludzi szczególnie ich odzieży? Nie ma to jak złapać kogos za sweter oversize bo tak prowokuje i sobie idzie! Widzę po wpisach że mój pies jest łatwiejszy… Wpis się trafił po zjedzeniu skórzanej kanapy i ułatwił wybaczanie psich wybryków. Jak to jest z poczuciem winy u psów? Czytałam że nie istnieje. ALE zaden domownik nie krzyczał na psa jak zrobił cos zle, ale jak naprawde nabroi to pies nie przychodzi sie witać tylko leży gdzie leżał…

    • Psy uczą się czytać nasze drobne sygnały. Nawet jeśli nam się wydaje, że nie jesteśmy źli na psa, pies odczytuje nasze emocje i zmiany w organizmie temu towarzyszące. Jeśli kilka razy zaobserwował co się z nami dzieje, zanim go skarciliśmy, szczególnie wrażliwy pies będzie wiedział o tym, że coś się dzieje, jeszcze zanim my wybuchniemy. Bo sam pies jak coś niszczy nie traktuje tego jak „niszczenia” on po prostu znalazł sobie cudowne zajęcie. Reaguje na nas, nie na to co zrobił. 😉

  • Anna Górniak

    Żaden pies nie jest idealny, jak żaden człowiek nie jest idealny, a jeśli ktoś twierdzi inaczej to albo jest głupi, albo głuchy na problemy swojego psa, albo… kłamie 😉
    Brawo za bardzo szczery wpis i brawo za to, że nie usprawiedliwiasz zachowania Donnera, ale pracujesz nad nim każdego dnia.
    Ja wiem jedno – w pracy z psem najważniejsza jest systematyczność oraz zachowanie spokoju i zimnej krwi. Ja nie raz musiałam policzyć do 10, bo inaczej myślałam, że rozszarpię swojego psa na drobne kawałeczki 😉 Konsekwencja oraz nie dawanie się ponieść emocjom to to co w pracy z psem daje najlepsze rezultaty.
    Życzę Ci wytrwałości i powodzenia, i jak to mówią: „Co nas nie zabije, to nas wzmocni” !!! 🙂

    • Dziękuję. Życz mi przede wszystkim więcej czasu i siły po pracy, bym mogła pracować z nim(i) tak jak bym chciała i ile bym chciała, bo na razie to sprowadza się tylko do niezbednego minimum. Ciężko przy takiej ilości pracy zawodowej, jeszcze pracować po godzinach z psem, gdzie chciałoby się pójść na spacer, żeby się zrelaksować i odpocząć. Ale nikt nie mówił, że bedzie lekko. 🙂

  • Anna Kobylarz

    AMEN! Ty wiesz jaka jest Tajga i to nie tylko w teorii, ale i w praktyce. Nie chciałabym „łatwego” psa, wolę moją wariatkę 😉

    • Ale ona raczej nie należy do kręgu psów problemowych 😉 jest specyficzna ale bardzo ok.

      • Anna Kobylarz

        Dla „zwyklych” ludzi jest agresywna i nienormalna. No i gdyby nie ostatni rok poswiecony praktycznie wylacznie jej to nie wiem czy faktycznie w agresje by to sie nie przerodzilo

        • Już to przerabiałyśmy. Tajga ma swoje zachowania, ale niezaczepiana, sama nie odwala, więc reakcja na bodziec jest jak najbardziej normalną rzeczą. 😉

  • Chyba musimy pogadać o tym jak pracujesz nad gonieniem rowerów, mam z Shifu podobny problem.

    • Na spokojnie pogadamy na priv, może moja metoda sprawdzi się rónież u Ciebie. 🙂

  • Ela Dune

    Też bym nigdy nie oddała problematycznego psa. Mało tego, nie akceptuję ludzi, którzy oddają przywiązanego, kochającego swoich ludzi zwierzaka tylko dlatego bo jest trudny. Moj poprzedni pies, ONek, był trudny. Cały czas musiał chodzić w kagańcu, na smyczy z powodu agresji w stosunku do innych psów, czasem także do ludzi. Ważył prawie tyle samo co ja, jak szłam przez miasto to się szarpał na smyczy, więc musiałam być w odpowiednim stanie umysłu, aby być w stanie go wyprowadzić. Wszystkie te problemu nie zmieniają faktu, że był kochanym psem i bardzo mi go brakuje.

    • Lepiej oddać, niż jakby miał się męczyć w rodzinie która go nie lubi i nie akceptuje. Może trafi do domu, gdzie się ogarnie. 😉 Myślę, że większą głupotą jest trzemanie psa na siłę za wszelką cenę, bo „jest mój” mimo że się nic znim nie robi, nie lubi go, boi się itp, a zastępuje nowym ukochanym psem, a ten „zły” obserwuje tą nową miłość zza siatki kojca. Nie… chyba wtedy lepiej znaleźć mu nowy świadomy dom.

  • Małgorzata Krawczyk

    Normalnie gdyby zamiast imienia Donner podstawić imię Dexter to jakbym czytała o własnym psie 😀 Już kiedyś pisałam Ci jak bardzo z wyglądu i z zachowania Dexter jest podobny do Donnera, ale z wiekiem przypomina go jeszcze bardziej. Tak, też mam problemowego psa. Nie, nie wstydzę się o tym mówić. Od szczeniaka starałam się wychować go na grzecznego, ułożonego psa, przyjaciela człowieka i wszystkich innych czworonożnych zwierząt. Chciałam psa z którym mogłabym „konie kraść” – dogtrekkingi, zawody canicrossowe i inne aktywności z innymi psami. Czas jednak pokazał inny scenariusz i trzeba go zaakceptować. Pracujemy i staramy się by było jak najlepiej 🙂 Tak, jestem świadomym właścicielem psa 🙂 Super wpis Amelia! 🙂

    • Dzięki. Ja też z Donnerem musiałam odpuścić wiele marzeń, ale realizujemy je na tyle na ile możemy i pozwala mi jego ogarnięcie. Nie jest to zupełne nic i to jest piękne. 🙂 Bo można, tylko trzeba dopasować imprezy do psa. 😉

  • Axxa

    Wiem co oznacza problemowy pies, ponieważ mimo tego, że z kundelkami miałam zawsze luz, to z moim pseudo owczarkiem czuję, że zawaliłam chyba na każdej linii, co mało nie doprowadziło do jego uśpienia. Jeszcze do tego dołącza się do tego, że pies mi nie uda, warczy kiedy je mięso a ja zbliżę się z łapami, co prowadzi do tego, że boje się własnego psa. Mimo to, jak nie ja to kto o niego zadba? Nie licząc mnie w domu jest tylko mama, która może mu tylko jedzenie do kojca zanieść, bo na spacer nie da rady go wziąć. Moi bracia mają wywalone, tyle aby, że na nich kasę ciągnę bo to jest ,,wspólny” pies. Najgorsze jest to, że nienawidzi mojego ojca, ponieważ on zastraszał go jako szczeniaka i został ugryziony przez mojego psa. Co najlepsze, debil nadal podnosi głos na psa, a pies warczy na niego. Od kiedy mam mojego psa, praktycznie 70% czasu to nauka nie ciągania (ma dwa lata ponad), a nadal to robi, czasem są lepsze chwilę, a potem znowu bunt, jak dziś. Zabawki za szczeniaka oddawał, teraz nie, nigdy, choćby życie zależało, chyba, że go trzymam i zabawkę i powiem ,,puść” i ,,zostaw”. Nigdy nie zawiodłam się tyle na psie, żaden nie miał problemów psychicznych, ale mój jest słaby. Co poradzę, chodzę do niego, głaskam go, chwalę i staram się pokazać, że może mi zaufać. Może nie mam czasu na stałą naukę komend, ale kiedy dorosnę, w końcu zrobię coś z nim. Na razie pozostają mi spacery po polach, bądź gdzieś gdzie pies się nie wychował i nie myśli o tym żeby się rzucać na wszystko co żywe. Przeżył swój bunt i mimo, że część rzeczy nauczył się ignorować, miałam zadnie, że w końcu będzie lepiej. Ale znowu znienawidził kolejne elementy, które widuje prawię codziennie.
    Ale warto się męczyć dla tej słodkiej mordki, przecież to tylko lękliwy pies, który na jedno złe skojarzenie, które nie potrafiłam wykreślić do tej pory ma. Może i Aron łamię serce czasem za dużo razy, ale mam zamiar się starać tyle ile mogę. W końcu może postanowi, że komendy w ataku szału są ważne, albo będę na tyle dorosła i samodzielna, żeby gdzieś się z nim wybrać na terapię. Czas pokaże

    • Powodzenia! Tzymam za Was kciuki, na pewno wszystko się ułoży. 🙂

  • Z typów opiekunów, o których tu wspomniałaś, reprezentuję właśnie ten przeżywający po nocach problemy swojego psa. Każdy jego wybryk to dla mnie powód do wstydu i to nie pod wpływem czyichś komentarzy (mało kto ma do mnie pretensje, bo naprawdę pilnuję zwierzaka najlepiej, jak potrafię, podobno wręcz za bardzo staram się uprzedzić fakty) – sama się nakręcam najmniejszym niepowodzeniem. Wstyd potęguje to, że uważam się za psiarza świadomego, a bliskie otoczenie wie, że psy to moja pasja – dlaczego więc mój nie umie się zachować? Od zawsze mocno działała na mnie opinia: „Problemy psa zawsze są winą właściciela”. Po dziś dzień nie umiem stwierdzić, czy uważam ją za w 100% prawdziwą. Bo czy nie jest jednak tak, że przyznając jej całkowitą słuszność, automatycznie stwierdzamy, że pies nie ma swojego charakteru lub nie ma predyspozycji do pewnych zachowań? Oczywiście zgadzam się jednocześnie z tym, że jeśli przygarniemy pod swój dach problematycznego czworonoga, to spoczywa na nas obowiązek wychowania go na niestwarzającego zagrożenia dla nas, otoczenia czy siebie samego, bądź znalezienia mu opiekuna, który temu obowiązkowi podoła. Ja wybrałam pierwszą opcję i innej sobie nie wyobrażam, ale daleko mi do krytykowania ludzi korzystających z alternatywnego rozwiązania.

    • To prawda, że wiele jest naszą winą, ale kto z nas nie popełnia błędów? Trzeba się podnieść i to odpracować, pilnwać się by nie powtórzyć błedu, a nie rozpamiętywać. Jesteśmy tylko ludźmi. 🙂

  • Jak ja Ci dziękuję za ten tekst!!! Bardzo łatwo jest pod presją otoczenia przykleić samemu sobie jakąś nieprzyjemną łatkę. Tymczasem TYLKO JA wiem, ile pracy włożyłam w to, by dotrzeć z moim psem do momentu, w którym teraz jesteśmy. TYLKO JA wiem, ile tak naprawdę codziennie odnosimy sukcesów – każdy niepogoniony ptak, każdy zignorowany obcy pies, każde najmniejsze skupienie na mnie to efekt TYLKO MOJEJ PRACY. Pies to stworzenie o własnym charakterze, o niepowtarzalnej osobowości. Ma zalety i wady, jak Ty i ja, tak jak napisałaś. Od dzisiaj zatem więcej uśmiechów i „miłego dnia”. 😀

    • Do usług! Życie jest za krótkie by się przejmować innymi. Róbmy swoje, czerpmy z tego przyjemność i celebrujmy każdy dzień z naszymi psami. 🙂

  • P

    Miałam łzy czytając Twój tekst. Od ponad roku mam w domu swojego wymarzonego owczarka. Ciągle zastanawiam się gdzie popełniłam błąd, że jest taki a nie inny. Bardzo długo przygotowywałam się na jego przybycie, przeczytałam mnóstwo książek, socjalizowałam z psami i ludźmi i klops. Pies lękliwy. Nie oddałabym go ani nie wymieniła na żadnego innego, mimo że nasze spacery to koszmar. Pracujemy, czasami tracę nadzieję, mam ochotę zamknąć się sama w pokoju i nigdy już z niego nie wychodzić i martwię się co to będzie…

    • Cóż Ci powiem. Trzeba zacisnąć zęby i żyć dalej. Pracować i nie poddawać się. To nie jest łatwe, to nie jest miłe szczególnie jak marzysz o psie, przygoowujesz się, i… tak wychodzi. Ale nie mamy na to wpływu. Trzeba zaakceptować, zrozumieć i starać się pomóc. 🙂

      • P

        Tak robię, chociaż tak mi przykro, że nie możemy się cieszyć sobą w 100 % i mamy pod górkę, że ludzie krzywo patrzą. Najgorsze są takie wyrzuty sumienia, że mogłam zrobić inaczej, mogłam więcej ćwiczyć, że psiak jest nieszczęśliwy, i ja też. Tak jak mówisz, akceptacja i dalsza walka 🙂 Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia 🙂

  • Jaa

    Jestem pod wrazeniem tym tekstem.. To tak jakbys weszla w moje mysli, wylewala tu to co mysle, to co sadze, to jaki jest MOJ pies. Zuche mam od 2014 roku i problemy zaczęły się jak miała już 5 miesięcy, zaczęła się agresja. To mój pierwszy pies, taki MÓj pies, byłam przerażona, nie miałam wsparcia u nikogo, ale nie poddałąm sie, zaczęłyśmy walczyć, o nią, o normalne życie, takie nasze, normalne życie, minęły 3 lata, jest lepiej, ale nie jest tak jakbym chciała. Mam do siebie wielki żal, bo własnie jestem z tych osób, które wstydziły się, że mają takiego psa. Długo patrzyłam na inne psy, że one są takie „idealne”, ale z biegiem czasu zobaczyłam, że ją kocham własnie tą moją nieidealną sucz. I jaka by nie była, w każdym momencie życia, chorej akcji, agresji, szczekania, sprzeczek, próbuję ją zrozumieć. Na pewno jest jej ciężko. Trzy lata razem, wracanie ze spacerów z płaczem, płacz w poduszkę po nocach, opinie innych osób na nasz temat, teksty że mam takiego/takiego i takiego psa, rozkminianie dlaczego ona taka jest? Dlaczego mi się trafił taki problemowy pies, a to dlatego, że dużo w życiu mnie nauczyła, dała mi jedną wielką lekcje. I kocham ją w każdym calu, idealną czy nie. Nie oddałabym ją za nic w świecie. Ona jest moja a jestem jej.

    • <3 piekne <3 nie można mieć wszystkiego, a pies z problemami jest tak samo kochany jak ten idealny z youtube. Choć przypuszczam, że te idealne w 99% też maja problemy może nie publiczne w sensie objawiające się na spacerze, ale napewno tak idealne nie sa