26Lut

Dlaczego nie lubię i nie polecam smyczy automatycznej?

Flexi trafiła w moje ręce niemal w momencie kiedy pojawił się u nas Donner i miała być lekiem na jego ucieczki i frywolne zaczepianie innych ludzi i psów, podczas spacerów w lesie aby pies miał namiastkę wolności, bez ryzyka pogoni za sarną, zgubienia się i komfortowego samopoczucia innych przechodniów. Bo zapewne nikt z nas nie lubi, kiedy duży, obcy pies chodzi sobie samopas, a na dodatek podchodzi czy to przywitać się z nami, czy w innym celu.

Bardzo szybko Flexi została, w moim przypadku, zamieniona na starą dobrą wysłużoną linkę po Budziki (10m) a z czasem została zamieniona na dwudziestometrową taśmę od Sali.pl . I choć Flexi ciągle leży w szafce z psimi rzeczami, choć nawet wyjmuję ją na spacer raz na kilka miesięcy, zawsze po jej używaniu wracam wściekła, że znowu chwyciłam się za „to coś”. Nie inaczej było podczas naszej wycieczki na Górki Szymona. Nie chciałam, żeby linka plątała się ludziom pod nogami, z drugiej strony chciałam pozwolić Donnerowi na trochę swobody i zmierzenie się samemu z otoczeniem. Szybko jednak musiałam przepiąć Flexi z szelek do obroży i skrócić ją do „luźnej smyczy”, ponieważ prowadzenie Donnera na Flexi na ścieżce spacerowej okazało się ponad moje siły i ogarnięcie Donnera, który czując wieczne napięcie smyczy uznał, że jest to moment, w którym trzeba ciągnąć i miotać się od lewa do prawa, czego normalnie nie pokazuje na zwykłej smyczy lub lince. Dlaczego? Bo jest luźna. Natomiast napięta smycz oraz szelki zawsze wiążą się z bieganiem lub wycieczką w góry, gdzie jego zadaniem jest ciągnąć. Ale podobne zachowanie wykazuje Ela, która nie była uczona jeszcze ciągnięcia, dziwnym trafem na Flexi Mała nie potrafi ładnie chodzić, choć ten pies nie ma problemów z ciągnięciem na smyczy chyba że próbuje dorównać kroku Donnerowi i prowadzę ich we dwójkę.

Zanim jednak przejdziecie do komentarzy pisząc jak bardzo lubicie Flexi, przeczytajcie do końca ten wpis. Ja napisałam – dlaczego, ja nie lubię i moje odczucia z jej użytkowania. Ale jeśli ktoś lubi – nic mi do tego, póki prowadzony przez niego pies na ukochanej smyczy automatyczniej nie wchodzi komuś w drogę rozwalając mu spacer, trening czy ciężko wypracowane zachowania lub nie kończy na masce auta…. Bo każdy powinien prowadzić psa na tym co uważa za stosowne, ale … z głową i szacunkiem do innych.

Ostatni spacer Donnera na Flexi. Nigdy więcej.

Dlaczego nie lubię Flexi i szczerze nie polecam jej nikomu?

– Nie nadaje się do pracy z psem:

Pomimo miliona mniej lub bardziej dziwnych dodatków mających ułatwić prowadzenie psa na smyczy, w dużej mierze Flexi zazwyczaj pozostaje napięta. Chodzenie na luźnej smyczy praktycznie nie istnieje – jeśli nie zablokuje się odpowiednio mechanizmu pozostawiając luźny koniec lub stosując jakąś „niezwijającą się” linkę. Ktoś powie – „napiecie jest znikome, niczym nie różnie sie od zwykłej smyczy”. Według mnie się różni. O ile zablokowana flexi z dużym luzem może faktycznie działac jak luźna smycz, o tyle pozwolenie się psu na niej wybiegać zawsze powoduje napięcie, bo pies musi ją rozwinąć. O ile 50kg on tego nie poczuje, o tyle dla 2kg yorka będzie już to odczuwalne. Ktoś powie – „ale to to samo co na lince”. Nie. Pies na 20m lince rusza nie czując oporu, linka napina się dopiero kiedy pies jest na niemal pełnej odległości, gdzie mamy czas go zawolać lub zatrzymać by się nie szarpnął. A na flexi? 5-8m ciągnięca i zanim zareagujemy przycisk stop lub koniec linki zatrzyma nam psa w pół skoku. (to się wybiegał) Jeśli więc pies ma problem z ciągnięciem Flexi będzie niczym dolana do ognia oliwa. Na pewno nie podjęłabym się nauki szczeniaka ładnego chodzenia na spacer na flexi. Przecież to go uczy, że nawet tem minimalny opór na smyczy/obroży/szelkach jest normalny i trzeba z nim walczyć, bo wtedy jest więcej wolności… Ponad to rozwijając się smycz – ZAWSZE jest napięta i pies musi ciągnąć, zwijając się smycz ZAWSZE ciągnie psa, chyba że pies biegnie do nas szybciej niż zwijająca się smycz. Co więcej, powinna być stosowana tylko z szelkami dla wygody i bezpieczeństwa psa, choć przyznam, że ja nie potrafię prowadzić Donnera na szelkach i Flexi, dobrze żeby miała amortyzarot choć dla mnie to połaczenie się nie styka, ale kiedy pies rozpędzi się przez te 5-8m i nagle smycz się skończy może doznać uszkodzenia kręgów. Znowu ktoś powie – „to samo co na zwykłej smyczy”. Nie. Zwykła smycz ma 1,5-2m więc pies nie rozwinie takiej prędkości… O ile na co dzień pies chodzi w szelkach i nie mam z nim problemu, o tyle jak biorę Flexi, szybko przepinam ją do obroży, bo nie mam żadnej kontroli nad psem. Co więcej opiekun psa na Flexi przestaje korzystać z komend, bo po co wołać psa do siebie lub kazać mu stanąć, skoro można wcisnąć STOP i pies dalej nie pójdzie – ktoś powie: „tak działa zwykła smycz” – tak 1,5m od nas, nie na odległość. Smycz automatyczna bardzo też utrudnia kontakty z innymi psami – ponownie bak luźnej smyczy, szczególnie kiedy jest stosowana do obroży.

– Złe skojarzenia i wieczne „trrrryt!

Idziemy na spacer, normalnie zawsze towarzyszy nam cisza, idąc na Flexi non-stop słyszymy:

Wziuuuuuu! – Flexi się rozwija
PSTRYK! – koniec długości Flexi
Wziuuuuuu! – Flexi się zwija
Trrrrryyytt! Psrtyyyk! – Zablokowano Flexi

Delikatniejszy psychicznie, bardziej emocjonalny i problematyczny piesek, może bardzo szybko skojarzyć Trrrrryyytt! Psrtyyyk! Z czymś niemiłym co za chwilę może go spotkać, a mianowicie niespodziewana blokada i szarpnięcie. Często bez wydania komendy ostrzegawczej w stylu „stój”, albo „wróć” tylko od razu z grubej rury zablokować psa, żeby aż go wywróciło. Dodatkowo dochodzi do tego szczekający na drugiej Flexi podobny piesek, na wprost którego nasz został zatrzymany, i smycz tego drugiego wydała dokładnie te same dzięki. Jak nie trudno skojarzyć, taki dźwięk bardzo szybko będzie oznaczał dużo nieprzyjemnych rzeczy: szarpnięcie, zablokowanie, oszczekiwanie przez innego psa, wiec dźwięk: Trrrrryyytt! Psrtyyyk! stanie się włącznikiem „demona” w naszym piesku.

– Coś się dzieje, zapomnij, że zapanujesz nad psem.

Nie ma możliwości szybkiego zatrzymania psa. Niby przycisk stop działa, ale nie raz widziałam jak w takiej sytuacji niewielkich rozmiarów piesek, po w ciśnięciu „stop” wyrwał smycz z ręki właścicielki i poleciał dalej, tłukąc się za sobą rączką od Flexi niemal jak na kreskówce dla dzieci. Sama niejednokrotnie ledwo utrzymałam Donnera w takiej sytuacji, raz kiedy nie zdążyłam wcisnąć STOP, a smycz się rozwinęła do końca, drugi raz po wciśnięciu stopu. A ja nie miewam problemu z utrzymaniem Donnera. Dlaczego tak się dzieje? Wszystko przez uchwyt. Kiedy dołożymy do masy psa, szybkość z jaką biegnie, niespodziewane napięcie tak długiej linki i bardzo niewygodną w trzymaniu, ciężką rączką – wypuszczenie Flexi z ręki nie jest wcale trudne, kiedy na dodatek nie trzymamy jej pewnie cała dłonią, tylko rozluźniamy chwyt, by wcisnąć STOP. Samo skoordynowanie naciskania STOPU w odpowiednim momencie i blokowaniu go, wraz z utrzymaniem uchwytu w ręce i powstrzymanie się od chęci złapania druga ręką za taśmę (która jest ostra), czy odruchowego „szarpnięcia” za smycz może być na początku obsługi Flexi trudne.

Hymmm… ktoś zaplątał się we Flexi…

Chcesz odwołać psa? Na zwykłej smyczy mówisz „stop” i szybciutko skracasz smycz, kiedy pies wraca do Ciebie, dając nagrodę. Ale masz czas wydać komendę, zatrzymać psa, bo dłużej niż 2,5m smyczy nie pobiegnie. Podobnie jest na lince. Pies ma ją zazwyczaj luźną, więc wydając komendę zatrzymania się, pies zanim napnie linkę na całej długości zdąży trzy razy pomyśleć mając namiastkę wolności. Na Flexi wciskasz STOP iii… pies zatrzymuje się w miejscu podwieszony na smyczy, która była cały czas napięta, a wciśniecie przycisku było szybsze niż komenda, która docelowo często nie pada. Jak pies wraca można odblokować smycz, ale psy bardzo szybko uczą się co znaczy dany pstryk, więc po odblokowaniu, by smycz się zwinęła, zdecydowana większość psów poleci dalej przed siebie. Natomiast jeśli nie odblokujesz Flexi, linka smutno opadnie na ziemię i martw się jak ją szybko zwinąć, trzymając w ręce to koromysło zwane rączką, kontrolując psa, by nie zmienił zdania i jednak wrócił i przy okazji by linka nie splątała się na tyle, żeby zwijając się nie zepsuła mechanizmu. Przy lince nie ma problemu, łapiesz ją na odpowiedniej długości i traktujesz jak zwykłą smycz, przy Flexi, teoretycznie robisz to samo, o ile sztywna taśma lub sznurek Cię nie skaleczy, ale trzymając w jednej ręce uchwyt, w drugiej sznurek nie ma już rąk na pochwałę dla psa, smaczek, zabawkę, pogłaskanie lub przytrzymanie za obrożę, a nie czarujmy się, mało który pies na słowo „noga”, dorówna w ułamku sekundy do nogi rezygnując ze wszystkiego i przejdzie z nami „trudny odcinek” na kontakcie wzrokowym. Znaczy są takie psy, ale wtedy nie potrzebują Flexi, a przynajmniej ich opiekunowie tego nie stosują, bo i po co, skoro ich pies jest grzeczny, posłuszny i śmiało może chodzić bez smyczy czy linki. Apropo śmiesznych historii i Flexi, zajrzyjcie do tego wpisu i poszukajcie akapit zaczynający się słowami: „Chcecie więcej historii?” –  o tym jak york na Flexi próbował zatrzymać samochód na drodze…

A jak wygląda rzeczywistość? Psy na Flexi biegają po całej szerokości chodnika od lewej do prawej. Nie da się z nimi minąć, nie da się ich wyprzedzić, nie da się iść za nimi, bo pies krąży wokół swojej pani w promieniu 5m przejawiając w zdecydowanej większości przypadków agresję smyczową, bo cały czas czy tego chce, czy nie pies ma napiętą smycz i się ciągnie, a opiekun i tak jest bezsilny więc udaje, że problemu nie widzi.

Moje ulubione historie z Flexi 😀

Jak to wygląda według mnie? Psa się nie opierniczy, bo niewolno, bo co ludzie pomyślą, nie ściągnie go do siebie, bo na Flexi się nie da poza tym to wszystko awersja i znęcanie się. Nie zejdzie też na bok, nie da smaczków, nie da zabawki, nie odwróci uwagi, bo to nagradzanie psa za złe zachowanie i pozytywny bełkot. A tak naprawdę w sumie nie da się nic zrobić i jak komuś przeszkadza, że pies zachowuje się jak oszołom to jego problem.

A często wystarczy tylko zmienić smycz i naprawdę da się psa ogarniać. Czy to awersyjnie, czy pozytywnie, ale żeby móc zrobić cokolwiek, jakkolwiek z psem, trzeba odzyskać minimum kontroli nad nim.

– Nieporęczna…

Tak, to największa wada Flexi. Rączka jest wielka, ciężka i nieporęczna. Nie da się schować rąk do kieszeni, nie da się zrobić zdjęcia, nie da się używać klikera i podawać smaczków. Mając w dłoni Flexi podczas spaceru masz jedną rękę mniej. W ogóle pomijam smycz automatyczną mocowaną do nadgarstka – mnie boli samo wyobrażenie sobie tego… Chcesz zrobić z psem „siad zostań” chociażby żeby zapozował do zdjęcia? No… to najpierw rozwiń smycz na odpowiednią długość, potem ją zablokuj i odejdź lub odłóż na ziemię, w innym wypadku odchodząc będziesz ciągnął psa na napiętej smyczy. Zostawanie level hard. Spoko – Donner zostanie, bo często ćwiczę z nim próbę przestawienia podczas „zostań”, ale jest to irytujące zarówno dla psa jak i opiekuna.

Pies się zaplątał i smycz zaczęła się krzywo zwijać? Uważaj, bo może być to jej koniec! Wcale nie tak trudno źle nawinąć taśmę lub tym bardziej sznurek, a jeszcze nie wiedziałam rozkręconej Flexi, która po samodzielnej naprawie dobrze by działała.

Idealna pozycja do witania się na Flexi.

Co do nieporęczności – jeśli dołożymy wszystkie bajery w stylu woreczków na psie odchody, latarek, amortyzatorów (amortyzator na flexi?! założenie ok, nawet je rozumiem, ale w praktyce to jest powyżej moich wyobrażeń, bo niesamowicie trudno jest prowadzić psa na zwykłej smyczy z amortyzatorem jeśli pies non stop nie idzie na luźnej smyczy) i kilku innych cudów, które możemy doczepić, nagle okaże się, że rozboli nas ręką już po kilku minutach spaceru.

Jeszcze przy samym Donnerze, byłam w stanie jakość ogarnąć Flexi, jednak przy dwóch psach i dwóch smyczach nie ma takiej opcji. O dwóch Flexi nawet nie myślę, bo wówczas nie pogardziłabym dodatkową parą rąk. Ale Flexi + zwykła smycz – też jest to niewykonalne. Oczywiście Flexi oferuje też „dwójnik” aby podpiąć do jednej smyczy dwa psy, ale tego moja psia świadomosć już nie ogarnęła i kazała mi się trzymać od tych nowości z daleka… dla bezpieczeństwa mojego, psiego i otoczenia.

Czy zatem Flexi ma jakieś zastosowanie?

 

Ważne, że pies czuje wolność.

Tak, u psów, które bezwzględnie się słuchają przynajmniej w kwestii komendy „stój” i „do mnie”, tylko po co wówczas Flexi, skoro taki pies bez problemu może chodzić luzem? U psów, które nie ciągnął na smyczy, które nie mają problemu z ciągnięciem, które umieją chodzić ładnie na luźnej smyczy i nie zdarza im się wyrwać do przodu, tylko ponowne pytanie – po co wtedy Flexi? Więc Flexi jest dla osób, które lubią nosić coś w ręce, nie marzną im dłonie i którzy nie robią na spacerze zdjęć, nie odbierają telefonów, czy nie grają w Pokemony. Dla osób, które nie ćwiczą na spacerze z psem (nie muszą podawać smaczków, bawić się zabawką, a pies najlepiej jak wlecze się krok za nimi nie wykazując żadnych emocji… Wówczas Flexi nie będzie taka zła. W innym wypadku ośmielę się stwierdzić, ze Flexi jest źródłem większości problemów spacerowych z psami. Wystarczy spojrzeć na pieski do towarzystwa chodzące na smyczy 90% z nich zachowuje się jak nienormalne. Ktoś powie kwestia wychowania, nie każdy wie jak pracować z psem, ludzie sobie nie radzą – to prawda. Ale te same pieski bez Fexi, biegając luzem  potrafią zachowywać się normalnie – społecznie, wystarczy zwykła luźna smycz, albo puszczenie go luzem – jednym słowem, wszystko się uspokaja, kiedy pies przestaje wisieć na Flexi, ostatecznie skoro nie radzą sobie z psem, nie wiedzą jak go okiełznać to dlaczego nie zastosują czegoś co zapewnia im przynajmniej poczucie „panowania” nad psem jak krótka smycz? Nawet kolczatka, której nie popieram, ale jeśli ma to zapewnić właścicielowi psa poczucie bezpieczeństwa, no to może nie ma wyjścia, skoro nie chce się z psem pracować, aby pozbyć się złych nawyków… Ale obecnie bardzo często pojawiają się coraz bardziej przerażające dla mnie głosy: Nie zapnę psa na smycz, bo nie chcę go ograniczać. Nie krzyknę, nie zablokuję go fizycznie, bo to awersja i nie chcę sprawiać mu cierpienia. Nie popracuję na zabawkę, czy smakołyk bo to rozpieszczanie psa i nagradzanie za złe zachowanie. Więc w ramach wyższego dobra pozwalamy mu na wszystko, żeby nie było mu smutno i udajemy, że nie widzimy co się dzieje. A pracować z psem nie ma po co, bo „on się i tak już nie wychowa”, a wymaganie czegokolwiek od psa to „męczenie go”, bo pies „woli się ciągnąć” niż iść noga, bo wygląda wtedy na nieszczęśliwego, a jak mówimy mu „siad” to jest smutny… Ja też wolałam chodzić po drzewach niż odrabiać lekcję i się uczyć, choć z perspektywy czasu wiem, że miałam czas i na naukę i na zabawę mimo że z punktu widzenia dziecka odbierałam to inaczej. To samo jest z naszymi psami – powinny mieć czas i na naukę i na zabawę, ale zabawa nie znaczy stracenie mózgu i ignorowanie wszelkich przyjętych zasad i norm, a to tym opiekunowie psów zapominają.

Czy zdarza mi się użyć Flexi i się nie zirytować?

Tak – rzadko bo rzadko, ale tak. Jak idę na spacer po mieście z psami o dziesiątej-jedenastej w nocy lub bardzo wcześnie rano. Kiedy miasto już śpi lub jeszcze śpi. Wtedy Elka biega sobie luzem po okolicznym nieużytku, a Donner bawi się z nią na Flexi. Ze względu na „zasranie” podblokowego skwerku nie decyduję się na używanie na nim linki, bo brzydziłabym się ją później zwinąć rękoma. Ale to jest jedyna sytuacja, kiedy mogę korzystać z tego „cudu” psiej techniki. Kiedy wiem, że żaden pies nie wypadnie na Donnera, nic go nie przestraszy, ani nie zdenerwuje powodując wyrwanie na oślep przed siebie, ostatecznie nawet jeśli pies odmówi powrotu do mnie, będę miała czas na spokojnie zwinąć Flexi bez paniki, że ktoś zaraz na nas napadnie „z chcącym się przywitać Pimpusiem”. Czyli Flexi tak – w miejskich warunkach jako namiastka kontrolowanej wolności, ale w bezpiecznym otoczeniu – zarówno bezpiecznym dla naszych psów, jak i dla innych, którzy nie koniecznie chcą mieć kontakt z naszym psem ekspansywnie zajmującym cały chodnik, oraz tylko i wyłącznie dla psów, które się słuchają i są odwoływalne. W każdym innym wypadku korzystanie z Flexi jest często nieświadomą głupotą i krzywdą jaką wyrządzamy naszym psom, bo niestety złe nawyki pozostają.

Zresztą miasto nie jest najlepszym i nigdy nie będzie dobrym miejscem na „wybieganie” się psa, niezależnie czy na smyczy, Flexi, lince, czy luzem, ale to już wątek na oddzielny wpis.

Ah, i żeby nie było, że uczepiłam się Flexi! Mówię o każdej smyczy automatycznej. Czy to Flexi, czy Ring Go, czy Kōsoku, a nawet Lishinu tym bardziej o marketówkach i smyczach automatycznych niewiadomoego pochodzenia, które ponad powyżej opisanymi wadami mają jeszcze jedną – nie są wytrzymałe, czego nie można odmówić oryginałom. A chyba kazdy ma dość wyobraźni by zrozumieć, co nam groi, kiedy smycz się zerwie, a szybko zwijajacy się mechanizm, z zawrotną prędkością wyceluje resztką karabińczyka w naszą twarz…

A Wy jakie macie doświadczenia ze smyczą automatyczną? Prowadzicie na niej swoje psy?
Jesteście zadowoleni? W jakich sytuacjach z niej korzystacie?

  • Małgorzata Chmielewska

    ja mam flexę dla huskiego (pies też pracuje w canicrossie i bikejoringu) na spacery fizjologiczne. Mam wtedy dużą swobodę- nie muszę wchodzić na trawnik aby pies sobie powąchał coś dalej niż na zwykłej smyczy. Mój pies pewnie nie odczuwa tego napięcia o którym piszesz- przychodzi na zawołanie i nie zdarzyło mi się nigdy nic stresującego. Bardzo sobie chwalę tę smycz jako taką na „siku wokół bloku’. Na treningi mamy sledy+ linkę z amortyzatorem. Na spacery normalne- smycz przepinaną i obrożę półzaciskową. Flexa nie jest złem wcielonym- trzeba tylko dobrze jej używać.

    • Oczywiście wszystko jest kwestią indywidualną. To sa oje odczucia i doświadczenia z Flexi. Nie wątpię, że są inteligentni opiekunowie psów i spokojne psy. No ale w dużej mierze na smyczy automatycznej widzimy opiekunów psów, którzy nie ogarniają świata i podstaw kultury na spacerze względem innych osób (idź się przywitać, idź się pobawić, poszczekaj – jesteś słodki) i psy z poważnymi problemami czy to lękowymi, czy agresją czy czymś innym. Stąd uważam, że Flexi jest złe, bo jest powszechne, a niewielki odsetek korzysta z głową. A stosowanie bez przemyslenia przedewszystkim utrudnia życie innym opiekunom psów…

  • O matko, jak ja nienawidzę automatycznych smyczy – mimo że mam psy, które potrafią się na nich poruszać. Przepinane smycze rządzą! 😉
    Moja matka ma dla tego małego szczura Flexi z linii New Comfort. Nie ma dla mnie nic bardziej niewygodnego, niż spacer z psem na tej smyczy. Serio, Tayra nigdy nie wyrwała mi smyczy z ręki – a nie zliczę, ile razy się to już stało w przypadku 5kg psa i tego plastikowego cholerstwa ;). Do tego nie da się flexi szybko przełożyć z jednej ręki do drugiej, nie da się jej puścić po ziemi… A w przypadku rozmiarów przeznaczonych dla większych psów dochodzi jeszcze naprawdę spory ciężar. Jak kiedyś musiałam prowadzić dobermana i użyć do tego Flexi Giant, to myślałam, że pod koniec spaceru ręka mi odpadnie.
    Nie wspominając o mało odpowiedzialnych ludziach, którzy używają tego typu smyczy. Ostatnio szłam na spacer z Tayrą, dochodziliśmy do skrzyżowania, gdy nagle zza rogu budynku wyszedł pies – właśnie na rozciągniętej flexi. Od razu zaczął rzucać się w naszą stronę z zębami. I tak, po pierwsze tamten pies był w stanie przebyć kilka dodatkowych metrów w naszą stronę, zanim jego właścicielka w ogóle zobaczyła, co się dzieje. Po drugie, gdy już się zorientowała, co się dzieje, to zaczęła próbować ściągnąć psa do siebie, cały czas podchodząc bliżej… Więc możesz sobie wyobrazić, jak „dobrze” jej to szło ;).
    Jak dla mnie, jeżeli pies jest na tyle ogarnięty, by iść gdzieś na rozciągniętej flexi, to równie dobrze może też poruszać się luzem.

    • Amen. Mam taie samo zdanie i takie same doświadczenia. Jeśli ktoś lubi Flexi i korzysta z niej z głową – spoko, jego sprawa, póki nei stanowi zagrożenia dla mojego psa i dla siebie. Ale tak jak piszesz, po za jakimiś skrajnymi wyjątkami, oagrnięty pies, który radzi sobie na Flexi – w rzeczywistości równie dobrze może chodzic luzem. 😉

  • Ania

    A nam flexi służy. Naszego psa niebylismy w stanie oduczyć ciągnięcia. Rożnego rodzaju kursy, smakołyki, ciągły kontakt, nic nie działało. Zawsze na spacerze ze dwa metry przed nami, ciągnąć jak jakaś lokomotywa. Poddaliśmy się kilka lat temu i kupiliśmy flexi. Problem zniknął, pies idzie trzy kroki przed nami, na rozwiniętej ale nie wiszącej smyczy. Nie nazwałabym jej jednak napreżoną. Owszem, jest napięta, ale to nie to samo co przy zwykłej przepisanej. Żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na nią wcześniej.

    • To świetnie, choć szczerze mówiac nie mogę w to uwierzyć. Ale skoro Wam służy to dobrze. 🙂 Pozdrawiam.

  • Flexi dostaliśmy jakiś czas temu do zrecenzowania. Jest to fajny produkt dla ludzi, którzy umieją się tym posługiwać i potrafią zapanować nad psem nawet w ekstremalnych sytuacjach. Dlatego też nie jest to smycz dla nas. Mieliśmy Vario i kilka mało znacznych elementów mi ciążyło ale co do samej smyczy nie mam jakiegoś konkretnego zdania. Na razie jej nie potrzebujemy choć prawdę mówiąc spisywała się idealnie w lesie gdzie pies miał duuużo luzu. Od zawsze raczej byłam fanką smyczy klasycznych, przepinanych. Na nich (niech każdy mówi co chce) moim zdaniem jakikolwiek właściciel psa ma największą kontrolę nad zwierzęciem. Co do ran spowodowanych zaplątania się w smycz automatyczną… Takie same efekty mogą być przy zaplątaniu się w każdą inną smycz. Doświadczyłam tego na własnej skórze 😉 U mnie na blogu pojawił się podobny post, porównanie smyczy automatycznych a klasycznych. Zapraszam do siebie 🙂

    • Mnie też ze dwa razy proponowali jej testy, konkursy i akcje z nią w roli głównej, ale odmówiłam, bo nie promuję tego do czego nie jestem przekonana lub jest mi to obojętne. Zwykła smycz rzadko kiedy zostawia takie rany, bo jest krótka i skończy się zanim przetnie lub prędzej oparzy/obetrze skórę dodatkowo w dużej mierze robiona jest z miekkich materiałów nie sztywnej taśmy. Wiec nie tnie tak jak taśma czy linka, choć owszem długa linka kontrolna jest w stanie to srobić. Też zdecydowanie wolę smycze przepinane 😉
      Pozdrawiam! 🙂

  • Lidlowa podróba flexi (o dziwo, bardzo fajna jak na smycz tego typu) służyła nam do wysikania piesuki „na szybko”. Menda odprawia istne czary, zanim raczy się odlać, więc jak wybiegałam z nią na szybki sik, to automat po prostu się sprawdzał. W tej chwili leży w piwnicy, bo na awaryjny sik mamy ogródek 🙂 Ogólnie dziwi mnie tak olbrzymia popularność tych smyczy, a już całkiem dobija bardzo często połączenie flexi i kolczatka.

    • Właśnie też nie rozumiem ich fenomenu – drogie, niewygodne i trudne w obsłudze psa. Po za sytuacjami specyficznymi jak Twoja, jak np.: okres sylwestrowy, czy cieczka jeśli pies się słucha nie potrzebuje smyczy, jeśli nie – niezależnie od tego czy ma 1,5m czy 2,5 czy 5 – nie ma różnicy, a miasto jest słabym terenem do „wybiegania się” w znaczeniu – „niech ma namiastkę wolności” i ten argument zupełnie do mnie nie przemawia. Nooo o ile jest to jakiś skwer/park a pies jest posłuszny ok, ale po chodniku, wzdłuż ulicy? Nie. Mnie się to nie skleja, ale co kto lubi. 😉

  • Nigdy nie miałam nawet flexi w ręku. Wystarczy mi popatrzeć na jej konstrukcję i właścicieli wyplątujących ją z krzaków, żeby sobie darować taki zakup! Fakt, kiedy miałam jakieś 10 lat i pierwszego psiaka, widok tych magicznych urządzeń w rękach innych budził moją głęboką zazdrość :D. Minęło jednak trochę czasu i taka smycz wydaje mi się mało komfortowa w użytkowaniu, a Twój wpis mnie o tym dodatkowo przekonał.

    • Są i jej zwolennicy. Jak ktoś ogarnia swojego psa, potrafi zachować się w towarzystwie innych ludzi i psiarzy i myśli kiedy cos robi, Flexi nie jest taka zła. Grunt by korzystać właściwie, a nie dawać namiastkę wolności, która w ogólnym rozrachunku wydzie gorzej niż jakby latał luzem…

      • Rozumiem, że są inne opinie – ja mówię tylko o swoim zdaniu 🙂

  • Tomi li

    Nie wyobrażam sobie prowadzania bigla na zwykłym sznurku a co do niby ciagnacego psa automatu myślę ze tekst przesądzony przecież to praktycznie nie daje oporu a można jeszcze poluzowac ciąg

    • Nie chodzi tyle o ciągnięcie co o napięcie, które przenosi się bezpośrednio na obrożę. Kwestia co kto lubi. Dla mnie jest to bardzo poważna wada smyczy, jeśli komuś to nie przeszkadza to jest jego sprawa 😉

  • Julia

    Mam flexi dla suki, która rzuca się na ludzi, aby mogła wejść na trwanik i się załawić, a nie nie musiała uwalić całych butów odchodami innych psów. (tak jakl nie mam jak dostać się do koopy nie sprzątam). Suka zatrzymuje się na komendę i wraca na zawołanie, więc nie ma nagłych zrywów i nic takiego.
    Na długie spacery idziemy w miejsca odludne na normalnej smyczy (łatwiej korygować psa i można zwinąc i wsadzić do kieszeni).

    • Mi wtedy wsytarca smycz przepinana – 2m i spokojnie pies może wejśc na trawnik. Ale wszystko jest kwestią indywidualną. Jesli ktoś lubi flexi, korzysta z niej z glową – to czemu nie. 😉

      • Julia

        dokładnie 🙂 jak idziemy na szybką sikupę rano – flexi. Po południu idziemy na normalnej smyczy albo bez w kagańcu i pracujemy nad zachowaniem. Chyba, że wychodzi chłopak to tylko flexi choć ostatnio zaczyna z rudą pracować, a nawet odważył się ją spuścić ze smyczy!

  • Karnas

    Świetnym pomysłem jest też zostawianie pod sklepem psa na niezablokowanej flexi. Psa, który się boi i na widok innego psa zaczyna biec. Raz tak, spierniczając przed rozpędzonym psem, którego zdenerwował widok mojego psa (z wzajemnością), mało pod samochód nie wpadłam.

    • Ja widziałam lepsze 😀 York zagrodził dojazd do sklepu 😀 Bo poszedł zwiedzać parking na niezabezpieczonej flexi przywiązanej do słupa i rozciągna ją wzdłuż drogi 😀 Inną historią jest ta do której nawiązuje we wpisie, jak kolega jadąc autem „zaplątał” się we flexi, bo pies – o dziwo tez york był po jednej stronie ulicy, a jego opiekunka po drugiej. Także w pakiecie z Flexi powinni niektórym sprzedawać rozum… bo ja rozumiem, że ktos nie widzi nic złego w zachowaniu swojego psa, że go nie ogarnia, nie radzi sobie z nim. Ale nie rozumiem jak można nie pomyśleć że rozwijająca się smycz, może się rozwinąć jeśli się jej nie zablokuje…

  • Kasia Żyrafa

    Nie używam Flexi, jakoś nie ufam tej smyczy mając sporych rozmiarów psy. My spacerujemy na taśmie do szelek:)

    • Ja dla Donnera kupiłam powyzej 50kg mimo, że według rozpiski wystarczyłaby spokojnie do 40kg. Ale powiem Ci, że tez jej nie ufam. Wolę najzwyklejszą smycz, którą jak widzę, że się rwie, albo mam podejrzenia co do karabinka wyrzucę – niż automat, któremu na prawdę nie ufam w swoich rękach, a jak widzę go w rękach innych osób + duzy pies to spierniczam daleko…

  • Tomi li

    Naprawde nie rozumiem jak moze byc wygodniej prowadzac na zwyklym sznurku jak dla mnie automat ma wiecej plusów Sama zwija sie linka która daje znikomy opór a zwierzak ma dajmy nato 5 metrów luzu Sznurek ciagnie sie po ziemi placze psiakowi łapy Dodac trzeba ze kazdy pies inaczej spaceruje i jak widzę kogos kto prowadzi psa a on grzecznie idzie przy nodze to ok sprawdza sie ale jak mój bigiel zalączy nocha to wszedzie go pełno i automat to zbawienie a na sznurku by sie tylko szarpal i męczył Odnosnie samej smyczy fleksi to dodam ze oprócz sznura ktory z czasem sie przeciera to sam mechanizm jest nie do zniszczenia Nie raz ladowala smycz z 4 piętra i nic jej nie dolega a ewentualna naprawa jest dziecinnie prosta

    • To Twoje zdanie, mnie jest wygodniej na luźnej 20m lince, ale jak komuś flexi odpowiada to jego sprawa. Mnie nic do tego. Ja napisałam tylko ja jej nie lubię jesli ktoś mnie pyta co o nich myślę i czy warto kupić. Ale jak ktoś ją lubi to nich mu służy jak najlepiej.

  • Nie lubię flexi za to, że jest nieporęczne, ciężkie, duże i nie umiem z psem na niej chodzić. I podobnie jak Ty zauważyłam, że psy wyprowadzane na automacie nie umieją się zachować w stosunku do otaczającej ich sytuacji. Swojej psiny nigdy na tym wynalazku nie wyprowadzałam, ale wyprowadzałam psa sąsiadów (7kg jamnik, który na całe szczęście nie szarpał i się nie rzucał na psy/ludzi/inne stworzenia). A gdy ktoś zostawia u mnie psa na tymczasie z flexi, od razu odkładam ten wynalazek na bok i z psem spaceruję na normalnej smyczy.

    • Własnie to jest bardzo dziwne, że wiele psów na flexi nie potrafi się ogarnąć. Ocywiście moze to kwestia braku wychowania i smycz nie ma tu nic do rzeczy, ale jakoś to się dziwnie łączy. Choć na pewno jest spora część grzecznych psów którym flexi dobrze służy – ja osobiście sie nie spotkałam.

      • Również się nie spotkałam, najczęściej widuję psy na flexi, które są „rozpuszczone jak dziadowski bicz”. Widocznie taki urok mojej okolicy…

        • U mnie jest to samo… czasem sie zastanawiam czy nie demonizuje okolic w ktorych mieszkam, no ale kurcze gdyby było inaczej to bym tan nie ubolewala nad tym co codziennie widze i z czym sie spotykam..

  • Agata Przetakowska

    Na flexi nie chodzi się w szelkach 😐 one są do pracy, ciągnięcia, wycieczek 😐 flexi od spacerów i wystarczy obroża. Dzięki niej pies uczy się nie odchodzenia zbyt daleko. Wie, ze ma te kilka metrów. Jest tez wersja z amortyzatorem, dzięki któremu silny pies mocno nie ciągnie. Oczywiście do flexi pies musi dorosnąć, a człowiek nauczyć się obsługiwać 😉

    • Akurat muszę się z Tobą nie zgodzić, bo Pies nauczony nieciagniecia nie będzie ciągnął na szelkach, i są modele szelki które w żadnym wypadku do ciągnięcia się nie nadają a jedynie do spacerów. Także generalizowanie, że szelki są tylko do pracy, ciągnięcia czy wycieczek jest nie prawdą, bo wszystko zależy od modelu i tego jak nauczymy psa. Natomiast w przypadku psów które mają tendencję do niespodziewanego startu na pelnym biegu połączenie flexi+obroża wydaje mi się niezwykle ryzykowne, szczególnie jak mówimy o małych rasach które fikaja wtedy widowiskowe sałata w tył, a ja się zastanawiam kiedy zlamia lub poważnie uszkodza sobie kark. Oczywiście psa trzeba odpowiednio wychować ale pewne rzeczy w pewnych przypadkach nie powinny się łączyć. 😉

  • Swiat Widziany Uszami

    Dopiero teraz trafiłam na Twoją stronę ale lepiej późno niż wcale 😉 Zawsze mnie zastanawiało dlaczego flexi wywołują tyle emocji (oczywiście poza wspomnianymi akcjami typu zagrodzenie całego przejścia czy plątanie przechodniów, ale myślę, że to jednak kwestia kultury osobistej danego osobnika). Pierwszą piesę (spanielkę) wytargowałam z mamą jakieś 15 lat temu i wtedy, jak sama wiesz najlepiej, było inne podejście do zwierząt. Flexi+ szelki to był zestaw marzeń i tym sposobem stwór przeżył szczęśliwie całe życie. Jako jedna z nielicznych nosiłam ze sobą smaczki i próbowałam przez jakiś czas niezbyt udolnie z nią pracować. Nie ciągnęła, nie szalała, ja nie musiałam wiecznie wchodzić w kupy (ewentualnie slalomem po kupę) a miała przestrzeń do węszenia, szczególnie pod koniec jak była schorowaną babunią. Była raczej spokojna i delikatna, nie sprawiała problemów. Dawała się przywołać bez problemów, dużo latała luzem po parku a flex był żeby miała więcej luzu na trawniku na którym nie można było jej puścić. Teraz mam kolejną spanielkę i na początku na zwykłej smyczy nie dało się jej kompletnie ogarnąć- po prostu galopujący kłębek ekscytacji i strachu. Jest specyficzna bo prawie nie widzi i przez ostatnie 3 miesiące flex bardzo nam pomógł w opanowaniu emocji. Pewnie linka/taśma byłaby lepsza ale ogarnęłam ich istnienie dopiero niedawno. Od samego początku chodzi w szelkach, takich które jak najmniej uciskają. Teraz przechodzimy na zwykłą smycz żeby nauczyć się spokojniejszego chodzenia.
    Podsumowując przydługą wypowiedź- każdy pies jest inny i każdy człowiek jest inny, niektórym pasuje, innym nie. Jedynie zestaw kolczatka + flexi jeży mi włosy. Osobiście, bardziej niż nieumiejętna obsługa flexi, irytują mnie psy agresywne latające luzem, koniecznie z właścicielem który ma głęboko gdzieś, że jego pies właśnie próbuje przegryźć ci tchawicę. Fajny wpis i zdrowe podejście do życia 😉 Pozdrawiamy.

    • Oczywistą oczywistością jest kultura, świadomość i szacunek do innych. 😉 jeśli tego nie ma to niezależnie od używanej smyczy może być problem. Ale niestety w zdecydowanej większości przypadków mamy połączenie flexi+brak kultury i świadomości…