Zastanów się i włącz sumienie.

Ze względu na rodzaj wykonywanej pracy, która wiąże się z licznymi wyjazdami niemal po całej Polsce, samochód często staje się moim drugim miejscem pracy. Przemierzając kolejne kilometry bardzo często spotykam się z przypadkami skrajnej nieodpowiedzialności opiekunów psów jak i samych kierowców…

Bardzo często w mediach społecznościowych oglądamy zdjęcia czy czytamy pożegnania z ukochanymi zwierzętami, które zginęły potrącone przez kierowcę, gdzie zrozpaczony właściciel, życzy takiego samego końca sprawcy wypadku. Zasięg takich informacji jest zastraszający, bo dobrze sformułowany tekst, ładne czarno-białe zdjęcie i wiadomość o zwyrodnialcu, który zabił naszego psa lub kota dociera błyskawicznie do kilkunastu tysięcy osób, które pomstują na kierowcę mieszając go z błotem – bo zabił niewinnego Puszka czy Azorka. No ale to nie koniec historii. Azorek przeżył wypadek. Opiekunowie zgarnęli go na podjazd i pozwolili mu się „wylizać”. Do weterynarza nie wzięli, bo „zagoi się jak na psie” w efekcie czego pies kilka dni konał w męczarniach, ale to kierowca został okrzyknięty barbarzyńcą i mordercą.

Faktem jest, że mamy coraz lepsze drogi, coraz lepsze i szybsze samochody, ludzie jeżdżą często przemęczeni, zdarzają się psychopaci celowo zbierający na masce ofiary, ale… ale w dużej mierze w mojej opinii to nie kierowca jest winien śmierci takiego psa czy kota tylko opiekun. Tak opiekun. Opiekun, który mając wychodzącego kota nie upilnował go należycie; opiekun, który nie zamknął bramy wjazdowej lub który bezradnie rozkłada ręce na ucieczki swojego psa. No tak, ale kierowca powinien uważać. Aha. Kto kiedykolwiek prowadził samochód po zmroku lub nawet jechał jako pasażer ten wie, że człowieka na drodze bez odblasków zobaczy praktycznie w momencie mijania, jak więc ma zauważyć psa, który niespodziewanie wybiega z posesji bezpośrednio graniczącej z drogą, który rzuca się prosto do koła? Jak ma zauważyć psa, który idzie środkiem ulicy?

Owszem w miarę przejechanych kilometrów człowiek wyrabia w sobie nawyk ostrego hamowania na widok błyskających w ciemności oczów kota, który będzie siedział przy drodze czekając do ostatniego momentu jakby grał w tchórza, by niczym kamikaze rzucić się prosto pod koła. Taka jest prawda. A niestety nie będę mydliła Wam oczu, życie ludzkie jest więcej warte niż życie zwierzęcia – nieupilnowanego zwierzęcia. Znam przypadek osoby, która chcąc ratować psa, który wyskoczył jej na drogę dachowała w rowie. Kierowcy poza siniakami nic się nie stało, ale pies i tak nie przeżył. Inną sytuacją było świadome zabicie psa by ratować własne życie i pasażera. Tak. Pies wyskoczył (ponownie) z posesji i kierowca miał do wyboru czołowo zderzyć się z samochodem naprzeciwko, wpaść w poślizg na zamarzniętej drodze ostro hamując być może skończyć na drzewie lub przejechać psa. I wcale nie trzeba dużej prędkości, wystarczy te przepisowe 50km/h i zwierzę wielkości psa nie ma szans.

Chcecie więcej historii? Proszę bardzo. Osiedlowa uliczka, po jednej i po drugiej stronie ciąg samochodów, kierowca jedzie 30km/h szybciej nie pojedzie, bo wąsko i teren zabudowany. Nagle czuje uderzenie i słyszy krzyki. W bocznym lusterku widzi podnoszącą się spomiędzy samochodów kobiecinę wygrażająca pięścią w jego stronę. Co się stało? W poprzek drogi była rozciągnięta sznurkowa flexi. Samochód zaplątał się w nią, szarpnął kobieciną wywracając ją, a z drugiej strony z ciągu samochodów wyszarpnął yorka. Na szczęście na kilku siniakach się skończyło, ale jak trzeba być nieodpowiedzialnym, by pozwolić na rozciągnięcie smyczy w poprzek drogi?

No, ale to są zwierzęta domowe – niestety w dużej mierze cierpiące  jak podają powyższe przykłady z głupoty ich opiekunów. Dzikie zwierzęta często działają instynktownie, po prostu idą – jak pewna klępa, która ze stoickim dla łosia spokojem przeparadowała mi kiedyś przed maską, po czym zatrzymała się niemal przede mną i równie majestatycznym krokiem wróciła, bo jednak rozmyśliła się ze zwiedzania drugiej strony ulicy. Wypłoszone w lesie sarny, które biegną na oślep prosto pod koła nadjeżdżających aut, czy ptaki – tak ptaki. Wstyd się przyznać ale mam na sumieniu kilka wróblopodobnych, które żerując sobie przy drodze spłoszyły się na widok nadjeżdżającego auta i mimo, że 99% z nich uciekło na pole, zawsze znajdzie się jeden gapa, który postanowi przelecieć nad jezdnią.

Życie. Wypadki z udziałem zwierząt były, są i będą. Ale żadna z powyższych sytuacji nie daje nam przyzwolenia na obojętność. Kiedy potrącimy dzikie zwierzę, czy też domowe nie mamy moralnego prawa uciec z miejsca wypadku, udając że nic się nie stało. Potrącone zwierzę może potrzebować natychmiastowej pomocy, czy to względem leczenia, czy skrócenia jego cierpienia. Warto skontaktować się wtedy ze strażą miejską, policją lub fundacją zajmującą się rannymi zwierzętami. Uciekając z miejsca wypadku skazujemy zwierzę prawdopodobnie na powolną śmierć w straszliwych męczarniach. Co więcej zostając na miejscu wypadku i zgłaszając sprawę policji możemy starać się o odszkodowanie kiedy zwierzak spowodował wypadek lub zagrożenie w ruchu drogowym, gdyż to jego opiekun odpowiada za uszkodzenie naszego auta. Możliwe jest też ukaranie opiekuna psa, czy kota który naraził własne zwierzę na utratę zdrowia lub życia poprzez niedostateczną  opiekę. Oczywiście jeśli my, kierowcy zachowaliśmy wymagane przepisy.

Osobiście odradzam udzielania rannemu zwierzęciu pomocy na własną rękę jeśli nigdy wcześniej tego nie robiliśmy – możemy zrobić mu większą krzywdę lub narazić siebie na utratę zdrowia, gdybyście jednak chcieli udzielić doraźnej pomocy polecam zapoznać się z podstawami udzielenia pierwszej pomocy rannemu zwierzęciu. Ale pamiętajmy: nigdy nie wiemy czy pies, kot czy dzikie zwierzę jest zdrowe, czy będąc w szoku nie zaatakuje nas. Miejsce wypadku należy zabezpieczyć, jeśli chcemy możemy sami zabrać poszkodowanego zwierzaka do weterynarza zachowując najwyższą ostrożność. Ale przede wszystkim powinniśmy wezwać pomoc, by osoby kompetentne zajęły się rannym zwierzęciem. Pamiętajmy – zawożąc zwierzę do weterynarza niejako już za nie odpowiadamy, może się okazać że będziemy musieli pokryć koszty jego leczenia, hospitalizacji itp., bo zawieziemy go do pierwszej lepszej kliniki, a nie takiej która ma podpisaną umowę z gminą na leczenie bezdomnych zwierząt z wypadków. Z drugiej strony wielokrotnie słyszałam o tym jak gminy chcąc minimalizować koszty na miejsca wypadku wysyłały egzekutora czy to myśliwego, czy pseudo weterynarza którzy usypiali lub odstrzelili zwierzę bez zadania sobie minimum trudu na zdiagnozowanie go. Niestety szara rzeczywistość odnosi się także do straży miejskiej i policji, którzy bardzo często bagatelizują (żeby nie powiedzieć brzydko – olewają) zgłoszenie. Bo nie mają patrolu, bo daleko, bo im się nie chce, później ktoś podjedzie – sama byłam wielokrotnie tego świadkiem, kiedy dzwoniłam po pomoc w kwestii zwierzęcia czy to agresywnego, czy potrzebującego pomocy, a w odpowiedzi dostawałam informacje, że mają ważniejsze rzeczy. W takiej sytuacji bardo dobrze sprawdza się poproszenie o danych osoby z którą się rozmawiało i prośba o kontakt, kiedy już coś z tym zrobią. Niestety… jak się na własnej skórze przekonałam ich pomoc przychodzi kilka godzin później, kiedy zwierzęcia już nie ma, bo umarło lub uciekło… Dlatego najlepiej skontaktować się bezpośrednio z fundacją z danego regionu lub ogólnopolską ratującą ranne zwierzęta, która będzie wiedziała jak pomóc, komu przekazać sprawę i będzie ją monitorowała nie dopuszczając do „zapomnienia o sprawie”.

Niestety musimy liczyć się też z biurokracją i brakiem empatii gminnych urzędników i strażników miejskich oraz policji. Gdzieś koło roku temu na Lubelszczyźnie było dość głośno o przypadku uśpienia psa, który w wyniku wypadku miał złamaną łapę, ale gmina uznała, że tak będzie taniej, niż leczyć go, a potem utrzymywać w schronisku, bo i tak nikt go nie adoptuje. Nawet kiedy zostaniemy przy rannym zwierzęciu, kiedy znajdzie się opiekun może wyprzeć się swojego psa – nie chcąc odpowiadać za to co się stało lub pozwoli psu umierać w budzie, bo do weterynarza go nie weźmie. Niestety… świadomość ludzi w szczególności poza miastami jest bardzo niska. Niby prawie każdy ma wyższe wykształcenie, niby prawie każdy ma prawo jazdy, dostęp do prasy, Internetu telewizji a jednak ciągle w naszym społeczeństwie jest żywe przeświadczenie o tym, że pies się wyliże, zagoi się jak na psie, czy kot spada zawsze na cztery łapy. To, że zwierzę nie mówi nam, że coś go boli nie oznacza, że jak utka od kilku dni na łapę to nic mu nie jest. Zwierzę jak każda żywa istota odczuwa ból i nie ma co udawać, że tak nie jest. Dlatego kiedy jesteśmy świadkami wypadku, sami bierzemy w nim udział lub gdy mijamy ranne zwierzę nie pozostawajmy wobec niego obojętni. Zainteresujmy się rannym zwierzęciem nawet gdy znajdzie się opiekun, lub zajmą się niem odpowiednie służby (lub gdy przyjmą zgłoszenie zweryfikujmy, czy coś z tym zrobili) – oczywiście jeśli możemy i mamy czas. Wiem, że często gonią nas terminy, umówione spotkania i oddech szefa na karku, ale czasem wystarczy wykonać telefon nawet się nie zatrzymując, z informacją że przy trasie leży martwe czy też ranne zwierzę. Tak niewiele, a jednak może zmienić wszystko.

Co roku na drogach zostaje rannych kilka tysięcy zwierząt wiele z nich długo umiera cierpiąc, bo nikt nie wezwał pomocy by chociażby skrócić ich cierpienie. Dlatego Fundacja Towarzystwo Weterynaryjne przygotowała kampanię w której bierzemy udział: Włącz Sumienie, na stronie kampanii www.wlaczsumienie.org znajdziecie interaktywną mapę miejsc wypadków z udziałem zwierząt, gdzie można  dodawać nowe miejsca. Znajdziecie tam bazę telefonów – kogo powiadomić w przypadku wypadku lub znalezienia rannego zwierzęcia, podstawowe informacje jak udzielić pierwszej pomocy rannemu zwierzakowi  i tego gdzie szukać pomocy. Świata nie uratujemy. Wypadki zawsze były, są i będą. I niestety będzie ich coraz więcej. Ale nie możemy pozwolić na to by śmierć na drodze wpisała się na stałe w krajobraz polskich dróg. Zawsze możemy pomóc, tylko od nas zależy czy włączymy nasze sumienie!

(Visited 789 times, 1 visits today)
  • Anna Górniak

    Jeden z najważniejszych i najmądrzej napisanych postów w polskiej „psiowej” blogosferze jakie ostatnio czytałam <3