29Maj

Bikejoring

Bikejoring jest dyscypliną sportu zaprzęgowego rozgrywaną na dystansach sprinterskich, w której jeden lub dwa psy ciągną rower połączony z nim liną z amortyzatorem. Trasa biegu liczy zazwyczaj od 4 do 10 km. Maszer chcący wystartować w bikejoringu musi mieć co najmniej 15 lat i zdrowego psa o wadze minimum 12 kg, którego w żaden fizyczny sposób nie można zmuszać do biegu. Zaprzęgi bikejoringowe bardzo często osiągają najwyższą średnią prędkość zawodów (ok. 40 km/h), a maksymalnie na zjazdach około 60 km/h. Stanowi to o widowiskowości bikejoringu i pozwala zakwalifikować go do sportów ekstremalnych. W Polsce bikejoring to już oficjalna dyscyplina sportu podlegająca pod Polski Związek Sportu Psich Zaprzęgów. Polska posiada kadrę i reprezentację w tej dyscyplinie i reprezentują ją zawodnicy z tytułami mistrzów świata i Europy. Najszybsze w bikejoringu psy to Greystery- specjalne mieszanki wyżłów i greyhoundów, wykorzystywane również w innych dyscyplinach zaprzęgowych.
~Wikipedia

SONY DSC

Chwila przerwy? Daj spokój jedziemy dalej!

Fanką rowerów nigdy nie byłam. Po kilku wypadkach które jako dzieciak zaliczyłam na rowerze mówiąc szczerze znienawidziłam  ten rodzaj sportu. Systematyczne treningi w siatkówkę, odbiły się na moich kolanach, więc rower stał się dla mnie bardzo wątpliwą przyjemnością i częściej wolę pójść pobiegać lub pojeździć na rolkach niż wybrać się na przejażdżkę. Do tego stopnia tak za nim nie przepadam, że wolę pokonać spory dystans pieszo, niż podjechać tak popularnym w Lublinie rowerem miejskim.

SONY DSC

Już bez kagańca – druga wyprawa

Kilka dni temu jednak złamałam moją żelazną zasadę unikania rowerów i dałam się wyciągnąć mamie na przejażdżkę po lesie, oczywiście z psem. Nie łudziłam się, że Donner zechce biec przy rowerze – to nie w jego stylu. Zatem ubrałam go w sledy, kaganiec – na wszelki wypadek – nie z obawy, że kogoś lub coś ugryzie, a z obawy czy nie postanowi wsadzić nosa w szprych lub pod koło. Długą linkę z amortyzatorem podczepiłam do roweru  i kazałam mu zaczekać, żeby zamknąć dom. Oczywiście nie zaczekał, bo trzeba było już wybiegać, więc wywrócił rower  i bez najmniejszego lęku, że coś upadło przeciągnął go przez cały podjazd. Dorwałam go w ostatniej chwili, kiedy zamierzał opuścić posesję. Ledwo udało mi się postawić rower i wsiąść na niego, a okazało się że bardzo szybko oddalamy się od domu. Towarzyszył nam w oddali krzyk mamy, żeby na nią zaczekać, bo ona musi sama pedałować i nikt jej nie ciągnie. I tak mniej więcej wyglądało 40 minut jazdy po lesie. Dobrze, że Donner biegł ścieżkami i reagował na kierunki, więc w miarę udało mi się obrać kierunek podróży. Najpierw przejechaliśmy las wzdłuż, potem wszerz – pora na odpoczynek po 40 minutach szaleńczego biegu Donnera i mojej walki o nie wywrócenie się na koleinach i konarach drzew, przez które nie wiem czemu mój rower nie chciał skakć… Mama odpoczywa, bo tempo było nie złe, ja podkręcam hamulce i rozglądam się czy ktoś nie wyrzucił w stercie przyleśnych śmieci, jakiejś całkiem dobrej kotwicy, którą bym mogła ewentualnie wyrzucić za sobą w sytuacji gdy rozpaczliwe ‚stój‚ zawiedzie, bo hamulce już dawno mnie zawiodły. A Donner? Donner zamiast sobie siąść lub się położyć, krąży wokół nas na całej długości linki, zaczepia bezpańskie patyki, grzebie sobie łapką w ziemi dołek – jednym słowem się nudzi, bo głupie ludzie muszą odpoczywać… Skoro pies nie chce odpocząć to wracamy. Ruszamy znowu z kopyta jakby goniło nas stado dzików. Szybko jednak bieg zamienia się w beztroski inochód, który jest coraz wolniejszy, coraz bardziej leniwy, w końcu pies zaczyna truchtać przy rowerze. Cud! Donner się zmęczył. W oddali widzimy jakąś kobietę i biegającego luzem psa w typie onka. Na nasz widok przywołała go i przytrzymała (chwała jej za to!). Donner ładnie mija ich zupełnie ignorując. Wtem pani postanawia nas pouczyć:

Niech pani zdejmie mu ten kaganiec, niech ma trochę wolności!
Kaganiec jest dla jego bezpieczeństwa. – odpowiadam, nie chcąc wdawać się w dyskusję .
Kto to widział, żeby tak ograniczać psa! Niech pani go puści z tej smyczy, przecież pies musi się wybiegać!

SONY DSC

Już bez kagańca – druga wyprawa

Odjeżdżamy bez słowa. Ja wyrodna właścicielka zakładająca psu kaganiec raz na ruski rok i nie wybiegany Donner wlekący się przy rowerze zapewne z nadmiaru energii. Czy podczas 1,5h spaceru bez linki pies się wybiega? Wątpię. Może sobie pozwiedzać okoliczne krzaki, powęszy, potropi, przy odrobinie szczęścia rzuci się w pogoń za zwierzyną – ale czy będzie wybiegany? Pozostawiam tą kwestię do indywidualnego przemyślenia:

  • Czy spacer na smyczy lub lince jest ograniczeniem psa, które w jakikolwiek sposób odbiera mu możliwość eksplorowania świata i bycia radosnym psem?
  • Czy smycz odbiera psu radość ze spaceru?
  • Czy puszczenie psa ze smyczy załatwia sprawę ‚wybiegania się‚?
  • Czy puszczone luzem psy na prawdę korzystają w pełni z możliwości wybiegania się, czy dalej idą niedaleko nas robiąc to samo, co robiły by na 5m smyczy?
SONY DSC

Już bez kagańca – druga wyprawa

  • Fascynuje mnie ta dyscyplina sportu, głównie dlatego, że uwielbiam jeździć na rowerze, gdybym mogła jeszcze zabrać ze sobą Bonę to byłoby super. Jak na razie Bona jest jeszcze oczywiście za mała – ma 7 miesięcy, ale rozważam to w czasie przyszłym. Podziwiam natomiast Twoją odwagę, ja na samą myśl już się boję jak to będzie z moją wariatką, a przy takim dużym psie to nie wiem czy bym się odważyła. 🙂 Ogólnie to jak najlepiej rozpocząć ten sport z psem? 🙂

    • Ja dużo zaryzykowałam bo nie lubię jeździć na rowerze i mam uraz po wypadku. Ale w miarę ufam Donnerowi, bo reaguje na komendy i tylko to mnie przekonało oraz to, że w lesie nie ma aż tylu ludzi i porobili szeroki drogi (jak widać na zdjęciach). Jak dobrze przygotować psa do tego – nie wiem. Ja znam wytrzymałość i możliwości Donnera dużo z nim biegam i trenuje czy to agility czy jakieś inne sporty więc kondycje miał. Na pewno nie męczyłabym psa który nie ma kondycji i ruchu.
      A nauka jest podobna jak do biegania na pasie czy zaprzęgów. Pies musi nauczyć się ciągnąć. Osobiście uważam, że jeśli ktoś prowadza psa na szelkach nie powinien uczyć psa ciągnięcia bo będzie mu na zwykłym spacerze też ciągnął. U mnie szelki to oznaka, że można i trzeba ciągnąć, a obroża że nie.

      Co jeszcze? Pies musi znać komendy kierunkowe, tępa, na przód, noga, stój. Ja pierwszy raz wzięłam go w puszcze bo bałam się żeby nie wsadził pyska w koło. Teraz już biega bez. Aha i warto na początku jeździć z kimś, żeby jechał przed Tobą wówczas pies będzie go gonił i biegł przed Tobą. Jednak naukę warto zacząć od spacerów i biegania aby nauczyć komendy ciągnij/naprzód najpierw tylko z Tobą, później z lekkim pobciążeniem i tak stopniowo, a potem tylko zmieniać: rower, rolki, sanki.

      Ale podstawą jest kondycja i zdrowie psa. 🙂

      • ruda25

        Ja ostatnio byłam na rowerze z moją szaloną 2 wiec wszystko można wystarczy chcieć 😉 i dostosować tempo do psa:) przyjaciółki szczeniak w wieku 4mcy biegł bez smyczy przy rowerze 🙂 był przeszczęśliwy

  • No tak, najlepiej zacząć od biegania. I tak chyba zrobię. 🙂 Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. 🙂

  • ruda25

    Dla mojej smycz to gwałt na niezależności i ciekawostka powrót z 3 godzinnej wycieczki rowerowej na smyczy 2 godzinki odpoczeła i namawiala mnie na wyjście na łąki kolo domu tam 15 min polatała i do rana psa nie było 😉

  • Sunia

    Jestem młodą greysterką. Wyrzucili mnie do lasu, pewnie dlatego, że nie jestem takim wyżłem, na jakiego wyglądam. Potem byłam tydzień w schronisku, z którego zabrał mnie mój Pan. On też myślał, że jestem wyżłem. Że tak nie jest, przekonał się po pierwszej próbie z rowerem. Bo ja uwielbiam ciągnąć. Jak sobie nie pociągnę, to się źle czuję. Właściwie to jeździmy tak jak ci na filmie, tylko mój Pan trochę starszy. Komend nie potrzebuję bo rozumiem po ludzku.

    https://www.youtube.com/watch?v=iNs-O-t20-g