8Cze

Ufo i latające talerze – test ogólnodostępnych frisbee od laików dla każdego

Zrobiło się ładnie, agility nam się znudziło, rower i bieganie jeszcze ciągle są na topie, ale co robić w domu? Sztuczki… no dobra, ale ile można? To startujemy z frisbee! Tylko co kupić? Nie wiem… niby ktoś mi jakieś tam doradzał, ale jak się psu nie spodoba ta zabawa? Nie ma co przepłacać na start i zostawać ‚sprzętowcem’ markowych gadżetów, w końcu jesteśmy amatorami, co wymarzyli sobie zabawić się frisbee i piszę dla amatorów co lubią się bawić z psami – dla zwykłego właściciela psa, czyli każdego z nas- zatem robimy maraton po zoologicznych i oto efekty:

SONY DSC

  • Plastykowy dysk (niebieski) za całe 6 złotych z jednego z dyskontów, na sezonowej promocji produktów dla zwierzaków – takie same można kupić w każdym sportowym i dziecięcym. Pierwsze wrażenie? Trzaśnie w zębach na raz. Miejmy nadzieję, że tylko psa nie pokaleczy.
  • Gumowy (fioletowy), leciutki i cieniutki dysk o specyficznym zapachu, który ma zachęcać psa do łapania. Koszt – 22zł w ‚wypaśnej’ sieciówce zoologicznej. – Pierwsze wrażenie: to ma latać? Jakieś takie za delikatne… poza tym śmierdzi.
  • Kauczukowy dysk albo z lanej gumy (zielony), stosunkowo ciężki, z przyjemnego tworzywa. Koszt w osiedlowym zoologicznym 26zł, na hali w hipermarkecie 32zł. Pierwsze wrażenie – rewelacja! Bezpieczny, solidny, czegoś takiego szukałam!

Zacznijmy od tego, że mistrzem rzucania to ja nie jestem, a Donner frisbee widział w TV o ile nie spał. No dobra, ale zaczynamy! Ciężko się jedną ręką rzuca, a druga robi zdjęcia. a szczęście M. nas poratował i nawet na kilka sweet foci się załapałam.

SONY DSC

Które by tu wybrać?

Na początek zielony kauczukowy dysk – mój faworyt. Lata tragicznie… chyba jest za ciężki. Donner poleciał, złapał go składając w pół. Zanim mi go oddal odkształcił go na stałe, w efekcie czego dysk nie dość, że nie latał, to teraz jeszcze lata (o ile można tak to nazwać) krzywo. Tragedia. Najdroższy, a zarazem wydający się najfajniejszym dysk – tak naprawdę nie nadaje się do niczego. Niby bezpieczny, niby niezniszczalny, a stale odkształcił się po jednym złym złapaniu. – nie polecam.

SONY DSC

Jako drugi dysk fioletowy – uczucia mieszane. Lata… no lata – trzeba nauczyć się nim rzucać, ale jak się człowiek nauczy lata fajnie. Donner za każdym razem jak go złapie, czuje się przez niego atakowany, bo przez dziurę w środku daje się włożyć w środek cała górną kufę przez co zasłania mu oczy. No ale jak się nauczyć nim rzucać, to nie jest zły i bezpieczny dla psa, aczkolwiek ewidentnie psu nie smakuje, bo go wypluwa. Podatny jest też na wiatr, i trzeba nim rzucać idealnie prosto, pod najmniejszym kątem, traci zdolność lotu, przekrzywia go i spada.

SONY DSC

Mój długowłosy sportowiec

Ostatni niebieski dysk – coś co kupiłam tylko dlatego, że było tanie. Okazało się, że lata świetnie! Potrafi chwilę zawisnąć w powietrzu, nie jest podatny na podmuchy, nawet krzywo rzucony, potrafi się wyprostować w locie, a pies go pokochał. Fakt bardzo szybko pojawiły się pęknięcia w talerzu, ale psu to nie przeszkadza. Zostawiając mu do wyboru wszystkie trzy frisbee wybierze niebieskie, chcąc by oddał talerz na wymianę, za niebieski zostawi wszystko, natomiast niebieskiego nie odda póki sie nie huknie.

SONY DSC

To co, zaczynamy?

Jak z tego wniosek? Albo ja nie umiem rzucać (co jest bardziej niż pewne), albo mój pies jest pierdołą (co jest nie wykluczone, bo kilka razy dysk spadł na niego, bo nie zauważył, że leci, lub trzymając jeden w zębach, złapał kolejny i czuł się oszukany, że nie wie gdzie ten drugi wyładował), albo wcale co droższe nie znaczy lepsze i chyba to jest wynik dzisiejszego testu. Fakt są to ogólnie dostępne frisbee, nie są to ‚specjalistyczne’ z zawodów, ja z rzucania jestem słaba, a Donner zwinnością i skocznością Bordera nie grzeszy. Ale jakiś tam pogląd wyrabiają. Celowo nie podaję firm, bo nie ma o czym pisać. Z opisu i zdjęć, bez problemu znajdziecie i rozpoznacie te frisbee, gdybyscie któreś chcieli kupić. Oczywiście do pełnej zabawy powinnam mieć trzy takie same. Ale zależało mi na przetestowaniu, które będzie najlepsze dla Owczarka i już wiem, że kolejne kupię albo w sklepie sportowym, albo w dyskoncie niekoniecznie ze zwierzęcego stoiska – może być stoisko plażowe z zabawkami dla dzieci. Pozostaje teraz przeczytać jakąś książkę, obejrzeć kilka filmików instruktażowych i próbować się bawić. Może kiedyś będę miała okazję przetestować profesjonalne frisbee, ale na chwilę obecną musze się zadowolić tym co mam, a jak kiedyś dostane coś lepszego – podzielę się wrażeniami.

Pora na zdjęcia z naszych lotów:

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

  • Myślę, że źle się zabraliście za sprawę – za szybko, za daleko, słabej jakości dyskami. Koordynacja pysk – oko, śledzenie dysku, wyskakiwanie po niego w odpowiednim momencie to wszystko są umiejętności, których trzeba psa nauczyć przed przystąpieniem do dłuższych rzutów – mam wrażenie, że trochę przeskoczyliście ten etap. Warto już na początku kupić niezłe dyski, które dobrze latają, następnie nauczyć się nimi rzucać (zwłaszcza krótkie floatery przy ciele i zwykłe backhandy), a dopiero potem pokazać frisbee psu. Wbrew pozorom dobre dyski wcale nie są takie drogie: Hero Xtra Distance kosztuje np. 21-22 zł.

    • Nie zabieram się za to sportowo, czy profesjonalnie, ot zwykła zabawa z psem. Nie wszystko musi być książkowe, by sprawiało radość z zabawy- testuję z punktu widzenia amatora, czyli przeciętnego właściciela psa, który kupi dysk i chce się pobawić, który nie umie rzucać, nie obchodzą go nazwy rzutów, a aport za piłką mu się znudził. Nie mam ani wiedzy, ani umiejętności o czym pisałam, by robić to profesjonalnie, więc niczego nie przeskoczyłam, bo moim celem nie jest robienie z siebie mistrza frisbee, tylko zwykła zabawa – zresztą nie chcę aż tak obciążać psa; w końcu to nie Border. Dodatkowo myślę, że mało kto z czytelników będzie bawił się w to na poważnie, a jeśli będzie, to nie będzie korzystał z tego wpisu 😉 To jest zabawa, ot mam fanaberfię kupię dysk. Kupiłam i się bawię. Ja się bawię, pies się bawi i nam to wystarcza. Ja musiałm kupić trzy bo niewiedziałam, który będzie do zabawy najlepszy (resztą potrzebowałam na wymianę) i to jest wynik tego, jak amator się bawił z psem przez tydzień. Równie dobrze mogłam kupić trzy piłki i się nimi bawić. I jak ktoś będzie chciał się pobawić we frisbee z psem w ogródku, bez wyczynów i zbędnego profesjonalizmu, zobaczy trzy frisbee w sklepie, może skojarzy jak nam laikom, które służyło i ułatwi mu to wybór. Oczywiście z ciekwości trochę zagłębię się w ‚profesjonalizm’ tego sportu, ale tylko dla własnej wiedzy i satysfakcji, nie dla jakichś osiągnięć, bo nie to jest moim celem.
      Pozdrawiam serdecznie 😉