11Paź

Każdy ma takiego psa jakiego potrzebuje, a nie jakiego chce mieć.

Październik 11, 2016 Wychowanie psa 30

Pierwszy raz podobne stwierdzenie usłyszałam kiedyś przy okazji programu Cesara Millana i choć nie popieram jego metod, a całe show  wokół jego cudów mocno mnie zniesmacza, o tyle w tym zdaniu o dziwo jest wiele prawdy. Przynajmniej w moim przypadku. Zdałam sobie z tego sprawę całkiem niedawno. Zmęczona, zrezygnowana (jak zwykle) tym co Donner sobą prezentuje. Wróciłam ze spaceru ledwo żywa i zestresowana. Donner miał dzień „na nie” i wszystko oszczekiwał, ciągnął się jak szatan, jakby nigdy w życiu nie chodził noga, a przed spacerem położył się w siuśkach Elzy i… no właśnie. Zła, zmęczona, zrezygnowana, bo już było fajnie i nagle znowu dzień na „nie” wróciłam do domu i siadłam przed telewizorem. Chwilą spokoju i nagle na moich kolanach pojawia się Elza, jak kot. Zwija się w kłębek i się przytula do mnie. I wtedy pojawia się ta myśl. Potrzebuję tego mojego porąbanego Burka, tak jak potrzebuję spokoju i przytulanek Elzy. Od początku miałam psy nie takie jak chciałam, ale takie, których potrzebowałam…

Chciałam Budzika, psa do IPO, do pochwalenia się jeżdżenia na wystawy, psa rasowego który mógłby być reproduktorem.

Dostałam psa z którym nie zrobiłam IPO, na żadnej wystawie się nie pojawiłam i przy którym stwierdziłam, że nie chcę hodowli. Ale dostałam też psa, dzięki któremu zakochałam się w owczarkach i pracy z psami, psa który nauczył mnie rozumieć inne psy, psa który dał mi siłę i wiarę w siebie i psa który nauczył mnie bezwarunkowo kochać do ostatniego dnia życia. Psa który dał mi wiarę w to, że praca z psami to to co chcę robić i w czym będę dobra i nauczył mnie, że nigdy nie jest tak źle by sie poddać.

SONY DSC

Chciałam Donnera, psa do IPO, agility, frisbee i innych sportów, psa do pochwalenia się super wyszkoleniem, takiego Ą i Ę.

Dostałam psa który ma super mega problemy. Psa z którym oficjalnie nigdy nigdzie nie wystartuję, bo jest nieprzewidywalny, psa którego „pokazanie się” pozostawia wiele do życzenia – poza wyglądem. Ale dostałam też psa, który nauczył mnie pokory, nauczył mnie cieszyć się z najmniejszych sukcesów i nie rozpamiętywać porażek. Psa, który pozwala mi amatorsko robić milion różnych rzeczy i psa który chce, ale którym sam wie lepiej. Dostałam psa który zweryfikował moją pewność siebie i dał mi dużo do myślenia i zmusił do weryfikacji wszystkiego tego co do tej pory uważałam ze fakt.

SONY DSC

I pojawiła się Elza, pies którego… nie chciałam? Nie, wobec którego nie mam oczekiwań, bo był z przypadku. Niby chciałam kolejnego psa do dogoterapii, ale w kwestii Elzy nie oczekiwałam nic, bo i nie wiedziałam co to w ogóle będzie. A jej pojawienie się było niespodziewane.

Dostałam psa, który chce pracować, który pięknie pracuje, który szybko się uczy i jest zrównoważony. Dostałam psa, który uwielbia się przytulać i głaskać. Który potrafi swoją słodkości rozładować nawet największą frustrację. Który daje mi wiarę w to, że potrafię z psami pracować i nadzieję na to, że może coś więcej z nią zrobię. Psa który ogarnął za mnie Donnera i ogarnął mnie. Psa który dał mi nowy zastrzyk energii i wiary w przyszłość.

SONY DSC

Gdyby Budzik miał charakter Donnera nie wiem czy miałabym kolejnego psa i nie wiem czy byłby to kiedykolwiek owczarek. Gdyby Budzik był psem zdrowym, sportowym idealnym moje ego sięgnęło by kosmosu, a przerost mojego mniemania o sobie przytłoczyłby świat.

Gdyby Donner był psem bezproblemowym, mój samo zachwyt i nieomylność sięgnęłaby zenitu. Nigdy też nie zweryfikowałabym swojego poglądu na psy, świat i szkolenie.

Gdyby Elza była problemowa jak Donner, chyba bym się załamała.

A tak przeszłam piękną drogę, której dalsza części nie jest już tak ciemna jak mi się jeszcze rok temu wydawało, a ma całkiem ładne kolorki. Od psa na tamtą chwilę idealnego, ale bez predyspozycji do spełniania marzeń, przez psa, który sprowadził mnie na ziemię, ale z którym mimo wszystko spełniam marzenia, po psa, który jest dla mnie nagrodą ciężkiej, często bezowocnej pracy i zagadką na przyszłe lata.

A dlaczego Wasze psy do Was trafiły? Czego potrzebowaliście, by Wam pokazały?

  • Kasia Żyrafa

    Moje psy trafiły do mnie, bo potrzebowałam spokojnych, oddanych, wiernych oczu, wolnych spacerków, aby delektować się pięknem przyrody. Nie lubię treningów, ale konieczną dawkę ruchu zapewnia mi kilkakrotne w ciągu dnia ścieranie sików Bafi, naszej kochanej staruszki, a Sniff dba, żebym za obfitych posiłków nie zjadała:)

    • Mnie by się taki Sniff czasem przydał hehe, a z tymi siuskami to mam podobną aktywność przy Elce.

  • Nie jestem pewna, czy ta złota myśl o potrzebowaniu w ogóle do mnie trafia. Moje psy z pewnością nauczyły mnie wielu rzeczy, pozwoliły rozwinąć się w pewnym konkretnym kierunku, i o ile mogłabym sobie coś takiego powiedzieć na pocieszenie 😉 na temat seterki, o tyle Gambit był bardzo świadomym wyborem, psem długo poszukiwanym, który po prostu spełnia większość kryteriów, jakie założyłam sobie podczas tych poszukiwań.

    • Powtórzę się…ale… myślą przewodnią postu nie jest to po co wzięliśmy psa i czy świadomie to zrobiliśmy czy nie, tylko z perspektywy czasu zweryfikowanie tego, czego nauczył nas nasz pies, co mu zawdzięczamy i gdzie dzięki niemu się znajdujemy, co zrozumieliśmy ect. Bo to że Gambit spełnia wszystkie Twoje oczekiwania to jedno, a co Cibie nauczył, czego doświadczyłaś dzięki niemu, czego nie doświadczyłaś z Tytanią, chociażby odmienność charakterów, inne psie podejście do tych samych psich spraw, doświadczenie różnicy w pracy z psem i suką, seterem, a aussie, o tym jest ten wpis. O tym czego byś nie doświadczyła mając tylko Tytanię. O ile rozumiesz co chcę przekazać. 😛

  • Raczej nie podzielam tej opinii. Pies nr jeden został wzięty bez jakichś głębokich przemyśleń, bo nie wiedziałam jeszcze, czego chcę i to głównie jej nieprzystawalność do moich oczekiwań i potrzeb zaowocowała psem nr dwa, wybieranym, chcę w to wierzyć, z należytą starannością. Zobaczymy jak to się ułoży.

    • Ale myślą przewodnią postu nie jest to po co wzięliśmy psa i czy świadomie to zrobiliśmy czy nie, tylko z perspektywy czasu zweryfikowanie tego, czego nauczył nas nasz pies, co mu zawdzięczamy i gdzie dzięki niemu się znajdujemy. Bo to że Sheala została wzięta bez głębokich przemyśleń, nie oznacza, ze niczego Ci nie dała, niczego Cię nie nauczyła itp. 🙂

  • Agata

    Też uważam, że mamy psa takiego jaki nam własnie jest potrzebny 🙂 Nuta była psem idealnym, który własnie wytyczył mi drogę z psem u boku, który pokazał czym jest bezwarunkowa miłość i że mam smykałkę do nauki siebie jak szkolić pozytywnie psa 😛 i że chcę spróbować moją drogę pokierować na tory pracy z psem 🙂 Deni natomiast jest totalnym jej przeciwieństwem jak woda i ogień, psem który ma masę problemów, który wymaga ode mnie nauki pokory, cierpliwości, doceniania małych sukcesów i wyznaczania sobie realnych celów, jak również pracy nad samą sobą. Jest psem idealnym dla kogoś, kto chce w przyszłości być psim trenerem, kto chce zrozumieć problemy behawioralne u źródła 😛 nie ogarnęłabym tego gdyby nie trafił mi się w praktyce taki pies, teoria to za mało! Co przyniesie mi kolejny pies nie wiem, mam nadzieję, że idealnego partnera do pomocy w rehabilitacji innych psów i ich właścicieli, od takie moje marzenie, ale co los mi przyniesie to czas pokaże. Na razie mam psa, który zabiera mi mój wolny czas i czego nie żałuję! Nie doceniałam tego na początku, ale teraz już wiem, że to jest prezent od losu, który jest kolejnym krokiem ku spełnieniu mojego marzenia o pracy z psami 🙂

    • Ah, mam tak samo z tym wolnym czasem. Ileż ja godzin poświęcam tym moim psom, ile serca i mimo, że na co dzień wkurzam się, że przez nie nie mam na nic czasu, to kiedy ich niema nagle zdaje sobie sprawę, że w sumie to bez nich nie mam co robić. 😛

  • Rosarium

    Nauczył mnie przede wszystkim cierpliwości. Tego, że ciężka praca daje stopniowe, malutkie owoce, które dopiero po czasie stają się urodzajnym plonem. Jeszcze niedawno porównywałam go do innych psów, bo były grzeczniejsze, bo nie wypluwały mózgu. Zapomniałam, że też ma sporo plusów, że się stara z całych sił, tylko czasem mu nie wychodzi. Dzięki niemu, dostrzegam to co mam 🙂

    • To jest najważniejsze, docenić swojego psa i go szanować, a nie patrzeć na innych, bo często Ci inni patrzą z zazdrością na nas. Bo to że nasz pies świruje na spacerze, a innych nie – to nie znaczy, że Ci inni nie mają gorzej, bo może tamten nie potrafi zostawać sam w domu i wszystko niszczy, a nasz pod tym względem jest idealny. 😉

  • Justyna

    Miałam kiedyś ukochanego kundelka. Żył ze mną ponad 10 lat. Moja kochana przytulanka. Ale wtedy bardzo mało widziałam o psach. Byłam dzieciakiem, a on był wspaniałym, wyrozumiałym przyjacielem. Po tym jak odszedł długo płakałam ale w głowie miałam plan – owczarek niemiecki. Miałam wtedy niecałe 18 lat. Pojechałam po małą kulkę szczęścia. Na miejscu okazało się, że mała to już ta kulka nie była. Ponad 2 miesięczny, zadziorny wariat. Nie był z hodowli, wzięłam go za „worek karmy”. 😉 Tak ja Ty – miałam całkiem inne oczekiwania. Po moim poprzednim przyjaznym i kochanym pisaku przeżyłam szok! Gryzło to, warczało, szczekało, dominowało, rzucało się na auta i dużo by jeszcze pisać. Po jego okresie dojrzewania skończyłam z bliznami na różnych częściach ciała. Dopiero teraz a jest z nami 5,5 roku potrafi sam podejść żeby się pogłaskać. Zarazem jest najwspanialszym i najgorszym psem świata. 😛 Kocham go bardzo i przygotował mnie chyba na różne perypetie z moimi pupilami w przyszłości.

    • Z tymi owczarkami to tak jest. Jak bym czytała o Donnerze, tylko on w wieku 3,5 lat nauczył się głaskać 🙂

  • anaka

    Moje „zupełnie nie idealne” piesy nauczyły mnie jak wychować… „prawie idealne” dzieciaki. Bez klapsów i zbędnych krzyków, z częstymi nagrodami, ale tymi najprostszymi jak magiczne słowa i przytulasy. Uodporniły na brud, bałagan, na dni ciągłego „nie”. Nauczyły kiedy trzeba odpuścić i cierpliwie poczekać. Zahartowały cała rodzinę na długich spacerach w każdą pogodę i o każdej porze dnia. Dzięki trikom psich behawiorystów, moje dzieci nigdy nie robiły dzikich afer o wyjście z piaskownicy, nie uciekały, zawsze same się pilnowały, ale też wiedziały kiedy mogą do woli pohasać. Teraz moje „prawie idealne” wyrośnięte dzieci opiekują się naszą „zupełnie nie idealną” świeżą dawką energii w postaci 2-letniego ciągle szczeniora, a sobie myślę że jest idealnie!

    • I życzę Ci żeby tak idealnie było już zawsze! 🙂

  • LOL jakbym miał przekładać doświadczenia z moim „pierwszym w dorosłym życiu” gagatku… pewnie nie miałbym psa, albo zaciągnąłbym się do Afganistanu. Przynajmniej miałbym czym wytłumaczyć sznyty na rękach 😉

    https://uploads.disquscdn.com/images/f7e434ebb86b20afad55c1f9558c5807ba95e2b23c2775aa40b770caee1f66c2.jpg

  • Karnas

    Półtora roku temu trafił do mnie trzyletni kundel w pakiecie z jego panem. Do tej pory nie miałam żadnych zwierząt, wiedza moja o psach była znikoma, tym bardziej o psychice psa, który ma problem. Okazało się, że trafił pod mój dach pies, który jest całkowicie niepewny siebie, nie wie, jak ma się ze mną dogadać, ja nie wiem, jak się z nim dogadać, kapcie biegają po mieszkaniu, każdy pies widziany na końcu osiedla jest dla niego zagrożeniem, kołdrę spode mnie trzeba próbować wydrzeć, na torbie treningowej się uwiesić. Byłam bliska oddania go.
    Godziny spędzone nad książkami, próby znalezienia behawiorysty, internet, blogi (również zamerdani.pl ;)), pytania, pytania. Teraz mam psa, który rozumie, co ja do niego mówię, jest w stanie znieść innego psa, jesteśmy na dobrej drodze do Himalajów poprawności, czyli witania się z innym psem na spacerze. Oczywiście, czasem głuchnie i udaje, że w ogóle nie wie, o co chodzi, a łączność z mózgiem to coś, co się przydarza innym. Nauczył się, też, ze przytulanie jest fajne. Ci, którzy nie widzieli stanu przed, pouczają mnie, ze mam psa rozpuszczonego. Ci, którzy widzieli, są pod wrażeniem zmian, które w Rudym zaszły.

    Między innymi dzięki niemu przetrwałam ostatni rok, który był dla mnie bardzo ciężki ze względu na liczne problemy rodzinne. Może to zabrzmi dziwnie, ale zasady komunikacji z psem przełożyłam na komunikację z babcią chorą na Alzheimera. Trafiłam w sedno, a zrozumienie tego podejścia pomogło również mojej siostrze, która się babcią bezpośrednio zajmuje. Skoro mogę psu sto razy powtarzać „złaź”, gdy wlazł na kanapę, mogę sto razy odpowiedzieć babci, że tak, włosy mam naturalne, tak, może zjeść wszystko z talerza, tak, może obejrzeć telewizję. Dokładnie tak samo chwalę psa za wykonanie polecenia, jak i babcię za samodzielne włożenie kapci. Bez tej wiedzy i tego podejścia byłabym kłębkiem nerwów.

    • Piękna historia, aż się wzruszyłam! TO niesamowite ile psy nam dają. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy (choć w końcu badania amerykańskich naukowców to potwierdzają), że psy dają nam spokój. Uczą nas cierpliwości, życia tu i teraz, nie rozpamiętywania przeszłości i cieszenia się z każdej najmniejszej rzeczy, która powinna przynieść nam radość. Bo życie jest za krótkie i zbyt szybko przemija by pozwolić sobie na to by czegoś w nim żałować. Życzę Ci dużo, dużo siły, cierpliwości i radości. I głaski dla Rudego!

      • Karnas

        Tak jest.
        Dlatego z całkowitym spokojem mówię „super” i „dobra babcia”.

  • Mój pierwszy pies niczego mnie nie nauczył :). Poważnie. Bo to był, dosłownie, pies idealny. Zupełnie bezproblemowy, od szczeniaka. Zero problemów z chodzeniem na smyczy, z odwołaniem, z zostawaniem w domu, z kontaktami z innymi ludźmi czy zwierzętami… Zrobiłam z nią IPO III bez jakichkolwiek trudności. Bo to był pies, który po prostu *wiedział* co robić i jak się zachowywać :).
    Za to Tayra… O matko. To jest pies, który sprawił, że generalnie czuję się gotowa na wszystko w kwestii posiadania psa ;).

    • Ło Matko! Pies marzenie! Gdzie się takie cudo uchowało, jak Twój pierwszy?

      • Z hodowli, która już się teraz bokserami nie zajmuje – przerzucili się na buldogi angielskie. Do teraz zastanawiam się dlaczego mi w ogóle zaufali na tyle, by mi dać akurat tego psa 😀

  • J.

    To zdecydowanie moje motto też. 🙂 Mój pies do mnie trafił w najgorszym momencie mojego życia, przy poważnym nawrocie depresji – w sumie z perspektywy czasu myślę, że nie do końca odpowiedzialne było branie stworzenia, którym trzeba się opiekować, kiedy nie jest się w stanie zadbać o własne podstawowe potrzeby
    Ale cóż, stało się, i chociaż mój pies magicznie nie wyleczyl moich problemów, to naprawdę cholernie mi pomógł. Chciałam mieć pieska-towarzysza, takiego bez wielkich potrzeb aktywności, do przytulania się i wspólnego oglądania seriali. Dostałam małe diablę, którego długo musiałam uczyć wyciszania się, którego bateryjki ładują się natychmiast, który ma potrzebę pracy, ekspoloracji i który żyje na 110%. Który wyciąga mnie na spacery i który sprawił, że schudłam 15 kg. Który wciągnął mnie w psiarskie towarzystwo, poszerzył moje horyzonty, sprawił, że poznałam fantastycznych ludzi. Z którym mogę trenować agility, chodzić na dogtrekkingi i górskie wycieczki, a także bez obaw wrzucić w dowolną sytuację społeczną, mimo kiepskiej socjalizacji z mojej strony. Który ma instynkt łowiecki, który będę musiała kontrolować do końca jej życia, mimo, że nigdy nie chciałam mieć psa z takim instynktem, bo czułam, że nie mam dość kwalifikacji do walki z nim. Jest to pies wrażliwy i uparty, doskonale wyczuwajacy moje emocje, stawiający nowe wyzwania, sprawiający, że się śmieje, wkurzam, bawię, uczę… I który pokazał mi, jak bardzo się myliłam, kiedy myślałam, że wiem, czego chce w życiu z psem.

    • To o czym piszesz, z tego co czytam w komentarzach, są w stanie dostrzec tylko osoby z olbrzymim doświadczeniem, te które spotkały się z psem problematycznym. Oczywiście super jest mieć psa idealnego z którym się osiąga sukcesy, ale niesamowicie większym sukcesem i doświadczeniem jest spotkanie się z problemem, pokonanie bo i zrobienie czegoś nawet minimalnego z psem z delikatnie mówiąc wpisanym na straty. 😉

      • J.

        Myślę, że część osób chyba źle zrozumiała tekst – albo po prostu inaczej interpretuje swoje doświadczenie. Dla mnie ta fraza nie oznacza usprawiedliwienia niepożądanych zachowań swojego psa (chociaż serio, nie znoszę zdania, że wszystko zależy od wychowania. Nie, nie zależy, i jeśli ktoś będzie miał psa z silnymi popedami albo od początku z problemami to szybko się o tym przekona). Dla mnie jest to też odkrywanie pozytywnych rzeczy, których są niespodzianką. To redefinowanie siebie i akceptacja swojego psa, i tego, czego pies od nas potrzebuje i czego się od niego uczymy. A czasem podpowiedź, czego się będzie szukać w kolejnych psach.

        • „Wszystko zależy od wychowania” zazwyczaj uważają tak osoby z dość znikomą wiedzą i szczęśliwi posiadacze psa bez problemowego, lub którego problemy nie rzutują na ich oczekiwania względem psa, więc ich teoretycznie nie ma. Jakie problemy może stwarzać pies od którego wymagamy tylko tyle by szedł grzecznie na spacerze i spał na swoim łóżku? Praktycznie żadne, ale kiedy zaczyna się z psem coś robić prędzej czy później pojawi się jakiś problem i tu faktycznie wiele zależy od przepracowania go i wychowania, ale są czasem problemy, na które nie mamy wpływu, jak chociażby jakieś traumy, nabyte zachowania ect, ect. Owszem można je odpracować mniej lub bardziej, ale mówienie, że wszystko zależy od wychowania zawsze powoduje u mnie uśmiech. Bo owszem dużo i wszystko można wypracować, ale w różnym stopniu w innym wypadku ludzie planując psy do określonego zajęcia czy sportu nie kupowaliby ras z predyspozycjami. 😉

  • Pingback: Czego nauczyła mnie Frida | Na kanapie siedzi pies()