20Sie

Pszczółka Maja sobie lata…

Sierpień 20, 2015 Zdrowie i choroby , , 3

Zdarzyło Wam się, że psa ugryzła pszczoła, albo osa? Czy wiecie jak się zachować? Czy pędzicie od razu do weterynarza? A może nigdy Was to nie spotkało? Przeczytajcie dzisiejszy wpis, a dowiecie się co nie co o tym wypadku.

                U nas użądlenie zdarzyło się to kilkakrotnie. Budzik pierwsze spotkanie z pszczołą miał u dziadka, który miał ule. Oczywiście pies nie podchodził do pszczół, zresztą Budzik nie miał nic do owadów. Pech chciał, że kiedy spacerował sobie po trawie musiał nadepnąć na zabłąkanego Gucia, który użądlił go w łapę. Budzik hipochondryk jak to miał w zwyczaju popłakał się i okulał na kilka dni. Właściwie zaczynał normalnie chodzić tylko wtedy kiedy szliśmy na spacer, bo w domu i podczas powrotu ze spaceru przednia łapa stawała się niewładna – mimo, że już po kilku godzinach od użądlenia przestało go boleć.

                61Bsl3tXAEL._SY355_Donner ma zdecydowanie mniej szczęścia. Dwukrotnie miał już bliskie spotkanie z pszczołą i dwukrotnie został użądlony na własne życzenie, bo Burek łapie je zębami, ponieważ bzyczą. Pierwszym razem pszczoła lub osa użądliła go gdzieś w pysk, ciężko stwierdzić gdzie, bo jeśli pies nie ma alergii to nie puchnie (chyba, że ukąsi go w przełyk i zaczyna się dusić). Jedynym objawem było ślinienie się. Weterynarz stwierdził, że ma obrzęk gardła z jednej strony, ale Donner mógł przełykać, bo połykał rzucone chrupki bez gryzienia, które dostał by sprawdzić czy nie ma problemów z przełykaniem. Najprawdopodobniej ugryzła go mimo wszystko gdzieś w środku pyska, na szczęście nie dusił się i poza tym, że się ślinił nic mu nie było. A pierwsze objawy zobaczyłam koło 7 rano, a do weterynarza udało mi się wybrać dopiero po 13. Pies dostał kilka zastrzyków i szybko przeszło, choć dostał je raczej na wszelki wypadek, bo nie były to typowe objawy użądlenia wewnątrz pyska, albo był tak niesamowicie odporny.

                Za drugim razem, wiedziałam już, że po ugryzieniu nie ma co panikować, bo jeśli nic sie poważnego nie dzieje, to właściwie nic się nie dzieje. Donner pił wodę i chapsną zębami pszczołę, która gdzieś mu podleciała kolo ucha. Tym razem zachował się trochę po Budzikowemu, bo przybiegł do mnie i padł. A właściwie przód mu padł, bo tył został w górze, bo był zdrowy. Pies zaczął trzeć pyskiem o dywan, patrząc na mnie. Obmacałam całą głowę i pysk w poszukiwaniu miejsca gdzie zaczyna puchnąć. Nieznaczne zgrubienie znalazłam na wardze w której znajdowało się jeszcze wbite żądło. Wyjęłam je, przetarłam wacikiem nasączonym w spirytusem (zaraz okaże się, ze poję psa alkoholem i pora wzywać TOZ) i cała sprawa się skończyła. Po godzinie na wardze nie było już nawet niewielkiego zgrubienia, a psu nic nie było.

                Jaki z tego wniosek? Warto by choć raz w życiu każdego psa ugryzła pszczoła. W taki sposób najłatwiej dowiemy się czy jest uczulony czy nie. A wiedza ta jest nam niezbędna podczas np. wakacji. Będąc na jachcie czy na szczycie gór, nie wiedząc co może sie stać, na pewno wpadłabym w panikę gdyby niefortunnie pszczoła lub osa ugryzły psa, a ten zaczął by panikować i nie daj Boże puchnąć. Nie wykluczone, że wzywałabym GOPR lub WOPR by ratować mu życie. Teraz bogatsza o te doświadczenia wiem, że Donnerowi nic nie będzie. Nie zapuchnie, nie osłabnie, wstrząsu też nie dostanie. Trzeba szybko wyjąć żądło, ochłodzić miejsce i po chwili idziemy dalej. Oczywiście pod warunkiem że Bzzyk nie ugryzie go wewnątrz jamy ustnej, bo z tym nigdy nie warto ryzykować. Wtedy niezwłocznie należy udać sie do weterynarza po adrenalinę. To samo jeśli niestety nasz pies jest uczulony. Chyba każdy z nas widział śmieszne zdjęcia zapuchniętych psiaków po kontakcie z pszczołą. Opuchlizna jest najmniejszym problemem, choć może utrudniać oddychanie, chodzenie czy widzenie i jest niewątpliwie bolesna. Takie ugryzienie u uczulonego psa może być śmiertelne!

                Oczywiście musiałam skonsultować się jeszcze z zaprzyjaźnionym przyszłym-niedoszłym weterynarzem: „Co zrobić gdy psa pogryzie pszczoła/osa i nie mam możliwości szybkiej wizyty u weterynarza.” – oczywiście mówimy o doraźnej pomocy, kiedy faktycznie jesteśmy na środku jeziora lub w górach, a do najbliższej kliniki mamy kilka godzin o ile w ogóle możliwość się dostać.

                Jeśli pies nie jest uczulony, najlepiej nie robić nic, bo mu samo przejdzie. Wyjąć żądło, ochłodzić ugryzione miejsce i tyle. Ugryzienie osy jest o wiele bardziej bolesne od użądlenia przez pszczołę i osa nie zostawia żądła. Jeśli żądło znajduje sie w psim ciele musimy je niezwłocznie usunąć, bo póki tkwi, do organizmu przedostaje się jad. Profilaktycznie jeśli obawiamy sie o psa można mu podać wapno i witaminę C, chociaż podawanie ludzkich leków psom bez konsultacji z weterynarzem nie jest najmądrzejsze, ale w skrajnych przypadkach kiedy nie mamy możliwości szybkiej pomocy czy konsultacji ze specjalistą lepiej coś podać niż patrzeć jak pies się męczy. Wtedy można podać niemal każdy ludzki lek, tylko z głową i w dawce dostosowanej do wagi psa.

                Od siebie dodam, że nie warto rozczulać się nad psem. Rozczulanie się nad Budzikiem spowodowało, że pies przez kilka dni wykorzystywał najmniejszą duperelę tylko po to by sie z nim niańczyć. Nad Donnerem nie rozczulam się tak jak nad Budzikiem. Prosty przykład z pszczołą. Wyjęłam żądło, przemyłam ugryzienie, pies poleżał w domu kilka minut i jazda na dwór pobiegać trochę za piłką. Pies momentalnie ozdrowiał i zapomniał, że coś go ugryzło. Natomiast jeśli nie miałby ochoty na zabawę oznaczałoby, ze jest źle, lub moje rozczulanie się nad nim i niańczenie go przekonałoby go w tym, że warto ‚cierpieć’, a z czasem symulować, bo jest za to nagradzany. A u mnie pies jest nagradzany kiedy jest twardy. A jeśli by faktycznie było coś nie tak to do weterynarza i leżeć w spokoju w domu, ale bez niańczenia sie i rozczulania, bo nic to nie da. Ani nie ozdrowi psa, ani tak a prawdę pies nie poczuje się od tego lepiej.

Jeszcze mała uwaga: nigdy nie ryzykujcie z szerszeniami niezależnie czy ugryzie Was czy psa. Jedyna doraźna pomoc to wycisnąć, wyssać jad, a potem migiem do znachora. Jad szerszeni jest bardzo silny i może zabić dorosłego mężczyznę. Warto więc na wyjazdy zaopatrzyć się w małą gumową banieczkę. W przypadku takiego ugryzienia, niezwłocznie wycinamy psu włosy w miejscu ukąszenia i przystawiamy bańkę, która powinna odessać część jadu (jeśli będzie futro, bańka się nie przyssie).

  • owczarkowa4526

    Moje ONki też niestety nie raz miały bolesne spotkanie z pszczołą, ale przy okazji tych użądleń dowiedziałam się, że naszczęście żaden z moich psinek nie ma uczulenia. Gdy pierwszy raz mojego jednego ONa ugryzła pszczoła w łapę położył się na trawie i zaczął wyć jakby był umierający, ale kiedy zobaczył, że to na mnie nie działa uspokoił się i zaczął normalnie biegać i od tamtej pory nie odstawia takich scen :). Racją jest, że nie ma się co tak cackać, bo psy się przyzwyczają i wyrosną z nich nieznośne królewicze ;-).

  • Wiktoria Płachta

    Świetny post.Sama spanikowałabym.Co do rozczulania się również pomocne,powiem bez bicia,że sama czasem rozczulam się nad psem….Trzeba to zmienić…

  • Musk i Amper

    W przypadku mego szczeniaka Ampera, wychodząc z pracy zauważyłam że gościu ma coś z głową nie tak 😛 a dokładniej uszy przekrzywione na jedną stronę na maksa. Okazało się, prawe ucho ma bardzo obrzęknięte. Jazda do weta (bo nie wiedziałam, czy to infekcja, ropa, wysięk jakiś mu się nie zrobił), który poinformował mnie, że jeśli obrzęk jest ciastowaty czyli przy mocnym ugniataniu ulega zmianie i wraca do pierwotnego stanu to jest to użądlenie przez owada. Podał mu jeden zastrzyk sterydowy i po 2 dniach obrzęk zniknął. Także pierwsza przygoda z żądłem w wieku 4 miesięcy 😀 Pozdrawiam!