Strona główna Zdrowie i choroby Jak nie urok to… spondyloza

Jak nie urok to… spondyloza

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Kiedy walczyliśmy z babeszjozą u Donnera, przy okazji było robione kontrolne RTG, na którym jak Wam pisałam wyszło zwyrodnienie kręgosłupa. Kiedy po tym wszystkim udało nam się odzyskać Dosia, a jego forma wróciła do tej niemal z przed kilku lat, wzięliśmy się za leczenie – nieuleczalnego, czyli schorzenia nie jako związanego z wiekiem.

Spondyloza, bo z tym przyszło nam się zmierzyć, to choroba zwyrodnieniowa kręgosłupa, która powoduje, że od niejako dolnej strony kręgosłupa, a dokładniej kręgów wyrastają ostre „zęby” – wypustki zwane osteofitami. Owe „kolce” wyrastają coraz większe przez co dochodzi do zniekształcenia i uszkodzenia kręgów, a nawet do ich zrośnięcia (kiedy te wypustki się połączą), co wiąże się z czasem z całkowitym unieruchomieniem sąsiadujących ze sobą kręgów.

Spondyloza jest chorobą przewlekłą i niestety nieuleczalną, na którą może zapaść praktycznie każda rasa psów, choć najczęściej diagnozuje się ją u ras dużych i średnich, a pojawia się dopiero u psów starszych. Jednoznaczna przyczyna powstawania spondylozy u psów (ale i u ludzi, bo my też możemy na to zachorować) nie jest do końca poznana. Wymienia się między innymi obciążenie genetyczne – co niestety, bardzo ciężko wykluczyć z hodowli, bo pierwsze oznaki choroby pojawiają się w starszym wieku, czyli zazwyczaj już taki pies nie bierze czynnego udziału w hodowli, oznacza to, że mógł przekazywać chorobę, zanim ta jeszcze w ogóle się u niego nie pojawiła… Ale to tylko jeden z możliwych czynników. Inne, jakie się podaje są to predyspozycje rasowe związane z dużymi rasami, u których najczęściej się to diagnozuje (rottweilery, owczarki niemieckie, labradory, czy boksery). Część źródeł wskazuje również na złą dietę, stres lub niewłaściwe warunki, w których żyją psy. Czynnikiem może być również brak ruchu lub dla odmiany nadmierny ruch i przeciążenia oraz doznane kontuzje powodujące powstanie zwyrodnień. Jak widzicie przyczyn może być wiele, a tak do końca żadna z nich nie jest tym pewniakiem, którego możemy obwinić o chorobę naszego psa.

Większość psów ze spondylozą jest wolna od jakichkolwiek objawów, a sama choroba rozwija się z reguły dość powoli i często nie daje opiekunom psów żadnych podstaw, by o psa się martwić. Inną kwestią jest to, że rozwija się wraz ze starzeniem się psa, przez co wiele pierwszych symptomów wiązanych jest z wiekiem, nie ze zwyrodnieniem…

Jak wyglądało to u nas?

Jakieś 2-3 miesiące przed chorobą Donnera, czyli gdzieś we wrześniu 2019 roku, zaczęliśmy z M. obserwować dwie rzeczy, a mianowicie to, że Donner miał mniejszą ochotę na wsiadanie po spacerze do auta oraz to, że przy dłuższych spacerach raz na jakiś czas zdarzało mu się szurnąć stopą.

Nie ukrywam, że oba przypadki zbagatelizowaliśmy i wyjaśniliśmy sobie całkiem logicznie. W końcu nie raz Donner wsiadając do auta przydzwonił w coś głową lub łapami, bo jest pierdołą, więc może panikuje, bo boi się, że się uderzy, albo się uderzył i go boli. A szurniecie? No droga, po której idziemy jest nierówna, a że on często inochoduje to najpewniej dlatego; albo ciągnie i to dlatego; albo musimy przyciąć pazury – i to dlatego; zresztą ja jestem najlepszym przykładem „suwaka”, który nie podnosi zbyt wysoko nóg jak chodzi i wiecznie o coś zahacza, więc pewnie „pies ma to po mnie”.

Z perspektywy czasu wiem, że innym objawem było też to, że Donner miał mniejszą ochotę na bieganie ze mną, ale zrzuciłam to na jego lenistwo, bo chodziliśmy na spacery po kilkanaście kilometrów i nie było problemu. Biegać za piłką i z Elką mógł godzinami, tylko ze mną mu się jakoś odechciało.

Kolejny syndrom pojawił się gdzieś w listopadzie, który też oczywiście sobie wyjaśniliśmy – brzydką pogodą, reumatyzmem i starszym wiekiem – mnie też łupie w łokciach jak jest brzydka pogoda, więc Donnera też ma prawo. A mianowicie Donner, kiedy wstawał po nocy miał nieco ścierpniętą łapę i nie przeciągał się tak głęboko, jak kiedyś. Oczywiście do wyjaśnień doszło słabe legowisko, bo Elka zabrała mu ortopedyczne, więc jak widzicie było mnóstwo drobnych czynników – pierwszych objawów, które były tak subtelne i które właściwie w żaden sposób nie wpływały na życie psa, że racjonalnie je sobie wyjaśniliśmy. No bo pies był żywy, nie dawał oznak, aby coś go bolało, był aktywny, chętny do szaleństw, a opisywane przypadki pojawiały się sporadycznie (zazwyczaj jakoś tak się składało, że wiązały się z pogorszeniem pogody), więc wszystko dawało się wytłumaczyć racjonalnie, a przecież nikt nie biegnie do weterynarza z powodu, że pies na spacerze szurną łapą, albo się potkną…

Dopiero choroba Donnera oraz RTG, które miało przejrzeć narządy wewnętrzne, wykazało zmiany w kręgosłupie. Kiedy doktor omówił mi to, co się tam dzieje, a ja opisałam obserwowane od kilku miesięcy objawy, wszystko połączyło się w całość. Szczęście w nieszczęściu, że zrobiliśmy to RTG, bo powiem Wam szczerze, że przez rzadkość, nieregularność tych objawów i brak jakichś wyraźnych problemów psa, pewnie jeszcze długo byśmy to bagatelizowali.

Do najczęstszych oznak spondylozy należą:

  • chwilowe kulawizny, paraliże, przykurcze po nocnym odpoczynku lub długim bezruchu;
  • okresowa kulawizna;
  • ograniczony zakres ruchu tylnych kończyn i sztywny chód;
  • sztywnienie w okolicy zadu;
  • bolesność w okolicy lędźwiowo-krzyżowej kręgosłupa oraz wrażliwa na dotycz okolica zadu;
  • niechęć do ruchu i mniejsza aktywność oraz mniejsza „radość” podczas zabawy, często wynikająca z odczuwanego bólu;
  • z czasem u chorych psów można zaobserwować zaniki mięśniowe, co niestety jeszcze bardziej wpływa na problemy z poruszeniem się;
  • może również dochodzić do niedowładów kończyn, porażeń i paraliżu.

Choroba zdiagnozowana – co dalej?

Jak pisałam na początku – jest to choroba nieuleczalna. Niby istnieją operacje, ale nie zaleca się ich, bo przynoszą małe efekty, a wyrostki bardzo szybko odrastają. Dodatkowo z powodu marnych efektów poddawanie operacji starszego psa nie ma w tym przypadku większego sensu (tym bardziej Donnera, przy jego sercu, gdzie każde uśpienie wiąże się z ryzykiem). Na szczęście nie jest to choroba śmiertelna, a dzięki powolnemu rozwojowi dużo psów dożywa starczego wieku nie mając poważnych dolegliwości, tym bardziej jeżeli w porę zastosujemy leczenie i rehabilitację, które mogą znacząco spowolnić proces zwyrodnieniowy.

Najgorsze jest, kiedy pojawiają się dolegliwości bólowe, co powoduje obniżenie komfortu życia psa, przez odczuwanie stałego, chronicznego bólu, nawet jeśli jest o niezbyt wysokim nasileniu. Dlatego nie można pozwolić, aby nasze zwierzę cierpiało i maksymalnie pomóc mu lekami, fizjoterapią i innymi często niekonwencjonalnymi metodami w godnym i bezbolesnym życiu.

Jak u nas przebiega leczenie?

Jeszcze nieświadoma choroby Donnera zaopatrzyłam go w legowisko ortopedyczne z unikatową terapią polem magnetycznym – to tak z tych dodatków niekonwencjonalnych. Można negować jego skuteczność, ja też nie mam pewności co do działania, o czym pisałam w recenzji, ale jeśli choć trochę ma pomóc psu, to czemu nie. Wkład jest ortopedyczny, więc nie różni się niczym od dobrego legowiska, a jeśli pole magnetyczne działa to tylko na plus.

Dodatkowo podaję już od czterech miesięcy suplement Flexadin Advanced, który teraz będziemy zmieniali na inny. Zalecono nam też suplementację Omegą3, która ze względu na serce Dosia od wielu lat była i tak stale w naszym menu. Sama też zdecydowałam, że Donner musi utrzymywać niską wagę gdzieś w granicach 36-37kg, bo w zeszłym roku zaczął zbliżać się do 39, na szczęście po ziemie wróciliśmy do dobrej wagi i tego się trzymajmy.

Jako, że choroba będzie się nasilała aktywność Donnera ograniczy się pewnie z czasem do spacerów, niewinnych zabaw na łące i działce oraz z pływania – wszystko będzie zależało od tego czy stan Dosia będzie się zmieniał. Choć dostał jeszcze zielone światło na prawdopodobnie ostatni start w Hard Dog Race, który miał odbyć się na wiosnę przy dodatkowym wsparciu witamin z grupy B (Neurovit). Jako że zawody przesunęły się na jesień jego start jest niepewny – oceni na pewno wcześniej nasz weterynarz i mam nadzieję, że jeśli nic się nie pogorszy, nie będzie bolesności, a Donner będzie miał taką wyśmienitą formę i kondycję jak teraz, to jeszcze raz pobiegniemy – w końcu mieliśmy biec, aby uczcić wyciągnięcie go z tej paskudnej babeszjozy… ale czas pokaże jak będzie.

Samo podanie Flexadinu bardzo szybko zmieniło stan Donnera. Niemal z dnia na dzień zaczął się na powrót głęboko przeciągać. Poranne zesztywnienie praktycznie się nie pojawiło ani razu, a my dziennie robimy solidne kilometry spacerów, na których pies pięknie, sprężyście sobie drepcze. Zniknął też problem z wsiadaniem do auta, a w pogoni za piłeczką potrafi dorównywać Eli. Bardzo dbamy o jego kondycję, bo jednak dobrze zbudowane mięśnie i rozruszany organizm, jest lepszy. Szczególnie że Donner chce się ruszać, więc unieruchomienie go, czy też ograniczenie mu bezpiecznej aktywności, jaką są spacery odbiłoby się od razu na jego samopoczuciu. W wolnych chwilach ćwiczymy na jeżykach sensorycznych – robimy wszystko, by pies czuł się dobrze.

Z czasem na pewno czekają nas zabiegi u fizjoterapeuty, terapie polem magnetycznym, nie wykluczamy też akupunktury. Ale to spokojnie, wszystko w swoim czasie po konsultacjach z weterynarzem i napiszę to po raz kolejny – cieszę się, że trafiliśmy w swoim życiu na lekarzy z Kliniki Szmaragdowa w Lublinie. Bo już nie jeden raz nas uratowali, więc wiem, że i teraz będą walczyli razem z nami, ramię w ramie o zdrowie Dosia, by jak najdłużej cieszył się życiem i mógł w pełni z niego korzystać.

Jak jest? Jest dobrze!

Na chwilę obecną Doś jest w pełni sił i w mega formie. Jest radosnym aktywnym psiakiem, po którym absolutnie nie widać nic, aby coś złego się działo. My z M. obserwujemy go cały czas, notujemy w głowach i komentujemy między sobą niemal każdy jego krok – na ile był ładny, sprężysty. Czy dziś chodzi gorzej, czy lepiej niż wczoraj. Czy ładnie hasa po łące. Czy ma siłę, czy ciut mniej siły niż zwykle. Zwracamy uwagę na wszelkie najmniejsze szczegóły, które mogłyby być istotne podczas wizyty kontrolnej. Donner zaś jest mega zawstydzony stałym zainteresowaniem jego sposobem poruszania się i nie raz uśmiecha się do nas głupkowato jakby chciał powiedzieć: „Weźcie już przestańcie… jak nie oglądacie jak sikam, to patrzycie jak chodzę… dajcie żyć!” No w sumie ma trochę racji, biedak ma pełną inwigilację, ale to dla jego dobra.

Podsumowując spondyloza nie jest wyrokiem. Mamy świadomość, że choroba będzie się pogłębiała, tak niestety wygląda życie… tak wygląda starość. Z wiekiem coś się dzieje, niezależnie od tego, jak bardzo chcemy tego uniknąć i nie zawsze mamy na to wpływ.

Jeśli macie psy powyżej siódmego roku życia, zróbcie im kontrolne RTG nawet jeśli całe życie zawsze wszystko było ok. Bo ta choroba długo nie daje o sobie znać. Jej oznaki są często tak rzadko występujące i niespecyficzne, że zanim zorientujecie się, że coś się dzieje, przyzwyczaicie się, że tak jest – bo pies starszy, bo miesiącami coś delikatnie się zmieniało, więc nie ma widocznej dużej zmiany z dnia na dzień, która mogła by nas zaalarmować. A wcześnie wykryta choroba daje naprawdę duże szanse na spowolnienie jest rozwoju i poprawę komfortu życia psa.

Ogółem: 492, dzisiaj: 1
0 komentarz
0

You may also like

Zostaw komentarz