11Sty

Uśmiech proszę!

Nie uważam, żeby moje zdjęcia były dobre, większość z nich jest dziełem przypadku. Co więcej, nie mam nawet porządnego programu do obróbki, bo Photoshop kilkakrotnie mnie pokonał, więc jeśli już coś robię to tylko w Gimpie, który o ile nadawał się do rysowania na tablecie bohaterów OC, o tyle zdjęcia to dla niego chyba zbyt wiele. Mimo to jestem zadowolona z części swoich zdjęć. Powiedziałabym nawet, że dumna. Ale nigdy nie zrobiłabym ich, gdyby nie współpraca moich psów. I dziś o tej fotograficznej współpracy chciałabym Wam opowiedzieć.

Tak jak już kiedyś Wam wspominałam przy okazji relacji z warsztatów Foto-Canid (swoją drogą kolejna edycja w marcu!) zdjęcia potrafią oddać bardzo dużo, jeśli chodzi o emocje panujące podczas ich robienia. Wbrew pozorom na zdjęciu od razu widać jak pies czuł się podczas sesji. Czy mu się to podobało, czy był zestresowany, smutny. Widać, kiedy jest zrelaksowany i dobrze się bawi i kiedy jest skupiony i „gotowy” do skoku, byle tylko dostać nagrodę. Oczywiście inną kwestią są zdjęcia naturalne, kiedy pies coś robi: biega, bawi się, węszy i wtedy staramy się uchwycić moment, a czym innym są zdjęcia pozowane. Bo pies nie potrzebuje zdjęć. Nie ma potrzeby bycia fotografowanym i nie doceni zdjęcia, które mu zrobimy. Więc, żeby z nami współpracował musimy się nie lada postarać.

Po pierwsze musimy sprawić by pies chciał z nami współpracować. O wiele łatwiej, kiedy mamy dwie osoby i jedna ogarnia psa, a druga robi zdjęcia, ale co jeśli jesteśmy sami? I musimy być zarówno fotografem i przewodnikiem psa lub dwóch psów?

U mnie wszystko opiera się na trzech rzeczach:

  •  dobrej zabawie
  •  perfekcyjnej komendzie zostań
  •  patrzu

Matka, bawimy się!

Dobra zabawa to pojęcie bardzo złożone. Kiedy idę z psami na zdjęcia, mam zupełnie inne nastawienie niż na przykład na trening. Psy też to wyczuwają, szczególnie Donner i o wiele łatwiej pracuje mi się z nim (robiąc te same komendy) podczas sesji foto niż podczas treningów, gdzie obydwoje się spinamy. Dobra zabawa to nasze emocje, cieszenie się wspólnym czasem i robienie tego bez zbędnego napinania się. Dziś pies nie ma ochoty pracować, mimo że jest piękna pogoda i idealne światło? Nie to nie, zrobimy to za tydzień. Pies nie chce mi zawarować na tym antycznym kawałku betonu? Cóż, odkładam aparat i pokazuję mu, że to nic strasznego. Jeśli dalej to go nie przekonuję rezygnuję z tego miejsca. W końcu pies musi zostać w danym miejscu kilka minut: zanim odejdę, (a przy Heliosie muszę odejść dość daleko) ustawię siebie i aparat, by w końcu zrobić zdjęcia, podejrzeć je, zmienić ustawienia i znowu zrobić kilka zdjęć. Jeśli pies nie będzie się czuł komfortowo, to nie ma szans by wyleżał mi w miejscu, które mu nie odpowiada, a nawet jeśli zostanie, to będzie miał minę męczennika płonącego na stosie.

Zostań – kto tak umie?

Ale dobra zabawa to coś jeszcze. Po zakończonych zdjęciach lub, kiedy schodzi mi zbyt długo – w momencie komendy zwalniającej muszę nagrodzić psa, za cierpliwość i wyrozumiałość do mojej pasji. Kiedy więc odwieszam aparat na plecy i wyciągam z kieszeni szarpak, moje psy wiedzą, że zbliża się przerwa. Albo wcześniej je sprowadzam, albo zwalniam komendą „ok” i zaczynamy się bawić. Dopiero po chwili zabawy przechodzimy do dalszej sesji czy to w innym miejscu, czy powtórki, jeśli poprzednia mi nie wyszła. Dzięki czemu psy się nie nudzą i zachowują dobry humor podczas pracy. Zabawa jest bardzo ważna – zabawa jako nagroda. Oczywiście mogłabym zwolnić je komendą „OK” przywołać, zapiąć na smycz mówiąc „dobry pies” lub pozwolić im odbiec. Ale co to za nagroda za dość trudne i nudne dla psa zajęcie, jakim jest cierpliwe pozowanie, na mało wygodnym podłożu w miejscu pełnym rozproszeń, jak weźmy na przykład ostatnią sesję w Młochowie. Więc nagroda musi być super, żeby chciało mu się to powtórzyć i żeby mógł zrzucić złe emocje, jeśli takie się nagromadziły.

Zostań – na kamieniu

Zostań – czyli jedna, właściwie jedyna komenda, której nigdy nie odpuszczam i która musi być wyćwiczona do perfekcji. Zostań, to zostań, nie tylko na miejscu, ale i we wskazanej pozycji. Jeśli ustawiam psa, bo robię zdjęcie szelek czy jego sylwetki tak, jak go ustawiłam musi zostać. Jeśli robi susła i pada komenda zostań, musi tak chwilę wysiedzieć. Jeśli zakładam mu czapkę lub rogi renifera to musi w niej zostać, jeśli kładę smaczka na nosi musi zaczekać, zanim pozwolę mu go zjeść. Zostań to zostań i nie ma ‘ale’. Szczególnie przy psach takich jak Donner czy Budzik, kiedy ich samowolka mogłaby być niebezpieczna dla nich samych i otoczenia. Ela nie jest zagrożeniem i więc nie była tak mocno uczona tej komendy, mimo to spokojnie zostaje kilka minut. Jednak dziewczyna doskonale wie, że mamy do niej ogromna słabość i wykorzystuje to z premedytacją. Jeśli zwalnia się sama z komendy to tylko po to, żeby przyjść na głaska, bo zbyt długo nie było nagrody, żeby grzecznie odesłać się z powrotem na miejsce. Jest młoda i bardzo potrzebuje kontaktu z człowiekiem i nagradzania za wszystko, więc w jej przypadku zostań jest zawsze krótsze niż u Donnera, ale nie mogę na nie narzekać, w końcu dzieci się szybciej nudzą. Z Elą jest jeszcze jedna śmieszna rzecz. A mianowicie, kiedy dużo bawimy się klikerem, w momencie robienia zdjęć Eli ciężko wysiedzieć przy pstryku migawki, który ewidentnie myli jej się z kliknięciem. Co by jednak nie mówić – „zostań, to zostań”. Tylko w jej przypadku muszę pamiętać o krótszym czasie i częstszych nagrodach.

Patrz!

Patrz, w obiektyw piesku. Ładne pozowane zdjęcie fajnie wychodzi jak pies patrzy w obiektyw. Oczywiście można mieć doczepianą do aparatu piłkę lub kawałek kiełbasy w zębach, ale po co skoro wystarczy komenda „patrz” i pies szuka wzrokiem Twojej twarzy. Oczywiście zabawki przydają się, kiedy chcemy by patrzył w określonym kierunku, ale stare dobre „patrz” w sesji sprawdza się idealnie, bo jak nie ustawisz psa przy komendzie zostań, na hasło „patrz” zawsze dostaniesz psi uśmiech i spojrzenie prosto w punkt, bez niepotrzebnego nakręcania się na zabawkę czy jedzenie, co przy dłuższych sesjach, bez odpowiedniej nagrody i zrzucenia emocji mogłoby szybko przerodzić się we frustrację.

Nawet w zabawie robimy „patrza!

Poznaliście już moje tajne sposoby na udaną współpracę fotograficzną z psem. Choć w przypadku Donnera prawda jest taka, że pies tak mocno uwarunkował „patrza” na obiektyw, że ciężko mu nie zrobić zdjęcia pozowanego i nawet kiedy jest w ruchu hasając po łąkach lub na placu treningowym, a w zasięgu jego wzroku jest fotograf to większość zdjęć i tak wyjdzie pozowanych, albo przynajmniej ze wpatrzoną mordką Donnera w obiektyw. Bo chyba obydwoje to lubimy. Pamiętaj, że wszystkie nasze zdjęcia na bieżąco możesz obserwować na Facebooku i Instagramie!

A Wy jakie macie sposoby na udane zdjęcie Waszego psa?

Ogółem: 268, dzisiaj: 1

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Uśmiech proszę!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Loki the Husky
Gość

Loki ma chyba w genach po rodzicach-chempionach pozowanie, więc z nim to jakoś naturalnie samo wychodzi. Do tego ‚zostań’ już też ogarnięte:) ale z Łajką… nie wiem czy kiedykolwiek się uda;) ale pocieszam się, że tak jak u Eli, to jeszcze młodociane zachowania 🙂

Amelia z Zamerdani
Gość

Może Łajeczka do produkcji filmowych została stworzona? 😛

Ola
Gość

Uwielbiam patrzeć na nich razem! 😀 Donner jakby taki szczeniaczkowy się zrobił, chyba że zawsze miał charakter wiecznego psiego dziecka :D.
Emet pozuje wspaniale, ale przy tym jest okropnie poważny i skupiony, wiele osób mówi później że wygląda na smutnego. A ja mogę skakać przy nim i piszczeć, a że zadanie było to trzeba je profesjonalnie wykonać. W sumie, chociaż w czymś potrafi być poważny :D.

Amelia z Zamerdani
Gość

Donner to nasz pięciolatek. 😀 on zawsze jest uroczy i szczeniaczkowaty. 😛

Miśka z Na kanapie siedzi pies
Gość

Bardzo lubię gdy pies dobrze kojarzy sobie aparat i nie ucieka na jego widok. Wtedy łatwiej też się współpracuje. 😉 Te halloween’owe foty zawsze mnie bawią. 😀

Amelia z Zamerdani
Gość

Super kiedy udaje się połączyć dwie pasje! A foty z Halloween to najlepszy lek na depresję 😀