Przeprowadzka – nowy etap rozpoczęty

Wczoraj był wielki dzień! I to nie ze względu na moje urodziny, które w pierwszej wersji miały być pretekstem do wpisu o mnie i ciekawostkach z mojego życia, nie psich hobby, ale tych innych. Ostatecznie jednak taki wpis nie powstał – może za rok. A to wszystko za sprawą weekendowej przeprowadzki! JUPI! W końcu opuściliśmy Grójec. Niewątpliwie jest to jedno z najprzyjemniejszych wspomnień jakie będę miała, kiedy załadowana pod sufit jadę sobie moją pozbawioną hamulców Laguną, przez to sadownicze miasteczko. Mijam otumanionych oparami oprysków ludzi i bez żalu mówię im – żegnajcie, oby nigdy więcej.

Kolejny etap naszego życia zaczynamy na swoim – znaczy jak spłacimy kredyt, to będzie takie w stu procentach swoje. Ale umówmy się, że już bardziej na swoim. Małe pięćdziesięciometrowe mieszkanko w szeregowcu na osiedlu o dumnie brzmiącej nazwie „Postępu” we wsi Wola Mrokowska. Niby nic, ale miało dwie zalety, dla których to właśnie je wybraliśmy, a mianowicie: prawie siedemdziesięciometrowy ogrodzony podjazd i niespełna trzydziestometrowy ogródek. Niby nic, ale aż tyle. Bowiem biorąc pod uwagę to, że w ładne dni pieski będą mogły zostać na dworze, a nie w mieszkaniu – szczególnie Elka, która musiała klatkować, jak nas nie było. Niby nic, cóż to jest trzydzieści metrów, ale w sumie jest to niewiele mniej niż nasze mieszkanie, a nawet więcej odliczając zamkniętą sypialnie, łazienkę, schowek i meble. Niby nic, ale komfort psów zmienia się niesamowicie, kiedy nie muszą trzymać 8-9h dziennie, tylko kiedy mają potrzebę mogą spokojnie ją zaspokoić, jak się nauczą korzystać z ogródka… bo póki co, udało im się to dwa razy, kiedy w środku nocy je wypuściłam i trochę nieprzytomne wypadły się wysikać zanim ogarnęły gdzie są. Całą sobotę i niedzielę przesiedziały zaś z nami na zmianę patrolując jeden i drugi ogródek i weryfikując liczbę śrubek potrzebnych do skręcenia szafki z Ikei. Mimo to, nie udało im się skorzystać z ogródka tak jak powinien skorzystać z niego pies. Spacer jednak to spacer.

Zamerdani, czyli – Ukochany Donner, Cudna Elza, Maciej Mąż Dyrektor i Amelia Żona Psiara

A co ze spacerami w nowym miejscu? W Grójcu narzekałam na brak terenów spacerowych. Cóż… póki co tu wcale nie jest lepiej, a nawet gorzej – jeśli chodzi o szybkie spacery fizjologiczne. Mamy do dyspozycji albo teren budowy dalszych szeregowców, gdzie pozostały jeszcze jakieś krzaczki i kępy trawy, albo pas zieleni wzdłuż drogi. Niestety… wszędzie indziej jest kostka i siatki grodzące ogródki sąsiadów. Ale za to 6-7km od domu mamy olbrzymi las Młochowski Grąd – las bardzo podobny do Starego Gaju na Lubelszczyźnie. Miła odmiana od zawalonego śmieciami i szkłami lasu w Słomczynie.

Także cały weekend się przeprowadzaliśmy i urządzaliśmy, a co na to psy?

Elka kiedy odkryła ogródek, poczuła się jak typowy kundel podwórzowy. Biegała po nim w kółko walcząc z zabawkami, które ją napadały. Fikała koziołki, tarzała się, szczekała na psy mieszkające naście ogródków dalej i zamerdywała do mijanych ją ludzi. Donner zaś, łaził za mną krok w krok, kładąc się tuż pod nogami – tak żeby się o niego zabić. Gotowy w każdej chwili zapakować się do auta, żeby odwieźć go do „domu”. Nie pomogła klatka, nie pomogło łóżeczko i kocki – Donnerowi się tu nie podoba i już. Nawet Elka nie wiele wskórała starając się za wszelką cenę wyciągnąć go do ogródka, czy to na zabawkę, czy w mniej filigranowy sposób – wyszarpując za drzwi za obrożę czy łapę. Nie i nie! W nocy role się odwróciły. Donner spał spokojnie, za to Elka chodziła po mieszkaniu i histeryzowała. Szczególnie kiedy obudziła się w środku nocy i nie ogarnęła gdzie jest. Co więcej wyrodni pańciostwo zamontowali sobie w sypialni bramkę dla dzieci i psy dostały całkowity zakaz wchodzenia do sypialni… Biedna Elka była gotowa sama oddać się do schroniska, zatracając w rozpaczy i pewnie ostatecznie, by to zrobiła, gdyby nie odkryła swojej klatki, stojącej w drugim pokoju. Klatka, to klatka – nie ma jak przeprowadzić się ze swoim pokojem. Poszła więc do niej, cierpieć w samotności i tam już dało się spać i nie było tak strasznie. I w sumie ta pierwsza noc była najgorsza. Drugiego dnia Donner był już odważniejszy i pewniejszy siebie, nawet coś oszczekał kilka razy będąc na podwórku. Ela zaś przestała przeżywać sypialniany zakaz.

Nie martw się Eluniu będzie dobrze…

A my? My jesteśmy prawie wprowadzeni. Jeszcze tylko kupić garnki, jakieś fotele albo narożnik, rozwinąć trawę i obudować szczelnie ogrodzenie, żeby nikt rąk do Donnera nie przełożył i żeby Donner czuł się bezpieczniej, kiedy nie będzie musiał stróżować. I tylko zaaklimatyzować się i żyć. I wszystko pięknie, tylko ja i psy z tą aklimatyzacją musimy trochę poczekać, bo już dziś zjeżdżamy na tydzień na Lubelszczyznę… – praca. Eh… nie pytajcie jak się mieszka w nowym mieszkaniu, jeszcze nie wiem. Jak dobrze pójdzie może tak naprawdę pomieszkam w nim za tydzień w weekend, bo pewnie później znowu wygonią nas na drugi koniec Polski…

(Visited 445 times, 1 visits today)
  • Michał Szewczyk

    No to się uśmiałem, ależ ten Grójec jest straszny. Brak miejsca do spacerów? No proszę Cię akurat tego nie brakuję bo wkoło jest pełno sadów i lasów też i nie w odległości 7km tylko dużo bliżej. Powodzenia w nowym miejscu pełnym Azjatów – miłośników psów… na stole. Pozdrawiam 😉

    • Poprostu klimat Grojca i mentalność sąsiadów jakoś nieprzypadła mi do gustu stąd złe wspomnienia. A lasów jakoś w około nie widziałam w okolicy, natomiast od sądów sie trzymam z daleka, bo nie wiem czym i kiedy było pryskane i nie wchodzę ludziom na ich tereny. ;p Ot środowisko słowników to nie moje klimaty, nie moje miejsce i jakoś nie potrafiłam tam sie zaaklimatyzować. Na szczęście miasteczko Azjatów jest dalej i póki co ich tam nie widać. 😉

  • No to jesteśmy prawie sąsiadkami. Niech Wam się tu dobrze mieszka! 🙂
    PS. Z Azjatami nie ma takiej tragedii :D.

    • Oooo jaki ten świat mały 😀 Ja też uważam, że nie ma sensu ich aż tak demonizować 🙂

  • Monika

    Amelio! Od jakiegoś czasu jestem Twoją stałą czytelniczką, trochę milczącą, ale jednak. 🙂 Życzę Ci żeby sąsiedztwo okazało się sympatyczne, a okolica nie aż tak straszna. Wszystkiego dobrego! A psiaki na zdjęciu wyglądają przeuroczo. 😀

    • Dziękuję, dziękuję! Cieszę się niezmiernie, że lubisz czytać moje wypocinki 🙂

  • Anna Kobylarz

    Coraz bliżej Warszawy, czasem się zastanawiam jak Donner i Elka dogadałyby się z Tajgą a raczej ona z nimi…? Niech się Wam dobrze mieszka i oby sąsiedzi byli ok, bo to jest najważniejsze!

    • Donner to nie wiem, bo to zależy od jego humoru, ułożenia planet i Bóg wie czego, natomiast Elka przypuszczam, że dobrze, bo ona się dogaduje ze wszystkimi psami i pięknie się komunikuje, a jak jakiś pies jej nie odpowiada to po prostu olewa go i odchodzi. Także może warto spróbować kiedyś. 🙂

      • Anna Kobylarz

        No to widze, że Donner jak Tajga, czasme już sama nie wiem o co jej chodzi, bo potrafi bez powodu naszczekać na innego psa a za chwile z innym bawi się w najlepsze a wygladało, że się pozabijają… tajga ma jeszcze dziwną faze, że z suczkami lepiej się dogaduje niż z samcami. Kiedyś faktycznie warto sprobować 🙂