Popołudnie bezkarnie owczarkowe

Kolejny dzień Elzy w naszym domu mija pod znakiem nabierania pewności siebie. Wiemy już, że ukochaną osobą jest M. Przy nim się uspokaja, jak się czegoś boi wybiera schowanie się za M., a do spania znosi sobie też jego rzeczy. Cóż, chciał córeczkę tatusia to ma. Ale po kolei:

Droga do Lublina minęła nam zaskakująco dobrze. Po kilku kilometrach stresu i popiskiwania, Elza zasnęła na kolanach, by ostatecznie resztę drogi przeleżeć na gumach. Po przyjechaniu do Lublina załatwiła kulturalnie swoje potrzeby i zabrała się do zwiedzania domu. Ruu strategicznie uciekł w bezpieczne krzaki, za to Kłopot miał bojowe zadanie socjalizacji szczeniaka. Nie wiem kto bał się bardziej: Kłopot, który rzewnie miauczał na jego widok (ten kot nie stroszy się, nie prycha i nie atakuje), czy Elza która dostała histerii, do tego stopnia, że kiedy ją dotknęłam by uspokoić uciekła z piskiem do auta, przekonana, że kot ją zaatakował. Kłopot wykorzystał okazję i uciekł, na szczęście bez pisku w krzaki.

Donner w tym czasie korzystał z uroków ogródka i ignorował wszystko. Później pokazaliśmy małej żółwie, które o dziwo przypadły jej do gustu i z wielkim entuzjazmem chwaliliśmy każdy sik. W efekcie czego, Elza zaczęła sygnalizować potrzebę, kręceniem się i popiskiwaniem. W prawdzie czasem zapomni dać znać, ale ¾ siki udaje nam się przewidzieć. W nocy natomiast, standardowo swoje problemy załatwiała na zabrane z nami posłanko. Cóż… kupiliśmy podkłady i będziemy ją uczyć korzystania z nich.

6

Tak dzielnie chodzę po schodkach

W Lublinie dla odmiany nie spała z nami. Pod łóżkiem zrobiła sobie „budę” -jednak szczeniak wychowany w budzie potrzebuje takiego miejsca i klatka będzie dla niej idealna. Moje poprzednie psy nie miały takich pomysłów i raczej było na odwrót, buda to było zło lub umieralnia. Klatka – okej, na wyjazdy, na seminaria, a w domu to niepotrzebna.  Elza natomiast uwielbia wszelkiego rodzaju „budy” pod fotelem, za meblami, pod łóżkiem. Tam czuje się bezpiecznie i tam też znosi wszystkie zabawki, ubrania M., a nawet fajniejsze przekąski. Także dzisiaj dla odmiany Elza spała pod nami, nie z nami z czego z radością skorzystał Donner i zaszczycił nas kilkoma minutami przytulania się.

Mała ewidentnie też poczuła się pewniej. Zaczyna nas podgryzać i zapraszać do zabawy. Co śmieszniejsze zaprasza do zabawy też Donnera, ale chłopak się nie umie bawić, choć niesamowicie się stara. Rzuca jej piłkę, po czym zabiera i zaprasza ją by go ganiała, ale Elza tego nie rozumie. Próbuje ją zaczepiać łapą, ale robi to brutalnie i kiedy szczeniak zaczyna piszczeć albo warczy na nią albo odpuszcza. Ale na bardzo dużo jej pozwala: polizać się po nosie, powąchać chustkę, pić razem wodę. O wspólnym jedzeniu nie ma mowy i zawszę ich pilnuję, ale Donner nie przejawia agresji w stosunku do niej, co mnie bardzo cieszy.

6

Najmłodzszy agi-dog w historii… bo schodzenie normalne jest nudne 😉

Sama Elza zaskakuje nas zwinnością. Jest dużo mniejsza od małego Donnera (waży 5,1kg) ale śmiejemy się, że rośnie nam agi-szczeniak. Wejście na schodki? Nie ma problemu. Zejście ze schodków = skok na główkę. Położyliśmy jej deskę, to zbiega po niej jak po rampie, ale do wchodzenia nie korzysta z niej, woli… schodki. Chce zejść z kolan – zeskakuje, chce wejść na kanapę – wdrapuje się jak kot. Zwinność niesamowita. Co więcej, jest rozciągnięta jak kot. Może się położyć z tylnymi nogami wyciągniętymi do tyłu, lub do przodu, albo na żabę. Przednie łapy też kiedy śpi potrafią wygiąć się w każdym możliwym kierunku. Chyba tylko krzyżem jeszcze nie leżała. Donner natomiast był (i jest) pierdołowaty. Gdyby nie moje ćwiczenia z nim z koordynacji i świadomości łap, pies nie byłby w stanie wykonać wielu sztuczek, za to wszelkie sporty i zabawy siłowe nie wymagają szczególnej zachęty. Elza natomiast mamy nadzieję będzie o wiele sprawniejsza, więc może agility, frisbee czy sztuczki będą bardziej rozbudowane, natomiast raczej sporty siłowe nie będą jej domeną. Choć kto wie? Jedno jest pewne, szarpanie się to nie jest jej ulubiona zabawa. Ulubioną zabawą jest: „wejdę Ci na kolana łapkami, a Ty mnie ponosisz”.

Ela, chętnie się bawi, chętnie jeździ autem. Pierwszą wizytę w Chiro-wet już zaliczyła i za tydzień się doszczepiamy. Bardzo szybko załapała kiedy się ją woła, gdzie są wejścia do domu, gdzie w ogrodzie stoi auto, a gdzie jest hamak. Powiem po raz kolejny: m iędzy nią, a Donnerem którego pamiętamy jest niesamowita różnica. Przede wszystkim taka, że ona uwielbia i chce się tulać i być noszona na rękach.

6

Z Pańciem najlepiej

Mamy tylko mały problem z jedzeniem, bo jest okropnie wybredna. Z rodzeństwem jadła makaron, albo ryż z mlekiem i pedigree. Ja, jak to ja, nie mogłam nawet myśleć o takim karmieniu. Na pierwszy dzień ugotowałam jej najpyszniejszą   n psią zupę. O ile rosół posiorbała, o tyle resztą wzgardziła, za to Donner nie odmówił dokładki. Później były chrupki… pyszne rybne, bezzbożowe, klasy premium… zjadła dwie z grzeczności i resztą pogardziła. Donner za to zaoferował się przetestować szczenięcą karmę. Z surową wołowiną było nieco lepiej, bo zjadła kilka kawałków. Ostatecznie  podałam jej rozmoczoną bułkę w maślance. To było coś co Elza zjadła ze smakiem. Także musimy popracować nad dietą, żeby nam się zdrowo chowała. I pilnować Donnera, bo jak będzie wszystko po niej dojadał, szybko straci swoją idealną, sportową sylwetkę.

Tak też minął nam kolejny dzień. Na obserwowaniu naszych psów i poznawaniu Elzy. Niezmiernie cieszymy się, że mała nie płacze za rodziną, choć płacze jak się zgubi w ogrodzie, albo Donner jej ucieknie, ale na szczęście wie jak trafić do naszego pokoju i tzw.: „budy” gdzie zawsze można się schować. Cieszymy się, że nie gryzie i jest całuśna i przytulaśna. A najbardziej jesteśmy dumni z Donnera, który bardzo się stara być fair. Niesamowicie to po nim widać, jak czasem targają nim emocje: odpuścić, zaatakować, bawić się, czy się popłakać?  Jak strzyże uszami na zmianę kładąc je i stawiając. Jak przewraca oczami kiedy rzuci małej piłkę nie wiedzą czy patrzeć na piłkę, na nas czy na nią, ale co śmieszniejsze chętniej oddaje piłkę jej niż mi, oczywiście tylko po to by ją potem zabrać, ale jednak. Wszyscy doceniamy ten gest. To jak czasem podchodzi do niej i niby przypadkiem, poliże ją po nosie – tak żeby nikt nie widział, bo to wstyd być dobrym psem, ale z drugiej strony… przypuszczam, że skończy się to tak, że ona będzie jeszcze na nim spała, choć z drżeniem serca czekam na okres kiedy podrośnie i poczuje się na tyle pewnie, że zacznie męczyć Donnera. Czy wtedy też będzie taka uległa i na każdy jego gwałtowniejszy ruch ucieknie z piskiem? Czy dalej będzie pokazywała brzuszek, kiedy nieopatrznie za bardzo się z nim spouchwali? Zobaczymy. Na razie jesteśmy z nimi i jedyne czego uczymy Elzę to sygnalizować potrzeby. Przyjdzie czas na naukę innych rzeczy, ale najpierw musi czuć się z nami pewnie i bezpiecznie i musi chcieć się uczyć.

6

6

(Visited 498 times, 1 visits today)
  • Matko, ile słodkości na raz <3

    Bawią mnie donnerowe rozterki i cierpienia. Biedny, tak się stara, w Wy mu jakieś dziwne coś sprowadziliście 😀 To jedno przynajmniej mnie nie martwi w kontekście szczeniaka – suczi jest najłagodniejszą ciotką na świecie i o ile dopilnuje, żeby nie zamęczała szczuna swoim zainteresowaniem, to powinno być dobrze.

    • Bedzie dobrze. U nas nie jest źle to każdy ładniejszy i mądrzejszy psiak da rade 😉

      • Ani specjalnie ładniejsza, ani mądrzejsza raczej nie jest – za to jest tak łagodną pierdołą, że gdyby była dobrze prowadzona od smarkula, to chyba naprawdę miałaby szanse sprawdzić się w jakichś terapeutycznych zajęciach. Czasem chciałabym wiedzieć, jakie było jej życie przed schroniskiem, ale pozostają mi spekulacje.

  • PSIOLUBNI

    Powiem tak. Nigdy za ONkami czy DONkami nie przepadałam, ale odkąd zaczęłam czytać Zamerdanego bloga i „poznawać” Donnera – troszku się pozmieniało.
    A Elza? Elza jest dopełnieniem tego, co budowałam w sobie przez kilka lat.
    Widząc ujadające Owczarki w kojcach i za zamkniętą bramą, chcące dopaść intruza i rozszarpać go na strzępy, byłam źle nastawiona do tej rasy. Każdy Kowalski bierze „wilka” i się nim potem nie zajmuje, a ten idealny „Szarik,” czy „Cywil” schizuje z nudy za płotem.
    Fajnie widzieć kogoś, kto w Owczarku Niemieckim widzi potencjał do pracy, członka rodziny i towarzysza życia. Niestety, większość właścicieli tych psów, wstawia je za kojcowe kraty – i tam ich rola już się kończy…
    Elza jest cudna. 🙂

    • Wiesz że ludzie często mi to mówią. Dokładnie to co Ty. Ale własciciele owczarków sami są temu winni. Owczarki sprzedaje się jako psy bardzo mądre, rodzinne, idealne to stóżowania, a w rzeczywistości nie jest to łatwa rasa, w przeciwieństwie do tego co podaje Internet. W dużej mierze są to psy o bardzo ciężkich charakterach i testy hodowlane są o d. potłóc. Albo lękliwe, albo agresywne. Ciężko je wychować, szczeólnie kiedy dorastają i faktycznie chcą wszystko zerzreć. I bardzo cieżko je źle poprowadzić, czego przykładem jest Donner i potem takie psy lądują w kojcach, na łańcuchach lub w lesie – bo ile można. Cieszę się że choć trochę ocielplam wizerunek tej rasy, ale wcale się nie dziwię, że tak jest odbierany. Bo większość onków w rzeczywistości ma powazne problemy, których właściciele nie dostrzegają.

  • Ciekawe, co z niej wyrośnie. Powodzenia w wychowywaniu malucha. 🙂

    • Zakłady obstawione 😀 Nie ważne co – byle zdrowe, już nie mam wątpliwości czy nie lepiej było rasowca. Kupiła nas. 🙂

  • Słodka! Na pewno wykorzystacie dobrze jej skaczący potencjał 😛

    • Zobaczymy, czy za rok będzie też taka skoczna i zwinna, 😉