Psie koszmarki

Niedawno naszło mnie kolejne olśnienie i genialna myśl. Tym razem przebłysk geniuszu dotyczył codzienności naszych psów i tego czy żyjemy z nimi, czy psy żyją tylko obok nas. Analizując głębiej te przemyślenia zdefiniowałam trzy koszmary psa, które sami mu fundujemy, często nieświadomie i nawet w dobrej wierze.

Nightmare one – Dom z ogrodem.

SONY DSC

W ogrodzie robiłem to samo.

Jak to możliwe, że ogród, zbawienie dla psiarza, a raj dla psa może być koszmarem? Bowiem w ramach dbania o dobrostan naszego psa, żeby nie męczył się w bloku zamykamy go w klatce. Tak – w klatce niczym nie różniącej się niż te w ZOO. Bo czym innym jest ogród, nawet mający 0,5ha, jak trochę większym kojcem? Pies sobie żyje w nim sam, nie z nami, ale zapewniamy mu wszystko! Raz w tygodniu idzie na spacer, czasem nawet wyjdziemy porzucać mu piłkę, jak ma szczęście to na noc może wejść do przedpokoju i spać „w domu”, ale czy żyjemy z naszym psem czy obok siebie? Czy psu faktycznie tak jest lepiej? Nie robiąc nic całe życie, za to mając ten przeklęty, nudny do granic możliwości ogród? A może mimo wszystko byłoby mu lepiej na 50m2, z trzema nawet krótkimi spacerami, ale ze świadomością, że jego kochani ludzie są obok niego, że może położyć pysk na ich stopach i tak zasnąć, ostatecznie pomemłać piłkę w towarzystwie. Bo psy są zwierzętami towarzyskimi, największą krzywdą jaka możemy im wyrządzić to odciąć je od rodziny, czy to ludzkiej czy to zwierzęcej. Pies potrzebuje kontaktu, uwagi, świadomości, że jest z kimś lub ktoś / coś jest z nim. Więc w ramach wyższego dobra, zabierzmy psa z ogrodu do mieszkania, na pewno nie będzie czuł się w związku z tym gorzej, nie będzie zniewolony, ani nieszczęśliwy. A jeśli mieszka w ogrodzie, niech będzie częścią naszego życia, a nie kolejną ozdobą wypielęgnowanego trawnika. Bo po co nam pies (powtórzę się) skoro nasze kontakty ograniczają się do rzucenia dwa razy dziennie piłki, spaceru raz w tygodniu i obowiązku karmienia, no czasem poklepania po głowie o ile nie mamy na sobie białych spodni, które mógłby ubłocić (o funkcji stróżowania nie wspominam, bo lepiej niż psa zamontować sobie alarm – w rozliczeniu 10 lat życia psa wyjdzie taniej i nie potrzeba tracić czasu na niego, nie niszczy ogrodu itp). Bo jeśli pies jest, by był, to chyba lepiej kupić sobie figurkę, zero obowiązków. Tutaj też warto zwrócić uwagę na ogłoszenia „oddam psa, ale tylko do domu z ogrodem, żeby się nie męczył” Na pytanie „czemu oddajesz psa” pada hasło „bo przeprowadzam się do bloku i chcę mu zapewnić najlepsze warunki”. I wtedy zawsze zastanawiam się co jest najlepsze. Czy oddanie kilkuletniego psa zupełnie obcym osobom, tylko po to żeby miał ogród – a dla takiego psa to jest życiowa tragedia, bo nie rozumie dlaczego jego ukochany pan już go nie chce i na pewno nie dostrzega zalety nowego ogrodu. Czy tak naprawdę nie lepiej dla tego psa byłoby przeprowadzić się do bloku? Przystosowałby się, ale byłby dalej z osobą która kocha, a to że będzie spał na legowisku, czy balkonie nie zrobi mu większej różnicy niż spanie w ogrodzie pod drzwiami, albo w budzie. Bo to nie jest tak że pies w ogrodzie się wybiega, o czym pisałam w rozważaniach na temat przeprowadzki z ogrodu do bloku. Bo dla psa nie liczy się „gdzie” tylko „z kim”. A takie oddawanie przyjaciela jak rzecz, w ramach wyższego w naszym mniemaniu dobra, w oczach psa niczym nie różni się jak porzucenie w lesie czy oddanie do schroniska. I tak zmienia dom, i tak, a dlaczego? On tego nie wie i w ogonie ma ten cholerny ogród, który jest dla niego całym światem, bo nigdy nie widział tego co jest za siatką. A wiele zmieniłby już nawet codzienny 15minutrowy spacer po okolicy, najprostrze wspólne ćwiczenia lub zabawa. Ale nie od przypadku do przypadku.

Dom z ogrodem jest super sprawą, świetną psią emeryturą, czy wakacjami. Może też bardzo pomóc psiarzom, w tygodniach gdzie są zawaleni robotą, ale musimy z ogrodu korzystać świadomie. By nie zamienił się w klatkę dla naszego psa, a pies nie został sprowadzony do ozdoby trawnika lub interaktywnego alarmu. Taksamo człowiek pozostawiony w czterech ścianach, nawet bez żadynch obowiązków wkońcu zacznie się nudzić. Telewizja przestanie cieszyć, książki się skończą, a Internet okaże się nundy. 10 lat w jednym miejscu? Bez możliwości wyjścia poza wyznaczony, niewielki obszar? Bez wyzwań, obowiązków, przyjaciół… rozrywki? Można oszaleć….

Nightmare two – uliczne korpo.

SONY DSC

Donner w „korpo”, bo pies pracować też musi

Przed chwilą narzekałam na ogród, a teraz czepiam się psa w mieście. Niestety. Kolejnym niedopatrzeniem właścicieli są spacery: całe życie w to samo miejsce. Obserwując moich sąsiadów, widzę, że większość (jak nie wszyscy) chodzą przez rok, trzy razy dziennie w to samo miejsce – wokół bloku. Spacer był – był, pies wysikany, wykupkany jest ok. – to jest specyficzna zachowanie u właściciel psów ozdobnych, którzy uważają, że ich pies z racji wielkości nie potrzebuje długiego spaceru. Ale żeby mieć czyste sumienie, raz w tygodniu sąsiad z sąsiadem się umawiają i są na spacerze koło godziny (!), tyle że słowo „są” jest kluczowe, gdyż stoją pod blokiem i rozmawiają, a pieski zwiedzają świat w okręgu, który wyznacza im 5m flexi, ale spacer był długi przecież.

Z właścicielami większych psów, nawet świadomymi (lub świadomymi trochę bardziej) wcale nie jest lepiej. Bo robią dokładnie to samo. Zabierają wprawdzie te swoje futrzaki na dłuższy spacer, ale tylko i wyłącznie jedną i tą samą trasą i tak codziennie, trzy razy dziennie przez 10 lat. Chyba, że nie mają czasu i idą na szybki sik wokół bloku. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że pies potrzebuje spaceru, żeby zachować łopatologicznie mówiąc zdrowie psychiczne. I nie chodzi tu tylko o ruch,ale także o nowe bodźce, o eksplorowanie terenu, poznawanie nowych sytuacji, nowych miejsc, wspólne przeżywane przygody z opiekunem itp. I bardzo szybko, spacer wciąż tą samą drogą zamieni się dokładnie w to samo co spacer dla yorka wokół bloku. A o tym jak może być to szkodliwe dla psa mogą poświadczyć liczne historie psów wychodzących same na spacer, czy też tych które jakimś tam cudem uciekły i wróciły. Znakomita większość z nich, robi standardowy spacer (tylko w swoim tempie) i wraca do domu. Dlaczego? Przecież skoro były wolne mogły pójść gdzie indzie, zrobić coś innego niż zwykle, przez chwilę „być wolnym psem”, mimo to nie wyszły ze swojej strefy komfortu jakim jest dobrze znana ścieżka, bo tu czują się bezpiecznie, gdzie normalny pies w takiej sytuacji zwiedziłby pół miasta i pobliskie lasy korzystając z wolności. A korpo-pieski nie. Bo tam po drugiej stronie ulicy nigdy nie były i tam jest strasznie. To jedna strona medalu, druga jest taka, że kiedy zabieramy przypadkowo nagle naszego psa gdzieś indziej, okazuje się, że pies przestał być ideałem. Nagle przestał siadać przed przejściami, a przecież nie trzeba było nawet już mu wydawać komendy, a w innym miejscu nawet siad z chrupką przed nosem nie potrafi zrobić, nagle boi się kosza na śmieci, bo takiego nie mijał nigdy n osiedlu, nagle nie idzie noga tylko wlecze się z tyłu, bo to nowe miejsce jest przerażające lub ciągnie, bo nigdy nie czuł zapachu tego który jest akurat tutaj, nagle ROBI COŚ INACZEJ. A wszystko dlatego, że zniszczyliśmy utarty schemat, narkotyczną strefę komfortu dla nas – w końcu ta trasa zajmuje nam dokładnie 37min czyli idealnie przed pracą czy pomiędzy serialem a wiadomościami, i którą często przemierzamy na wpół przytomni, prowadzeni przez naszego psa. Tak samo zabraliśmy strefę komfortu psu, który na znanym sobie terenie czuł się super dobrze i komfortowo, pewny siebie, spokojny, bo co może go zaskoczyć w miejscu które zna na pamięć, lepiej niż my rozkład naszego mieszkania.  Dlatego tak ważne jest by urozmaicać psie spacery, by nie popadać w rutynę i schemat. Oczywiście nie można też popadać w skrajności. Są dni kiedy ten spacer wokół bloku musi psu wystarczyć, są dni że trzeba zrobić trasę, która zajmie dokładnie 37min, bo gonią nas terminy i są sytuacje, że czasem postoimy 40min rozmawiając ze znajomym, a pies będzie nam towarzyszył, ale nie może być to codziennością psa: ta sama jedna trasa przez 10 lat, bo inaczej zamienimy go trochę w spacerowe zombie i siebie także, a spacer szybko zamieni się w nudny obowiązek.

Dostarczenie psu różnorodnych bodźców, możliwość poznawania świata, eksploracji terenu, swobodnego wąchania pozawalają zachować psu równowagę psychiczną. Nawet najintensywniejszy trening fizyczny, czy psychiczny potrzebuje „odreagowania” i wyciszenia, które zapewni spacer –  bez zobowiązań na którym Ty i pies będziecie razem tu i teraz, bez ciągłego biegu i goniących terminów i utartych schematów.

Nightmare three – brak zasad

SONY DSC

Nie kradnę, matka pozwoliła.

Szkoda mi go tak męczyć, lub nie ubierając tego w cywilizowane wymówki: mojemu psu wszystko wolno. Brak zasad, brak wymagań, a potem płacz. Objawia się to we wszystkim zaczynając od głupiego wychowania (o szkoleniu nawet nie wspominam), przez socjalizację, na problemach behawioralnych, które są tego efektem kończąc. Pies kiedy tylko uchylimy drzwi wypada z jazgotem na klatkę schodową, ale nie nauczymy go „siad” „zostań” ,bo po co go męczyć siadaniem, skoro on tego nie lubi, bo kiedy próbowaliśmy to nas ignorował lub się wywracał? Po co uczyć psa kultury na spacerze skoro małe jest piękne, szczególnie jak udaje że jest takie groźne? Czemu mój pies ma być na smyczy? On potrzebuje wolności! Czemu mój pies ma mieć kaganiec? Przecież to nie pitbull tylko słodki pekińczyk. I spirala, „czemu… przecież” się nakręca. A potem mamy problem, bo pies kradnie jedzenie ze stołu, nie potrafi zostać pięć minut sam w domu, mało nie traci życia pod kołami samochodu, lub w szczękach innego psa którego zaatakował (według opiekuna chciał się tylko pobawić), skacze na ludzi, w „zabawie” gryzie dzieci, kopuluje z naszymi nogami, roznosi mieszkanie – jednym słowem na każdym kroku przynosi nam wstyd i powoduje ataki szału i frustracji. A wszystko dlatego, że nie chcemy naszego psa męczyć. Nie można w spokoju obejrzeć filmu, bo pies znosi nam na kolana zabawki, nie można posiedzieć porozmawiać ze znajomymi, bo pies żąda uwagi, a kiedy mu się ją poświęca jest to mało przyjemny kontakt. A wystarczyłoby tak nie wiele wyznaczenie jasnych granic określających co wolno, a czego nie, nieprzyzwalanie na zachowania złe, mimo że są tak urocze w wykonaniu małych piesków, ostatecznie używanie mózgu i słowa: „nie wolno”. Obserwowałam kiedyś zabawną sytuację u znajomych kiedy kilkuletni chłopczyk chciał koniecznie cukierki przed obiadem, na co mama stanowczo mu jej odmawiała póki nie zje obiadu, a to będzie deser. To samo dotyczyło gry na komputerze, że będzie dopiero po narysowaniu jakichś tam szlaczków. Chłopiec zrobił mini dramę, chcąc wymusić przyzwolenie na cukierki i komputer, ale ostatecznie pomimo focha poszedł rysować szlaczki na stanowcze acz kulturalne i grzeczne polecenie matki. Czy mama zrobiła dziecku krzywdę? Czy męczyła je? Ale to nie koniec historii. Przygotowując obiad siedział obok nas ich pies, kundelek doś nachalnie żebrząc o jedzenie i co chwila dostawał jakiś tam kąsek. Najedzony poszedł po zabawkę, których tabuny rozrzucone były po całym domu i zaczął podkładać swojej pani pod nogi, żeby się z nim bawiła – w tej chwili! – zdawał się poszczekiwać – więc co jakiś czas dobra pańcia schylał się po miśka i rzucała go psu. Jak zabawa i skrajnie kontrastowa była ta sytuacja. Skoro wobec dzieci jesteśmy stanowczy i wymagający, dla ich dobra, dlaczego nie postępujemy tak z psami, skoro to nie są nasze dzieci tylko psy! Dlaczego psów jest szkoda, kiedy mówimy „nie”, a mówiąc „nie” dziecku wszystko jest ok? Bo potrafią słodko spojrzeć? Ale czy nasz pies jest szczęśliwy, kiedy mu wszystko wolno? A może ta wolnośc jest przyczyną wiecznej frustracji, bo według psa nigdy nie okazujemy mu tyle „miłości” ile by oczekiwał? Ten koszmar pozostawiam bez komentarza – do indywidualnego przemyślenia, czy w ramach miłości do naszego psa nie robimy mu większej krzywdy.

Wyobraź sobie sytuacje, gdy nagle nie musisz robić nic. Nie musisz się uczyć, pracować, robić zakupów, sprzątać nikt od Ciebie niczego nie wymaga, a Ty masz wszystko podane na tacy. Ile tak być wytrzymał? Z drugiej strony dostajesz wszystko co chcesz, na skinienie palca – czy będziesz szczęśliwy, czy bardzo szybko okaże się, że dostawanie wszystkiego za darmo, powoduje tylko narastającą złość i frustracje, bo będziesz chciał tylko więcej i szybciej „w tej chwili!” nie umiejąc zaczekać, zrozumieć innych czy po prostu wstać i zrobić coś samemu.

A Wy żyjecie ze swoimi psami, czy Wasze psy żyją tylko przy Was? Czy w ramach ich dobra i miłości nie robicie im nieświadomie krzywdy?

(Visited 1 425 times, 1 visits today)
  • Całkowicie się zgadzam ze wszystkimi koszmarami. Wiele razy słyszałam, że jak wezmę do mieszkania dużego psa to on się będzie męczył. Ale jak próbuję wytłumaczyć, że pies, który ma tylko podwórko męczy się bardziej, bo się nudzi, nikt mu nie poświęca tyle uwagi ile powinien mieć zapewnionej, a na spacery nie wychodzi (moje obserwacje z „życia psów podwórkowych” w różnych miastach), to do ludzi to nie dociera. Bo oni są nagle wielce zdziwieni, że jak pies ma podwórko to trzeba z nim jeszcze na spacer wychodzić. Nagle wykrzywiam im światopogląd i wywracam życie do góry nogami…

    • Taka niestety jest prawda. Każdy pracuje, każdy ma obowiazki, rodzinę, hobby ale jak decyduje sie na psa to powinien sie nim zajmować a nie tylko go mieć w wolnych chwilach.
      Zawsze podaje przykład ludziom jak oni by sie czuli jakby nie mieli do roboty zupełnie nic, i mogli przesiedziec cale życie przed telewizorem. Zero pracy, obowiazkow, kolegow, książek, muzyki, Internetu nawet sprzątania w okol siebie… dodaj to co kto lubi. Przecież po dwóch dniach mozna oszalec. A dokładnie to fundujemy naszym psom niczego nie wymagajac i dając do dyspozycji ogród 😉

  • Małgorzata Krawczyk

    Sama prawda! Ile razy wychodząc z Dexterem na spacer słyszę „Ale ładny pies, pewnie ma Pani dużą działkę!?”. Jak odpowiadam, że mieszkam w bloku i pracuję na pełen etat to ludzie od razu robią minę jakbym była tą najgorszą z najgorszych, bo przecież męczę psa w 4 ścianach! Już przestałam wchodzić w polemikę z takimi osobami 😉 Sąsiedzi jak tylko zobaczyli małą puchatą kulkę, to od razu wiedzieli, że z Nami ten pies nie będzie się nudził 😉 No i tak jest! Jaki pieseł wypasany na hektarowym polu (bo w końcu to all inclusive dla psa), bywał pod namiotem, jeździł na wycieczki nad morze/jezioro/rzekę, był na koncercie, a nawet na piwie w pubie (oczywiście sam dostał wodę ;)), chodził na długie spacery, spotykał mnóstwo psich mordek, jeździł autobusem miejskim, czy tramwajem, a także wiele, wiele innych rzeczy które można by wymieniać 😉 Oczywiście istnieje odsetek właścicieli, którzy zapewniają takowemu psu dodatkowe atrakcje, ale takich osób niestety jest stosunkowo mało.. :/

    Jeżeli chodzi o kwestię ulicznego korpo to faktycznie większość właścicieli „podręcznych” piesków takim przeświadczeniem żyje. I pamiętam jak za czasów liceum mieliśmy w domu pieska – kundelka, który z tatą chodził i w sumie nadal chodzi wiecznie tymi samymi ścieżkami 😉 Rezultat? Pies już nie chce z tatą wychodzić na spacery, bo są po prostu nudne 😉 Co innego z mamą, lub jak jeszcze mieszkałam z rodzicami to ze mną.. U mnie spacer nigdy nie ograniczał się do „wkoło bloku”, bo dla mnie to była nuda 😉 Wówczas pieseł miał zawsze atrakcje i zawsze był chętny na spacer 🙂

    Brak zasad? Wcześniej wspomnianego pieska po prostu mieć chciałam i to, że będę z nim wychodziła na spacery nie podlegało jakimkolwiek dyskusjom – dla mnie to była czysta przyjemność. I w sumie na tym moja rola się kończyła, jakoś kwestia zasad została pominięta. Nie przypominam sobie abym czegoś próbowała psa nauczyć, sama nie dostrzegałam też błędów wychowawczych jakie popełniali rodzice. Dopiero później po kilku odcinkach Cesara Millana zaczęłam się interesować zachowaniem psów, interakcjami, szkoleniem i zobaczyłam jak wiele błędów zostało popełnionych xD I w sumie cieszę się, że tym pierwszym pieskiem był mały 10kg kundelek, a nie obecny 35kg owczarek, który od samego początku jest prowadzony świadomie i któremu wpajane są zasady od pierwszych miesięcy 😉

    Taka mnie naszła refleksja 😀

    • Najważniejsze by wszystko robić z głową. Sama wywożę czasem psy do mamy, żeby „pożyły” tydzień w ogrodzie kiedy nie mam dla nich czasu. Są dni, kiedy mam tyle pracy, że muszą siedzieć po 10h w domu i muszą zadowolić się 15min spacerem w okół bloku, są sytuacje gdzie pozwalam psom być rozpuszczonym np: spać ze mną, ale takie zachowania nie są ich codziennością i ważne by pamiętać, aby wygoda nie stała się rutyną.

  • Prawda, niestety. W koszmarek numer dwa sama łatwo wpadam, bo mam bardzo wygodny parczek tuż obok mieszkania, a potem okazuje się, że suki od tygodnia bywają tylko tam.
    Szczerze wkurza mnie ubolewanie nad pełnym zasad życiem moich psów. Takie biedne, nieszczęśliwe. Nasz to dopiero ma życie, wszystko mu wolno! Nawet nie chce mi się już zaczynać dyskusji, bo jak grochem o ścianę.

    • U mnie to samo, sąsiadzi litują się nad moimi psami bo na smyczy po mieście chodzą, a Donner w kagańcu. „niech ich Pani tak nie męczy!” a na pytanie, czy chciałby, aby Donner podszedł i się do niego przywitał to już nie są tacy chętni. 😛

  • Nie mam dużego ogrodu bo w sumie niewiele ponad 7 arów, ale moja psica uwielbia wyjścia poza ogrodzenie. Przyznaję się bez bicia że nie ma kagańca – może dlatego że po szkoleniu poza swoim ogrodem nie wykazuje zainteresowania innymi ludźmi. . Nie ważne czy jesteśmy na rynku w ogródku piwnym czy na polach – ona ma innych gdzieś. Na łąkach czy polach puszczam ją luzem bo jak przystało na owczarka niemieckiego ma ADHD więc szkoda mi jej ciągle trzymać na smyczy. Zachowuje rozsądek i w ruchliwych miejscach chodzi na smyczy przy nodze ale na pustkowiach szaleje 🙂

    • Super! Elka też nie potrzebuje kagańca, Budzik również, ale niestety Donner jest niogarnięty. Łatow go przestraszyć lub zdenerwować, więc kaganiec w mieście jest u nas obowiązkowy, nawet ze względu na to, by nikt się nie przyczepił, że duży pies chodzi bez zabezpieczenia, ale zdecydowanie wolałabym my mugł sobie chodzić bez puski i luzem. No ale ma to na co zasłużył. 😛

      • Sunia ma już swoje lata ale nie zdarzyło się jej burknąć do nikogo na spacerze. Inne zwierzęta uwielbia i kiedyś nawet „ciumała” kota pod dużym sklepem budząc ogólne zainteresowanie. Ale za to niech by ktoś wszedł za ogrodzenie…. Żeby bezpiecznie „intruz” wyszedł muszę ją mocno trzymać albo wręcz zamykać i wtedy by się kaganiec przydał ale w sumie wolnoć Tomku w swoim domku . Ostatnio weszły do ogrodu dwie dziewczynki.Małe. Starsza miała koło 8 lat i głaskała moją psicę i szarpała za uszy….Dupa mi ścierpła….. Ale moja suka chyba wyczuła że dzieci nie mają złych zamiarów i że się jej nie boją, nie ugryzła ich nawet jak wyszły za ogrodzenie gdzie dorosły by już gacie w garści trzymał. I niech mi ktoś powie że psy są głupie…