Znalezione w spamie

Kiedy przypadkowy człowiek mówi Ci jak masz żyć...

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Coś mnie tak ostatnio tknęło by zajrzeć do blogowego spamu – wiecie tam gdzie trafiają wszystkie komentarze zapraszające mnie do montażu fotowoltaiki, obietnice miłości po kres mych dni z jakimś Radżeszem czy chińskie znaczki oferujące ich unikatowe bandamki dla psów do mojego nieistniejącego sklepu. Tak sobie scrolluję pobieżnie ten spam popijając kawkę i co raz zerkając na bawiącą się na macie Tosię. Wtem moją uwagę przykuwa nieco dłuższy blok tekstu w języku polskim, który zaczyna się od obrzucania mnie błotem, że jakiś komentarz się nie opublikował, bo prawda w oczy kole.

Myślę sobie, co też się zadziało że ów pan tak mi się sadzi w spamie, tym bardziej że komentarze pojawiają się po moim zatwierdzeniu, co zazwyczaj robę raz dziennie, więc raczej długo się nie czeka. I się nie mylę! Fakt, że komentarz trafił do spamu, ale jest tam raptem od siedmiu godzin (czyli przez czas kiedy spałam), ale ale… ku mojemu zdziwieniu był to tylko jeden z komentarzy wysmarowany pod tekstami o pracy nad problemami Donnerem i inny pod tekstem o problemach Marcysi. Ale co to był za komentarz! Panie i Panowie! Toż to był taki elaborat, jakiego ja nie powstydziłabym się w przypływie weny twórczej utopionej w trzech litrach lania wody.

Czytałam go z niemałym zainteresowaniem, co chwilę rozważając czy nie wygrzebać z szuflady paczki z popcornem. Ale że mamy od pół roku mysz w kuchni, której nie idzie się pozbyć, stwierdziłam, że gdyby popcorn okazał się nadgryziony będzie mi bardzo przykro. Więc sobie go darowałam.

Ów Pan, pod dwoma tekstami sadził się do mnie, że krzywdę moje psy będąc dla nich zbyt miękką. Pomijam, że Doś nie żyje od ponad dwóch lat, ale stale pogłębiam jego problemy, bo wiecie, owczarka to trzeba wziąć, przycisnąć do ziemi, nałożyć kolce i jak będzie wiedział, kto rządzi w domu to moment się ogarnie. Pan wie, bo szkolił swoje psy u policjantów i nie ma to tamto! Wszystkie te nasze modne, pozytywne metody robią z psów maskotki, które nie nadają się ani do pilnowania terenu, ani do niczego. Krzywdzimy te psy, wymyślając im jakieś głupie aktywności i zabawy zamiast zostawić w ogrodzie, gdzie jest miejsce psa, gdzie ma pracować: czytaj pilnować. Pies powinien mieć budę, kojec by znał tylko swoich właścicieli, a do innych był nieufny. Na spacery ma chodzić na kolczatce, bo to jednak kawał psa i te wszystkie szelki i kolorowe obroże nadają się tylko dla cytuję: pudli, a jak jest w lesie czy na polach ma biegać luzem, bo musi gdzieś zaspokoić swoje instynkty, a psy od zawsze polowały i to jest w ich naturze, a jak złapie sarnę to jest to normalna selekcja naturalna. [cytuję, proszę się do mnie nie sadzić – nie moje poglądy.]

To tak mniej więcej było pod tekstem o pracy z Donnerem. U Marcysi nie przebrnęłam do końca, gdyż Pan wykazał się zupełnym brakiem wiedzy na temat psów, pracy z nimi, budowaniu relacji, żywienia i właściwie tak popłynął z dobrymi radami w zakresie chyba każdej psiej dziedziny, nie zapominając o karceniu mnie za to, że adoptowałam lękliwego psa, którego problemy pogłębiam, a po zmarnowanym Donnerze, kolejnych psów mieć nie powinnam.

I tak sobie myślę: o co kuźwa mu chodziło, że zarwał o pierwszej w nocy tyle godzin by wysmarować mi te komentarze, na myślę dobre 2-3 strony. Co to miało zmienić w jego, czy moim życiu? Nawet przez chwilę myślałam czy Wam ich nie opublikować, byśmy razem pośmiali się ze stanu wiedzy opiekunów psów w 2023 roku, ale uznałam że jest za duże ryzyko, że ktoś mógłby uznać, że Pan dobrze gada i wdrożyć te rady w życie swoje i swoich psów. Tak więc, żeby mnie nie korciło zbanowałam Pana i czym prędzej je usunęłam, bo kij wie czy Pan nie zechce wrócić z kolejnymi mądrościami.

Ale wierzcie mi… jakoś po tym wszystkim kawa przestała mi smakować. I nie żebym się przejęła, w końcu „moja głupota” już bardziej nie zaszkodzi Donnerowi, a Marcysia i tak dość wybiórczo stosuje się do moich zasad, ale… matko… co też ludzie mają w tych pustych głowach, by nie znając człowieka, psa, sytuacji i historii – tak szczegółowo i agresywnie radzić, jak należy zmienić swoje życie. Choć doceniam, bo Pan przeczytał co najmniej kilka moich wpisów.

Uważam, że mimo iż popełniam błędy w życiu z moimi psami – i to cały czas, to jednak te moje Burki mają się całkiem nieźle, coraz lepiej sobie radzą w świecie, coraz więcej umieją. A że są trochę rozpieszczone (tu Pan miał rację), że może nie słuchają się na pstryknięcie palcami „jak te policyjne”… to cóż… mi to nie jest potrzebne. W zupełności wystarcza mi ich poziom wyszkolenia. Jak zapragnę coś więcej to je nauczę, ale uważam, że każdy powinien mieć tak wyszkolonego psa, jak potrzebuje i jak jest mu z nim dobrze. By miał przyjemność z życia z nim i by nie stanowili zagrożenia dla siebie i innych. A czy chodzi przy prawej czy lewej nodze, na skórzanej smyczy czy tasiemce w jednorożce to naprawdę nie ma znaczenia. Tak samo jak nie ma znaczenia co ktoś robi ze swoim psem jeśli go nie krzywdzi. Nawet jeśli ma inne poglądy czy według nas robi źle jakiś trening. Jeśli się z nim nie zgadzamy, to po prostu go nie obserwujmy / nie czytajmy, bo “dobre rady” nawet te nie w tonie czepiania się i tak zostaną zignorowane jeśli jesteście dla siebie zupełnie obcymi osobami – tak jak ignoruje się uwagi napotkanych na spacerze przypadkowych osób.

Ogółem: 189, dzisiaj: 1

You may also like

Zostaw komentarz