17Sty

Saneczkowy zawrót głowy

SONY DSC

W weekend pierwszy raz w tym roku udało się nam wyjść na sanki i potrenować coś od listopada. Nie chciałam Donnerowi dokładać za dużego obciążenia nie wiedząc w jakim stanie jest jego kondycja. Szybko jednak okazało się, że kondycja Donnera jest zadziwiająco dobra. A prawda jest taka, że w sledach pies mi głupieje i tylko siedząc na sankach nie musiałam biec za nim, bo pies wyszedł z założenia, ze skoro idziemy trening – to trening. I tak w sobotę poszliśmy sobie na raptem 2h z czego większość woziłam swoją szanowną pupcie na sankach, a dziś raptem na 40min, gdzie zamiast dystansu postawiłam na szybkość. Jak zwykle film na samym końcu.

SONY DSC

Psie kuligi są niesamowitą frajdą, więc dzisiaj rozpiszę się trochę o wyjściu na sanki z psem. Ah, wiecie, ze ten wpis napisałam już rok temu? Ale go nie opublikowałam z jakichś względów… chyba z braku zdjęć, choć i dziś nimi nie grzeszę. Jest daleki od tego co i w jaki sposób bym teraz napisała, ale nie pozwólmy mu się zmarnować, bo jestem z byt leniwa by pisać drugi raz o tym samym kiedy mam „gotowca”.

SONY DSC

Psi kulig co jest nam do tego potrzebne:

  • Pies: w brew pozorom nie musi to byś wcale słynny husky czy malamut, może być to każda większa rasa. Ja bawię się z owczarkami, a widziałam w akcji berneńczyka, goldena, a nawet setera, choć ten ostatni skończył potem na zastrzykach, bo był w wieku podrostka. Jak więc widać potrzebny jest nam przede wszystkim silny pies, nie koniecznie olbrzymi, który będzie do tego choć trochę przygotowany.
  • Sanki: najzwyklejsze na świecie sanki, schowane w piwnicy, czy w garażu. Moim zdaniem natomiast nie sprawdzą się tu wszelkiego rodzaju plastikowe kadłuby, ‘jabłuszka’ itp. ze względu na swoją plastikową konstrukcję, które przy silniejszym pociągnięciu przez psa może zostać uszkodzona, oraz większa płaszczyzna styku ze śniegiem zwiększa tarcie.
  • Linka: niezbyt długa, żeby zachować jakąś kontrolę nad psem, ale i nie za krótka, aby nie wjechać psu w tyłek. Ja miałam zwykłą smycz długości około 1,5m która jest przedłużona przez amortyzator.
  • No właśnie amortyzator. W brew pozorom bardzo ważna rzecz pomijana przez większość psiarzy. Wcale się nie dziwię, bo sama póki go nie kupiłam uważałam, że jest to zbędne jednak niezwykle ułatwia psu ciągnięcie, amortyzując szarpnięcia i napięcia linki. Co więcej jeśli biegamy z psem lub jeździmy na nartach przypięci do tzw. ‘pasa maszera’ amortyzator – amortyzuje szarpnięcia które możemy odczuć na kręgosłupie, a jest to niezwykle ważne kiedy nie panujemy w pełni nad psem i nasz pupil może wystartować do przodu za zobaczoną w lesie wiewiórką. Szelki w takim przypadku nie zatrzymają go, szczególnie jeśli jest nauczony na nich ciągnąć i całe szarpniecie odczujemy na kręgosłupie.
  • Szelki: najważniejsza rzecz: szelek w sklepach mamy całkiem spory wybór, cżęsto pytacie jakie wybrać pisaliśmy o tym: tutaj. Jest kilka podstawowych rodzajów szelek jednak przy zabawie w psi zaprzęg trzeba rozważyć czy nie kupić szelek specjalnie do tej zabawy. Są to tak zwane sledy.
SONY DSC

Widać sledy – polecamy od Sali.pl

Jak przygotować psa do zaprzęgu

Po pierwsze nic na siłę, jeśli psu nie sprawia to frajdy, nie zmuszajmy go do tego. Ma to być zabawa i dla nas i dla niego. Nie każdy pies będzie zachwycony takim rodzajem zabawy, nie można zacząć robić tego z dnia na dzień, oczywiście nie mówię o jakimś tam truchtaniu, tylko o systematycznym dystansowym i obciążeniowym treningu, ale o tym pisałam już wielokrotnie we wpisach o sportach kynologicznych w które się bawimy, między innymi o bieganiu z psem, czy jeżdżeniu z nim na rowerze. Po drugie nie zaprzęgajmy psów z problemami ze stawami, sercem, w wieku kiedy jeszcze rosną i tak dalej. Nie ma sensu dodatkowo ich obciążać dla kilku minut naszej uciechy. Wiele osób ma obawy czy owczarek ze względu na podatność na dysplazję może ciągnąć sanki. Nie jestem weterynarzem, ale w mojej opinii może, pod warunkiem, że jest zdrowy. Oczywiście wszystkie te sporty są ostatnio bardzo modne i  każdy to robi i bardzo dobrze, szkoda tylko, że zaraz każdy staje się specjalistą, pisząc czasem skrajne głupoty. Ale to już każdy potrafi sam zweryfikować. Ważne tylko by pamiętać, że w czasach przerasowienia większości psów należy zwrócić szczególną uwagę na ich zdrowie i predyspozycje. Pies jest psem, nie powinniśmy robić z niego kaleki tylko dlatego, że rasa jest podatna na dysplazję. Odpowiednio prowadzony, żywiony i zadbany pies, bez obciążeń genetycznych nie będzie miał większych problemów ze stawami, na co może być dowodem Budzik, który co zimę od 2,5 do 8 roku życia ciągał sanki i nigdy nie miał problemów ze stawami czy kręgosłupem, jak również Donner który bardzo dużo trenuje niemal wszystkich sportów i jakoś żyje i ma się świetnie, ale kiedy pojawiły się problemy z sercem, byłam gotowa rzucić sporty wysiłkowe, jednak wada serca nie przeszkadza mu w tym (na szczęście!). Tylko, że wciąż niestety niewiele osób bada psy profilaktycznie, ale nie ma się czemu dziwić, sami siebie badamy jeszcze rzadziej niż nasze psy…

SONY DSC

Nasze przygotowanie do śnieżnych zabaw zaczęliśmy bardzo wcześnie, bo w wieku pół roku. Nie mówię tutaj bynajmniej o ciągnięciu. Zaczęliśmy od posłuszeństwa, niezwykle przydatnego podczas takiej zabawy, kiedy to nie mamy zbyt dużej kontroli nad biegnącym przed nami psem. Zatem podstawą są komendy prawo, lewo, stój, naprzód, szybko i wolno. Dodatkowo chodzenie przy nodze i nie ciągnięcie. Dopiero kiedy pies nauczył się, że nie wolno ciągnąć (przynajmniej wtedy kiedy pracujemy), czyli w wieku około roku, zaczęłam mu na spacery nakładać szelki, w których zachęcałam go do ciągnięcia. Oczywiście były też spacery na obroży, która wymuszała posłuszeństwo (kiedy pracujemy). Z czasem pies nauczył się, że szelki są po to żeby ciągnąć, natomiast ich brak oznacza zwykły spacer, no z tym tak nie do końca, ale powiedzmy, ze wtedy można nad nim zapanować, przynajmniej wtedy kiedy się pracuję nad posłuszeństwem. Zaczęliśmy wtedy też treningi biegowe, właśnie na sledach podpiętych do linki, amortyzatora i pasa maszera, gdzie zadaniem psa było ciągnięcie mnie. Codzienne kilka kilometrów, budowało psią kondycję i na pewno trochę siłę (moją również, bo wyznaję zasadę, ze skoro pies się męczy to ja też powinnam). Potem doszedł rower, który również pies ciągnął . I tak już ponad rok odkąd dość regularnie (z wyjątkiem ostatnich dwóch miesięcy) trenujemy.

SONY DSC

W ziemie, kiedy Donner skończył 1,5roku a masą i wielkością przewyższał owczarki w okolicy wybraliśmy się na pierwszy kulig. Zabraliśmy naszego przyjaciela Wiarusa z jego Panią i dziećmi. Obciążenie w sam raz na początek. Psy bardzo dobrze się bawiły nie wykazując najmniejszych oznak zmęczenia czy niezadowolenia, nie mówiąc o dzieciach. Od tej pory, co jakiś czas na spacer zabieraliśmy szelki i sanki nawet tylko po do żeby się ciągnęły za psem i pies się do nich przyzwyczaił, jednak nie robiły one na nim większego wrażenia. Już pod koniec zimy sama zapakowałam się mu na sanki i odpychając butami kazałam ciągnąć. Nie musiałam mu tego dwa razy powtarzać i zabawa była przednia. Nie każdy pies jednak chce sam z siebie ciągnąć. Warto wtedy mieć drugą osobę, która pomoże mu ruszyć i poprowadzi obok siebie zachęcając i nagradzając, czy też zawoła, aby pies sam ruszył z sankami. Tak było z Budzikiem, który bardzo chętnie ciągnął, kiedy ktoś szedł obok niego lub przed nim. Nie lubił prowadzić i ewidentnie spacer na czele sprawiał mu problem, w związku z tym była niezbędna ta druga osoba, za która będzie mógł biec, a Donner… Donner jest jego przeciwieństwem i on zawsze musi iść pierwszy, dlatego też tak dobrze idzie nam wyprzedzanie na dogtrekkingach.

SONY DSC

To co? Jesteście gotowi na film? Miłego oglądania!
PS.: Nie próbujcie tego w domu. Nie no żartuję, próbujcie, ale uważajcie, u nas jedna szalona gonitwa skończyła się dachowaniem na wyboju i od wczoraj kuśtykam, bo moje tęczowe kolano poważnie ucierpiało… ale jakie ma za to kolorki! 

  • Kasia Żyrafa

    Widać, że Donner świetnie się bawi !

    • Oj to prawda, on to uwielbia, chyba najbardziej ze wszystkich naszych zabaw lubi ciągnięcie.

  • Jowita i Mucha

    Super, szkoda że blisko nie mamy takiego fajnego terenu bo sanki gdzieś są:)

    • My to po lesie jeździmy, albo po drodze pod lasem między polami. Jest jeszcze trasa na biegówki po ścieżce rowerowej, ale tam się nie pcham, bo poco mam dzieci na sankach straszyć ;P

  • Berneńczyk plus sanki to jest to 🙂
    Choć Donner też daje radę.
    Pozdrawiam
    Michał
    http://www.szkola-doberman.pl/blog

    • Donner uczył berneńczyka ciągnąć, bo Wiarus nie dokońca rozumiał ideę zabawy, ale naśladował Donnera i ogarnął 🙂

  • Opiekunka

    Żałuje, że blisko nas nie ma gdzie na sanki pójść, a ile radochy by było, trzeba pomyśleć nad wyjazdem 🙂
    nukanalenia.blogspot.com

    • Wystarczy kawałek drogi nieuczęśczanej: polsnej/szutrowej lub osiedlowej choć i po leśnicy drogach jak psy dają radę 😉