Mój wspaniały pies – wrażenia po klasach komunikacji dla psów

W poprzedni weekend wybraliśmy się z Donnerem na prawdopodobnie ostatni nasz wspólny, samotny wypad, taki tylko we dwoje. Były to Klasy Komunikacji u psów organizowane przez Talking Dogs. Nie mając w tym roku dostatecznej liczby dni urlopowych, ani pieniędzy by wziąć udział w Kursie Instruktorskim, ani Warsztatach Behawiorysty w moim kochanym Canid (żeby tylko na zajęcia z dogoterapii udało mi się z Elzą wybrać!) postanowiłam korzystać z weekendowych warsztatów, seminariów i kursów, które może w ogólnym rozrachunku nie wyniosą nas taniej, ale ze względu na weekendowy charakter, nie zmuszą mnie do brania urlopu na żądanie.

Tak więc w piątek po pracy zapakowałam Donnera w auto i pojechaliśmy za Częstochowę uczyć się komunikować z psami.

Czym są klasy komunikacji? Najprościej mówiąc są to warsztaty na których psy uczą się komunikować i reagować na zachowania, komunikaty i sygnały wysyłane przez inne psy w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach. Natomiast opiekunowie uczą się odczytywać zachowania swoich i nie tylko swoich psów i współpracować z nimi, by wspierać je w trudnych dla nich chwilach, a zarazem być dla nich przewodnikiem, który jasno określa pewne zasady i granice. Więcej o tym czym są klasy przeczytacie na stronie Talking Dogs: (KLIK)

1

Dla kogo są klasy? Teoretycznie warsztaty przeznaczone są dla wszystkich, w praktyce… hymm na pewno każdy coś z nich wyciągnie, każdy na nich skorzysta, ale uważam, ze trzeba mieć sporą wiedzę teoretyczną i praktyczną z różnych zakresów kynologicznych, by w pełni skorzystać z warsztatów. Trzeba też znać wiele teorii, by umieć weryfikować podawaną wiedzę i odwoływać się do różnych opinii tak, by mieć otwarty umysł, a nie zamknąć się na informację uznając to za bzdury, a przy okazji trochę filtrować wiadomości, bo nie wszystko to co mówią instruktorzy jest prawdą, co widać w ocenie psów i relacji pies-właściciel. Oczywiście ten obraz jest malowany na podstawie tego co jest zaprezentowane na placu, ale trzeba pamiętać, że to tylko fragment ich portretu/problemów/zachowań i innego dnia w innej sytuacji opinia może być nie prawdziwa lub nawet krzywdząca. Niestety wiele zagadnień i aspektów traktowanych jest hasłowo, lub przy użyciu specjalistycznego psiarskiego słownictwa i nie mając podstaw teoretycznych, tak naprawdę z różnych szkół, z różnych teorii i z różnych dziedzin ciężko takiemu „psiemu mugolowi” będzie odnaleźć się na tych warsztatach, szczególnie kiedy ktoś przyjeżdża z założeniem, że wróci z nich z grzecznym, ułożonym i bezproblemowym psem. Sama też pewnie jeszcze dwa lata temu wróciłabym z warsztatów zniesmaczona, przekonana o ich bezsensowności, a raczej informacji podanych na nich. Do pewnych decyzji, poglądów i otwartości umysłu, trzeba dorosnąć. Dlatego uważam, że jadąc na warsztaty trzeba mieć wiedzę i przede wszystkim chęci, by umieć wyciągnąć z nich sedno, a nie założyć klapki na oczy nie przyjmując nic, bo jest to niezgodne z tym co uważamy za słuszne, lub przyjąć bezkrytycznie wszystko co jest mówione, bo niestety patrząc obiektywnie, na podstawie krótkiego wywiadu i kilkunastu minut obserwacji psa na placu, nie da się wszystkiego o nim powiedzieć.

Głównym celem warsztatów jest umożliwienie psom rozwijania umiejętności społecznych oraz panowania nad swoim stanem emocjonalnym w kontaktach z innymi psami oraz ludźmi.” Zdecydowanie jest to prawda. Decydując się na warsztaty chciałam, by Donner nauczył się czytać sygnały innych psów. Nauczony złymi doświadczeniami reagował za każdym razem na zasadzie: jest pies – jest atak, tak na wszelki wypadek, gdyby tamten chciał go zaatakować. Nawet w stosunku do swojego psiego przyjaciela od szczenięcych lat, nawet do psów, które całą swoją postawą ciała i zachowania mówiły mu: „hej jesteś fajny chłopak, bardzo chcę Cię poznać, nawet na Twoich warunkach”. Pies, suka, szczeniak – nie było znaczenia. Atak na wszelki wypadek, a potem najwyżej będziemy udawać, że to nie on zaatakował, że nic się nie stało – taka była taktyka Donnera. Jak teraz to wygląda zobaczycie na filmie na końcu wpisu.

2

Nie ukrywam, że trochę obawiałam się klas, tego jak taki porąbany pies się zachowa w stosunku do innych psów, do ludzi, których nie zna i… jak sobie poradzi bez linki. A jak znowu nie będzie chciał podejść? Jak powrócą stare koszmary? Niby Donner nie pierwszy raz bierze udział w warsztatach i seminariach. Niby niezaczepiany, nie zaczepia ludzi, ale grupa obserwatorów na placu, którzy mogą zachować się różnie nie napawała mnie optymizmem. Mając w pamięci doświadczenia, że często pomimo moich próśb o ignorowanie i nie dotykanie psa, tym bardziej nie pochylanie się nad nim, wiele osób pracujących z psami o tym zapomina lub nie wiem dlaczego, stara mi się udowodnić, że Donner im na to pozwoli, ale to już inna historia.

Tak więc podczas rejestracji, na której każdy pokrótce przedstawił siebie i psa (zdecydowanie za bardzo pokrótce, przez co wiele ważnych informacji wychodziło już po interakcji) uświadomiłam wszystkich jaką Donner jest bestią, choć wiemy, że Bestia jest tylko jedna.

Obiektywnie i szczerze powiedziałam, jak Donner może (choć nie musi) się zachować. Wolałam uprzedzić, niż udawać, że nie jest tak źle. Mimo, że źle nie jest, ale jaką mam pewność, że w obcym miejscu, po podróży, może przy jakimś gorszym dniu Donner nie postanowi czegoś odwalić? Oczywiście później jak zwykle okazało się, że zdemonizowałam obraz swojego psa, ale przynajmniej miałam pewność, że wszyscy dobrowolnie zostali na placu, kiedy Donner pracował.

3

Na podstawie wywiadu organizatorzy dobrali psy w pary w których miały pracować. Nie będę pisała o interakcjach różnych psów, ponieważ uważam, że jest to prywatna sprawa każdego z opiekunów, a nie chciałabym swoimi spostrzeżeniami urazić czy też ocenić ich w jakiś sposób na podstawie kilkunastu minut obserwacji.

Na pewno wielkim zaskoczeniem i radością było spotkanie Izy z Oto Janka i możliwość poznania jej na żywo i obserwacja pracy jej psa, którego jakiś już obraz z opisu na blogu miałam. Dało mi też to sporo do myślenia odnoście tego jak blog wpływa na postrzeganie psa, jego twórcy i nie tylko.

No ale wracając do samych zajęć. Klasy odbywały się na ogrodzonym sporym terenie, co mnie niezwykle cieszyło, bo dawało mi poczucie bezpieczeństwa, że nawet jeśli Donner postanowi coś pogonić, to daleko nie ucieknie. Z drugiej strony sam teren dostarczał różnych bodźców. Z jednej strony droga po której jeżdżą rowery, samochody, chodzą ludzie. Z drugiej padok po którym jeżdżą konie, jezioro przy którym bawią się dzieci i pola. Na naszym terenie, grupa ludzi pod namiotami entuzjastycznie reagująca na każdy sik.

Psy dobrane w pary wchodziły po kolei na padok. Najpierw pierwszy pies, by zapoznać się bez smyczy z terenem, pokazać swoje emocje, by ostatecznie wejść na mniejszy wewnętrzny, ogrodzony plac. Potem przychodził drugi pies z pary, który również zapoznawał się z terenem, zbierał informacje o poprzednim psie i dochodziło (lub też nie) do interakcji przez siatkę. Jeśli interakcja była dobra, możliwe było spotkanie się psów bez bariery.

4

Donner w trakcie dwóch dni, miał trzy bardzo ciekawe interakcje, podczas których zaczął zdecydowanie myśleć.

Pierwsze wejście już na starcie pokazało charakter Donnera. Puszczony ze smyczy kilkakrotnie posłał Wojtkowi mordercze spojrzenie, że go nie zna i nie życzy sobie by pochodził do mnie. My zajęci rozmową nie zauważyliśmy tego, choć uprzedzałam, że lepiej by było jakbym przedstawiła go Donnerowi i pytałam czy wziąć kaganiec. W efekcie czego Donner doskoczył do Wojtka uderzając go zębami w rękę. Nie był to typowy atak (bo inaczej… znając siłę iszybkość Donnera oraz pamiętają zdziwienie i przekleństwa pozoranta, Wojtek miałby niechybnie złamaną rękę), było to zachowanie agresywne, ale społeczne: „Ej nie podoba mi się, że rozmawiasz z moją Pańcią! Ostrzegałem Cię!” Donner ponowił próbę odsunięcia nas i kiedy odeszłam kilka metrów od Wojtka, pies dopiero mu odpuścił. Po chwili ochłonął, obwąchał go i już wyluzował. Obecność mężczyzny spacerującego nieopodal mnie nie przeszkadzała już psu. Poszliśmy na ogrodzony teren oczekując pojawienia się suki, która z nami będzie pracowała.

Pierwsza suka z którą Donner współpracował, kompletnie go olała i uznała, że do takiego szajbusa nawet nie będzie podchodziła. Bowiem Donner, mimo że nie pokazał wprost zachowań agresywnych w stosunku do niej, był bardzo spięty i chyba w sumie sam nie wiedział co chce. Niby był zjeżony na grzbiecie jak kot, niby machał sztywno ogonem nad plecami, ale pysk miał luźny, otworzony. W pewnym momencie nawet zaczął zapraszać ją by podeszła, ale sunia odeszła, nie chcąc wchodzić z nim w interakcję. Potem doszło do zamiany miejsc. Donner był na placu, a sunia na ogrodzonym terenie. Donner w między czasie postanowił bardziej zaprzyjaźnić się z Wojtkiem przynosząc mu patyk. (TAK! Mój pies, który jeszcze niedawno nie podszedłby do nikogo z zabawką w ręku, nie odstępował nas na krok, zapraszając do zabawy!!!). Zajrzał kilkakrotnie do suni, która miała wejść z nim w interakcje, ale ta zupełnie nie była zainteresowana nawet podejściem do siatki, więc wejście się skończyło.

Pierwsze wejście dało dużo Donnerowi do myślenia. W gruncie rzeczy chciał się spotkać z psem, ale z powodu jego zachowania pies odmówił wejścia z nim w interakcję.

Na drugi dzień wyszedł już z zupełnie innym nastawieniem. Mimo, że ja nie byłam taka optymistyczna, bo miał współpracować z sunią rasy, której się panicznie boi (w efekcie okazało się, że nie boi się rasy tylko konkretnych przedstawicieli na naszym osiedlu, co mnie wcale nie dziwi – też się ich boję). Ta interakcja była zupełnie inna. Tym razem Donner się nie zjeżył, machał ogonem luźno, ustawiał się bokiem do siatki i za wszelką cenę chciał interakcji. Sunia podeszła do niego pewnie i za chwilę rozpoczęła się próba sił. Wzajemne ukłony i próby przestawienia się nawzajem, gonitwa wzdłuż siatki, można by rzec dobre zachowanie – zero warczenia, zero szczekania, pyski luźne, uszy stosunkowo też. Jednak mimo, że teoretycznie mogliśmy je wypuścić w praktyce nie zdecydowaliśmy się na to, bo nie było pewności czy ta gonitwa nie zakończy się ostrzejszą rywalizacją. A znając Donnera, jestem przekonana, że zaczął by stosować swoje techniki pastucha – czyli podgryzanie uciekającego psa, w celu zatrzymania go, a potem jedyną sobie znaną metodę próby sił – założenie łapy na psiego towarzysza w celu sprawdzenia go, czy każe mu przestać. Jeśli pies go odpędzi, nastąpi atak, jeśli nie – Donner uzna go za niegroźnego przyjaciela. Ostatecznie jednak nie doszło do konfrontacji. Dumny z siebie Donner wrócił do pokoju by za jakiś czas wejść na ostatnią interakcję.

5

Tym razem trafił na suczkę, którą ciężko było rozgryźć. Mimo, że była dorosłą suką stosowała zachowania szczenięce, niemal czołgała się wzdłuż siatki przy Donnerze wydawać by się mogło okazując pełna uległość, ale przy tym robiła to bardzo energicznie, chwilami próbując wręcz wejść na ogrodzony teren. Ludzi bała się panicznie, wykazując to samo zachowanie – udając że jest słodka, szczenięca i kochana. Donner kilkakrotnie wszedł z nią w interakcję, obwąchał ją, poganiał się wzdłuż siatki, by ostatecznie odejść od ogrodzenia i stanąć do niej ostentacyjnie tyłem. Tym razem to on uznał, że nie wejdzie z nią w interakcję, nie rozumiał tego zachowania i uważał, że pies go oszukuje, bowiem nie jest szczenięciem, a tak się zachowuje, więc coś jest z nią nie tak.

W między czasie Donner postanowił też zostawić mnie dla patyka (ale to było przed ostatnim wejściem, kiedy zwiedzał plac), który trzymał Wojtek, uznając że zabawa jest ważniejsza ode mnie. To akurat trochę mi się nie podobało, bo dopiero co udało mi się wypracować jako takie zaufanie podczas zabawy i podchodzenie z przedmiotem do mnie, także uważam, że dla Donnera był to zdecydowanie za duży krok, jakim była próba rezygnacji z zabawy na rzecz przywołania. Uważam, że powinien dostać ten patyk, by móc do mnie wrócić, a tak ani nie odniósł sukcesu, bo go nie zdobył, choć ukradł go raz Wojtkowi, ale potem sam go oddał, ani ja nie odniosłam sukcesu, bo Donner nie odpuścił patykowi na moją korzyść. Ostatecznie przyszedł na wołanie Pauliny, która pokazała mu, że ma w ręce piłkę (a raczej zanim go zawołała kilkakrotnie, może bezwiednie ją podrzuciła, czym zwróciła na siebie uwagę psa). Co mogłam sama zrobić, ale miałam mu piłki, którą trzymałam nie pokazywać, także… hymm… wolałabym abym to ja go przywołała nawet pokazując mu tę głupią piłkę, niż tak, jak w efekcie to się skończyło, gdzie moje próby przywołania nie okazały się skuteczne, a do obcej osoby, która ma piłkę pies chętnie przybiegł. Ja wiem, że czas gonił, choć dzień wcześniej dużo dłużej czekaliśmy jak inny pies zejdzie z placu i dla niego czas był, więc poczułam się trochę gorsza, bo mnie nie dane było odnieść z psem sukcesu, który był nam bardzo potrzebny do przepracowania problemu, który mamy, ale nie…bo czas…, ale można było zakończyć to wcześniej i w inny sposób. A tak mam wrażenie, że nic nam ta próba nie dała (o ile nawet nie pogorszyła, bo pies wie, ze może mnie olać) i w sumie nie mogła dać jeśli nie dano nam zakończyć tego, a podkreślałam wielokrotnie, że ten pies jeszcze miesiąc temu nie podchodził do mnie z przedmiotem, więc nie mogło być nagle cudu, na który chyba liczyli organizatorzy lub ignorowali problem o którym mówiłam. Co nie zmienia faktu, że dostaliśmy kilka kolejnych wskazówek na temat tego jak się bawić i jak dalej pracować nad zabawką, które na pewno nam się przydadzą. Ale niesmak tą sytuacją pozostał, bo albo traktujemy wszystkich równo, albo…

Jaki efekt jest po klasach? A no taki, że Donner zaczął myśleć. Wprawdzie kiedy widzi na spacerze innego psa na smyczy, to zawsze jest problem, ale to dlatego, że wszystkie spotykane przez nas psy niezależnie czy to wielkie rottweilery, kundelki czy małe terierki, na widok Donnera rzucają się na tych swoich flexi lub kolorowych szelaczkach z pianą na pysku jak menele po kilku piwach pod sklepem, nawet jeśli Donner stara się je ignorować, więc nie dziwi mnie, że i on się irytuje, ale widzę zmianę (olbrzymią!) w zachowaniu do psów przez siatkę. Donner ciągnie do nich, ale nie tak jak dotąd z planem – „poszczekamy się”, tylko myśli. Są psy z którymi się wita, są psy, od których odchodzi nie chcąc wchodzić z nimi w interakcje i psy z którymi się obszczeka, kiedy te zignorują jego spokój, lub ugryzą w nos, kiedy ten wsadzi go przez pręty ogrodzenia, mimo to po kilku szczekach potrafi odejść pełnym satysfakcji krokiem, że zrezygnował z dalszej kłótni, ale powiedział im co myśli. Nie przysysa się już do siatki tak jak kiedyś, wdając w tak zaciętą szczek-kłótnie, że nie ma szans odciągnąć go od siatki. Potrafi wyjść ze spotkania z nieukrywaną satysfakcją i odpuścić psu.

6

Na pewno sporo dała też moja praca, nad „ociepleniem” wizerunku psów w oczach Donnera, ale teraz dodatkowo, pozwalam mu samemu podjąć decyzje, co chce zrobić w danej sytuacji, dając mu wsparcie, a nie stanowiąc tylko barierę, która nie pozwala się oszczekać, mimo, że tamten drugi zaczął.

Także reasumują, warsztaty dają sporo… sporo do myślenia. Jednak dalej uważam, że nie mając przynajmniej podstaw z zakresu różnych dziedzin kynologicznych można wiele rzeczy źle zinterpretować i w efekcie czego wcale nie pomóc psu, a wręcz pogłębić jego problemy. Co więcej uważam, że trzeba mieć ogromną wiedzę by nie wynieść błędnych lub nawet złych rad od grupy, która chętnie udziela wskazówek i złotych rad, rzucając często wyklepanymi na pamięć regułkami, starając się (w mojej opinii) pokazać innym uczestnikom, że są niemal tak mądrzy jak prowadzący. Nie ujmując im wiedzy, to jednak czasem pewne kwestie warto przemilczeć, ugryźć się w język niż pouczać lub radzić osobom, których się nie zna, których psów się nie zna, tym bardziej, kiedy nie mówi się nic konkretnego, tylko rzuca regułką, bo się jest … albo się robi … . Szczególnie kiedy chce się uchodzić za specjalistę i wydaje się osądy czy rady w ciemno, przez co dyskusje w grupie bardzo często wyglądały jak te na facebooku tylko nie było emotek i lajków. I nie mówię tutaj o komentowaniu zachowań na placu, które było fajną wymianą spostrzeżeń, tylko o tak zwanych „psich dyskusjach przy kawie”. Było to dla mnie olbrzymim zaskoczeniem, przywykła do naszych Canidowych dyskusji, gdzie ludzie dzielili się swoimi poglądami z szacunkiem do poglądów innych osób. Nikt nikomu nie narzucał swojego zdania, czy wyczytanej przez siebie regułki, przez co każdy miał prawo do własnej opinii i mógł ją na zasadach partnerskich zweryfikować z wiedzą Eweliny. Tutaj, bardzo szybko wymiksowywałam się z pogadanek grupowych, nie dlatego, że miałam inne zdanie niż pozostali, ale nie lubię uczestniczyć w dyskusjach w których jedni narzucają swoje hymm… nawet nie poglądy, a hasła innym, tylko dlatego, że mają różną nazwę, a mówią o tym samym, oraz nie szanują wiedzy lub doświadczeń innych, starając się postawić ponad nimi. Także pewnie wyszłam na gbura, ale postanowiłam nie brać udziału w tych dyskusjach i nie wdawać w te jakże ciekawe „wymiany poglądów”, bo i po co, skoro nie potrafimy szanować swoich doświadczeń i opinii innych, więc nie mamy o czym dyskutować. A durnych psairkich napinek i pokazówek czytam aż nadto na co dzień na facebooku, by jeszcze uczestniczyć w nich na żywo wieczorami…

W samych warsztatach natomiast nie podobała mi się trochę organizacja. O ile w trakcie wejścia organizatorzy pracowali z opiekunem, tłumacząc wiele rzeczy, o tyle, te informacje nie docierały do grupy, przez co padały często teorie naprawdę warte spisania do „najlepszych tekstów”.

Działało to też w druga stronę. Kiedy schodziliśmy z placu odprowadzić psy, organizatorzy siadali z grupą i omawiali to co się stało, czego już nie słyszał sam zainteresowany – czyli właściciel psa, którego to dotyczyło. Co mnie osobiście bardzo się nie podobało, szczególnie kiedy siedziałam na placu z Donnerem bez instruktora, więc nie wiedziałam jak oceniają jego zachowania, a jak psiego partnera, a kiedy wracałam po odprowadzeniu psa, dostawałam skrótowe tylko informacje, bo wchodzili kolejni, więc rozmowa się kończyła. Niby drobiazg, ale wolałabym jednak na spokojnie by mi omówiono zachowanie Donnera, niż skrótami, gdzieś tam pomiędzy jednym wejściem a drugim. Ale to rozwiążemy! Następnym razem zabiorę M. by przyprowadzał i odprowadzał psa, lub zobliguję kogoś ze znajomych do robienia dla mnie notatek o moim psie.

Co jeszcze mi się nie podobało? Długość klas. Pierwszy dzień był do bólu wydłużony, raz dlatego, że było dużo uczestników, a dwa dlatego, ze niektóre psy wchodziły po kilka razy (nawet po 3-4), co było bardzo irytujące kiedy, siedzisz na placu (w słońcu, bo cienia jest niewiele pod jednym namiotem) kilka godzin, czekając na wejście swojego psa i widzisz kolejny raz już tego samego. Ja wiem, że nie każdy mógł z każdym pracować i nie które psy były „wybitne” no ale… z drugiej strony jest to też niesamowite obciążenie dla tego psa, który tak często występuje (co w sumie zaprezentował jeden pies) i sama chyba nie zgodziłabym się, by Donner wyszedł więcej niż 2-3 razy dziennie. Poza tym uważam, że jest to mocno niesprawiedliwe, kiedy ktoś w ciągu dwóch dni wychodzi na plac 2 raz, a inny 8, za te same pieniądze.

Żałuję też, że był zakaz rejestrowania. Oczywiście rozumiem to, że można by pokazać coś, co źle wygląda lub wyciągnąć z tego fragment, nie oddający całości. No, ale wracając do tego rejestrowania. Idąc za psem, skupiając się na czymś innym często opiekun nie dostrzega specyficznych zachowań swojego psa. Możliwość spojrzenia na interakcję z boku – nie będąc w jej centrum, mogłoby dać wiele do myślenia i zrozumieć oraz spojrzeć na sprawy z zupełnie innej strony. Bo tak obserwując w większości przypadków tylko plecy swojego psa, nie widzimy zmian zachodzących na jego pysku, czyli tego co widzi drugi pies, a co zarejestruje kamera. Nawet tego jak my się zachowujemy, często prowokując jakieś zachowania u psa. Także bardzo tego żałuję, że nagrywane filmy nie trafią do opiekunów, choć doszły mnie słuchy, że niektóre pojawiają się na YT, także jest szansa, by zaobserwować jak nasze zachowanie, postawa itp. wpłynęło na reakcję psa. Czekamy z niecierpliwością, czy nasze poczynania się pojawią.

Podsumowując – klasy były mimo wszystko bardzo udanym wyjazdem. Dobrym doświadczeniem dla mnie i Donnera, spotkaniem się z innymi poglądami, nowymi metodami pracy, które poszerzają moją wiedzę i pozwalają mi dalej być otwartą na różna szkoły i ich doświadczenia. Donner ewidentnie wiele z nich wyniósł i mam nadzieję, że pewne aspekty naszej komunikacji się poprawią. Wiem jak dać mu wsparcie w trudnych dla niego momentach i mam nadzieję, że on szybko załapie, że jestem dla niego wsparciem, a nie tylko tą, którą on musi bronić, ale to owczarek, więc on i tak swoje zdanie co do bezpieczeństwa matki ma.

Chętnie wybiorę się na kolejne klasy, mam nadzieję, że już z Elzą, bo jeśli są dwa psy w domu, mogą również we dwoje brać udział w interakcji z innym psem, dzięki czemu można ocenić ich relacje, kto się kim wysługuje i kto tak naprawdę jest psem rządzącym w domu, oraz czy ich relacje są dobre, albo raczej właściwe.

Kolejny raz dowiedziałam się, że mam wspaniałego psa, bardzo mądrego, a na dodatek społecznego, który potrafi się komunikować, wprawdzie czasami agresywnie, ale dalej się komunikuje, a często wystarczy odczytać dobrze jego subtelny komunikat oczami, bo on mimo wszystko z ludźmi najczęściej komunikuje się w ten sposób, by uniknąć bardziej dosadnych komunikatów. Co więcej, bardzo szybko potrafi się wyciszyć, kiedy pojawia się frustracja i potrafi odpuścić. Dowiedziałam się też jak reaguje na konie. Trochę się ich boi, ale ogólnie to fajnie się z nimi ściga, choć nie widzę w nim chęci pogoni za nimi i ataku, tylko wspólny bieg, z którego był wstanie zrezygnować by odejść ze mną. Cieszę się też, że mogłam zweryfikować i wykorzystać swoją wiedzę trenerska i tą nabytą z różnych książek i innych warsztatów. Klasy były dla mnie kolejnym cennym doświadczeniem i kolejnym rozdziałem w mojej psiarskiej karierze, bo trochę rzeczy sobie poukładałam, choć nie powiem bym dowiedziała się czegoś o czym wcześniej choćby nie słyszałam, ale dzięki warsztatom zaczęłam zwracać na to większą uwagę i poza „wiedzeniem o tym” nauczyłam się jak z tego korzystać w praktyce, a co było ciężko wdrożyć w życie tylko na podstawie teorii.

Także warto rozważyć udział w klasach, ale trzeba to dobrze przemyśleć, bo mogą dać dużo tylko tym, którzy mają otwarty umysł, którzy są chętni na nowe doznania i doświadczenia, którzy chcą się uczyć, ale już co nieco o psach wiedzą. Warto też przez wybraniem się na klasy przeczytać opinię innych blogerów (i komentarze do ich wpisów, bo wypowiedzi uczestników są najbardziej wiarygodne), by zrobić to świadomie. Bo przyznam szczerze, że zachwycona relacją Psa w Warszawie nawet się nie zastanawiałam, kiedy się zgłaszałam. Teraz też chętnie ponowiłabym swój udział szczególnie z Alexą Caprą, ale podeszłabym do tego już zupełnie inaczej.

Zdjęcie w nagłówku, pochodzi z wydarzenia Talking Dogs – Klasy komunikacji dla psów.

(Visited 766 times, 1 visits today)
  • Paulina

    Małe sprostowanie: ja nie pokazałam Donnerowi piłki, żeby do mnie przyszedł. Ja zawołałam go takim tonem, że przyszedł, a piłkę pokazałam mu i rzuciłam na samym końcu, kiedy był już blisko, a zaczał zwalniać, bo faktycznie za długo to trwało. Pozdrawiam, Paulina / Talking Dogs

    • A dzięki, poprawiłam. 🙂 może faktycznie pokazałaś mu już piłkę jak biegł, nie pamętam już tych szczegółów. 🙂

  • PSIOLUBNI

    Bardzo długi i ciekawy wpis. Podoba mi się sama idea tych klas, ale nie wiem na ile może to się udać w praktyce. Najważniejsze jest to, że Donner zaczął myśleć.
    P.s Swoją drogą, nie myślałam że on ma taki charakterek! :p

    • Oj ma. ;p ogólnie warsztaty są spoko, ale trzeba kilka rzeczy organizacyjnie dopracować 😉

  • Kasia Żyrafa

    Film świetny : uśmiechnięty Donner i rozwarczane psiaki 🙂

    • Najważniejsze, że nie wdaje się w kłótnie 🙂

  • Ewa

    Oj te dyskusje samych ekspertów, geniuszy i fachowców, którzy poza kilkoma książkami wiedzy znikąd indziej nie czerpali…znam to niestety i zniesmacza mnie to tak samo, jak Ciebie. Na szczęście nie Donnera 🙂

    • Tutaj część osób miało wiedzę tego nie mogę im odebrać, ale kurcze… ja bym się nie odważyła pouczać, czy też radzić obcym osobom jak rozwiązać zaobserwowane przeze mnie problemy… Nie znając psa, właściciela, nie pracując z nimi, tylko wydawać osądy na podstawie kilku minut rozmowy lub obserwacji psa na placu. Poprostu szkoda mi tych osób, co wiedzy nie mają i nie świadome zwierzyły się z problemu lub zapytały czy ktoś miał podobny… Bo wtedy dostały taki wachlarz rad, że mi oczy na wierzch wyszły. Bo „eksperci” zaczynali się przekrzykiwać kto wie lepiej, a potem taka osoba odchodziła pełna nadziei i nowych pomysłów na rozwiązywanie problemu, a w grupie pozostawało: ‚jak się ten ktoś nie zna, że dopuścił do takiego problemu…’, ‚jak śmiał dyskutować..’, . ect… no mocno to wszystko nie smaczne i takie typowo facebookowe. Zupełnie nie moje klimaty, bo ciężko było nawet to słuchać, a o uczestniczeniu w dyskusji nie było mowy, po prostu nie było sensu.

      • Ewa

        Typowo facebookowe, typowo „polakowe” ale i niestety taka typowa loża szyderców na niektórych seminariach, co to jeździ tylko po to, żeby wytknąć braki prowadzącym i uczestnikom, a nie po to, żeby się czegoś dowiedzieć…;/

        • Coś w tym jest. I dla mnie to tak naprawdę jedyny znaczący minus tych warsztatów. Ale możliwe, ze taka grupa się akurat zebrała i na innym terminie będzie inaczej. Bo fajnie jest podyskutować z pasjonatami wymienić się spostrzeżeniami, ale nie fajne jest, jak to określiłaś „polakowanie” i ten tzw. efekt Krugera-Dunninga, który wpadł mi ostatnio w ręce 😛

          • Ewa

            O tak, gość słusznie zaobserwował-tym większa pewność eksperta im jego mniejsza wiedza 😀 Dlatego tak kocham Alexę Caprę i jej seminaria na przykład. Ona jest taka spokojna i szczera w tym co mówi, nie próbuje dyskutować z takimi trollami, tylko podkreśla, że skupia się na tym jak ONA to robi, i że nikt się z nią zgadzać nie musi. Niestety zauważam tendencję wzrostową-te grupki mnożą się coś ostatnio i można je spotkać wszędzie. Ale całe szczęście-grupki psiarzy, którzy chcą słuchać i prowadzić dialogi a nie monologi, też się zdarzają! 🙂

  • Co do dyskusji po godzinach – szczerze mówiąc ja się w ogóle nie wdaję w rozmowę przy kawie z tymi pozostałymi uczestnikami, którzy znają się z poprzednich wspólnych klas i warsztatów, bo nie przepadam za osobami, które łatwo wydają osądy, a odniosłam wrażenie, że to tego typu klimat. Może się mylę, może mam rację – nie wiem, bo się zbliżyłam, ale wygląda na to, że mamy podobne odczucia. Jeśli chodzi o kwestię odprowadzania psa i braku możliwości wysłuchania pełnej analizy wejścia to myśmy rozwiązywali to tak, że wychodząc prosiliśmy Marinę i Paulinę, żeby zaczekały aż wrócimy. Podpatrzyliśmy to u innych uczestników 😛 Super, że pojechaliście – dla mnie to było bardzo ciekawe doświadczenie, zwłaszcza pierwsze klasy podczas których byłam obserwatorką i mogłam skupić się na słuchaniu tych wszystkich nowych rzeczy. P.S. A Donner mi zaimponował, że uderzył zębami Wojtka, tego jeszcze nie było 😀

    • Dla mnie to bylo duże zaskoczenie te grupki specjalistów, bo tyle co jeżdżę na różne psie imprezy aż w taki stopniu nigdy sie z tym nie spotkałam. A o to by poprosić o zaczekanie na mnie nie wpadłam (brawo blond mózg!). Ogólnie nie żałuję i chętnie pojadę ponownie, ale kurczę taki trochę niesmak tych różnych sytuacji pozostaje…
      Ps. Uprzedzalam ze to mozliwe i zeby pozwolić mi przedstawić psu instruktorów. No ale ;p

  • Masz już upatrzony termin na klasy komunikacji? Pojechałabym ale jestem ekstremalnie emocjonalna i na wymądrzanie reaguję furią co źle wpływa na mojego psa, który chłonie emocje z otoczenia jak gąbka. Przydałby się ktoś z kim da się normalnie porozmawiać.

    • W tym roku juz chyba nie. Na najbliższy weekend nie bylo nie ja a te 17-18 ja mam zajęte. Takze nie mam pojęcia kiedy. Chyba ze cos w listopadzie bedzie 😉