18Paź

Zostałam trenerem Canid! Pora na dalsze plany.

Trochę się pozmieniało odkąd napisałam na blogu jeden z pierwszych wspisów, który dzisiaj musiałam zaktualizować, ponieważ był o mnie (zachęcam do zajrzenia). Moje dziecięce marzenia zaczęły się spełniać, a ja zaczęłam wierzyć, że w życiu na prawdę można robić to co się kocha i to o czym się marzy. A jeszcze nie tak dawno (no dobra 10 lat temu), pamiętam jak w pewną sierpniową noc siedziałam z Budzikiem w oknie wypatrując spadających gwiazd i powtarzając życzenie – że będę prowadziła szkołę dla psów. – Dziś jestem na dobrej drodze ku temu!

12108759_1174710762558196_7220545277540725125_n

Uczymy się kształotowania na kolegach

Jak Donner wspominał na fanpagu kilka dni temu – zostałam trenerem Canid. Nie mogę powiedzieć, że zdaliśmy rewelacyjnie, czy też bez problemu – nie jesteśmy ideałami. I choć w środę Donner pracował na 300%, nawet oddając zabawkę, podczas egzaminu miałam problemy by skupić uwagę psa na sobie. Każdy ma gorsze dni, nie mam więc pretensji do psa, zresztą za co? To ja nie potrafiłam go poprowadzić, a potem tak się zestresowałam, że mój biedny Donner został całkowicie zdezorientowany. Jednak chłopak postarał się i udało nam się zdać na nieco ponad 80%. Ciągle się uczymy, a ja ciągle popełniam błędy, ale mój pies stara się jak może wspierać mnie w dążeniu do moich celów dając mi siłę i wiarę, że mimo trudności, przezwyciężymy rzeczy niemożliwe. Ale tak naprawdę najwięszką motywacją i nagrodą były pewne piękne słowa, które usłyszałam, a które znaczyły dla mnie więcej niż wszystkie dotychczasowe suksesy życiowe. Były to drugie najpieknięsze w moim życiu słowa (tymi pierwszymi są oświadczyny M. żeby nie było). A jakie to słowa? Czego dotyczyły? Kiedyś, jeśli los pozwoli to Wam powiem.

I tak zostałam trenerem Canid!

A wszystko zaczęło się od niepozornego bloga i męczenia M., żebym chociaż spróbowała podzielić się z Wami swoją pasją. Spróbowałam i spodobało się Wam, więc próbowałam dalej. Dzięki wierze i wsparciu wielu osób zrobiłam krok naprzód i zapisałam się na kurs w Canidzie. A teraz? Teraz chcę więcej! Więcej kursów, więcej wiedzy… Wiem co chcę robić, wiem czemu się chcę poświęcić i wiem, że chciałam tego odkąd pamiętam, mimo, że całe życie myślałam, że jest to nie możliwe, bo trzeba być przykładnym obywatelem z ładnie brzmiącym ‚modnym’ zawodem. Nie nie trzeba. Oczywiście mąż dyrektor wiele ułatwia. No, ale bądźmy realistami – jednorożce nie istnieją…

12105793_1174710822558190_8681131650149030780_n

Dzień drugi zjazdu – jesień

Zrobiłam krok na przód i nim się obejrzałam, okazało się, że biegnę z zawrotną szybkością ku celowi mojego życia. Oby tylko nie podwinęła mi się noga i żebym nie dostała zadyszki, bo upadek może być bardzo bolesny. Ale miejmy nadzieję, że bezpiecznie dobiegnę na metę, bo w tym maratonie nie liczy się czas, a ukończenie biegu.

Jakie więc mamy plany na przyszłość? Na najbliższe dni znaleźć layout na bloga, który nie będzie doprowadzał mnie do napadów szału… Ci co mnie znają z czasów PBF’ów wiedzą, że mam *** na tym punkcie i potrafiłam miesiącami siedzieć i męczyć szablon, po czym okazywało się, że jest zbyt ciężki by sprawnie działał. Zapowiadają się długie zimowe wieczory, więc może w końcu i blog zostanie dopieszczony jak kiedyś fora. Ale to hobbistycznie w wolnej chwili i z nudów.

Bo przede wszystkim czeka nas praca – praca, praca i jeszcze raz praca – praca z psem w gwoli ścisłości. No dobra blog też, niech w końcu zacznie przynosić dochody. Na ilość zabawek, karm i akcesoriów dla Donnera nie narzekam, ale ja też muszę coś jeść. No ale wracając do psich planów. Musimy popracować nad motywacją i chodzeniem przy nodze. Obowiązkowo musimy zamknąć rozdział z zabawką i choć od czerwca poczyniliśmy olbrzymie postępy – jak pamiętacie Donner jeszcze kilka miesięcy temu nie podchodził do mnie mając zabawkę w pysku, na dzień dzisiejszy zdarza mu się ją wypluć na komendę. Mam w głowie kilka nowych sztuczek, musimy wciągnąć się w kształtowanie i zacząć pracować więcej z tropem. To tak dla zabicia czasu, a profesjonalnie? Zobaczymy, na razie w niedalekiej przyszłości chciałabym wziąć udział w warsztatach canicrossowych, ukończyć kurs Instruktora Canid, zrobić warsztat behawiorysty. Nie pogardzę też kursami które zaoferuje bezrobotnej Amelce urząd pracy – pod warunkiem, że będą związane z psami. A z dalszych planów? Kupić drugiego owczarka z przeznaczeniem do dogoterapii i zacząć z nim pracę, zacząć na poważnie pracować z psami i oczywiście dalej się rozwijać. Bo w mojej pasji chyba nie ma ostatniego rozdziału i zawsze znajdzie się coś nowego i to jest piękne.

12119073_1174710765891529_5430726101299309918_n

Dzień trzeci zjazdu (tego samego zjazdu co na poprzednim zdjęciu) – zima

A na razie – otwieram ‚Fundusz Inwestycyjny – Donner„, bo bez pracy ciężko napełnić konto, podobiznami polskich królów, więc wracam do harowania za grosze – do najbliższego zjazdu, bo potem będę musiała znowu rzucić pracę. Nie żebym płakała z tego powodu, ale koniec wyzysku Amelki. Teraz Amelka będzie wyzyskiwać pracodawców by zrealizować swoje marzenia. I tym mrocznym postanowieniem zakończmy dzisiejszy wpis.

Wszystkie zdjęcia z kursu możecie obejrzeć tutaj.

  • Super, że spełniają się Twoje plany i marzenia, życzę samych sukcesów!

    Najtrudniejsze, moim zdaniem, w pracy trenera są ludzie, z którymi masz do czynienia. To praca przede wszystkim z nimi, to u nich musisz zmieniać nawyki i ich uczyć wiedzy, którą mają przekazać swoim psom. W takiej pracy trzeba dokładnie uważać na słowa, jeden się obrazi, drugi przekręci, trzeci oburzy, itd. Ale jest to też praca dająca ogromną satysfakcję.

    Co do pracy nad wyglądam bloga znam ten ból 😉 Czasem też potrafię siedzieć nad podłączeniem jednej wtyczki kilka dni. Trzeba mieć anielską cierpliwość, będą jednocześnie bardzo upartym.

  • Musk i Amper

    Gratulacje! I oby tak dalej! Widać, że masz silną motywację – więc do przodu, do dzieła! Wszystko jest w zasięgu, trzeba tylko brać 🙂

  • Jakaś część mnie strasznie Ci zazdrości, a druga myśli, że oszalałaś 😛 Nie, a tak poważnie, zazdroszczę jaj bo sama bałabym się rzucić wszystko w cholerę i podążać za marzeniami. I z całego serca życzę powodzenia <3

    • Żebyś wiedziała, oszalałam. Rzuciałm pracę by pojechać na szkolenie z psem nie wiedząc nawet czy to będzie to co chcę. Ale ani chwili nie żałowałam tej decyzji. 😉 Praca nowa się znajdzie bez problemu. To jest tylko etap przejściowy, który docelowo ma mnie doprowadzić do tego co chcę robić. I chyba odkąd zaczęłam tak traktować pracę, to czy jest, czy jej nie ma – jaka jest – nie ma znaczenia, bo docelowo będzie i tak inna, a ta tylko chwilowo ma zapewniac mi utrzymanie i pozwolić na odłożenie na realizację marzeń. 🙂

  • Patrycja Snickersowa ;p

    Aż mam ciarki na plecach!!! Czytając Twoje słowa znajduję w nich wiele z siebie dlatego tak bardzo Cię rozumiem. Dlatego też trzymam mocno kciuki – nie za to żeby Ci się udało, bo tak będzie ;). Za to żeby życie nie rzucało pod nogi problemów z przyziemnej półki typu kasa, zdrowie, czas i inne, które odsuną Twoja marzenia w czasie. POWODZENIA!!! ;D

  • Gratulacje Trenerze 🙂
    Ps.Napisz gdzieś w widzocznym miejscu (kontakt, o mnie) gdzie mieszkasz, i gdzie Cię można spotkać, gdyby ktoś chciał umówić się na lekcje szkolenia psa – bo póki co ciężko znaleść informację o tym gdzie mieszkacie.

    • Dzięki 🙂 Kiedyś na pewno będą takie informacje, na razie jeszcze nie czuję się na siłach pomagać ludziom i ich psom. Muszę jeszcze zdobyć więcej doświadczenia i wiedzy, by móc pomagać świadomie, nie po omacku. A na razie ograniczam się do porad mailowych, osobom które z jakichś powodów nie chcą skorzystać z nauki w psiej szkole, a mają jakieś drobne pytania czy problemy i potrzebują rady lub wsparcia 😉

  • Powodzenia! Jakbym czytała w tym poście o sobie! Trzymam kciuki 🙂

  • Gratuluję… Sama zastanawiam się nad podjęciem tego kursu na trenera w Canid… a marzenia zawsze miałam podobne do Twoich, choć ja akurat chciałam być weterynarzem… Wiem, że tego już nie spełnię, ale jakby tak związać formalnie swoje życie z psami… hmm… Inspirujesz 🙂

    • Oh! Weterynarzem też zawsze chciałm być, ale świadomie z tego zrezygnowałam, bo nie byłabym wstanie pomagać psom w krytycznych sytuacjach, bo jestem zbyt wrażliwa i nie potrafiłabym zapanować nad emocjami. Co nie zmienia faktu, że tą wiedzę też poszerzam w miarę możliwości, ale bardziej po to by wiedzieć co dzieje się z moim pupilem i móc czasami podyskutować z weterynarzem 😉

      • O, to widzisz, jeszcze więcej podobieństw! Ja najpierw zrezygnowałam przez ułomność matematyczno-chemiczną, a później faktycznie moja wrażliwość już całkiem wzięła górę i przy głupim pobieraniu krwi bym zemdlała, a nie pomogła… A wiedzę warto poszerzać, wiadomo 🙂 Z tej chęci bycia weterynarzem zostało mi bardzo krytyczne do nich podejście, bo jednak dużo jest ludzi, co się do tego nie nadają i nawet podejścia do zwierząt nie mają.

        • Niestety to prawda, ale tak samo jest z lekarzam. Nie każdy ma powołanie. Na szczeście ja na moją klinikę nie mogę złego słowa powiedzieć, bo całym sercem są zawsze za moim Donnerem, choć czasem jest zabawnie, kiedy przychodzę do nich z gotową diagnozą i tym, że wiem co psu jest i co mogliby mu podać 🙂 Ale też wiem, że mogę zadzwonić do nich o każdej porze dnia i nocy .

          • Prawda, tak samo. Też mam swoich ulubionych weterynarzy, co prawda nie w tym mieście, w którym jestem na co dzień, ale są wspaniali i bardzo pomocni 🙂
            Swoją drogą, czy poleciłabyś jakieś książki/materiały na tematy psio-zdrowotne? Skąd czerpiesz wiedzę? 🙂