6Gru

Mikołajkowa przygoda Donnera – zbiórka na Tarysa trwa!

Nie uwierzycie jaką miałem dzisiaj przygodę!  Jak co niedzielę wybrałem się z Pańcią i M. na dłuższy spacer. Pogoda w grudniu wyjątkowo dopisuje i można by rzecz, że mamy piękną jesień tej zimy. Ciepło, błękitne niebo, słoneczko – idealna pogoda na spacery. Więc spacerujemy, ja biegnę przed Pańcią na lince, M. robi zdjęcia, aż tu nagle ciszę przerywa dźwięk dzwoneczków. Zatrzymuję się niepewny i zaczynam rozglądać się po okolicy. Ale nic nie widać! Podbiegam do Pańci, w końcu przy niej zawsze bezpieczniej i zaczynam węszyć. W powietrzu wyczuwam coś dziwnego… Przymykam oczy, żeby lepiej poznać zapach i już jestem niemal pewny, że to coś pomiędzy sarną i koniem. Ostry zapach spoconego leśno-kopytnego zwierzęcia przerywany lekką niepewnością. Otwieram oczy gotów pobiec  za zwierzyną. W tym czasie głos dzwoneczków nasila się i ni stąd ni z owąd przed nami ląduje zaprzęg jakichś dziwnych saren! Najprawdopodobniej ciężko chorych, bo miały migające, czerwony nosy! Przerażony czmychnąłem za Pańcię obserwując dziwne zjawisko zza bezpiecznych nóg. Bo jak wiadomo, Pańci wszyscy się boją i zawsze mi powtarza, że jak ja sobie nie dam rady to ona poprawi. W tym wypadku dałem jej wolną łapę. Ze stadem chorych saren obwieszonych dzwoneczkami nie będę ryzykował.

zaprzegi

Chyba widziałem Mikołaja…

I nagle za zaprzęgu, który ciągną dziwne sanie, wysiada wielki ubrany w gruby czerwony kombinezon facet. Jak nic POZORANT! A kiedy zrobił HO! HO! HO! Wiedziałem już co mam robić. Jednym susem wystartowałem do niego. Odbiłem się czterema łapami od wielkiego brzucha i zatopiłem kły w wełnianej, białej brodzie. Warcząc w niebogłosy zacząłem ją szarpać, chcąc zdemaskować przebierańca. Pańcia i M. podbiegli z krzykiemdo mnie i z trudem odczepili od nieznajomego. Kiedy odstawili mnie na ziemię, przyjrzałem się mu bliżej. Nie wyglądał na złego, czy przestraszonego. Trochę sponiewierany, ale całkiem sympatyczny dziadziuś. Nie pewnie szczeknąłem na niego kilka razy, na co on przeczesał ubraną w czarną rękawiczkę dłonią, zwichrzoną brodę i poprawił malutkie okulary w metalowej oprawce przyglądając się mi uważnie.
-Więc to Ty jesteś Donner? – zapytał niskim basowym głosem, zatykając kciuki wielkich dłoni za pas na brzuchu – Słyszałem, że byłeś dość niegrzeczny w tym roku.
Zmarszczyłem nos odsłaniając kły w oznace niezadowolenia, bo co niby ten obcy może wiedzieć! Po raz kolejny mężczyzna nie wyglądał na przestraszonego… Chyba się starzeję… Mężczyzna obrócił się i pogrzebał w swoich saniach po czym wyjął z nich wieki, srebrny, powyginany patyk, ozdobiony wstążką.
-Zasłużyłeś na rózgę.-powiedział trochę przepraszającym tonem wręczając mi patyk.
No! Ja to rozumiem, nie ma nic lepszego niż podarować psu patyk! Od razu jakoś tak bardziej go polubiłem i nawet zamachałem przyjaźnie ogonem, odłamując kolejne gałązki od mojego prezentu.
-Ah, byłbym zapomniał!- zagrzmiał człowiek -Słyszałem, że zbieracie prezenty dla Tarysa na Święta?-spojrzał na Pańcię i M. upewniając się czy to prawda. – Donnerze, przekaż mu proszę paczkę od Świętego Mikołaja.-powiedział grubasek, wyciągając z sani wielkie pudło.
Zgodziłem się, bo i czemu miałem się nie zgodzić, w końcu dostałem patyk! Mikołaj nie bez problem wykręcił swoim ośmio-sarnim zaprzęgiem i szybko wzbił się w powietrze. Odprowadziłem go głośnym szczekaniem, a  Pańcia i M. nie bez problemu zgarnęli paczkę dla Tarysa i wróciliśmy do domu.

zaprzegi

Teraz i ja mogę zostać Świętym Mikołajem! Postanowiłem zawieść Tarysowi prezenty, ale okazało się, że nie ma nigdzie do wynajęcia latających saren… postanowiłem więc zrobić inny magiczny zaprzęg. Zamarzyło mi się przyjechać saniami zaprzężonymi w yorki, ale nigdzie nie było takich do wynajęcia… jamniki były już zajęte, a chihuahua  mógłby sobie nie poradzić, za to z pusdlami to trochę wstyd, bo mają gołe tyłki… natomiast samoyedy stanowiły by dla mnie za dużą konkurencję. Ostatecznie więc postanowiłem wysłać Pańcię i M. naszym Don-Mobilem. Jeszcze tylko musimy za tydzień sprawdzić czy Mikołaj nie zostawił nic dla Tarysa w Lublinie, ale coś czuję, że ktoś w tym roku będzie miał całkiem udane święta! Trzymaj się kolego, choć pewnie na żywo bym Cię zeżarł, to z na odległość życzę Ci Wszystkiego Mikołajowego!

zaprzegi

Pierwsza partia prezentów dla Tarysa, ciekawe co znajdziemy w Lublinie

A Wy jeśli chcecie dorzucić jakieś drobiazgi dla Owczarka w Potrzebie, piszcie do Pańci mailowo lub przez social-media, a ona Wam powie czego potrzebuje Tarys. Zbieramy dary tylko do 14.XII.2015, więc się spieszcie! A bycie Mikołajem jest naprawdę fajne! Więcej o akcji „Projekt Prezent” i samym Tarysie przeczytacie: tutaj.

~Donner

  • Tyle pysznych i pięknych prezentów! Well done Donner 😉

  • Patrycja Snickersowa ;p

    Ale się uśmiałam – Donner jesteś MEGA!!! ;D